Reklama

Maniak rocka progresywnego

Ryszard Świtała z dumą prezentuje swoją kolekcję. Na potrzeby fotografii wyciągnął cztery spośród kilkuset płyt (od lewej): "Armageddon", "Twenty Sixty Six and Then", "Buffalo", "Josefus". 
     fot. Remigiusz Konieczka

W muzycznym raju utraconym lat siedemdziesiątych
   Maniak rocka progresywnego
   O rocku progresywnym granym na przełomie lat 60 i 70 wie wszystko. Zna zespoły, o których wielu dziennikarzy muzycznych nie ma pojęcia. - "Kaczkowski i Mann prezentują zaledwie wycinek tego. Ja mam u siebie takie rzeczy, których oni nie mają" - mówi z przekąsem żninianin Ryszard Świtała.

   - "Urodziłem się, żeby dla muzyki żyć. To jest moja pasja od urodzenia. Jak słyszałem jakiś motyw muzyczny, jakieś dźwięki, to dostawałem dreszczy. Robiłem się miękki. To był inny świat, coś innego, co spotkałem na swojej drodze w czasie dzieciństwa" - tak zaczynał swoją opowieść mieszkaniec Żnina Ryszard Świtała.

PRZEGLĄDAJĄC ZESZYTY
Hawkwind - Grupa ta grała tzw. rock kosmiczny. Jak się tego słucha, to ma się wrażenie lotu w kosmosie. Dla mnie jest to jeden z najważniejszych zespołów.
Frank Zappa - Jeden z niewielu instrumentalistów, którzy wypracowali własny styl. Wirtuoz. jeden z najlepszych gitarzystów. Opowiadał poprzez muzykę, rozbudowywał partie solowe, mieszał gatunki. Był nieobliczalny. Trzeba posłuchać.
Pink Floyd - Większość zna ich od płyty "Dark Side of the Moon". Dla mnie ich dwie pierwsze płyty były najlepsze, bo jest to klasyczna psychodelia. Podoba mi się utwór "Ostrożnie z siekierą panie Eugeniuszu" z płyty "Ummagumma". Mroczny początek, idzie, idzie, a potem krzyk, aaaaaaaaaaaa jakby ktoś nagle pojawił się z siekierą.
High Tide - Zespół, który hołubię. Zawsze grał na wysokim poziomie i z tego poziomu nie schodził. Znakomita muzyka, a każda płyta lepsza od poprzedniej.
Gratefull Dead - Grali kwaśną muzykę jak ja to nazywam, czyli acid rock. Fani za nimi jeździli na każdy koncert. Dali słynny koncert przy piramidach w Gizie. Łączyli blue grass z rockiem i country. Płyty studyjne nie są zbyt efektowne, ale koncerty mieli zabójcze. Bogate instrumentalnie.
Jimi Hendrix - Nie wystarczy robić na gitarze sprzężenia. Trzeba to robić w odpowiednim momencie. Jimi Hendrix potrafił wykorzystać sprzężenia. Wykorzystywał to, aby przekazywać emocje. Potrafili tak robić najwyższej klasy instrumentaliści.
Velvet Underground - Uważany za prekursora punk rocka, hałaśliwego grania. Wtedy, w 1968 roku nie było to znane, bo o takiego gatunku nikt wtedy jeszcze nie chciał słuchać. 
Omega - W latach 70 węgierski rock był na wyższym poziomie niż nasz. Było wiele dobrych zespołów, a "Omega" należał do najpopularniejszych.    (rk)

    DŹWIĘK ZBYT KRÓTKI
    W wieku 10 lat został mieszkańcem Żnina. Był wtedy 1962 rok. Kiedy miał 16, 17 lat nastał dla niego czas odkryć muzycznych. Pewnego dnia wrócił ze szkoły do domu i zauważył, że brat przyniósł adapter i mnóstwo pocztówek muzycznych. - "To były przeboje z list światowych, a wykonawcy byli na topie" - mówi wymieniając przy tym wykonawców, których wtedy poznał: duet "Sonny & Cher", wykonawca o pseudonimie "Donovan", Czesława Niemena. Ryszard Świtała wraz z bratem postanowił zarobić na adapter pomagając przy żniwach. Bracia kupili go w Żninie w sklepie elektrycznym na rogu ul. Śniadeckich. Kosztował 600 lub 700 zł i podłączało się go do radia. 
    Ryszard Świtała powiedział: - "Radość była wielka, bo w końcu mieliśmy adapter. Ale trzeba było później kupić coś do grania. Poszedłem do księgarni. Pamiętam jakie płyty kupiłem po raz pierwszy. Były to dwie pocztówki. Na pierwszej był utwór "Pożar w Kwaśniewicach" grupy "No To Co" i Połomski tam był. "Cała sala śpiewa z nami". Krzywiłem się. Ja tego nie znoszę. Na drugiej była Karin Stanek, a drugiego nagrania nie pamiętam. Stopniowo się chodziło i kupowało".
    Wtedy na pocztówkach ukazywały się utwory "Led Zeppelin", "Beatlesów", "The Termelows", "The Kings". Pocztówki te - jak opowiada Ryszard Świtała - miały pewną niedogodność. Trzeba je było ciągle zmieniać. Nagrania trwały od 5 do 6 minut. Niektórzy nakładali w adapterze jedną pocztówkę na drugą. Wtedy można je było łatwo zarysować i dźwięk nie był już czysty.
    - "Trzeba było kupić longplay, bo można go dłużej posłuchać. Ale co tu kupić? W tym czasie młodzi ludzie w Polsce słuchali "Czerwonych Gitar". Pierwszą płytę kupiłem w żnińskiej księgarni. Był to drugi album "Czerwonych Gitar". Także w WDT była jedna ich płyta, która leżała 5 lat i nikt jej nie kupił. Leżała i czekała na mnie. To była pierwsza ich płyta" - mówił o zakupach z 1968 roku.
    Ale muzyka płynąca z czarnego winylowego krążka nie podobała się fanowi rocka. Głównie ze względu na jakość: - "Szumi i trzeszczy. Pewnego sylwestra przyszli sąsiedzi żeby pożyczyć adapter i płyty. Chociaż myślałem jak im odmówić, to w końcu uległem i pożyczyłem płytę "Czerwonych Gitar". Jak oddali to płyta wyglądała tak jakby ktoś po nich gwoździem przejechał. Łapa od gramofonu była luźna. Była to dla mnie nauczka na zawsze: "Nie pożyczać".
    DŹWIĘK PROGRESYWNY
    Ryszard Świtała jest fanem rocka progresywnego. Stworzył własną definicję tego gatunku. 
    - "Dla mnie charakteryzuje się on skomplikowaną strukturą muzyczną, łączącą w sobie elementy jazzu, muzyki klasycznej, bluesa, folku i wielu innych gatunków. Połączone jest to z długimi improwizacjami, a poszczególne utwory są rozbudowane. To wszystko podane jest w rockowym sosie. Najbardziej ekscytuje mnie w tym gatunku to co można znaleźć. Można słuchać utworów i one się nie nudzą. Mogę po kilku dniach wrócić do tego samego utworu i coś nowego w nim odkryć".
    Fan rocka progresywnego nie ma dziś łatwego życia. Powodem tego są między innymi stacje radiowe, które takiego rodzaju muzyki nie prezentują. Dlatego z sentymentem Ryszard Świtała wspomina lata swojej młodości, kiedy miał radio marki "Izabela".
    OBOWIĄZKI FANA
    Rock przełomu lat 60 i 70 to nie tylko specyficzne brzmienia i narodziny nowych gatunków, ale także specyficzny wygląd i zachowanie muzyków. Dla Ryszarda Świtały wygląd zarówno muzyka, jak i fana muzyki rockowej jest bardzo ważny: - "Fascynował mnie inny wygląd. Długie włosy. Symbol mojego pokolenia. Jeszcze w latach 60 postanowiłem, że chcę takie mieć. Nigdy nie lubiłem krótkich włosów. Muzyk inaczej się prezentuje jak ma długie włosy. Ja włosy zapuściłem w szkole zawodowej. Miałem przez to kłopoty z nauczycielami, ale nie ostrzygłem się. Później w pracy też były nieprzyjemności. Nawet na milicji pytali się kiedy się obetnę. Muszę nieskromnie powiedzieć, że jako jeden z pierwszych w Żninie miałem długie włosy. Ale musiałem iść do wojska i tam mnie ostrzygli prawie na zero. Jak w 1972 roku przyjechał do mnie do jednostki brat z kolegą, to obydwaj mieli długie włosy. Zdębiałem. A oni powiedzieli mi, że w całym mieście nosi się takie fryzury".
    DŹWIĘK ZNAKOMITY
    Po odbyciu dwuletniej zasadniczej służby wojskowej w 1973 roku pan Ryszard powrócił do Żnina i zdał sobie sprawę, że w czasie jego pobytu w wojsku światło dzienne ujrzało wiele płyt, które przeszły do historii muzyki rockowej. Postanowił też, że więcej płyt długogrających nie będzie kupował. Przede wszystkim dlatego, że trzeszczały, a po drugie dlatego, że były drogie: - "Płyta kosztowała 200 zł, a ja nawet 1.000 zł nie zarabiałem" - wyjaśnia. Dlatego w połowie lat siedemdziesiątych zakupił magnetofon szpulowy. 
Dziś kolekcjonuje płyty CD. Zresztą robi to od ponad 15 lat. 
    - "W 1989 roku płyty takie były powszechne. W tym też roku kupiłem sobie pierwsze płyty. To było właśnie to. Analog nie cieszył się poważaniem. W przypadku CD nareszcie jakość dźwięku była znakomita. Remastery starych płyt są tak czyste, że aż się chce tego słuchać" - opowiada Ryszard Świtała. Pan Ryszard miał już kilkadziesiąt płyt, ale nie miał odtwarzacza. Zakupił go dopiero w 1996 r.
    ZESZYTY O DŹWIĘKACH
    Ryszard Świtała zaczął coraz bardziej zgłębiać swoję wiedzę w dziedzinie rocka progresywnego. Nie wszystkie płyty kolekcjonował, bo nie wytrzymałby tego jego domowy budżet. Poza tym o wielu zespołach mówiono w radiu, ale ich płyt w ogóle nie można było w Polsce zdobyć. Dlatego Ryszard Świtała zaczął zapisywać nazwy zespołów i ich dyskografię (tylko longplaye) w zeszycie. Dziś jest to już kilka zeszytów. Dwa z nich, to ponad 100 stron nazw zespołów. Dodać należy, że to nie wszystkie. Większość, to grupy angielskie i amerykańskie. A płyty pochodzą z lat 60, 70, a także 80.
    - "Mam fotograficzną pamięć. Jak zobaczyłem gdzieś w gazecie zdjęcie jakiejś grupy, albo okładkę płyty, to dziś kiedy idę do sklepu łatwiej jest mi skojarzyć jaka to jest płyta. Dzięki temu mam płyty, o których wszyscy zapomnieli" - wyjaśnia żninianin.
W swoich materiałach Ryszard Świtała ma także wycinki ze "Sztandaru Młodych" z artykułami o nowych zespołach rockowych, które dziś zaliczane są do klasyki gatunku.
    - "Miałem takie przeczucie w przypadku zespołu "Yes". Wiedziałem, że coś z niego będzie. Podobnie rzecz się miała z "Roxy Music". Przeczytałem i wiedziałem, że jest dobry. Po raz pierwszy słyszałem ich w 1973 roku w radiu. Nikt się nimi nie zainteresował, a dla mnie jest to czołówka rocka progresywnego" - mówi pan Ryszard.
    SZUKANIE DŹWIĘKÓW
    Tych unikatowych płyt, nieznanych już dziś wykonawców Ryszard Światła poszukuje po całym kraju i Europie poprzez znajomych i kolekcjonerów. Jak mówi ciągle odkrywa coś nowego w muzyce, która swoją świetność przeżywała na przełomie lat 60 i 70.
Ryszard Świtała z dumą podkreśla, że jego świat muzyczny nie kończy się na znajomości "Led Zeppelin", "Deep Purple", "Black Sabbath" i "Budgie". - "Mi chyba nie starczy życia, żeby poznać i zdobyć tyle płyt. Świat muzyki jest wspaniały" - powiedział Ryszard Świtała. - "Nie ograniczam się tylko do muzyki ambitnej, ale jak mam słuchać Celine Dion, to już nie".
Ryszard Świtała swoją wiedzą z dziedziny muzyki rockowej pochwalił się także przed dziennikarzami z Radia PiK z Bydgoszczy. Początkowo nawiązał kontakt ze Zdzisławem Pająkiem. Z Bydgoszczy Zdzisław Pająk w odpowiedzi na listy przysłał na początku płytę "Budgie", a później muzykę z przedstawienia "West Side Story". 
    - "W trzecim liście poprosiłem go o utwory zespołów, które nic mu nie mówiły. Powiedział, że powstanie audycja, w której będą pojawiać się mało znane zespoły. I rzeczywiście w poniedziałki między 2100 a 2200 była. Nieskromnie podpowiem, że powstała z mojej inicjatywy, bo się tego domagałem. Prowadził ją Dariusz Pestka. Przynosił własne płyty. Znakomite zespoły były prezentowane. Ale audycję po roku nadawania (1998 rok) znieśli".
    DŹWIĘKI UTRACONE
    Ryszard Świtała mówi, że żyje w muzycznym raju utraconym lat siedemdziesiątych, bo tego raju, takiej muzyki jak wtedy, czyli rocka progresywnego już nie ma.

Reklama

Remigiusz Konieczka
Pałuki nr 680 (8/2005)

Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Reklama

Wideo palukiznin.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości