Marzeniem Janka Eleryka było przejechać się wąskotorówką Żnińskiej Kolei Powiatowej
fot. Karol Gapiński
Żnin, Warszawa, ŻKP, marzenie, Janek, Fundacja "Nasze dzieci"
O chłopcu, który pragnie jeździć koleją
Żnińska Kolej Powiatowa odpowiedziała na apel Fundacji "Nasze dzieci" i dzięki temu Janek z Warszawy, piętnastolatek chory na raka mógł spełnić swoje marzenie. Była nim perspektywa wolności, przestrzeni i poczucia pędu, które daje pociąg. Nie byle jaki pociąg, bo archetyp współczesnej kolei, czyli parowóz na węgiel, na dodatek w odkrytych wagonach. Tak spełniło się marzenie nastolatka, które zrodziło się, jak u większości z nas podczas lektury czytanek z obrazkami w młodszym dzieciństwie.
Janek Eleryk z Warszawy ma 15 lat. Od dzieciństwa pasjonował się kolejnictwem. Ważną rolę w rozwijaniu tych zainteresowań chłopca miał jego tata Robert. Jest on od 8 lat mechanikiem taboru w warszawskim metrze. Pan Robert kolejnictwem interesuje się nie tylko w związku z wykonywaną pracą. Jest to po prostu pasja, którą zaraził też swego syna Janka.
Janek Eleryk z rodzicami: Elżbietą i Robertem na polu w Rydlewie, gdzie zatrzymał się na krótki postój skład specjalny pociągu
fot. Karol Gapiński
Jankowi i jego rodzicom w kursie towarzyszyła też grupa niemieckich miłośników kolei, którzy do Żnina przyjechali specjalnie po to, aby wykonać do swych prywatnych albumów serię zdjęć żnińskiej kolejki na trasie
fot. Karol Gapiński
W wieku 13,5 roku Janek dowiedział się, że jest chory na raka. Nastał dla niego i dla rodziny trudny czas. Chłopiec poddawany jest od początku zdiagnozowania intensywnemu leczeniu. Mimo to nie zrezygnował nie tylko z nauki (realizuje indywidualny tok nauczania), ale również z realizowania swoich największych, życiowych marzeń. Pomocy w realizacji tych marzeń udzieliły chłopcu dwie fundacje.
Najpierw Fundacja Mam marzenie zorganizowała Jankowi pod opieką rodziców wizytę na kolejce wąskotorowej w Wolsztynie. Tam chłopiec po raz pierwszy poprowadził parowóz. Teraz już całkiem połknął bakcyla kolejnictwa.
- Na Pałukach jesteśmy po raz drugi. Pierwszą wycieczkę wujek z dziadkami pomogli nam sfinansować. Przyjechaliśmy sami na Pałuki, był koniec września. Było już po zakończeniu sezonu kolejki i po dorocznym festynie archeologicznym w Biskupinie. Dlatego wyjechaliśmy z Pałuk nie do końca spełnieni, choć region ten i jego atrakcje bardzo się nam podobały. Tymczasem dzięki propozycji z drugiej fundacji "Nasze dzieci" pojawiła się możliwość powrotu do Żnina. Te fundacje pokazują dzieciom, takim jak Janek, że warto żyć i warto walczyć ze swoją chorobą. Większość ludzi pociągają koleje, a tym bardziej taka wąskotorówka. Osobiście uważam, że nie można pozwolić, aby takie kolejki zniknęły z naszego krajobrazu - opowiada Robert Eleryk.
W Żninie Janek z rodzicami: Elżbietą i Robertem pojawili się w piątkowe popołudnie 13 lutego. Aura tego dnia wyjątkowo sprzyjała miłośnikom turystyki kolejowej. Było ciepło i słonecznie. Traf chciał, że tego dnia w Żninie po raz kolejny pojawili się również miłośnicy kolejnictwa z Niemiec. Ponieważ zanosiło się na piękny zachód słońca nad pałuckimi polami, które przecina łagodną wstęgą torowisko kolejki, wszyscy postanowili jakoś te wyjątkowe okoliczności przyrody wykorzystać.
Dyrektor Muzeum Ziemi pałuckiej Michał Woźniak zorganizował w krótkim czasie specjalny kurs popołudniowy składu towarowego pociągu na skróconym odcinku do Rydlewa i z powrotem.
Janek z rodzicami wsiadł do wagonu zwanego brankardem. Wkrótce zresztą pan Robert postanowił ten wagon opuścić na trasie. Wspólnie z grupą niemieckich miłośników kolei, tak, jak i oni zaopatrzony w aparat fotograficzny, wybiegł na pole. Korzystając z niepowtarzalnego światła, które dawało zachodzące słońce, wszyscy fotografowali przemieszczający się za parowozem skład pociągu na tle pałuckich pagórków. Tymczasem Janek z mamą Elżbietą podróżowali dalej i snuli plany na kolejny dzień.
A plany te były nie byle jakie. Od chłopca i jego rodziców wymagały pełnej gotowości. Zamierzeniem była bardzo wczesna pobudka w pokoju hotelowym w weneckim muzeum, gdzie zakwaterowano gości z Warszawy. W sobotę trzeba było wstać o 3:00 i pojechać do Żnina. Tutaj Janek, również pod okiem taty - przecież mechanika taboru metra w stolicy Polski - uczestniczył w przeglądzie składu przed uruchomieniem kursu, sprawdzaniu punktów kontrolnych w taborze. O 4:00 rozpoczął się długi ceremoniał rozpalania i utrzymywania temperatury w parowozie do czasu wyruszenia w drogę.
Wreszcie pociąg o 7:00 ruszył i specjalnie dla Janka i jego bliskich kursował aż do sobotniego przedpołudnia.
- Janek przeżył ten weekend ze żnińską kolejką bardzo mocno. Dawno nie był tak podekscytowany. Jeszcze w piątek wieczorem, po zakwaterowaniu w Wenecji zwiedziłem z synem po raz kolejny całe muzeum kolei wąskotorowej, wszystkie jego eksponaty. Z kolei w sobotę, po zakończeniu kursowania odbyliśmy nasz stały rytuał podczas tego typu wizyt na starych kolejkach. Jest nim długa wędrówka po torowisku. Janek specjalizuje się w odkrywaniu śladów datowania starych podkładów położonych na linii kolejowej. Wprawdzie tym razem takich dat nie odnalazł, bo jako cały czas używany tor pałuckiej kolejki był często naprawiany i odrestaurowywany. Oryginalnych podkładów oraz tych z późniejszych lat prawie nie ma. Inaczej, niż np. na obecnie nieużywanym torze na terenie Żnina, w kierunku Liceum Ogólnokształcącego. Tam jednak tym razem nie trafiliśmy. Janek był pod ogromnym wrażeniem tego pobytu. Ciężko było mu wytłumaczyć, gdy nadeszło sobotnie popołudnie, że to już koniec, że czas już wracać. Ale zachował wspaniałe pamiątki na czele z portretem pana Leona Lichocińskiego. Niezwykłą przyjemność sprawiła nam bowiem synowa pana Leona, pani Alicja Lichocińska. Dowiedziała się z internetu, że przyjechaliśmy na Pałuki, by spełnić marzenie Janka i postanowiła spontanicznie przyłączyć się do tego spełniania chłopięcych pragnień. Przyjechała do nas do Wenecji i oprócz słodyczy podarowała synowi właśnie portret najsłynniejszego przewodnika po tym wyjątkowym muzeum - opowiadał Robert Eleryk po powrocie z eskapady na Pałuki.
Portret Leona Lichocińskiego został oprawiony i zawieszony w reprezentacyjnym miejscu w domu państwa Eleryków w Warszawie. - A Janek? No cóż, to była niezapomniana dla niego przygoda i rozpamiętuje ją cały czas, mimo że faktycznie w jego stanie zdrowia było to dość dla niego wyczerpujące. Jest zmęczony, ale bardzo, bardzo zadowolony. I o to w tym przedsięwzięciu przecież chodziło - zakończył tata Janka.
Film w zakładce Filmy.
Karol Gapiński, 18 II 2015
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze