Reklama

Nie myją się, bo nie chcą, czy dlatego, że jest brud

- „Staramy się dawać tym ludziom namiastkę domu i przywrócić ich społeczeństwu. Nieraz jest to bardzo trudne” - mówi dyrektor Kujawsko-Pomorskiego Stowarzyszenia Pomocy Bliźniemu „Judym” Katarzyna Jaskólska

      fot. Remigiusz Konieczka

Kołaczkowo, Judym, ośrodek, radni
     Nie myją się, bo nie chcą, czy dlatego, że jest brud
    Mieszkanka Szubina trafiła do ośrodka Judym w Kołaczkowie. Kiedy zobaczyła, jak tam wygląda, wiedziała, że długo tam nie wytrzyma. Postanowiła zainteresować radnych sytuacją w ośrodku. Po dwóch tygodniach przestała tam mieszkać. Dyrekcja Judyma twierdzi, że samodzielnie opuściła ośrodek, a upublicznienie tematu na sesji i wyprowadzka mieszkanki nie mają ze sobą żadnego związku.

     Zaczęło się od interpelacji radnej Rady Miejskiej w Szubinie Elżbiety Dittrich. W grudniu 2012 roku podczas sesji składając interpelację powiedziała, że otrzymała ustne zgłoszenie od jednej z mieszkanek ośrodka dla bezdomnych Judym.
     - Nie byłam tam - powiedziała radna. - Ale z tego, co mi powiedziano, to jest tam tragedia. Nie ma światła. Kobiety nie mają się gdzie myć. Tam są trudne warunki. Jeśli prasa nie może sama tam wejść, to niech wejdzie z policją. Zainteresujmy się tymi osobami. Otwórzmy dla nich serca - apelowała Elżbieta Dittrich.
     Burmistrz Ignacy Pogodziński nie za bardzo mógł ustosunkować się do tematu, bo to nie jest ośrodek gminny. Powiedział, że był dwa razy na uroczystościach, pochodził sobie po ośrodku i nic nie wzbudziło podejrzeń, żeby się tam działo źle. Dodał, że mogą się tam znaleźć osoby, którym się nie będzie podobać, ale też w takich ośrodkach trzeba podporządkować się pewnym regułom. I w zasadzie na tym temat na sesji się wyczerpał. Jednak w nowym roku okazało się, że pani zgłaszająca temat radnej Elżbiecie Dittrich dostała wypowiedzenie i decyzją kierownictwa została z Judyma wydalona.
     WYZNANIE
     - Trzy miesiące się błąkałam po Szubinie - tak zaczyna swoją opowieść mieszkanka Szubina, która zgłosiła temat Judyma radnej Elżbiecie Dittrich. - Przezywali mnie od pijaczek i alkoholiczek. Straciłam mieszkanie, pracę, a miałam dobrą pracę. Spałam gdzie bądź, błąkałam się. Myślałam, że jak się napiję, to wszystko minie i będzie lepiej. Potem spotkałam osobę, która wyciągnęła do mnie rękę. Znalazłam się w szpitalu w Szubinie. Miałam zapalenie płuc, oskrzeli, chorą wątrobę, ważyłam 48 kg i na dodatek dostałam cukrzycę. Tam byłam dwa tygodnie. Po tym okresie byłam w Toruniu na leczeniu odwykowym. Po sześciu tygodniach miałam załatwione miejsce w „Judymie”.
    Mieszkanka ośrodka Judym opowiada, jak się jej mieszkało w Kołaczkowie. Powiedziała, że jak weszła do środka, to się przestraszyła. Było tam wiele osób starszych, palących, bujających się, kalekich. Nie widziała siebie w tym otoczeniu. Otrzymała miejsce w pokoju czteroosobowym. Tam były już dwie panie. Dostała pościel, ale potem i tak załatwiła sobie swoją.
     - Na następny dzień okazało się, że nie ma ciepłej wody. Światło gaszone było o 7 rano. Przy krótkich dniach było to uciążliwe. Wieczorem włączali o 19:00. Ani się umyć, bo jak w zimnej wodzie? Dwa razy w tygodniu kąpanie, w środy i soboty. Jedna tylko łaźnia. Kłótnie są potem, kto ma pierwszy się myć. Niejedni się w ogóle nie wykąpią. Powiązane to wszystko z pralnią. Wilgoć, smród. Jak przyjdzie kontrola, to jej do łaźni nie wypuszczają. Raz tam się tylko kąpałam. Poza tym nie ma środków czyszczących. Żadnych. Mopy są czarne. Do okiem mycia też nic nie ma - mówi kobieta.
     I mówi dalej, co tam zobaczyła. Twierdzi, że okna ciekną, że w pokoju jest jedna szafa, że nie miała się gdzie rozpakować i ubrania trzymała w torbie. Pożywienie również nie jest najlepsze. Cienka zupa, która zupą się tylko nazywa. Do tego cztery kawałki chleba, brak masła i codziennie do tego dżem. Stary piec. Nie ma na czym gotować i czym przyprawiać potraw. Powiedziała, że jeść można tylko na stołówce, a jak raz jeden z mężczyzn się nie dostosował, to został wyzwany.
     - Wszystko tylko krzykiem załatwiają, agresją - mówi.
     Dodała, że w ciągu dnia kobiety tak naprawdę nie mają co robić. Każdy ma swój teren do sprzątania. Mówi, że jak zrobiła swoje, to wychodziła z ośrodka i wyjeżdżała do Szubina. Wychodziła przed południem i wracała wieczorem. Tłumaczy, że nie chodziła po ulicach, tylko szła na spotkanie anonimowych alkoholików do Miejsko-Gminnego Ośrodka Pomocy Społecznej.
     8 stycznia wróciła tylko po to, by zabrać swoje torby i opuścić ośrodek. Wcześniej w M-GOPS dowiedziała się, że już tam nie będzie mieszkać.
     NIE DO WYTRZYMANIA
     Oficjalna przyczyna odmowy pobytu kobiecie na terenie ośrodka, to złamanie regulaminu. Dyrektor Kujawsko-Pomorskiego Stowarzyszenia Pomocy Bliźniemu Judym Katarzyna Jaskólska powiedziała, że kobieta dopuszczała się nagminnego łamania zasad zawartych w regulaminie wewnętrznym ośrodka. Naruszyła zakaz opuszczania placówki, zakaz przebywania w innych pokojach, w których nie zamieszkuje, nie uczestniczyła w obowiązkowych kąpielach, nie wykonywała żadnych prac związanych z terapią zajęciową (sprzątanie oraz pomoc innym podopiecznym), złamała zakaz wynoszenia żywności ze stołówki do pokoju. Ponadto z relacji innych podopiecznych pod nieobecność personelu spożywała alkohol na terenie ośrodka.
     Jednak mieszkanka Szubina przypuszcza, że przyczyna jej wydalenia z Judyma jest inna. Przypuszcza, że chodziło o interpelację. Przyznała się do tego, że to ona zainteresowała Elżbietę Dittrich tym, co dzieje się w Judymie. Jej zdaniem, mogło to mieć wpływ na decyzję kierownictwa Judyma, by jej w ośrodku więcej nie trzymać. 8 stycznia spakowała tobołki i wyszła.
     Odnosząc się do zarzutów powiedziała, że wychodziła, bo to co do niej należało wcześniej zrobiła. W Szubinie przychodziła do M-GOPS, a w Judymie żadnej terapii nie było.
     - Podali powód, że przychodziłam pod wpływem alkoholu. Po pierwsze muszą mi udowodnić, a po drugie gdybym zaczęła pić, to wróciłabym do nałogu, a tego nie chcę - twierdzi mieszkanka Szubina.
     Tłumaczy, że postanowiła zainteresować radną problemem ludzi z Judyma, ponieważ ci się skarżą. Nie skarżą się kierownictwu, ale sami sobie. Postanowiła więc dowiedzieć się, jak im pomóc, aby mieli lepiej. Powiedziała o tym Elżbiecie Dittrich, która miała poradzić byłej mieszkance Judyma, że mieszkańcy powinni napisać i podpisać pismo. - Powtórzyłam to, ale nikt nic nie napisał ani nikt nic nie podpisał. Ludzie się boją. Jak chcą tak żyć, to niech tak żyją. W sumie to ich rozumiem. Chcą mieć dach nad głową. Jednak to, że są alkoholikami i ludźmi chorymi nie znaczy, że nie mają godnie żyć. Zasługują na miłe słowo, na gest. A tam wygląda tak, jakby się nimi nikt nie przejmował - mówi kobieta.
     Zapytaliśmy, czy ma żal do pracowników Judyma, że tak ją potraktowali. Odpowiedziała, że tak, że ma żal, bo co prawda długo by już tam nie wytrzymała, ale to nie znaczy, że z człowiekiem można się źle obchodzić, że się nie rozmawia.
     JEDZĄ MIĘSO, A NIE ZUPKI
     Katarzyna Jaskólska na samym początku wyjaśniła, że czasowy zbieg wydalenia kobiety z ośrodka i interpelacji radnej Elżbiety Dittrich to przypadek. O tym, że była interpelacja, dowiedziała się od przedstawiciela Rady Miejskiej, z którym rozmawiała.
     - Osoba ta została przyjęta do ośrodka na prośbę pomocy społecznej pomimo tego, że faktycznie nie mieliśmy miejsca dla kobiet. W ramach dobrej współpracy z ośrodkiem pomocy społecznej stworzyliśmy dodatkowe miejsce. Przyjęta do ośrodka kobieta od początku swojego pobytu funkcjonowała tak, jakby tego regulaminu nie było - mówi dyrektorka Judyma. - Tu nie mieszkają chłopcy z dobrych domów, a osoby bezdomne z bagażem doświadczeń. Regulamin ośrodka stworzono po to, aby funkcjonował on w określonych ramach i na twardych zasadach, które niestety trzeba respektować.
     Zakaz spożywania potraw w pokojach został wprowadzony po to, by nie dochodziło do łamania przepisów sanitarnych. To samo tyczy się kąpieli. Dyrektor przyznała, że kierownik czasem nie ma innego wyjścia i musi zachowywać się w sposób zdecydowany w stosunku do podopiecznych, z uwagi na to, że niektórzy wręcz chronicznie boją się i unikają wody.
     Dyrektorka mówiła też, że była mieszkanka nie angażowała się w sprawy ośrodka i nie pomagała innym. Z informacji uzyskanych od Katarzyny Jaskólskiej wynika, że pieniądze na środki czyszczące są i każdy z podopiecznych, który po nie się zwróci, otrzymuje je. To samo dotyczy środków do higieny osobistej. Każdy z podopiecznych, który dysponuje swoimi pieniędzmi i ma je złożone w depozycie, może z nich korzystać, jak tylko widzi taką potrzebę. Jadłospis jest zróżnicowany, a w menu znajdują się również potrawy mięsne.
     - Dysponujemy sporymi zapasami jedzenia dzięki sponsorom. Obecna sytuacja ośrodka zdecydowanie poprawiła się w ciągu ostatniego roku - dodała dyrektor.
Katarzyna Jaskólska tłumaczy też, że nikt w Judymie w sprawie mieszkanki Szubina nie działał pochopnie czy złośliwie.
     - Zwróciliśmy się z pismem do pomocy społecznej o zapewnienie ośrodka, który spełni jej oczekiwania. Pani ta, nie została usunięta z ośrodka, na terenie którego przebywała, pomimo wygaśnięcia decyzji M-GOPS w Szubinie. Decyzję o opuszczeniu ośrodka podjęła sama. Dlatego informacje o tym, że w „Judymie” jest źle, odbieram jako krzywdzące. Szczegółowe kontrole przeprowadzane na terenie ośrodka, zarówno po względem sanitarnym, jak i bytowym, nie wykazały uchybień. Nie ma żadnych zastrzeżeń - słyszymy. - Staramy się dawać tym ludziom namiastkę domu i przywrócić ich społeczeństwu. Nieraz jest to bardzo trudne.
     ZAPROSZENIE
     Dyrektor Judyma dodała, że szum medialny wokół ośrodka (w sumie trzy gazety pisały o sytuacji i warunkach tam panujących) działa niekorzystnie na podopiecznych, którzy się boją, że zostaną bez dachu nad głową.
     Aby przekonać osoby z zewnątrz do ośrodka, a w szczególności radnych, wystosowała pismo do przewodniczącego Marka Domżały z zaproszeniem do Judyma. Liczy, że radni, a w szczególności Elżbieta Dittrich, odpowiedzą na zaproszenie i przyjadą.
     Radna Elżbieta Dittrich jest zbulwersowana tym, że jedna z osób, które powiedziały jej o sytuacji w ośrodku, już tam nie mieszka. Dodała, że wiele osób mówiło jej o tym, jak tam jest, ale nazwisk nie poda, ponieważ oni również mogą już później tam nie mieszkać. Zapytana, czy skorzysta z zaproszenia kierownictwa Judyma, odpowiedziała, że tak.
     - Na razie jednak nikt mnie nie zapraszał. Nikt też nie dzwonił do mnie. Jeśli zaproszenie jest, to ja się tam wybiorę w towarzystwie osób trzecich. To, co będzie mi się tam podobało, to o tym powiem i powiem o tym, co nie będzie mi się podobało - powiedziała Elżbieta Dittrich.
     PO KONTROLACH
     Państwowy Powiatowy Inspektor Sanitarny w Nakle przeprowadził kontrolę w Kujawsko-Pomorskim Stowarzyszeniu Pomocy Bliźniemu Judym w Kołaczkowie w październiku 2012 roku, zgodnie z wcześniej zaplanowanym harmonogramem. W związku ze stwierdzeniem bieżących nieprawidłowości sanitarno-higienicznych wydano decyzję administracyjną nakazującą doprowadzenie pomieszczeń do właściwego stanu sanitarnego.
     Jak poinformowała Magdalena Powalisz, rzecznik prasowy Państwowego Powiatowego Inspektora Sanitarnego w Nakle, w grudniu 2012 r. przeprowadzono kolejną pozaplanową kontrolę, w związku z interwencją złożoną przez radnego Rady Miejskiej w Szubinie Marka Domżałę. Kontrola nie wykazała nieprawidłowości sanitarno-higienicznych.
     CHCE BYĆ BLISKO RODZINY
     Mieszkanka Szubina po opuszczeniu Judyma kilka dni i nocy spędziła u znajomych. Miała zapewnione przez M-GOPS w Szubinie miejsce w jednym z podobnych ośrodków w Bydgoszczy. Jest to ośrodek dla kobiet. Mieszkanka Szubina wahała się i nie wiedziała, czy jechać tam i zamieszkać, czy nie. Z jednej strony nie chciała nadużywać życzliwości znajomych, a z drugiej będąc w Szubinie była bliżej rodziny. Ostatecznie zdecydowała się pojechać.
     Jednak cały czas czeka na mieszkanie w Szubinie. Chce stanąć na własne nogi. Jest wdzięczna za pomoc tym wszystkim, którzy jej pomagają. Tęskni za bliskimi, którzy w Szubinie mieszkają. Przyznaje, że jest jej trudno, że trudności powodują chęć sięgnięcia po kieliszek, ale rodzina podtrzymuje w niej chęć trwania w trzeźwości. Chciałaby podjąć pracę. I dlatego zależy jej tak bardzo na lokum w Szubinie.
     Zastępca burmistrza Szubina Mariusz Piotrkowski powiedział to, co słyszymy w gminie od wielu lat, że sytuacja z mieszkaniami jest ciężka. Powiedział, że mieszkanie dla byłej pensjonariuszki Judyma zostanie przyznane, jeśli gmina będzie dysponowała takim lokum, w którym, oprócz jednej samotnej osoby, nie będzie mogła nikogo innego umieścić. Jeśli gmina będzie miała mieszkanie duże, to w pierwszej kolejności zostanie ono przeznaczone dla którejś z oczekujących rodzin. - Na razie ma dach nad głową i myślę, że zmiana otoczenia i środowiska jej pomoże. Tam powinno jej być dobrze, a jeśli zwróci się o pomoc, to z naszej strony nikt jej nie odmówi - powiedział Mariusz Piotrkowski.

Remigiusz Konieczka
Pałuki nr 1093 (4/2013)

Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo palukiznin.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości