"A po nocy przychodzi dzień, a po nocy spokój" - ten fragment, a zapewne i większość tekstu Adama Sikorskiego do utworu "Jest taki samotny dom" znają miłośnicy polskiego rocka i "Budki Suflera". 12 sierpnia 2017 r. przyszedł po burzliwej nocy dzień, ale do spokoju droga była daleka. Większość powstałych zniszczeń udało się w gminie Żnin odbudować lub naprawić. Jednak wśród wielu mieszkańców, niepokój wciąż wraca w serca przy każdym alercie pogodowym lub widoku czarnych chmur nad pałucką ziemią.
Gdybyśmy przenieśli się w czasie do 1 sierpnia 2017 r., Żnin mocno by nas zdziwił. Pamięć ludzka jest bowiem ulotna, obrazy zacierają się we wspomnieniach. Oczywiście, żninianie zapytani o nawałnicę w 2017 r., szybko przypominają sobie datę - piątkowy wieczór 11 sierpnia, noc, która po nim nastąpiła i szokujący poranek, gdy obraz zniszczeń stał się widoczny w świetle dnia. W tym dramatyczny widok na Cukrownię Żnin ze złamanym kominem.
ARBORYŚCI NA CMENTARZU
Nie przez przypadek jednak piszę o cofnięciu się w czasie do 1 sierpnia, a nie 11 dnia tamtego miesiąca pięć lat temu. Bo w rzeczywistości nawałnice przeszły nad Pałukami dwie. Ta pierwsza w nocy z 1 na 2 sierpnia we wspomnieniach Zygmunta Nyki była największym takim kataklizmem od 1962 r. Jednak po tym, co nastąpiło w piątkowy wieczór 11 sierpnia, wydała się tylko nieco większą burzą.
To nieprawda, bo już po tym pierwszym, nawalnym wietrze oszacowano, że w Żninie 300 drzew, z czego 200 w samym parku trzeba będzie wyciąć, bo albo się połamały, przewróciły wyrwane z korzeniami lub ich konary zagrażały bezpieczeństwu. Równie źle sytuacja wyglądała 2 sierpnia na cmentarzu przy ul. 700-lecia. Ksiądz Tadeusz Nowak, zarządca nekropolii wtedy zadziałał szybko. Na niedzielnej mszy św. powiedział wówczas: - Także huragan, który przeszedł nocą z 1 na 2 sierpnia nad naszą pałucką ziemią jest dla każdego z nas wezwaniem do nawrócenia i życia słowem bożym w codzienności.
Już 9 sierpnia na cmentarzu pojawiła się zamówiona przez księdza firma arborystyczna, której pracownicy zaczęli usuwać nadłamane konary wysokich drzew, a 11 z nich miało zostać usuniętych w całości. Prace nie zostały dokończone, bo 3 dni później przetoczyła się nad Pałukami kolejna nawałnica. Jeszcze silniejsza i siejąca jeszcze większe spustoszenie, niż ta sprzed 10 dni.
![]() |
| 2 sierpnia 2017 r. przy pomoście od ul. Licealnej. Obalone drzewo w miejscu, gdzie obecnie kończy się Peron im. Andrzeja Rosiaka Żnińskiej Kolei Wąskotorowej. fot. Karol Gapiński |
ŚWINIE PRZYGNIECIONE PRZEZ DACH
Była wtedy pełnia żniw. Na polach znajdowały się baloty ze słomą. W tamten piątkowy wieczór stały się one pociskami, które niesione wiatrem przelatywały z pola na pole, nierzadko pokonując pasy dróg publicznych i zatrzymując się na budynkach. Wiatr przyszedł od południowego zachodu. Przesuwał się od Dolnego Śląska, przez Wielkopolskę, ale żadne SMS-y z alertami pogodowymi nie przyszły.
W całym powiecie żnińskim strażacy w tamten pamiętny weekend przyjęli blisko 100 zgłoszeń z prośbą o pomoc. Dwoili się i troili, by zabezpieczyć wspólnie z właścicielami tych posesji i wielokrotnie sąsiadami, członkami rodzin, by doraźnie zabezpieczyć zerwane dachy. Później przyszedł czas na ich naprawę. Zresztą nie tylko dachów, bo i kominów, ścian. Niektórzy zaś musieli budować od podstaw.
Grzegorz Janicki w Skarbienicach hodował wówczas trzodę chlewną w zaadaptowanej do tej funkcji stodole. Budynek był na południowym skraju wsi i przyjął jako pierwszy falę uderzeniową. Konstrukcja dachu runęła na świnie i 7 z nich zabiła, łamiąc kręgosłupy i przyduszając zwierzęta. Obecnie Grzegorz Janicki już nie hoduje trzody. Zrezygnował z powodu braku opłacalności, a poza tym nie na wszystko starczało czasu. Tak, czy inaczej, stodoła Grzegorza Janickiego została odbudowana od podstaw. Gospodarz sfinansował to z odszkodowania i pomocy rządowej. Teraz już nie można tego obiektu nazywać stodołą, to jest duży obiekt magazynowo-garażowy. Na posesji w Skarbienicach zastaliśmy siostrę gospodarza, czyli Małgorzatę Janicką. Pokazała nam, jak wygląda odbudowany obiekt, a jako ciekawostkę wskazała małe, zupełnie uschnięte drzewo wierzbowe. Przed laty sama je sadziła i miała do niego sentyment, zwłaszcza, że przetrwało nawałnicę, nic mu się też nie stało podczas budowy nowego obiektu (rośnie między bramą na podwórze a ścianą budynku), a w tym roku wyschło nie wiadomo dlaczego.
- Rozbiórka i porządkowanie trwały ok. sześciu miesięcy, a budowa nowego budynku - rok. Latem 2020 roku, brat zmagazynował zboże już w nowym miejscu. Obecnie - obiekt ma przeznaczenie gospodarczo-magazynowe. Pokażę panu zdjęcie przewróconego drzewa przy brzegu Jeziora Skarbienickiego. Po odcięciu pnia, widoczne korzenie z warstwą ziemi ponownie osadziły się na pierwotne miejsce. Osobiście widziałam to zjawisko - opowiada nam Małgorzata Janicka.
![]() |
| Zofia Kozłowska 12 sierpnia 2017 r obok zniszczonego budynku w jej gospodarstwie w Januszkowie fot. Karol Gapiński |
NAPRAWA DACHU I UPADEK Z NIEGO
Z kolei u Stanisława Nyki dach spadł na podłogę strychu. Nie zerwał kolejnego stropu i nie spadł na świnie, które wówczas były też hodowane na dole budynku. Mimo to straty polegały nie tylko na zerwanym dachu, ale dodatkowo jeszcze zamokło ziarno, które było zmagazynowane na tym strychu. Stanisław Nyka otrzymał pieniądze z ubezpieczenia i pomocy rządowej. Dach został odbudowany. Teresa Nyka, jego małżonka jest jednocześnie sołtyską Skarbienic. Przyznaje, że pomoc przyszła, ale często to nie były środki wystarczające, by szybko odbudować wszystko to, co sobie poszkodowani gospodarze zamierzyli.Teresa Nyka dodaje, że akurat w przypadku jej męża doszła do tego jeszcze jedna przykrość. Otóż podczas wykonywanych prac naprawczych na dachu spadł i dotkliwie się połamał. Pół roku spędził unieruchomiony w łóżku.
Sąsiednie Rydlewo też ucierpiało. Tam jednak druga wichura była dopełnieniem pierwszej, bo w nocy z 1/2 sierpnia Rydlewo obok Żnina ucierpiało najmocniej w gminie. Z kolei druga nawałnica 10 dni później większe straty poczyniła właśnie w Skarbienicach, które wcześniej tak bardzo nie ucierpiały. W Rydlewie zniszczona została stodoła. Po nawałnicy odbudowana została tamtejsza baza postojowa Frigo Logistics. Pierwsza nawałnica od Rydlewa uderzyła w miasto. Najbardziej wtedy ucierpiał ośrodek wypoczynkowy PTTK. Teraz on już nie istnieje w takim kształcie, jaki był przed wichurą i przeszedł w prywatne ręce. Firma arborystyczna na cmentarzu nie dokończyła swoich prac, bo 11 sierpnia na nekropolii to wiatr, a nie drwale dokończył swoje dzieło. Na cmentarzu zniszczonych było wiele grobów. Dzieło ich odbudowy realizowali własnym kosztem ich właściciele. Nekropolia nie była ubezpieczona jako całość od szkód spowodowanych przez przewrócone drzewa. Niektórzy właściciele pomników posiadali jedynie ich indywidualne ubezpieczenie. Zniszczenia dotknęły też Pomnik Powstańców Wielkopolskich na żnińskim cmentarzu. On został odrestaurowany w zeszłym roku przy wsparciu środkami z budżetu państwa.
![]() |
| 2 sierpnia 2017 r. - zniszczona do połowy stodoła w Rydlewie. 10 dni później wiatr dokończył tam dzieła zniszczenia. fot. Karol Gapiński |
NAWAŁNICA ZE ŻNINA IDZIE NA MURCZYNEK I JANUSZKOWO
Pierwsza nawałnica złamała wiele konarów, lub całych drzew zwłaszcza w otoczeniu kościoła św. Floriana. Drugi atak wiatru poczynił jeszcze większe szkody. Przewrócił m.in. lipę, która rosła obok Pomnika Polskiego Państwa Podziemnego. Drzewo spadło na ów pomnik, ale go nie uszkodziło. O wiele gorzej było na dachu kościoła farnego. Wiatr pozrywał potężne jego fragmenty i pokazały się gołe połacie więźby. Nawet początkowo tylko doraźne zabezpieczenie dachu na świątyni rodziło problem ze względu na wysokość. Sam remont dachu na kościele pw. św. Floriana, czyli wymiana więźby i dachówek rozpoczął się niemal w pierwszą rocznicę nawałnicy i potrwał około 2 lata.
Druga nawałnica poczyniła ogromne straty jeśli chodzi o dachy budynków jednorodzinnych. W takich miejscowościach, jak Wenecja, Podgórzyn, Januszkowo, a zwłaszcza Murczynek praktyczne nie było gospodarstwa, które w mniejszym lub większym stopniu by nie ucierpiało.Wspomina o tym Maria Skrocka, sołtyska ostatniej z wymienionych wsi. W Murczynku może znalazłyby się 2 gospodarstwa, w których wtedy nie ucierpiałby żaden budynek. Akurat Maria Skrocka nie miała na własnej posesji strat, ale wielu jej sąsiadów miało pozrywane całe dachy lub ich fragmenty. Ośmioosobowa rodzina Gralików straciła dach na budynku mieszkalnym. Oni zdecydowali się wtedy rozebrać ściany, które pozostały i odbudowali dom od fundamentów. W czasie odbudowy mieszkali w specjalnym kontenerze mieszkalnym, który zapewnił Urząd Marszałkowski.
Maria Skrocka wspomina, że pomoc przychodziła z różnych źródeł, od samorządów i ze strony rządowej. Pomoc szła z różnych stron. Sołtyska pamięta, że pomogła gmina Dąbrowa w powiecie mogileńskim (m.in. przekazali środki na rzecz państwa Gralików, którzy odbudowywali dom), pieniądze trafiły też z Gozdanina.Tam zorganizowana była zbiórka a z zebranych środków kupiono materiały budowlane na potrzeby mieszkańców Murczynka odbudowujących zniszczone stodoły, albo zerwane dachy na domach.
WALKA O ODSZKODOWANIA
Wielu mieszkańców naprawiało szkody opierając się na wypłatach odszkodowań od firm ubezpieczeniowych. W tym miejscu zaznaczmy, ze wypłaty polis nie były sprawą prostą. Oczywiście straty trzeba było udokumentować zdjęciowo. Jednak wiele osób - nie tylko w Murczynku, lecz w każdym podobnym przypadku w całej gminie Żnin - miało poczucie niesprawiedliwości, gdy ubezpieczyciele przedstawiali kwotę, którą zamierzali wypłacić. Składane więc były skargi i w wielu przypadkach były one uwzględniane, a kwoty wypłat z ubezpieczenia zwiększano.
Jan Kasprzak np. wspomina, że potrzeba było skorzystać z pomoc y firmy windykacyjnej, by wywalczyć odszkodowania pozwalające w ogóle myśleć o podjęciu odbudowy, czy tylko naprawy. A Jan Kasprzak i tak był w o tyle lepszej sytuacji, że zna się na budowlance i stodołę odbudował sam. O usługi firm budowlanych łatwo wtedy nie było, poza tym duża liczba zleceń spowodowała, że ceny za te usługi mocno poszybowały w górę. Po samej nawałnicy Jan Kasprzak musiał znaleźć inne schronienie dla cielaków. Jan Kasprzak odbudowę zrealizował z pomocą syna, Artura.
![]() |
| Odbudowany budynek magazynowo-inwentarski w gospodarstwie Grzegorza Janickiego w Skarbienicach fot. Karol Gapiński |
SZUKANIE POCIESZENIA - ZABAWA NIE W GŁOWACH
Sąsiednie Januszkowo miało także duże straty. Zwłaszcza posesje położone na drodze wiatru przetaczającego się z Murczynka w kierunku północnym. Potężne straty zanotowała Zofia Kozłowska, właścicielka dużego gospodarstwa i parku ze starodrzewem, który stworzyli wiek wcześniej jej przodkowie. Drzew było pani Zofii szczególnie szkoda, bo parku ze 100-letnimi okazami nie da się odtworzyć przez nasadzenia. Co innego budynek inwentarski. Dla Zofii Kozłowskiej najważniejsze wtedy było i tym się pocieszała, że śmierć od spadających belek i pokryć nie spotkała jej zwierząt. Zniszczenia wymusiły kompleksowe działania związane z modernizacją budynków, które i tak prędzej, czy później musiałyby nastąpić. Jednak skala potrzebnych nakładów na odbudowę była tak duża, że Zofia Kozłowska, zresztą jak wielu innych poszkodowanych w mieście i na wsiach, musiała rozłożyć realizację inwestycji na kilka lat.
W porównaniu do sąsiednich gmin, bardziej zalesionych, Żnin nie poniósł wielkich strat w lasach. Wyjątkiem był las w Kierzkowie, w którym sprzątanie obalonych drzew, podobnie, jak np. w parkach w Żninie trwało wiele miesięcy. Natomiast wtedy, w sierpniu 2017 r. gmina Żnin miała być gospodarzem wspaniałej imprezy dożynkowej dla całego powiatu. Nikomu jednak z rolników nie śpieszyło się wtedy do zabawy. Ostatecznie oficjalny obrzęd dożynkowy w ograniczonej formule przeprowadzono na rogu ul. Śniadeckich i ul. Wodnej w Żninie. Tańców i koncertów zespołów nie było. Pierwotnie zaplanowane dożynki w Wenecji zresztą i tak nie mogły się odbyć, bo miejscowość ta była jedną z najbardziej zniszczonych po nawałnicy na Pałukach. Teren przy świetlicy wiejskiej był spustoszony. Po trwających wiele miesięcy porządkach dożynki w Wenecji odbyły się w kolejnym roku. Wówczas już na parkingu Muzeum Kolei Wąskotorowej. Ta instytucja też zresztą musiała zrealizować naprawę dachu na swoim hostelu.
ZOSTAŁ STRACH
Cukrownia Żnin w sierpniu 2017 r. była i tak w budowie. Szkody wyrządzone wtedy przez wiatr nie zmieniły wiele, bo obiekt był tak, czy owak w katastrofalnym stanie. Tylko komina szkoda, bo miał tam powstać taras z widokiem na Żnin. Władysław Grochowski, prezes Grupy Arche i jego architekci oraz inżynierowie zdecydowali, że odbudowa komina nie ma sensu. Decyzja tamta już nie została zmieniona.
Obecnie także gospodarstwa w Murczynku już się odbudowały. Nie mniej jednak niepokój związany z wydarzeniami w sierpniu 2017 r., że mogą się powtórzyć, wraca. Wystarczy, że słychać gdzieś w oddali grzmoty i widać błyskawice, a chmury ciemnieją.To było bolesne przeżycie dla wielu ludzi. Koniec końców zniszczenia stały się impulsem do poprawy infrastruktury publicznej i prywatnej. Zapewne, gdyby nie nawałnica, gmina tak szybko nie zajęłaby się dachem magistratu, ŻDK i budynkami pozostającymi w jej zasobach mieszkaniowych. Uporządkowaniem drzewostanu. Podobnie było w przypadkach prywatnych właścicieli nieruchomości
- Jednak za każdym razem ta myśl o nawałnicy z 2017 r. wraca, gdy na telefony przychodzą alerty pogodowe. Oby to się już nigdy nie powtórzyło - zakończyła Maria Skrocka.
Karol Gapiński, 6 VIII 2022
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze