Czy do Mołdawii warto pojechać? Czy świat tak naprawdę zna Mołdawię? Dlaczego Mołdawia się wyludnia? Czy Mołdawianie są przyjaźnie nastawieni do obcokrajowców? Tego dowiedziano się podczas spotkania Klubu Podróżnika.
16 czerwca 2025 r. gościem Klubu Podróżnika był pochodzący z Poznania Miłosz Szymański – podróżnik i autor książek, z zamiłowania historyk, a z wykształcenia prawnik. Zarabiał też jako mechanik okrętowy i dzięki temu zwiedził wiele krajów.
Miłosz Szymański jest autorem podcastu o historii, podróżach i polityce zagranicznej Za Rubieżą, w których opowiada jak historyczne wydarzenia wpływają na rzeczywistość, w której żyjemy. Uważa, że można być podróżnikiem albo turystą. Ale można też być podróżnikiem i turystą tego samego dnia. - Bo turysta to jest ktoś, kto jedzie sobie odpocząć. A podróżnik to jest ktoś, kto jedzie się czegoś dowiedzieć. I nie ma nic złego w tym, żeby sobie pojechać jako turysta, iść leżeć na praży, pić drinki, mieć wszystko gdzieś. Ja to doskonale rozumiem. Natomiast jak się jedzie jako podróżnik, to trzeba się czegoś dowiedzieć, włożyć jakiś wysiłek w pobyt w danym kraju. I Mołdawia jest do bycia podróżnikiem świetnym krajem, a do bycia turystą jest beznadziejnym, bo w Mołdawii naprawdę nie ma czego zwiedzać - stwierdził. Nie ma tam gór i morza, a za jedyny zabytek uchodzi kamienica z drugiej połowy XIX wieku w Kiszyniowie.
Podróżnik mimo braku atrakcji w Mołdawii był już dwanaście razy, bo lubi poznawać ludzi i ich historie. Do tego kraju wielkości województwa wielkopolskiego po raz pierwszy pojechał na sylwestra do znajomych, których poznał podczas wolontariatu w Turcji. Jak powiedział, wszystko, co można powiedzieć o Mołdawii, właściwie zawiera się w pierwszym akapicie jego książki Kto zgasi światło? Opowieści z Mołdawii, który podczas spotkania zacytował. – „Mołdawii świat nie zna. Z niczym mu się nie kojarzy i niczego się po niej nie spodziewa. Mołdawia tymczasem powoli znika. Każdego dnia Mołdawianie gaszą światła w swoich domach i wyjeżdżają za granicę, szukając lepszego życia”. I ten jeden akapit wam mówi o Mołdawii, że wszystkie najważniejsze problemy w nim się zawierają - usłyszano.
Podróżnik nie upiększał rzeczywistości, wręcz pokazał zwykłą codzienność mieszkańców Mołdawii, w której jakby czas się zatrzymał dawno temu. Nie ma pracy, opieki socjalnej, wyludniają się miejscowości, gdyż jej mieszkańcy wyjeżdżają za pracą za granicę. Mieszkając w tym kraju przez kilka miesięcy podróżnik poznał tamtejszą ludność. W przeciwieństwie do Gruzinów, Mołdawianie są pracowici i tej pracy wciąż szukają poza swoim krajem, by zarobić na utrzymanie. Na początku lat 90. XX wieku wyjeżdżali przede wszystkim do Rosji i Włoch. - Dlaczego do Rosji i dlaczego do Włoch? Dlatego, że łatwo im było ogarnąć język. Wszyscy Mołdawianie znają rosyjski oczywiście. W związku z tym, z ich punktu widzenia, czy oni jechali do Rosji, czy oni jechali do Włoch, to byli w stanie się od razu ogarnąć. A rumuński czy mołdawski i włoski to są języki pokrewne na poziomie polskiego, czy słowackiego, polskiego i ukraińskiego. Trzy miesiące i człowiek wszystko rozumie. A tym bardziej, że Włochy w latach 90. bardzo dynamicznie się rozwijały gospodarczo – usłyszano.
Podróżnik stwierdził, że wybierając się do Mołdawii warto odwiedzić Kiszyniów, który na przestrzeni minionych 36 lat nie wyludnił się. - W 1989 r. miał 700 tys. mieszkańców i obecnie też ma tyle samo mieszkańców. W Kiszyniowie i jego przedmieściach mieszka pół Mołdawian w tej chwili – usłyszano.
Infrastruktura w całej Mołdawii jest podobna, w miastach nie ma nic, jedynie stare obdrapane blokowiska. - Jest centralna ulica, a wzdłuż tej centralnej ulicy będzie komisariat policji, urząd miejski, urząd powiatowy, jedyna restauracja w mieście, albo jedna z dwóch, szkoła, jakieś tam skwery i to wszystko. Potem są bloki, domki. I za wszystkim, absolutnie za wszystkim trzeba jechać do innego miasta. Ewentualnie jeszcze będzie sklep z tapetami farb – stwierdził podróżnik i dodał, że żywność jest o wiele droższa w Mołdawii niż w Polsce, a zarabiają mniej niż Polacy. Podobnie jest z mieszkaniami i samochodami w Mołdawii, które są bardzo drogie.
Podczas spotkania Miłosz Szymański powiedział, że przez 33 lata historii stosunków dyplomatycznych Polski i Republiki Mołdawii w ambasadzie Rzeczypospolitej Polskiej w Mołdawii odbył się tylko jeden ślub i był to jego ślub. - I lecieliśmy z małżonką specjalnie, żeby złożyć dokumenty, bo trzeba miesiąc wcześniej się pofatygować do urzędu z dokumentami – usłyszano.
Podczas spotkania dowiedziano się także o mołdawskich frykasach takich jak sarmale z ryżem w liściach kapusty przypominające polskie gołąbki z mięsa wieprzowego, kura w galarecie czy śledź pokrojony w kostkę z cebulą. I oczywiście mołdawskie wino. - Oni po prostu uważają, że wino to jest absolutnie najważniejsze na świecie – usłyszano.
Mołdawianie są bezinteresowni, spokojni i się nikomu nie narzucają. Zapytani chętnie odpowiadają na pytania i udzielają informacji. - Mołdawianie są bardzo otwarci też w tym sensie, że jak Mołdawianin cię zaprosi do chałupy, to cię ugości wszystkim, co ma, ale nie tak, że zarżnie ostatnią kozę. Mołdawianin otwiera lodówkę i wyjmuje to, co jest w tej lodówce. Ma paprykę, kładzie paprykę. Ma gołąbki, kładzie gołąbki. Ma wino, kładzie wino. A więc to, co akurat miał w lodówce, to ląduje na stole i jest miło, sympatycznie – powiedział prelegent i dodał, że Mołdawia jest jak babcia, do której się jedzie i ugości cię wszystkim, co ma. - Wiadomo, że jak się jedzie do babci, to nie pójdziemy z babcią na dyskotekę, nie będzie też dzikiej imprezy. Tylko do babci się jedzie usiąść, pogadać, pójść na ogródek. Jest miło i sympatycznie. I tak samo jest w Mołdawii . Mołdawianie się chętnie otwierają, chętnie gadają i jak zaproszą Cię na chatę, no to się potem okazuje, że po jednym wieczorze już masz pięcioro znajomych w tej Mołdawii – powiedział Miłosz Szymański, który uważa, że Mołdawia jest dobra na tak zwaną wycieczkę patriotyczną. Często w Polsce narzekamy na wszystko, a wystarczy pojechać np. do Mołdawii czy na Słowację lub do Bułgarii, by zobaczyć jak tam jest. - Otóż narzekanie jest w Polsce sportem narodowym (…). Natomiast jak się pojedzie do Mołdawii, do kraju, który 35 lat temu był tak samo bogaty jak Polska i wyglądał tak samo jak Polska, bo pod każdym miernikiem Polska i Mołdawia, to było właściwie to samo, a teraz widać różnice. Można sobie pojechać do Mołdawii na przykład po to, żeby zobaczyć, gdzie my moglibyśmy być, gdyby nasz kraj się nie rozwijał, jakim życiem moglibyśmy żyć – usłyszano.
Była to niezwykła opowieść podróżnika, który przedstawił w swojej opowieści zwyczajne życie Mołdawian i otaczającą ich rzeczywistość. – Ja serdecznie polecam pojechać do Kiszyniowa, pokręcić się po Kiszyniowie, bo tam jest, co robić. A potem polecam pojechać do dowolnego miasta w Mołdawii. A potem polecam wrócić do Polski i cieszyć się, że u nas wszystko działa. Tak to serdecznie polecam – powiedział na zakończenie prelegent.
Tradycyjnie już podróżnik zaznaczył swój ślad na mapie Klubu Podróżnika oraz podpisywał swoje książki i rozdawał autografy.
Barbara Filipiak
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze