Dom Franciszka F. w Grocholinie to najczęściej odwiedzana przez media posesja w okolicy. Właściciel chwalił się, że nawet Jerzy Urban do niego przyjechał fot. Tomasz Rogacz
Trudna starość
Obronić się przed zięciem
Kiedy zięć go wyrzucił, Kazimierz Okoński wracał pieszo 20 kilometrów z Grocholina do swojego mieszkania w Dąbrówce Słupskiej. Zięć zaproponował mu z powrotem lokum, ale jednocześnie chce sprzedać mieszkanie teścia. Obiecał je młodemu małżeństwu, które już tam wprowadził. Przed poniewierką ratuje pana Kazimierza sąsiadka, zajmująca się nim także z ramienia opieki społecznej. Zięć uważa, że wtrąca się ona w nie swoje sprawy i żąda zmiany opiekunki.
Kiedy zięć go wyrzucił, Kazimierz Okoński wracał pieszo 20 kilometrów z Grocholina do swojego mieszkania w Dąbrówce Słupskiej. Zięć zaproponował mu z powrotem lokum, ale jednocześnie chce sprzedać mieszkanie teścia. Obiecał je młodemu małżeństwu, które już tam wprowadził. Przed poniewierką ratuje pana Kazimierza sąsiadka, zajmująca się nim także z ramienia opieki społecznej. Zięć uważa, że wtrąca się ona w nie swoje sprawy i żąda zmiany opiekunki. Zięć Kazimierza Okońskiego to Franciczek K. z podkcyńskiego Grocholina, człowiek znany nie tylko w naszym regionie. Kilka lat temu zasłynął pozyskaniem 20 tys. zł z ministerstwa na budowę przyłączy wodociągów. Na posesji miał wówczas wodę do kolan. Był tak zdeterminowany, że pojechał do stolicy na rowerze. - Wziąłem welocypeda i ruszyłem. Za dwa dni byłem z powrotem, ale limuzyną - opowiada z uśmiechem Franciszek K.
RÓŻNI ZNAJOMI, RÓŻNE CHWYTY
Mieszkaniec Grocholina lubi chwalić się tym wyczynem. Szczególnie, kiedy mówi o pracy kcyńskich radnych. Zarzuca im lenistwo i niekompetencję. Neguje pomysły i wytyka jego zdaniem popełniane przez radnych błędy. Atakował też inne instytucje, m.in. kcyńską opiekę społeczną, straż pożarną, prokuraturę i sąd.
O jednym z prokuratorów z szubińskiej Prokuratury Rejonowej mówi: - Jak na sali rozpraw wziąłem go w obroty, to się położył i płakał. Franciszek K. lubi posługiwać się językiem prawniczym. - Nie wszystkie dziedziny jeszcze opanowałem - stwierdza K. - Miałem takich znajomych, co nauczyli mnie różnych chwytów - dodaje po cichu.
W tym czasie w domu Franciszka K. mieszkał jeszcze Kazimierz Okoński wraz z żoną. U zięcia mieszkali 7 lat. Opiekowali się córką i jej trójką dzieci. Poza tym mieli renty, którymi wspierali budżet rodziny K.
Kiedy zięć pana Kazimierza wyjeżdżał na rok, oddał maszyny pod pieczę teścia i namówił go do podpisania pisma, że sprzęt ten przejmuje. - Roztrwonił mi całe gospodarstwo - oskarża teraz teścia Franciszek K., pokazując spis maszyn, których brakuje. - Dobrze, że się zabezpieczyłem w ten sposób - dodaje i chce zadośćuczynienia od teścia.
Zadośćuczynieniem ma być mieszkanie teścia w Dąbrówce.
Kiedy 71-letni Kazimierz Okoński usłyszał, o co zięć go oskarża, mocno się zdenerwował.
- Jak ja mogłem roztrwonić mu majątek. Przecież mieszkała tam moja córka - pyta pan Kazimierz, patrząc z żalem przez kuchenne okno w mieszkaniu w Dąbrówce Słupskiej, gdzie wrócił do siebie dwa lata temu po śmierci żony.
POŻYCZKA TO TAKI ŻART
Z Grocholina został wypędzony. Szedł do Dąbrówki Słupskiej pieszo przez blisko dwadzieścia kilometrów. Dotarł do domu skonany. - Co miałem zrobić? Do jednych poszedłem, żeby dali mi wody. Inny człowiek żałował, że nie ma samochodu, bo by mnie odwiózł - opowiada Kazimierz Okoński, który dziś cierpi na rozedmę płuc.
Nie był to koniec problemów pana Kazimierza. Gdy mieszkał w Grocholinie, na jego dowód osobisty brane były pożyczki w Żaglu, Lucasie i innych bankach. Długów nikt nie spłacał. Wierzyciele wnieśli sprawę do sądu, który wyrokiem z września 2003 r. nakazał panu Kazimierzowi uregulowanie należności. Prawie połowę renty zajął mu komornik. Do spłaty ma jeszcze ponad 15 tys. zł. Od stycznia przez dziesięć miesięcy będzie jeszcze płacił po 100 zł za niezapłacony telefon komórkowy, który był wzięty na niego w 2001 r. Pan Kazimierz nie wie, kto ma ten telefon. Nie ma pojęcia również skąd wzięły się inne długi, bo niczego przecież nie posiada.
Na pytanie, kto brał pożyczki na pana Okońskiego, Franciszek K. nie umiał znaleźć odpowiedzi. Wspomniał coś o oszustach, a potem stwierdził, że o tym nie warto pisać.
Niedawno jednak odwiedził teścia z propozycją zaciągnięcia pożyczki w Providencie. - To był taki żart. Pod pic go wziąłem, że jak bierze dla innych w Providencie pożyczki, to niech dla mnie weźmie też - tłumaczy Franciszak K. Pan Kazimierz nie dał mu jednak dowodu osobistego. Od kwietnia 2006 r. pilnuje go sąsiadka Gabriela Buzalska, przy której czuje się bezpiecznie. Z reporterem Pałuk chciał rozmawiać tylko w jej obecności. - Pan Okoński nie jest świadom wielu rzeczy. Niczego nie przeczyta, potrafi się tylko podpisać i to z trudnościami. Znając jego stan, opieka poprosiła mnie, żebym pilnowała jego dowodu i dokumentów - mówi Gabriela Buzalska.
KONTROLA OPIEKI
Franciszek K. uważa natomiast, że pani Buzalska zaniedbuje swoje obowiązki. 16 stycznia zrobił nalot na mieszkanie w Dąbrówce Słupskiej. - Jej nie było. Pokój nieposprzątany. Leki niedozowane. To wszystko należy do obowiązków opiekunki - wylicza zięć z Grocholina. - Brak kontroli nad pracownikiem ze strony szubińskiego Ośrodka Pomocy Społecznej jest ewidentny. Dla jednej osoby mają czas dla innej nie. To jest nie fair - oskarża urzędników Franciszek K. w trosce o teścia. W tej sprawie interweniował już u wiceburmistrza Szubina Mariusza Piotrkowskiego. Ten zlecił pracownikom Miejsko-Gminnego Ośrodka Pomocy Społecznej przeprowadzenie kontroli na miejscu.
- Nie stwierdziliśmy żadnych nieprawidłowości. Pani Gabriela Buzalska jest odpowiedzialną osobą. Przede wszystkim poświęca panu Kazimierzowi Okońskiemu więcej czasu niż wynika to z umowy-zlecenia, w której ma dwie godziny opieki. Dzięki niej w zasadzie może normalnie funkcjonować. Obawiam się, że gdyby pani Buzalska zrezygnowała, nie wiem czy znaleźlibyśmy kogoś w zastępstwie - stwierdza Mirosława Kłosowska, organizator usług opiekuńczych w M-GOPS.
Zięć pana Kazimierza bardzo zdenerwował się na opiekunkę, kiedy poprosiła go o zwrot aktu notarialnego mieszkania. Dokumenty zabrał w grudniu ubiegłego roku. - Wykrzykiwał, że wtrącam się tam, gdzie nie powinnam - relacjonuje Gabriela Buzalska. Bardziej dosadną wersję tego wydarzenia przedstawił Pałukom Franciszek K.
- Ona chce to mieszkanie dla córki, bo mieszka z teściem przez ścianę. Nawet już w pokoju kaloryfer zamontowała - informuje Franciszek K. Gabriela Buzalska zaprzeczyła, jakoby miała zamiar kupić mieszkanie od pana Okońskiego. Wyjaśniła także, że kaloryfer został założony tylko dlatego, że pan Franciszek nie miał on pieniędzy na ogrzewanie. - Choruje na astmę i musi mieć ciepło - mówi sąsiadka. - Wszystko odbywało się w porozumieniu z MGOPS - dodaje. W ośrodku pomocy społecznej uzyskaliśmy potwierdzenie tej informacji.
ZIĘĆ ZNALAZŁ KUPCA
Obecnie przed sądem toczy się postępowanie w sprawie uregulowania spraw własnościowych mieszkania w Dąbrówce Słupskiej. Nie wiadomo czy rodzeństwo żony Franciszka K. zrzeknie się należnej im części po mamie. Do tej pory odbyły się dwie rozprawy, ale dwóch braci i siostra pani K. nie stawili się w sądzie.
Zięć - Franciszek K. chce jak najszybciej załatwić sprawy spadkowe, bo znalazł już kupca na nieruchomość. W styczniu wprowadził nawet zainteresowanych - młode małżeństwo z dwójką dzieci - do dużego pokoju pana Kazimierza. Właściciel wyraził na to zgodę. - Sam jestem ojcem. Chciałem pomóc tym młodym ludziom - mówi Kazimierz Okoński. Mieszkanie mają kupić za 30 tys. zł. Połowę pieniędzy chce Franciszek K., jak mówi, za zmarnowane gospodarstwo. Teść ma natomiast wprowadzić się z powrotem do niego. W domu K. nie ma jednak wiele miejsca dla niego. Mieszka tam małżeństwo K. z trójką dzieci i bratem Franciszka K. Ten ostatni ma na swoim koncie wyrok i odsiadkę za ugodzenie nożem sołtysa Grocholina.
TEŚĆ: - WOLĘ DOM STARCÓW
Kazimierz Okoński nie chce tam wracać. - Ani mowy nie ma, żebym do niego poszedł. Wolę iść do domu starców - stwierdza z płaczem.
Szubiński Ośrodek Pomocy Społecznej będzie na bieżąco śledził, co dzieje się z panem Kazimierzem.
- Obecnie ma mieszkanie i opiekę. Na razie więc problemu nie ma. Oczywiście, jeśli zajdzie taka konieczność, będziemy mu pomagać. W ostateczności pozostaje Dom Opieki Społecznej - mówi Tadeusz Zieliński, szef szubińskiego M-GOPS.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze