Nauczyciel od początku zauważył jej talent do rysowania, który rozwijała, a także wzbogacała o inne techniki. Uwielbia rysować kwiaty i krajobrazy pastelami. Choć potrafi wiele, a także dzieli się tą wiedzą, to wciąż pragnie poznawać nowe rzeczy. - Gdy jeżdżę na jakieś wycieczki, to zawsze staram się poszukać jakiś sklep z materiałami artystycznymi, bo można kupić coś ciekawego i wykorzystać to w swoich pracach - mówi Elżbieta Kotz, która w Łabiszynie jest znaną i cenioną artystką.
Angelika Uścińska - W jaki sposób pani odkryła talent do tworzenia?
Elżbieta Kotz - Sztuki plastyczne inspirowały mnie od zawsze. Tak samo jak muzyka, która gra w mojej duszy. Przez 5 lat w liceum grałam na skrzypcach. Miałam takie przedmioty jak muzyka, chór czy śpiew, a ponieważ w tym czasie dla młodzieży skrzypce nie były takie popularne, to zaniechałam grania, czego do dziś bardzo żałuję. Wracając do plastyki, to już w szkole podstawowej moje prace były wyróżniane. A kiedy zaczął mnie uczyć nauczyciel specjalista w tej dziedzinie, to tylko rozwijałam swoje umiejętności i zdobywałam wiedzę. Potem już w liceum było już tylko lepiej. Nauczyciel sam był artystą malarzem i swoją wiedzą dzielił się z nami. Uczyłam się w liceum pedagogicznym w Nakle. W liceum, które można nazwać dzisiaj elitarnym ze względu na nauczycieli nas uczących. Nauczyciel rysunku, bo tak nazywał się wówczas przedmiot, bardzo szybko zauważył moje zdolności plastyczne. Wszystkie okładki moich zeszytów były obrysowane.
- Czy zdarzyło się pani zrezygnować z tworzenia i jak pani do tego wróciła?
- Nigdy nie zrezygnowałam z tworzenia. Bywały okresy mniej twórcze ze względu na obowiązki w rodzinie, pracy czy w szkole. Trójka synów była absorbująca. Kiedy sami byli już w liceum, to mogłam pracować intensywniej twórczo. Wtedy z koleżanką zapisałam się na kursy tkactwa przy byłej uczelni pedagogicznej. Kupowałyśmy resztki wełny z miasta Kowary, które pozostawały przy produkcji dywanów. Gama kolorów była bardzo duża i mogłyśmy wełną malować gobeliny, pracując na krosnach, a potem w domu na swoich ramach. Jako że jestem człowiekiem ciągle poszukującym, to po tkactwie zajęłam się malowaniem na szkle. Na początku malowałam na ciekawych kształtach np. butelkach, później kupowałam różne wytwory ze szkła, które przyozdabiała. Malowałam też obrazy na szkle. Jednak pastele suche są dla mnie najlepsze, ponieważ pozwalają pracować, nawet gdy nie ma się pracowni z prawdziwego zdarzenia.
- Co najczęściej pani przedstawia na swoich pracach?
- Najbardziej lubię malować kwiaty i krajobrazy znajdujące się w najbliższej okolicy. Mam też stary ogród kwiatowy, z którego czerpię inspirację. Największą satysfakcję daje mi to, że po skończonej pracy w ogrodzie mogę ścinać kwiaty i je układać w bukiety, które zdobią moje mieszkanie i moich bliskich.
- Jakie jeszcze aktywności pani podejmuje, które mają związek z pani pasją?
- Oprócz tego, że działam indywidualnie, to przez cały czas dzieliłam się wiedzą i umiejętnościami w szkole z moimi uczniami, a także z dziećmi, które uczestniczyli na zajęciach plastycznych przy Domu Kultury w Łabiszynie. Dzieci uczyłam od 1996 roku jak dobrze pamiętam. Aktualnie pracuję w Babskiej Pracowni również przy Domu Kultury. Zajmujemy się dziełem artystycznym. Tworzymy tam już od ok. 10 lat. Skład zespołu na początku się zmieniał, ale od kilku lat członkowie się nie zmieniają. Mamy już swoją bazę narzędzi, materiałów i pewne wyćwiczone umiejętności.
![]() |
| Elżbieta Kotz uwielbia przedstawiać naturę na swoich obrazach fot. Angelika Uścińska |
- Jakie prace panie tworzą w Babskiej Pracowni?
- Chętnie tworzymy w różnych technikach plastycznych, których nie sposób wymienić. Niezmiennie fascynuje nas decoupage w szerokim pojęciu. Ostatnio pracujemy w technice mix media. Ozdabiamy wieszaki, pudełka o przeróżnym zastosowaniu. Tą techniką ozdobiłam sobie stolik. Muszę przyznać, że efekt jest super! W okresie Bożego Narodzenia wykonujemy różne ozdoby. Dominują bombki, stroiki, a w okresie Wielkanocy ozdabiamy plastikowe jajka. Odbyły również kurs tkactwa oraz filcowania na sucho i mokro. Pracujemy techniką na sucho i najczęściej w okresie jesienno-zimowym nadajemy swoim starym ubiorom nowy blask. Każda członkini pracowni ma w swojej szufladzie szal i inne stroje przyozdobione. Mamy również prezenty własnoręcznie robione i niepowtarzalnie wykonane, którymi obdarowujemy swoich bliskich. Prace swoje pokazujemy na corocznej wystawie w naszej pięknej Wozowni i w Domu Kultury. Chętnie wystawiamy się na kiermaszach na różnych imprezach w mieście. Praca w Babskiej Pracowni daje nam dużo radości, satysfakcji i relaksu. Aż miło patrzeć, gdy oczy się śmieją, a serce się raduje, gdy coś nowego nam się uda.
- Co charakteryzuje pani prace?
- Na pewno niepowtarzalność. Mam cały czas głowę pełną pomysłów. Lubię tworzyć i muszę coś przemyśleć, przeżyć. Wtedy nie liczy się czasu jak człowiek tworzy to co uwielbia. Często moje prace są spersonalizowane. Po prostu kolorem się bawię. Zdarza się, że w trakcie tworzenia w pracowni nowe techniki pracy same powstają i zostają z nami. Tak było z farbami akrylowymi. W zależności od tego jak układałyśmy bombkę farba spływała, rozlewała się i dzięki temu powstawały wspaniałe wzory, które były nie do powtórzenia. Poza tym uważam, że nie ma tak naprawdę złych prac. Każdą z nich można w jakiś sposób poprawić.
- Czy są prace, które pani zatrzymuje dla siebie?
- Tak. Zostawiłam sobie słoneczniki Vincenta Van Gogha, które malowałam suchymi pastelami, a także bukiet polnych kwiatów wykonanych również pastelami. Mam też wazon kobaltowy w narcyzy wymalowany na szkle. Zachowałam również gobeliny schowane w mieszkaniu. Ostatnio wykonałam dużą szkatułkę utrzymaną w klimacie muzyki. Przedstawia bosą baletnicę na tle pięciolinii z nutami oraz kwiatami. A zgubione baletki są ozdobą pudełka w środku. Papier ryżowy, który użyłam do tej pracy to kupiłam dawno i czekał na swój czas, dzięki czemu powstała taka piękna praca.
![]() |
| Elżbieta Kotz tworzy również dzieła na szkle fot. Angelika Uścińska |
- Gdzie można było zobaczyć pani prace?
- Moje prace można zobaczyć na wystawach zbiorowych z grupą Plama’s, pracują przy Szubińskim Domu Kultury w Szubinie, a także na wystawach indywidualnych. Gobelin kiedyś wystawiałam na ogólnopolskiej wystawie w Bydgoszczy. Jeden gobelin jest też w Muzeum Ziemi Szubińskiej. A także pastelarz w Urzędzie Miejskim w Łabiszynie. Wiele wykonanych przeze mnie prac mają po prostu moich znajomi w kolekcjach prywatnych.
- Które z osiągnięć uważa pani za najważniejsze?
- Jednym z najważniejszych osiągnięć jest projekt dekoracji na dożynki wojewódzkie i diecezjalne w Łabiszynie. Tworzyłam to z koleżanką. Wpadłam na pomysł, aby wykorzystać wyklinę, ponieważ mamy w mieście wikliniarza pana Leszka Ścieżyńskiego, który wykonał mnóstwo koszy, krążków czy ozdobnych różnych elementów właśnie z wikliny. Przede wszystkim wykonał według mojego projektu parę Pałuczan. Postacie te długo dekorowały nasze miasto. W tym roku wykonałam z panią Anią Nowakowską i Ewą Nowak niestandardowy wieniec dożynkowy. Aktualnie zdobi półpiętro w naszym urzędzie. Ale najbardziej cieszymy mnie fakt, że wielu moich uczniów ukochało moją pracę na plastyce. Zostali nagrodzeni za swoje prace na różnych konkursach. Do dzisiaj miło to wspominam.
- Czy pani zamiłowanie do tworzenia wpłynęło na pani rodzinę?
- Tak jak my dziedziczymy talenty po rodzicach, tak nasze dzieci często coś po nas. Syn Jarosław maluje zwierzęta egzotyczne i nie tylko. Wystawiał wraz ze mną w barcińskim domu kultury, a we wrześniu też razem w Wozowni, która jest idealnie przygotowana do takich wystaw. Trójka synów jest uzdolniona muzycznie. Grają na gitarach, a także fascynują się muzyką bluesową. Natomiast po ojcu i dziatkach odziedziczyli miłość do wody, dlatego wspólnie organizują wyprawy po polskich rzekach.
![]() |
| Prace Elżbiety Kotz zawsze są estetyczne i piękne fot. Angelika Uścińska |
- Jak pani radzi sobie z kryzysem twórczym?
- Każdemu artyście zdarza się kryzys. Ja w sumie zawsze staram się to przeczekać, bo natchnienie zawsze przyjdzie. Bywały sytuacje, że ktoś życzył sobie coś na szybko, czego bardzo nie lubię. Najgorzej jeszcze jak nie powie mi konkretnie co ma na nim być i dla kogo jest ten prezent. Potrzebuję czasu, aby wszystko dokładnie przemyśleć.
- Jakie plany artystyczne ma pani na przyszłość?
- Planuję nadal prowadzić Babską Pracownię. Jestem bardzo zadowolona z prac z tymi paniami, które wciąż się rozwijają i widać tego efekty. Zawsze przygotowuje się na zajęcia, na które przynoszę gotowe do pokazania albo rozpoczęte, aby tłumaczyć proces tworzenia. Jak już wspominałam jesienią i zimą filcujemy. Mamy już materiał kupiony, wiele kolorów, a to oznacza, że znów powstaną niepowtarzalne wzory z tej wełny. Ostatnio byłam na zajęciach z makramy w naszej bibliotece. Kiedyś już wykonywałam takie prace, ale warto odświeżyć swoją pamięć. Poza tym myślę, że niejedno jeszcze zrobię z paniami na Babskiej Pracowni.
- Dziękuję za rozmowę.
Angelika Uścińska, 19 X 2021
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze