Reklama

Nie chcą, by do mszy grały piły

Kierzkowo, mieszkańcy, tartak, kościół, działka, przetarg
     Nie chcą, by do mszy grały piły
     Grupa mieszkańców Kierzkowa protestuje wobec zamiaru sprzedaży tartakowi gminnej działki. W sąsiedztwie tartaku jest dom parafialny i kościół, a proboszcz wcześniej sam inicjował działania, by uporządkować teren pod boisko. Argumenty drugiej strony: stworzenie możliwości rozwoju firmie, która płaci podatki gminie i daje miejsca pracy mieszkańcom.

     28 października Rada Miejska w Żninie w drodze uchwały wyraziła zgodę na sprzedaż działki nr 92/6 przy drodze z Kierzkowa do Młodocina. Działka ma powierzchnię 0,9367 ha.
     Grupa mieszkańców Kierzkowa od razu zareagowała na tę uchwałę wysyłając pisma protestacyjne do burmistrza, do przewodniczącego i radnych Rady Miejskiej w Żninie oraz do wojewody kujawsko-pomorskiego. Mieszkańcy prosili o uchylenie uchwały wyrażającej zgodę na sprzedaż gminnej działki. Argumentowali, że na działce tej znajduje się boisko sportowe, zorganizowane z inicjatywy ks. Zbigniewa Garczarka, proboszcza parafii Nawiedzenia Najświętszej Maryi Panny i Wszystkich Świętych w Kierzkowie, i dzięki pomocy mieszkańców. Mieszkańcy użyczyli sprzęt i uporządkowali teren, który był dzikim wysypiskiem śmieci. Pomogli dlatego, żeby ich dzieci miały tam miejsce do gry w piłkę i do rekreacji. Zresztą tradycyjnie od pół wieku, jak podnosili ci mieszkańcy w swoich pismach, teren ten spełniał funkcję wiejskiego boiska. W ostatnich latach ksiądz z własnych środków zakupił trawę i torf do stworzenia należytej murawy na boisku. Oprócz rozgrywek, np. o puchar proboszcza czy puchar sołtysa, są tam organizowane sołeckie dożynki czy imprezy integracyjne, np. z okazji Dnia Dziecka. Był tam również zorganizowany jubileusz 40-lecia kapłaństwa proboszcza kierzkowskiej parafii. (...) Uważamy, że żadna władza nie powinna naszej historii niszczyć i skłócać mieszkańców. (...) - napisali protestujący.
     Podnieśli oni w swoich pismach również sprawę własności działki, którą burmistrz może teraz sprzedać. Otóż burmistrz Robert Luchowski na przedostatniej sesji Rady Miejskiej przedstawił stanowisko, że wcale nie musiał konsultować kwestii zamiaru sprzedaży działki z sołectwem, ponieważ tak się składa, że ta nieruchomość nie znajduje się w dyspozycji sołectwa, a jest w bezpośredniej administracji gminy, czyli Urzędu Miejskiego. A mimo to - jak podkreślił włodarz - swój zamiar podjął dopiero po telefonicznej konsultacji z sołtys Kierzkowa Anną Matuszewską. Sołtys poinformowała, że sołectwo jest zainteresowane dalej dbaniem o teren za świetlicą, a z działką nr 96/6 nie ma związanych planów.
     Podpisani pod protestem sądzą jednak, że władza samorządowa nie powinna podejmować takich kroków bez zgody społeczności wiejskiej. Poza tym zwracali uwagę, że już kilka lat temu na jednym z zebrań sołeckich został podjęty wniosek, żeby działkę przekazać sołectwu. Według podpisanych pod protestem mieszkańców, byłoby to tylko sformalizowaniem na powrót czegoś, co i tak usankcjonowane jest tradycją, bo zarówno ta działka, jak i teren obecnego tartaku, należały kiedyś do sołectwa. Wniosek o przeniesieniu własności działki nr 92/6 na sołectwo Kierzkowo jednak nie został przez ratusz zrealizowany.
     Burmistrz Robert Luchowski podkreśla, że działka wchodzi w skład gminnych zasobów nieruchomości, a tymi w świetle ustawy o gospodarce nieruchomościami gospodaruje włodarz gminy; przy czym zbycie tych nieruchomości musi odbywać się po wcześniej uzyskanej w drodze uchwały zgodzie rady gminy. W statucie sołectwa Kierzkowo brak jest unormowań dotyczących przekazania i gospodarowania tą nieruchomością przez sołectwo. Sołectwo użytkowało działkę nr 92/6 do 13 marca 2011 r. na podstawie umowy użyczenia, która została podpisana trzy lata wcześniej. Gdy ona wygasła, nie podpisano kolejnej. Dlatego według burmistrza, sołectwo nie ma żadnego tytułu do gospodarowania tą nieruchomością i działania teraz podjęte są zgodne z obowiązującym prawem.
     W odpowiedzi na argumenty burmistrza grupa kilkudziesięciu mieszkańców Kierzkowa podpisała się pod kolejnym protestem do burmistrza wysłanym również do wiadomości Rady Miejskiej. Uczulili oni burmistrza na odpowiednią interpretację treści uchwały. Ta podjęta 28 października na sesji Rady Miejskiej dotyczy wyrażenia zgody na sprzedaż działki, ale nie nakazuje burmistrzowi bezwzględnie jej sprzedawania. Mieszkańcy zaś, którzy podpisali się pod pismem, są przeciwko sprzedawaniu czegoś, co służy zaspokajaniu potrzeb społeczności lokalnej w zakresie rekreacji i integracji.
     Ponieważ 24 listopada także przewodniczący Rady Miejskiej wysłał mieszkańcom pismo z wyjaśnieniami dotyczącymi własności działki, co do sprzedaży której wyrażona została zgoda, to również Grzegorz Koziełek doczekał się odpowiedzi od przeciwników sprzedaży nieruchomości w Kierzkowie.
     Ten list mieszkańców Kierzkowa do przewodniczącego Rady Miejskiej jest już bardziej emocjonalny od poprzednich. Padają w nim pytania, które mają uzmysłowić przewodniczącemu, jaka jest funkcja radnego w myśl umowy społecznej. Mieszkańcy pytają Grzegorza Koziełka wprost, czy tak daleko odszedł od ludzkich spraw, że niemożliwe jest pozytywne załatwienie kwestii, o którą proszą. Dalsze z serii tych pytań wyglądają następująco: (...) Czy Pan Przewodniczący jeszcze wie, co to jest dobry zwyczaj i obyczaj? Czy Pan Przewodniczący wie, że powyższa działka - boisko jest szykowana dla firmy Tartak Braci Wiland, która ze swoim hałasem zbliży się do wielu naszych domów i do kościoła na 100 m i rozpoczną się procesy i sądy? Powyższa firma już teraz nie chce wykonywać usług dla osób, które podpisywały protest. Czy Pan Przewodniczący zamieszkałby 100 m od tartaku? Zdajemy sobie sprawę, że Pan Przewodniczący i Rada może podjąć decyzję przeciw nam lub też zgodnie z naszą prośbą - zależy od Was, jak chcecie się zachować w naszej pamięci (...) - podnoszą mieszkańcy Kierzkowa. Pismo nosi datę 6 grudnia 2015 r. i sporządzone zostało w Kierzkowie. Przedwczoraj przewodniczący Rady Miejskiej nie miał jednak jeszcze tego pisma w urzędowej korespondencji. Gdy zapoznaliśmy go z pytaniami stawianymi mu przez mieszkańców, wyraził żal, iż w tym przypadku nie stało się tak, jak postulował w innych, podobnych sprawach. Mianowicie, żeby komisja infrastruktury i gospodarki przestrzennej wcześniej pojechała na miejsce i zrobiła wizję terenu oraz poznała opinie mieszkańców, aby wypracować jakieś wnioski. Przewodniczący podkreślił też, że jeśli mieszkańcy byli zainteresowani wcześniej przejęciem działki przez sołectwo, to powinni byli podjąć jakieś działania. Tymczasem umowa użyczenia wygasła już w poprzedniej kadencji samorządu (2011 r.) i od tamtego czasu wieś nie zgłaszała zapotrzebowania, by sformalizować swoje prawo do użytkowania działki.
     Mimo to Grzegorz Koziełek zapewnił, że skieruje do Piotra Tomaszewskiego,szefa komisji infrastruktury i gospodarki przestrzennej w Radzie Miejskiej, wniosek o zorganizowanie wizytacji działki w Kierzkowie. Przewodniczący nie wie jeszcze, czy w ogóle możliwe jest cofnięcie wcześniejszej uchwały i podjęcie takiej o przekazaniu nieruchomości na rzecz sołectwa.
     Sołectwo jest tylko jednostką pomocniczą gminy. Grzegorz Koziełek stwierdził również, że trzeba wczuć się w sytuację obu stron. Firma też ma swoje plany, nadzieje na rozwój, być może okazję na nowy kontrakt i potrzebuje przestrzeni. Jeśli jej nie znajdzie, to może przecież spróbować znaleźć dla siebie inne miejsce i wyprowadzić się z Kierzkowa.
     Wtedy kilkudziesięciu ludzi, wśród nich także i z tej wsi czy z pobliskich Jadownik, może stracić pracę.
     - Z drugiej strony księdza proboszcza też rozumiem, bo skoro tartak jest 100 metrów od kościoła, to może to być uciążliwe - powiedział Grzegorz Koziełek.
     Podobnie, jak burmistrz, także przewodniczący uważa, że pod wcześniejszym protestem nie w każdym przypadku podpisali się mieszkańcy Kierzkowa, a byli to też mieszkańcy innych miejscowości, związani ze sprawą tym, iż są z Kierzkowem w jednej parafii, a nie tym, iż mieszkają w tej wsi.
     Leszek Wiland, współwłaściciel firmy z branży drzewnej w Kierzkowie, przyznał, że tartak potrzebuje przestrzeni do rozwoju. Jest zainteresowany działką 96/6. Dodał, że firma działa w Kierzkowie od 7 lat i przez ten czas bodaj tylko raz zaobserwował, że na terenie, który tartak chciałby nabyć od gminy, rozgrywany był jakiś mecz. Przedsiębiorca dodał, że ewentualna rozbudowa tartaku nie wiąże się - jego zdaniem - ze wzrostem uciążliwości dla mieszkańców. - W okolicy nie ma wielu posesji, a najbliżej jest kościół. Msze są w niedziele, a my w niedziele nie pracujemy. To jednak i tak nie ma znaczenia, bo tartak to produkcja w dźwiękoszczelnej hali. Nie ma nie wiadomo jakich hałasów - powiedział Leszek Wiland. Podkreślił, że oddziaływania hałasu z tartaku nie można nawet porównywać z pracą niezabezpieczonej od rozprzestrzeniania się dźwięków pojedynczej piły tarczowej na podwórku. Takowa robi większy hałas niż ten powstający na skutek pracy maszyn w profesjonalnej hali produkcji.
     Tartak zaczynał od zatrudniania 10 ludzi, a teraz daje pracę 60 osobom i nadal się rozwija. Aby ta tendencja się nie zmieniła, tartak potrzebuje przestrzeni. Przedsiębiorca stwierdził ponadto, że rozwój firmy to nie tylko miejsca pracy, ale też wzrost dochodów gminy Żnin z tytułu podatków.
     Dodajmy na koniec, że nawet jeśli nieruchomość zostanie wystawiona na sprzedaż, to odbędzie się to w drodze przetargu i właściciele tartaku wcale nie mają gwarancji, że ten przetarg wygrają.

Karol Gapiński
Pałuki nr 1243 (49/2015)

Reklama

 

Przejdź do forum.

Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Reklama

Wideo palukiznin.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości