29 września w Miejskiej i Powiatowej Bibliotece Publicznej w Żninie odbyło się spotkanie Klubu Podróżnika, a prelegentką była Eliza Piotrowska – pisarka, poetka, tłumaczka książek i podróżniczka, która swoje życie dzieli pomiędzy Polską a Brazylią.
Po wakacyjnej przerwie uczestników spotkania powitała dyrektorka biblioteki Beata Czaczyk, która zaprosiła wszystkich na niesamowite spotkanie z barwną postacią, która po wielu latach spędzonych we Włoszech zamieszkała w Brazylii, jednak do swego rodzinnego kraju zawsze chętnie powraca dzieląc się wrażeniami ze swoich wojaży. - Jej twórczość to wielowymiarowa głębia, ponadczasowe poczucie humoru oraz uwolniony od codziennej dosłowności język – powiedziała Beata Czaczyk i dodała, że odbiorcami jej dorobku twórczego są dzieci i i dorośli. Autorka współpracuje z wieloma czasopismami dla dzieci oraz pismami dla dorosłych, zdobyła wiele ważnych nagród za działalność literacką, graficzną i edukacyjną, a jej twórczość tłumaczona jest na wiele języków, w tym na mongolski, czeski, koreański, hiszpański i niemiecki. Pani Eliza jest także ambasadorką fundacji „Cała Polska Czyta Dzieciom”, a akcja czytelnicza o tej samej nazwie prowadzona w bibliotekach w całej Polsce, w tym także w żnińskiej książnicy, cieszy się ogromnym zainteresowaniem wśród najmłodszych czytelników.
Opowieści podróżniczki oscylowały wokół trzech państw, które są dla niej ważne. - Dzisiaj mam opowiedzieć o Brazylii, ale chciałabym też opowiedzieć troszeczkę o Włoszech. Muszę jednak zacząć od zupełnie innego kraju, który jest nam wszystkim jak podejrzewam najbliższy, a jest nim Polska. Książka, którą napisałam, „Obczyzno moja”, to jest książka tak naprawdę o tym, że kraje są naszymi lustrami. Ja zadałam sobie takie pytanie, jak mnie ukształtowała Polska, bo ja wyjechałam do Włoch krótko po studiach, jako młoda dziewczyna. Tam mieszkałam 10 lat, a potem z Włoch pojechałam do Brazylii na drugą półkulę, gdzie już kompletnie inna kultura panuje, inne obyczaje i to jest naprawdę zupełnie inny świat – powiedziała prelegentka i dodała, że dzięki temu mogła na siebie spojrzeć z dystansu, bo dopiero, gdy znajdziemy się w innej kulturze, rozumiemy czym jest nasza kultura, która nas wykarmiła i wychowała. Do Włoch pani Eliza uciekła przed toksyczną miłością, wymęczona studiami i polską edukacją . - Ja z bólem serca muszę powiedzieć, że to, w co mnie wyposażyła Polska przez te dwadzieścia parę lat, to były trudne rzeczy. Skończyłam historię sztuki na Uniwersytecie Adama Mickiewicza w Poznaniu i to były interesujące studia, ale profesorowie byli bardzo wymagający i to była encyklopedyczna wiedza, zupełnie nieprzydatna później w życiu, bo takie rzeczy można sobie znaleźć po prostu właśnie w encyklopedii czy w Internecie – powiedziała podróżniczka i dodała, że Włochy, gdzie skończyła również historię sztuki, pokazały jej, iż nauką można się przede wszystkim dobrze bawić i że to jest coś pięknego. - Nie trzeba się tym tak stresować, to ma być przygoda, to ma być odkrywanie i nigdy taka przygoda naukowa, jaką przeżyłam tam, może niesprawiedliwa jestem, ale wydaje mi się, że trudno by było, żeby taka przygoda przydarzyła mi się w Polsce - usłyszano.
Eliza Piotrowska stwierdziła, że kiedy się gdzieś wybieramy w podróż to warto poznawać miasta i dużo ciekawsze jest zgubić się w takim mieście, którego się nie zna, niż coś w nim znaleźć, coś, co zna się na przykład z książek czy Internetu. - Dużo ciekawsza jest tajemnica i poznanie klimatu miasta niż zaliczenie kolejnego muzeum, kolejnego kościoła. To jest męczące, tego się robi za dużo i na końcu niczego nie pamiętamy - stwierdziła. Według niej każdy, kto był we Włoszech chce do niego jeszcze wrócić, bo Włochy i Rzym są prawdziwe, one po prostu żyją własnym życiem. To właśnie we Włoszech podróżniczka przeżyła dwie wielkie przygody swojego życia – miłosną, gdy poznała swego przyszłego włoskiego męża i naukową z Faustem. Wyjazd z Polski był dla niej wielkim aktem odwagi, ale nie żałuje. Kiedy jednak pewnego dnia jej mąż fotograf zaproponował, by zamieszkali w Brazylii, początkowo była przeciwna. Jednak w końcu sprzedali sklep optyczny, który w centrum Rzymu od pokoleń prowadziła rodzina męża i polecieli do Brazylii, którą mąż pani Elizy już wcześniej często odwiedzał. - Ja się poczułam tam, jak w Polsce mojego dzieciństwa. To było piękne, bo ja bardzo za dzieciństwem tęsknię. Tylko, że tam było kolorowo, a moje dzieciństwo to był PRL i szarość. Ale nie zamykało się drzwi na klucz, dzieci po prostu potrafiły się bawić listkiem, patyczkiem, tym, co znalazły. Nie było komputerów, nie było telefonów komórkowych i mnie to zachwyciło, że tam jest to, za czym ja tak tęsknię, za czasami dzieciństwa. Brazylia jest przepięknym krajem, jeżeli chodzi o przyrodę, jest niesamowita - usłyszano.
Podczas spotkania usłyszano o brazylijskiej gościnności i codziennym życiu jej mieszkańców, a także o architekturze, zabytkach, religii i kulturze, bogatej przyrodzie, zwierzętach i klimacie, który jest bardzo wilgotny, a przez to bywa uciążliwy. Życie w Brazylii płynie zdecydowanie wolniej niż w Europie, a Brazylijczycy mają czas na wszystko. W stosunku do europejczyków mieszkańcy Brazylii są ostrożni. - Oni nie przeżyli wojen tak jak my, więc jest to pogodny naród i naprawdę to czuć, że to nie jest naród obciążony wojną. Ale gdzieś w nich siedzi ta zadra kolonizacyjna i oni w stosunku do takiego Europejczyka są ostrożni. Europejczyk jest nazywany Gringo, a Gringo to nie jest nazwa fajna. To jest taka ironiczna nazwa Gringo, że Gringo z Europy przyjechał i będzie teraz robił porządek. Ale oni nie dają tego odczuć, jeżeli się im pokaże, że jest się w porządku, że nie traktuje się ich z wyższością, że się ich nie wyśmiewa, to oni wtedy okażą serce, bo są szlachetnymi i cudownymi ludźmi. I ci moi sąsiedzi są cudowni, oni wiedzą, że zawsze mogą na nas liczyć, a my na nich – usłyszano.
Po spotkaniu autorka podpisywała swoje książki i chętnie pozowała do wspólnych zdjęć.
Barbara Filipiak
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze