Cztery lata temu komornik zlicytował za długi ośrodek wypoczynkowy w Pturku, który w 2002 r. od gminy Barcin kupił pewien Holender. Nabywcą był przedsiębiorca z Torunia, który początkowo chciał sprzedawać poszczególne domki i teren wokół nich na indywidualne działki rekreacyjne. Ostatecznie jednak ośrodek odkupił od niego przedsiębiorca ze Złotnik Kujawskich. Teraz nowy właściciel zapowiada restaurację zdewastowanego ośrodka. Może w tym roku, ale bardziej prawdopodobne, że za rok, ośrodek znów będzie czynny w sezonie letnim.
W 2008 r. ośrodek wypoczynkowy w Pturku zakupił w drodze licytacji zarządzonej przez komornika sądowego w Szubinie przedsiębiorca z Torunia. Cena wyniosła milion złotych. Początkowo nabywca myślał o rozparcelowaniu terenu i odsprzedawaniu go indywidualnym klientom na działki rekreacyjne. Ostatecznie pojawił się przedsiębiorca ze Złotnik Kujawskich, który odkupił ośrodek w całości. Nowy nabywca prosił nas, aby na razie nie ujawniać jego nazwiska. Nie mówi też szczegółowo o swoich planach. Stwierdził jednak, że przystępuje do odrestaurowania ośrodka. - Nie wiem, dlaczego tak się stało, ale ten ośrodek nie był zabezpieczony. Złodzieje i wandale grasowali tu przez lata i nikt temu nie zapobiegał. Dlatego teraz czekają nas duże koszty i dużo pracy. Jest już czerwiec. Mało więc prawdopodobne, by ośrodek otwarty został na nowo jeszcze w najbliższym sezonie letnim. Nie chce w tej chwili mówić jeszcze o moich szczegółowych planach. Do tematu będziemy mogli wrócić później - powiedział nabywca ośrodka wypoczynkowego w Pturku. Tymczasem w ośrodku rozpoczęły się już pierwsze prace. W przeszłości ów kompleks, jako położony najbliżej Barcina, był jednym z najbardziej popularnych wśród mieszkańców tego miasta miejsc letniego wypoczynku. Miał pomost i ładną plażę, natryski, świetlice, stołówkę i ponad 20 domków wypoczynkowych. Teraz, po 10 latach od sprzedaży ośrodka przez gminę Barcin, jest on ruiną.

Mirosław Jędykiewicz, sąsiad ośrodka wypoczynkowego w Pturku, przez wiele lat z bólem serca obserwował dewastację tego niegdyś ulubionego przez barcinian miejsca. Teraz ośrodek ma ponowną szansę na świetność. fot. Karol Gapiński
W STRUKTURACH WIERZBICY I PO JEJ UPADKU
Na początku 2002 r. ówczesny Zarząd Miasta i Gminy Barcin na czele z burmistrz Stanisławą Ciesielską i Michałem Pęziakiem (wtedy zastępcą burmistrza Barcina) sprzedał holenderskiemu inwestorowi ośrodek wypoczynkowy w Pturku. Gmina uzyskała z tego tytułu 330.000 zł. Sprzedane zostało niecałe 5 ha gruntu nad Jeziorem Wolickim.
W latach 80. ośrodek należał do zakładów remontowych Wierzbica, które miały też swoją filię w Wapiennie, jako że specjalizowały się w naprawach pieców i urządzeń w cementowniach starego typu, czyli z produkcją na mokro. W trakcie przemian ustrojowych zakład upadł, a należący do niego ośrodek wypoczynkowy w Pturku przejęła w latach 90. gmina Barcin.
Nabywcą ośrodka od gminy w 2002 r. został Roelof B. z Holandii. Jak mówił w kwietniu 2002 r. w rozmowie na terenie ośrodka, który wtedy kupował, mieszkał wówczas w Wierden niedaleko Enschede. Czy jednak nadal tam mieszka, tego nie może ustalić Leszek Kazubowski, właściciel Zakładu Ogólnobudowlanego w Barcinie.
RESTAURACJA ZAGRODY I BRAK ZAPŁATY
Otóż Leszek Kazubowski wczesną wiosną 2002 roku podjął się na zlecenie Roelofa B. wyremontowania wszystkich domków campingowych i budynków socjalnych, gospodarczych, gastronomicznych. To zadanie opiewało wówczas na 240.000 zł. Leszek Kazubowski zatrudnił, żeby zdążyć przed sezonem letnim, dodatkowych pracowników na umowy-zlecenia. Poza remontem trzeba było zakupić zbiorniki na szambo, kabiny prysznicowe i armaturę do łazienek dla każdego domku, bo wcześniej domki osobnych łazienek nie miały. Holender chciał to zmienić. Jak zresztą deklarował wtedy, chciał zmienić bardzo wiele. Okazało się, że żadnego ze swoich celów nie zrealizował.
Ośrodek pod nazwą Zagroda Zdrowia został otwarty, ale brakowało letników. Holender był w Holandii, a w Polsce zarządzała w jego imieniu spółka z ograniczoną odpowiedzialnością B and R w Poznaniu.
Od 25 lipca 2002 r. Leszek Kazubowski nie otrzymał za swoją pracę ani złotówki od Holendra. Po procesach przed sądami uprawomocnił się wyrok skazujący spółkę zarządzającą ośrodkiem, której właścicielem był Roelof B., na wypłacenie należności firmie Leszka Kazubowskiego z Barcina w wysokości 139.900 zł. Klauzula wypłacalności została nadana i uprawomocniła się 7 czerwca 2004 r. Od 27 lipca 2002 naliczane były i są do dzisiaj każdego dnia ustawowe odsetki.

Leszek Kazubowski to budowlaniec z Barcina, który 10 lat temu adaptował wszystkie obiekty w ośrodku w Pturku na zlecenie Roelofa B. Od tamtego czasu barcinianin bezskutecznie czeka na pieniądze za wykonane zadanie. Przez te lata ośrodek zdążył już dwukrotnie zmienić właściciela, przechodząc przez komornika. fot. Karol Gapiński
- Ja tych pieniędzy nie odzyskałem do dzisiaj. I do dzisiaj też przez to moja firma ma problemy, miałem problemy z płynnością wobec zatrudnionych przeze mnie. Ten holenderski mariaż z 2002 r. do dzisiaj odbija mi się czkawką - mówi Leszek Kazubowski. Ile należy mu się odsetek przestał już liczyć.
Nie był on po 2002 r. jedynym wierzycielem Roelofa B. w Polsce. Otóż Holender zalegał z wypłatami dla personelu ośrodka, z podatkami wobec Skarbu Państwa, wobec gminy Barcin, z opłatami dla ZUS, dla dostarczycieli wszystkich mediów. Wszystkie procesy, aż po Sąd Najwyższy, kończyły się dla obywatela kraju tulipanów niepomyślnie. Stąd narzucano mu koszta procesowe, których zebrało się 8.595 zł.
Na początku Holender przyjeżdżał do Pturka raz bądź dwa razy do roku i przeważnie ze swoim kuzynem Robem O. Później przestał się pojawiać.
SĄD I EGZEKUCJA
Tymczasem sąd nakazał egzekucję komorniczą. Ośrodek w Pturku za długi został zlicytowany przez komornika szubińskiego wiosną 2008 r. za milion złotych. Nabywcą została firma z Torunia. Dodajmy, że w momencie licytacji ośrodek nie przedstawiał tej wartości co latem 2002 r., ponieważ przez prawie 5 lat był pozbawiony stałego dozoru. Wszystkie elementy metalowe w domkach, zwłaszcza armatura, włazy studzienek, kable podziemne, były systematycznie rozkradane przez złomiarzy.
- Chcę powiedzieć, że przez kilka lat, gdy trwało oczekiwanie na skuteczną licytację, starałem się zadbać w miarę możliwości o to, ażeby ośrodek nie był dewastowany. Między innymi byłem tam zabić deskami drzwi i okna do domków, żeby tamtędy złodzieje i wandale nie wchodzili - mówi Leszek Kazubowski.
Na niewiele jednak to się zdało. Wielokrotne włamania, grabieże i dewastacje doprowadziły ośrodek do ruiny. M.in. w niedokończonej dobudówce do baru i restauracji w środkowej części zalesionego kompleksu spadła w czerwcu 2008 r. 150 kilogramowa belka żelbetowa. Bawiły się tam wcześniej dzieci. Policję wezwał wówczas Mirosław Jędykiewicz, który po sąsiedzku z ośrodkiem ma działkę rekreacyjną. Wówczas policjanci otoczyli obiekt żółtą taśmą. W tamtym też czasie doszło do licytacji. Nabywca z Torunia nie był zainteresowany odbudowaniem ośrodka.
Uzyskane dzięki licytacji komorniczej pieniądze wykorzystane zostały na pokrycie należności Roelofa B. wobec wierzycieli wymagalnych, jak Skarb Państwa, ZUS, gmina, energetyka itp. Zostali spłaceni prawdopodobnie już wszyscy - łącznie z dawnymi pracownikami zatrudnionymi przez mieszkańca Wierden w Holandii. Ponadto wierzycielem, który został spłacony był także jeden z banków, który wcześniej Roelofowi B. pożyczył pieniądze na zakup ośrodka w 2002 r. Jedynym, który nie odzyskał swoich pieniędzy, jest prawdopodobnie Leszek Kazubowski.
BUDOWLANIEC 10 LAT CZEKA NA ZAPŁATĘ
- A przecież to ja swoją nieugiętą postawą i wykrwawiając się na prawników ruszyłem całą tę sprawę - żali się Leszek Kazubowski.
Pojechał do konsulatów holenderskich w Poznaniu i w Warszawie. Odpowiedzieli mu, że egzekucja należy do sądu. Barcinianin zaś nawet nie wie, gdzie dokładnie mieszka jego dłużnik z Holandii.
Wreszcie poszedł znów po radę do swego prawnika. Mecenas z Inowrocławia Cezary Szymański poradził klientowi, aby ten zebrał wszystkie dokumenty procesowe w tej sprawie, a wówczas zostanie to skierowane do egzekucji przez komorników holenderskich. To może być jedyna nadzieja dla Leszka Kazubowskiego, ażeby wyjść z tej depresji.
Leszek Kazubowski, kiedy powiedzieliśmy mu, że ośrodek w Pturku został właśnie odsprzedany przedsiębiorcy ze Złotnik Kujawskich, a ten zamierza ponownie go odrestaurować jako kompleks wypoczynkowy, zaoferował się z pomocą. - Ten pan będzie teraz miał masę roboty. Zwłaszcza, jeśli chodzi o media. Wiadomo, że duża część tych mediów została rozkradziona. Posiadam jednak mapki sprzed 10 lat, gdy to robiliśmy. Korzystając z nich temu nowemu właścicielowi będzie łatwiej prowadzić prace na tym terenie. Zapraszam do mnie, na pewno przekażę te plany - powiedział budowlaniec z Barcina, który 10 lat temu restaurował ośrodek w Pturku dla Roelofa B.
Karol Gapiński
Pałuki nr 1062 (25/2012)
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze