Reklama

Nie wchodźcie z buciorami w nasze spokojne życie

Mieszkańcy Wyręby (w gminie Łabiszyn) po raz kolejny wyrazili swój sprzeciw wobec zamiaru budowy przez inwestora kurników dla ponad 80.000 kur. Inwestor zapewnia ich, że uciążliwości nie będzie. Jednak mieszkańcom nie podoba się, że ferma ma być blisko ich domostw.

Na polu, które znajduje się za plecami Ireneusza Żuchelkowskiego, w sąsiedztwie posesji jego syna, ma powstać ferma drobiu. 80.000 kur niosek ma być w czterech kurnikach. fot. Remigiusz Konieczka

     W Urzędzie Miejskim w Łabiszynie odbyła się rozprawa administracyjna dotycząca budowy fermy drobiu, obejmującej 4 budynki inwentarskie o łącznej obsadzie: 88.000 stanowisk do chowu kur niosek lub alternatywnie 288.000 stanowisk do chowu brojlerów kurzych. Kurniki mają zostać wybudowane w obrębie Jabłowo Pałuckie, a dokładnej w Wyrębie.
     Wniosek o wydanie decyzji środowiskowej wpłynął w lutym ubiegłego roku (patrz ramka). Regionalna Dyrekcja Ochrony Środowiska w Bydgoszczy wydała stosowne uzgodnienie w styczniu tego roku, ale podczas trwania procedury zmarła jedna ze stron postępowania. Spadkobiercy nie zostali określeni i całe postępowanie musiało zostać zawieszone. Po sporządzeniu aktu dziedziczenia, procedura została wszczęta na nowo. Urząd zamieścił ogłoszenie o ponownym udziale społeczeństwa w całym postępowaniu. Do ratusza zaczęły wpływać skargi i protesty, które zawierały 260 podpisów mieszkańców Wyręby i okolicznych wsi. Po wpłynięciu protestów została podjęta decyzja o rozprawie administracyjnej, która miała miejsce 30 czerwca. Prowadziła ją Lidia Dąbkowska, pracownik łabiszyńskiego ratusza. Podczas rozprawy głos mogły zabierać strony postępowania oraz mieszkańcy.
     Czesław Frischke jest współwłaścicielem firmy Drobex. W związku z nabyciem ziemi w Wyrębie, postanowił w tym właśnie miejscu wybudować cztery kurniki, w których zamierza obsadzić ponad 80.000 kur niosek i produkować jaja wylęgowe bądź ponad 280.000 brojlerów, jeśli produkcja jaj zostałaby przeniesiona w inne miejsce. Argumentował to tym, że konsumenci kupują coraz więcej drobiu i nastąpiła konieczność zwiększenia produkcji. Zaprosił mieszkańców na istniejącą fermę koło Solca Kujawskiego, gdzie prowadzi już fermę kurcząt. Zapewnił, że nic tam nie śmierdzi i nic nie utrudnia życia mieszkańcom. Sam mieszka w sąsiedztwie swojej fermy i bardziej przeszkadza mu sąsiedztwo drogi krajowej numer 10 i hałas samochodów, niż sama ferma.

„Nie mam zamiaru działać bezprawnie. Mam za dużo do stracenia. Uszanuję każdą decyzję władz. Nic na siłę nie będzie robione“ - mówił Czesław Frischke. fot. Remigiusz Konieczka

     - Sami państwo ocenicie, na ile uciążliwa jest to inwestycja - powiedział Czesław Frischke i dodał, że nie ma czegoś takiego - co podnosili w pismach mieszkańcy - jak wyrzut powietrza z boku zabudowania. Obiekty są wysokie na 10-12 metrów i wyrzuty są pionowe, do góry. Wentylacja jest boczno-pionowa. Z boku napływa świeże powietrze, które wydalane jest górą.
     - Państwo może myślą o wyrzucaniu obornika, o pryzmach, a takie coś nie wchodzi w grę, bo ze względu na bioasekurację musi być natychmiast wywiezione i trafia do rolników bądź na moje pole - deklarował inwestor.
     Wyjaśnił, że tiry nie zajeżdżą drogi. Średnio będzie przyjeżdżała jedna ciężarówka dziennie, tygodniowo być może cztery do sześciu i dodatkowo dwa razy w tygodniu ciężarówka przyjedzie po jaja lęgowe. - Moglibyście się zanudzić licząc te samochody, bo ich po prostu nie ma, prócz tych, które wymieniłem - dodał.
     Sołtys Jabłowa Pałuckiego Edmund Słomowicz zwrócił uwagę, że przy hodowli brojlerów, gdy nie będzie wiatru, wydalane z kurnika powietrze opadnie i zaduch będzie nieprzeciętny. Inwestor powiedział, że produkcja jaj wylęgowych odbywa się na podłożu ściółkowym, jest jeden kogut na 10 kur i ściółka ta jest w kurniku od pierwszego do ostatniego dnia produkcji.
     - Jestem rolnikiem i wiem co to smród. Zawsze uważałem, żeby robić tak, aby było jak najmniej uciążliwe. Nie będę ściemniał, że to jest fabryka perfum, ale też ze świadomością zapraszam, żebyście państwo sprawdzili - mówił Czesław Frischke.
     Obecny z inwestorem Krzysztof Krajewski zwrócił uwagę na to, że ferma jest kontrolowana i jeśli nie spełniałaby warunków, to zostałaby ukarana. Przykry zapach bierze się z mokrej ściółki, a firma jako ściółkę stosuje palet lub trociny mające duże właściwości chłonne. Czasem nawet trzeba zraszać podłoże, by nie było za sucho. Inwestorowi zależy na tym, by były jak najlepsze wyniki produkcyjne, a bez zdrowego stada tego się nie osiągnie.
     Mieszkaniec Wyręby i bliski sąsiad planowanej fermy stwierdził wprost. - Wciskacie kit. Nikt mi nie powie, że to nie śmierdzi - mówił Ireneusz Żuchelkowski. - Jak pasuje, to jest kurz i smród. To, że mieszka pan z rodziną, to nie jest argument. Dla pieniędzy ludzie zrobią wszystko. Jak ja chciałem budować córce i synowi dom, to musiałem najpierw wystąpić do gminy o pozwolenia. Wy to kupiliście i od razu wchodzicie ze śmierdzącymi butami w nasze życie. Są tysiące wolnych hektarów. Dlaczego tam nie budujecie, tylko tu? Nie chcemy was. Naszej aprobaty nie będziecie mieć nigdy.
     - Na talerzu nikomu nie śmierdzi. Mam święte prawo kupienia gruntu, gdzie mi się podoba. Bezprawnie nic nie robię. Wystąpiłem do gminy o warunki środowiskowe. Toczy się postępowanie. Nie mam zamiaru działać bezprawnie. Mam za dużo do stracenia. Uszanuję każdą decyzję władz. Nic na siłę nie będzie robione - mówił inwestor.

Reklama

 

     HISTORIA
     11 lutego 2016 r. - złożenie wniosku o wydanie decyzji o środowiskowych uwarunkowaniach przez gospodarstwo rolne Danuty i Czesława Frischke;
     16 lutego 2016 r. - o wszczęciu postępowania zawiadomiono strony; prośba o uzgodnienia przedsięwzięcia do RDOŚ w Bydgoszczy oraz o opinię do sanepidu w Żninie;
     17 lutego 2016 r. - pierwsze ogłoszenie o przystąpieniu do przeprowadzenia oceny oddziaływania na środowisko;
     23 lutego 2016 r. - wpływają do urzędu pierwsze protesty mieszkańców i protesty stron postępowania;
     15 marca 2016 r. - opinia sanepidu wpływa do urzędu;
     12 maja 2016 r. - przedstawiciele inwestora przekazali pierwsze uzupełniania i wyjaśnienia; kolejne wpływają 27 czerwca i 3 listopada 2016 r.;
     7 grudnia 2016 - RDOŚ zawiadamia o przedłużeniu terminu wydania uzgodnienia do 30 grudnia 2016 r.;
     3 stycznia 2017 r. - do ratusza w Łabiszynie wpływa uzgodnienie z RDOŚ;
     18 stycznia 2017 r. - zawieszenie postępowania na czas zakończenia postępowania spadkowego po śmierci jednej ze stron;
     29 marca 2017 r. - wniosek pełnomocnika inwestora o podjęcie zawieszonego postępowania w związku ze sporządzonym aktem dziedziczenia;
     16 maja 2017 r. - ponowne ogłoszenie o udziale społeczeństwa w postępowaniu;
     20 czerwca 2017 r. - ogłoszenie o przeprowadzeniu otwartej rozprawy administracyjnej;
     30 czerwca 2017 r. - rozprawa administracyjna.


     Sołtys Edmund Słomowicz stwierdził, że de facto mieszkańcy nie mają nic przeciw budowie fermy. Rozumieją, że hodować trzeba, ale nie w tym miejscu, ale co najmniej pół kilometra od zabudowań. Nie wewnątrz wsi, ale na jej obrzeżach. - Jak tu żyć? - pytał sołtys.
     Czesław Frischke zaproponował mieszkańcom, że jak wskażą odpowiedni grunt, to mógłby go kupić, zamienić, by nie było to uciążliwe dla ludzi. - Ale budować i tak muszę.
     - Panie, ja z panem graniczę. I co? Postawicie mi kurniki za płotem - mówił Ireneusz Żuchelkowski.

Reklama
„Na litość boską. Nie w środku wsi“ - apelował sołtys Jabłowa Pałuckiego Edmund Słomowicz fot. Remigiusz Konieczka

     Mieszkańcy powiedzieli, że cenią sobie ciszę i spokój, a inwestor chce zafundować hałas przez wentylatory i smród. Stwierdzili, że inwestor nie patrzył czy ludzie mieszkają czy nie, tylko postanowił budować. Pytali o zagospodarowanie wody opadowej, bo - jak powiedział jeden z mieszkańców - w pobliżu przyszłej inwestycji jest rów, ale na gruncie prywatnym. Mieszkańcy obawiają się, że woda z fermy może przeciekać do gruntu. Usłyszeli, że chemia, jaka będzie używana, to chemia biodegradowalna. Ścieki nie będą odprowadzane do szamba. Kurnik się myje wodą i ten rozcieńczony obornik wylewa się na pole. Dezynfekcje robi się poprzez oprysk. Tutaj nie ma gnojowicy. Szambo jest przeznaczone do sanitariatów pracowników.
     - Jeszcze raz powtarzam z pełną odpowiedzialnością: na tych fermach, jakie są, nie śmierdzi. Chcemy inwestować z racji tego, że to jest wieś. Nie chcemy produkować gwoździ, tylko to, co się robi na wsi. Na wsi produkuje się jaja, a nie w mieście. - mówił inwertor.
     - Ale tam w sąsiedztwie już się nikt nie wybuduje. Na litość boską. Nie w środku wsi. Nie wiem jak to odkręcić, bo będzie się pan z tymi ludźmi włóczył po sądach. Po co? Ja tylko proszę, bo kłócić się nie ma sensu - apelował Edmund Słomowicz.
     Lidia Dąbkowska pytała, gdzie będzie wywożony obornik. Inwestor wyjaśnił, że nie dysponuje taką ilością swoich gruntów, więc będzie podpisana umowa z rolnikami, którzy będą obornik odbierać. Pytała też między innymi, w jaki sposób będą odbierane odpady. Inwestor zapewnił, że będzie podstawiany kontener-chłodnia, wielkością dostosowany do ilości odpadów. Padłe kurczęta będą w odpowiednich, szczelnych zbiornikach i jak się zapełnią, to będą odbierane. Średnio co najmniej raz w tygodniu padłe kury będą odbierane.
     Inwestor zadeklarował, że rezygnuje z obsady brojlerów, a w kurnikach będzie nie 88.000, a 80.000 kur niosek. Mimo tej deklaracji, mieszkańcy są przeciwni tej inwestycji. Zadeklarowali, że będą się odwoływać od decyzji środowiskowej i kolejnych decyzji. - Na papierze jest wszystko pięknie, a życie zrobi swoje - mówili.
     Decyzja środowiskowa zostanie wydana do 31 lipca br.
     Film w zakładce Filmy.

Remigiusz Konieczka
Pałuki nr 1325 (27/2017)

Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo palukiznin.pl




Reklama