W gminie Barcin odbywają się spotkania rodziców i nauczycieli szkół z wiceburmistrz Lidią Kowal. Dotyczą one zmian oświatowych mówiących o tym, że podstawówki mają być szkołami ośmioklasowymi. Rozwiązania władz nie wszystkim się podobają.
W Szkole Podstawowej nr 2 wiele osób było zainteresowanych zmianami oświatowymi, jakie dotkną ich szkołę fot. Magdalena Kruszka Pierwsze ze spotkań informacyjnych dotyczących oświaty odbyło się 11 stycznia w Szkole Podstawowej nr 2 w Barcinie. Dyrektor Wojciech Kiciński zapowiedział, że trzeba przygotować się na zmiany, przy czym nie muszą to być zmiany na gorsze.
WŁĄCZENIE DO DWÓJKI
Wiceburmistrz Lidia Kowal na wstępie podkreśliła, że nie można w tej chwili powiedzieć co będzie, a gmina jest na etapie konsultacji z kuratorium oświaty odnośnie proponowanych rozwiązań. Kuratorium z kolei ustala szczegóły i pyta o wątpliwości ministerstwo. Wiadomo na razie, że szkoły podstawowe trzeba przekształcić z sześcioletnich w ośmioletnie, a gimnazja będą wygaszane.
- Co mogliśmy zrobić z gimnazjum? Zlikwidować, mówiąc krótko - spekulowała wiceburmistrz Barcina. - Poddać likwidacji całą szkołę, wszystkich uczniów, nauczycieli, wskazać inne gimnazjum, ale tego akurat nie braliśmy pod uwagę. Mogliśmy przekształcić w szkołę podstawową i mogliśmy włączyć do szkoły podstawowej. Wybraliśmy opcję włączenia do Szkoły Podstawowej nr 2.
Oznacza to, że funkcjonowałaby Szkoła Podstawowa nr 2 im. Jana Brzechwy z oddziałami gimnazjalnymi. W planach było utworzenie zespołu, który tworzyłaby Szkoła Podstawowa nr 2 i Liceum Ogólnokształcące. Początkowy plan był też taki, żeby klasy VII i VIII ze Szkół Podstawowych w Mamliczu i nr 1 w Barcinie przywozić do budynku na ul. Polnej, czyli tam, gdzie obecnie mieści się gimnazjum i liceum.
- Uczniowie klas siódmych, potem ósmych przechodziliby z wychowawcą do budynku przy ul. Polnej i tam by kończyli szkołę podstawową, jednakże nie jesteśmy pewni, czy będziemy mogli to wdrożyć i na ten temat pytania pójdą do ministerstwa. Niby nie, ale nie wiemy tego do końca - mówiła Lidia Kowal i dodała, że klasy VII można według przepisów prawa oświatowego przewieźć i wskazać inną szkołę podstawową, ale powstałą z przekształcenia z gimnazjum, a skoro władze Barcina wybrały opcję włączenia gimnazjum do dwójki, to tę możliwość tracą. Wyjaśniała też, że trzeba się liczyć, że w budynku gimnazjum będą o dwie klasy mniej, a jeśli klasy siódme i ósme mają zostać w Mamliczu i jedynce, to może zabraknąć miejsca na przedszkola. W Mamliczu na przykład w tej chwili są dwa oddziały przedszkolne, a w jedynce jeden oddział, a trzeba się liczyć z tym, że od września przyszłego roku będzie istniał obowiązek przyjęcia do przedszkola wszystkich dzieci 3-letnich.
- Najlepszym rozwiązaniem, uważamy, bez szkody dla dzieci i najlepszym rozwiązaniem dla nauczycieli, byłoby włączenie gimnazjum do szkoły podstawowej i zrobienie jednej szkoły w dwóch budynkach - mówiła Lidia Kowal. Objaśniała, że byłby jeden dyrektor, kilku wicedyrektorów i jedna rada pedagogiczna. Takie rozwiązanie byłoby dobre dla nauczycieli, bo nie musieliby pracować na kilku umowach, a dyrektor mógłby łatwiej rozplanować pracę takiego nauczyciela. Wiceburmistrz poinformowała, że dyrektor gimnazjum staje się wicedyrektorem, a na Zespół Szkół zostanie ogłoszony konkurs.
- No i nasz pan dyrektor nie będzie dyrektorem - padła uwaga na sali.
Zespół Szkół mieściłby się w dwójce, gdzie uczyłyby się dzieci klas I-VI i w budynku obecnego gimnazjum, gdzie uczęszczałyby dzieci klas VII-VIII, reszta gimnazjalistów i licealiści. Dzieci z szóstej do siódmej klasy przechodziłyby wraz z wychowawcami do innego budynku.
- Patrząc na ilość fizyki i chemii, to ci nauczyciele w Polsce są biedni - zauważyła Lidia Kowal. - Fizyka jest tylko w siódmej i ósmej klasie po dwie godziny. W „jedynce“ będą cztery fizyki, w Mamliczu cztery fizyki, to daje osiem godzin, a nauczyciel ma osiemnaście, musiałby jeszcze trzy szkoły obskoczyć. Myślę, że lepsze jest szukanie takich rozwiązań, żeby nauczyciel mógł nie tylko łapać etat, ale być wychowawcą, być do dyspozycji ucznia, prowadzić koła zainteresowań, przygotowywać do konkursu i być na jednej, a nie na pięciu radach pedagogicznych.
Wiceburmistrz Barcina stwierdziła, że nie sądzi, żeby dzieci traciły przechodząc do budynku przy ul. Polnej i przypomniała, że rodzic może posłać dziecko tam, gdzie chce, bez względu na obwody. W tej chwili ministerstwo nie wyznacza liczebności klas i może być tak, że jedna klasa będzie się składała z pięciu uczniów.
Lidia Kowal wyliczała, że jeśliby było czworo dzieci w klasie, a subwencja na dziecko w mieście wynosi 5.300 zł, to daje to 20.000 zł w ciągu roku, a na nauczyciela przeznaczyć trzeba trzy razy tyle. Uznała, że to nie jest racjonalne i władze nie będą się na to zgadzać, co może oznaczać, że niektóre oddziały nie zostaną w ogóle utworzone. W planach jest utworzenie dodatkowego oddziału żłobkowego w Przedszkolu nr 3, ale oznacza to, że w tej placówce będzie mniej miejsca dla przedszkolaków. Jeżeli nie da się zrobić inaczej, to w Szkole Podstawowej nr 1 w Barcinie i w Mamliczu pozostaną klasy siódme i ósme. Oznaczać to może, że w tych szkołach zabraknie miejsca dla przedszkoli.
PROPOZYCJE RODZICÓW
Rodzice obecni na spotkaniu zaproponowali, aby stworzyć w budynku gimnazjum osobną podstawówkę, a w dwójce pozostawić uczniów klas I-VIII, ale wiceburmistrz uznała, że nie jest to dobry pomysł, bo czas, kiedy funkcjonowały osobne podstawówki, to był czas, kiedy było co najmniej dwa razy tyle dzieci. Zauważyła, że społeczeństwo na osiedlu się starzeje, a przyrost dzieci zauważalny jest bardziej w Barcinie Wsi i w tych okolicach.
- Jak rozdzielimy te szkoły na podstawówki, to zacznie się szarpanina o obwody, o to, które klasy gdzie mają przejść, zacznie się kołomyja - mówiła Lidia Kowal. Podkreśliła, że w budynku przy ul. Polnej uczyliby się uczniowie szkoły podstawowej klas I-VIII i licealiści, czego nie da się do końca pogodzić.
- Czytałam w „Pałukach“, że pan burmistrz Łabiszyna chce z Ojrzanowa zrobić filię. Moja wiedza mówi, że nie będzie mógł tego zrobić w kolejnym roku, dopiero później, a filia łączy się z informacją, że likwidujemy szkołę i otwieramy filię - mówiła wiceburmistrz.
Rodzice zaproponowali, żeby przeprowadzić wśród nich ankietę i pozwolić im decydować o tym, czy w dwójce ma być osiem klas, czy dwie klasy mają przejść do budynku gimnazjum.
- Ale jeśli będzie ta ankieta, to co ona zmierzy? I co to znaczy? Jedną szkołę otwieramy, drugą zamykamy, tego nauczyciela zwalniamy, z tym nauczycielem chcemy, żeby były lekcje? - pytała wiceburmistrz. - Nie da się tego pogodzić. Konkurencja między tymi szkołami jest niepotrzebna. Potrzebna jest współpraca.
- Dajmy się rodzicom wypowiedzieć na zebraniach - mówili przybyli na spotkanie i zaproponowali, żeby ankietę przeprowadzić wśród rodziców wszystkich szkół.
- Ale kiedy i co zrobić z tymi wynikami, jeśli one będą całkowicie sprzeczne? - dopytywała wiceburmistrz.
- Czyli jest już postanowione, że dzieci I-VI zostają tu, a starsze idą na ul. Polną i nic nie mamy do powiedzenia - skwitowała jedna z osób biorących udział w zebraniu.
Lidia Kowal przekonywała, że w budynku na ul. Polnej będą dobre warunki do nauki dla dzieci starszych, bo będą tam nowoczesne pracownie, a tamtejsi nauczyciele szkolą się, dzięki czemu można będzie utworzyć co najmniej jedną klasę dwujęzyczną, gdzie dzieci uczyłyby się dwóch przedmiotów w języku obcym.
- My jako dyrekcja też sobie nie wyobrażamy, że tworząc jeden zespół szkół będziemy dzielić się na ten budynek i na drugi budynek - stwierdził dyrektor SP nr 2 Wojciech Kiciński. - Od samego początku nauczyciele muszą mieć świadomość, że będziemy jednym gronem pedagogicznym, które będzie pracować w dwóch budynkach.
KONTROWERSJE WOKÓŁ MDK
Zastrzeżenia rodziców spowodowało też przeniesienie Miejskiego Domu Kultury do pomieszczeń szkoły. Jedna z mam zauważyła, że w świetlicy przed 1600 siedział jakiś starszy pan, a w tym czasie jeszcze w tej świetlicy mogą przebywać dzieci. - Ja nie wiem, co on ma w głowie - mówiła jedna z mam. - Ja rozumiem, że to są ludzie, którzy też potrzebują jakichś miejsc, ale za rok ja będę chciała zostawić tam moją córkę i nie chcę, żeby ona była w towarzystwie osób starszych.
Wojciech Kiciński zaznaczył, że MDK zaczyna działalność w pomieszczeniach szkoły dopiero od lutego, a w tej chwili nic się w związku z tym w szkole nie dzieje. Rodzice podnosili też kwestię, że dzieciom na potrzeby MDK zabiera się nie tylko świetlicę, ale też salę zabaw, salę cichej nauki i salę językową.
- MDK to nasza wspólna sprawa, a szkoła to własność społeczna i nie możemy traktować, że to jest wyłącznie nasze - zauważyła Lidia Kowal.
- A gdzie tu jest dobro dzieci, że oddajecie świetlicę MDK-owi? - dopytywali rodzice i pytali, dlaczego MDK nie został przeniesiony do budynku socjalnego na stadionie. Okazało się, że będą się tam odbywać zajęcia sekcyjne UTW i zajęcia taneczne, ale biur nie dało się tam zlokalizować.
- Mogłam do mojego gabinetu MDK wpuścić - mówiła Lidia Kowal. - Ten MDK jest w remoncie. Gdzieś musiał być ulokowany.
Z kolei dyrektor Wojciech Kiciński obiecał, że zostanie przeniesione archiwum szkolne, a na jego miejscu zostanie zrobiony jeszcze zimą kącik cichej nauki.
NIE TYLKO PIENIĄDZE SIĘ LICZĄ
Głos w dyskusji zabrała Iwona Kwiatkowska, jedna z mam, która przyznała, że zdaje sobie sprawę z tego, że reforma budzi wiele kontrowersji, a władze będą miały dużo pracy.
- Musicie tak to zaplanować, żeby dla wszystkich było dobrze, ale zaplanujcie to tak, żeby dla naszych dzieci także to było dobre - mówiła Iwona Kwiatkowska. Apelowała też do dyrektora, żeby przy okazji reformy oświaty spojrzeć świeżym okiem na budynek dwójki i stworzyć w nim miejsca przyjazne dla mniejszych dzieci. Uznała, że przejście starszych uczniów do innego budynku może być dla nich nobilitacją, ale nie mogą o tym decydować wyłącznie względy finansowe.
- Wiemy, że od pewnego czasu w naszej gminie mówi się tylko i wyłącznie o pieniądzach - mówiła Iwona Kwiatkowska. - To nasze dzieci i nasze pieniądze stanowią budżet tej gminy. Ja rozumiem, że nie macie państwo wsparcia ze strony państwa, ale nie możemy mówić tylko o pieniądzach. Na wszystkim się oszczędza. Na dzieciach nie powinniśmy.
- Nie oszczędza się na dzieciach - oponowała Lidia Kowal, ale Iwona Kwiatkowska kontynuowała mówiąc, że MDK przenosi się do dwójki, a rodzice muszą wcześniej zabierać swoje dzieci po lekcjach, żeby nie musiały przebywać w świetlicy, która ma spełniać inną funkcję.
- Można kogoś innego wrzucić tutaj, nie patrząc na potrzeby dzieci i zabiera im się salkę jedną, drugą, trzecią, bo MDK musi - zauważyła Iwona Kwiatkowska, a wiceburmistrz podkreślała, że szkoła będzie miała pieniądze z tytułu wynajmu pomieszczeń.
- Odnoszę takie wrażenie, że rozmawiamy o czymś, a państwo macie pewne kwestie poukładane - zauważyła Iwona Kwiatkowska, a jeden z ojców dodał zaraz, że wszystko zostało już poustawiane.
- Proszę, żebyście nie kierowali się wyłącznie sprawami finansowymi, tylko zróbcie fajne, przyjazne klasy - apelowała Iwona Kwiatkowska. Po tej wypowiedzi Lidia Kowal zaprosiła ją do współpracy przy wprowadzaniu zmian związanych z reformą oświaty.
Wielu rodziców do końca nie udało się przekonać, że rozwiązanie, aby dzieci klas VII i VIII posłać do budynku przy ul. Polnej, jest najlepszym z możliwych. Spotkanie w sprawie oświaty odbyły się już w Szkole Podstawowej w Mamliczu i Wszkole Podstawowej nr 1 w Barcinie. W obu tych szkołach uczyć się będą uczniowie klas I-VIII.
Film można zobaczyć w zakładce Filmy.
Magdalena Kruszka
Pałuki nr 1301 (3/2017)
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze