Wyszły z lasu do miasta
Nie dokarmiać lisów
Mieszkańcy osiedla w Łabiszynie skarżą się, że na ulicach miasta grasują lisy. Powodują szkody i straszą ludzi. Burmistrz Łabiszyna oraz nadleśniczy szubińskich lasów apelują, aby nie dokarmiać żadnych zwierząt na zewnątrz oraz aby nie wyrzucać żywności do pojemników na śmieci.
Zachodnia część Łabiszyna znajduje się tuż przy lesie. Kilkanaście metrów dzieli bloki osiedlowe od pierwszych drzew kompleksu leśnego. Nie wszyscy o problemie wiedzą. Niektórzy ludzie napotkani na ulicy pierwszy raz od nas słyszą o zwierzętach grasujących po ulicach. Część mieszkańców ulic przyleśnych o lisach w mieście słyszała od sąsiadów i znajomych. Zgłoszeń o niebezpieczeństwie nie miała także szkoła na ul. Nadnoteckiej, położona blisko lasu. Jednak o tym, że problem istnieje, przekonaliśmy się sami, kiedy w ostatni wtorek pojechaliśmy na osiedle w Łabiszynie i po pięciu minutach poruszania się ulicą Powstańców Wielkopolskich, Pogodną i Romantyczną, około 9:00 natknęliśmy się na lisa, który przeciął jezdnię i zniknął między blaszanymi garażami tak szybko, że nie udało się go sfotografować.
Wymienione wcześniej ulice, a także ul. 3 Maja, sąsiadują bezpośrednio z lasem, jednak w pobliżu znajdują się także ulice Nadnotecka, Odrodzenia i Spółdzielcza, przy czym dodać należy, że przy ul. Nadnoteckiej mieści się Zespół Szkół.
- Kiedyś wyszłam z psem na spacer - opowiada jedna z mieszkanek osiedla w Łabszynie. - Nagle pies się najeżył, myślałam, że kota zobaczył, a okazało się, że tuż obok lis na ulicy stoi. Przestraszyłam się, wzięłam psa pod pachę i zaczęłam uciekać. Mojej znajomej, która przy lesie mieszka, lisy pozżerały kury. A kiedyś to dzieciaki, które wyszły ze szkoły, natknęły się na takiego lisa. Chciały go głaskać, jak to dzieciaki, nie widzą niebezpieczeństwa. Dopiero kobieta z balkonu zaczęła krzyczeć, żeby nie podchodziły.
Mieszkanka Łabiszyna podkreśla, że problem zaczął się pojawiać pod koniec zeszłego miesiąca, jednak w ostatnich dniach się nasilił. Twierdzi, że lisy zrobiły sobie legowisko w okolicznym domu będącym w budowie.
Katarzyna Poremska, dyrektor Zespołu Szkół przy ul. Nadnoteckiej zapytana, czy słyszała o tym, żeby dzieci w drodze do lub ze szkoły spotykały lisy, przyznała, że żadne alarmujące sygnały na ten temat do niej nie dotarły. Dodaje jednak, że bardzo ważne jest, żeby szkoła była poinformowana o tym, że do takich sytuacji może dochodzić.
- Dobrze, że pani o tym mówi, jeszcze jutro poinformujemy uczniów, jak się zachowywać i uczulimy, żeby byli ostrożni - powiedziała Katarzyna Poremska.
Elżbieta Kotz, która mieszka w okolicy przyznaje, że sama lisów w mieście nie widziała, choć często uprawia nordic walking i dużo przebywa na świeżym powietrzu. Jednak wieści o lisach dotarły i do niej.
- Coś musi być na rzeczy, bo ludzie już o tym mówią - stwierdziła Elżbieta Kotz. - Podobno jeden kierowca dostawczego samochodu zaparkował przy sklepie, a lisy w tym samochodzie mu przewody poprzegryzały. Do tych zagród przy lesie się też lisy zakradają.
Ryszard Lisiewski, lekarz weterynarii z Łabiszyna powiedział, że pewne informacje na ten temat dotarły także do niego, ale radzi nie przywiązywać do sprawy zbyt wielkiej wagi, bo to sytuacja normalna, że kiedy spadnie śnieg, to zwierzęta szukają pożywienia tam, gdzie ono jest, w tym przypadku w śmietnikach.
- Najlepiej jest zostawić je w spokoju - radzi Ryszard Lisiewski. - Sytuacja jest trochę bez wyjścia, bo myśliwi w mieście nie mają nic do gadania, nie mogą tu operować, a służby miejskie nie mają możliwości ruchu. A lisy, jak to zwierzęta zimą, szukają łatwego żeru. Teraz łatwiej jest im pożywienie znaleźć w śmietnikach w pobliżu bloków, niż w lesie pod śniegiem.
Lekarz weterynarii stwierdził także, że mało prawdopodobne jest, aby zwierzęta były chore na wściekliznę, ponieważ od 10 lat w tym miejscu nie zanotowano występowania tej choroby.
Sprawa dotarła także do burmistrza miasta Jacka Idziego Kaczmarka, który jednak podkreśla, że na razie nie wiadomo, jaką skalę problem przybrał i czy jest to sytuacja wymagająca interwencji, czy jedno zwierzę, które się zabłąkało.
- Mieszkańcy sami prowokują takie sytuacje - stwierdził burmistrz Łabiszyna. - Spadł śnieg, więc lisy pożywienia szukają gdzie indziej, wykorzystują to, że ludzie wysypują karmę dla psów, dzikich kotów czy ptaków w otoczeniu swoich bloków czy domostw, więc ja mogę jedynie poradzić, żeby do minimum ograniczyć dokarmianie zwierząt na zewnątrz.
Burmistrz dodał także, że gmina nie jest upoważniona do tego, żeby wyłapywać zwierzęta, więc nie może poczynić żadnych ruchów. Uznał też, że skoro zachodnia część Łabiszyna sąsiaduje z lasem, to naturalnym jest, że jakiś lis może się w mieście zabłąkać.
Podobnego zdania na temat niefrasobliwości ludzi dokarmiających zwierzęta jest także nadleśniczy Krzysztof Kraska z Nadleśnictwa Szubin, do którego również trafiło pismo w tej sprawie.
- Nic nie dzieje się bez przyczyny - powiedział nadleśniczy Krzysztof Kraska. - Jeśli lisy podchodzą do domów i bloków, to znaczy, że znajdują tam atrakcyjne resztki. One są teraz głodne i liczą na łatwą zdobycz. A w miastach mogą liczyć na atrakcyjną karmę i to ich zachęca do podchodzenia. Nie sądzę jednak, żeby były niebezpieczne. Co roku są szczepione doustnie przeciwko wściekliźnie, więc ten problem nas nie powinien dotyczyć. Jednak ostrożność należy zachować, bo to tak jak z ludźmi. Jednego dnia niby jesteśmy normalnym ludźmi, ale czasami coś się stanie i zdarzają się dziwne wypadki.
Nadleśniczy w związku z zaistniałą sytuacją apeluje do ludzi, żeby nie wyrzucali odpadów żywnościowych do śmietników przed blokami czy przy ulicach, a także, żeby nie zostawiali żadnej karmy dla zwierząt na zewnątrz, bo lisy, które mają kilkakrotnie lepszy węch od człowieka są w stanie taki pokarm wyczuć i podążyć za zapachem w stronę, gdzie ten pokarm został wysypany.
Magdalena Kruszka
Pałuki nr 983 (50/2010)
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze