Reklama

Olbrzym pod Annowem

    Olbrzym pod Annowem
    Rozpoczyna się sezon turystyczny. Wielu z nas wyjeżdża, aby zwiedzić ciekawe miejsca w regionie i odpocząć na łonie natury. Podajemy dziś drogę do największego w okolicy głazu narzutowego, położonego w lesie szczepanowskim, zwanego Olbrzymem lub Kamiennym domem.

    Pochodzi on z czasów ostatniego zlodowacenia i przetransportowany został z dalekiej Skandynawii 10 tysięcy lat temu. Ma 13 metrów obwodu i około 3 metrów wysokości. Podobno kiedyś był jeszcze większy. Do dziś są widoczne ślady odłupywania z niego większych fragmentów, które potem wykorzystywano do celów budowlanych. Niektórzy jednak twierdzą, że mimo tego, jego wymiary aż tak mocno się nie zmieniły.     O tym dziwnym głazie istnieją aż cztery legendy. Pierwsza z nich mówi o zamku, w którym mieszkał samotny czarownik zamieniający dzieci w kamienie. Gdy jeden ze zwabionych chłopców nie dał się zwieść dobroci czarownika, zameczek zamienił się w głaz. Druga opowiada, jak św. Wojciech zaklął w kamień stojącą tu 1000 lat temu karczmę słynącą z wyjątkowej rozpusty. Trzecia legenda głosi, że karczma została przeklęta przez biedną wdowę, której jedyny syn zakochał się w pięknej, acz niezbyt porządnej córce karczmarza. Wreszcie czwarta, wspomniana w ostatnim numerze "Pałuk", mówi o mnichach i sługach wiozących ciało św. Wojciecha.
    Dojazd do tego niezwykłego pomnika przyrody nie jest skomplikowany. Tuż za Annowem, od strony Żnina, szosa biegnie przez las. Od jego skraju i jednocześnie asfaltówki prowadzącej do ośrodka wypoczynkowego w Wiktorowie musimy jechać 800 metrów do miejsca, w którym następuje rozwidlenie szos. Dla orientacji sprawdzamy na kamiennym słupku, stojącym po lewej stronie szosy, numery: 35 i 52. Skręcamy w prawo. Jedziemy około 1000 metrów wąską, nieco krętą, asfaltową drogą do tzw. drugiego skrzyżowania. Poznać je można po kolejnym, także stojącym z lewej strony słupku z numerami: 50 i 66. Tu najlepiej zostawić samochód. Teraz skręcamy w prawo i leśną, z niewielkimi wybojami drogą jedziemy prosto. Na siedemsetnym metrze mijamy granitowy słupek z numerami: 66 i 72. Od tego miejsca jeszcze 100 metrów. Skręcamy w lewo i idziemy wąską, porośniętą mchem dróżką. Po 80 metrach, cel naszej wyprawy zostaje osiągnięty - stoimy przy głazie.
    Zachęcam do odwiedzenia tego niezwykłego miejsca, a wykonane tam zdjęcie pozostanie na długo wspaniałą pamiątką.  
    Wracając, można odwiedzić znajdujące się niedaleko ośrodka w Wiktorowie niewysychające, o bardzo czystej i zimnej wodzie źródełko św. Huberta.

Karol Maciejewski
Pałuki nr 167 (18/1995)
Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Reklama

Wideo palukiznin.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości