Żnin, powiat, trzoda, hodowla, ASF, zagrożenia, objawy
Ostrzegają przed ASF
Na Pałuki afrykański pomór świń może dotrzeć nie przez dziki, ale przez nieostrożność człowieka. Dlatego tak ważne jest przestrzeganie zasad bioasekuracji i bezpieczeństwa w hodowli trzody.
Na zagrożenie związane z afrykańskim pomorem świń muszą uważać nie tylko duzi producenci trzody, ale przede wszystkim mali, którzy w swoich gospodarstwach trzymają po kilka sztuk świń fot. Remigiusz Konieczka Afrykański pomór świń ciągle się rozprzestrzenia. W Polsce przypadki ASF, bo takim skrótem określamy tę chorobę, zostały odkryte u ponad stu dzików. Zlokalizowano ponad dwadzieścia ognisk u świń. Przypadki te zanotowano w województwie podlaskim, mazowieckim i lubelskim. Wirus afrykańskiego pomoru świń nie jest groźny dla człowieka, ale jest groźny dla trzody. Największe straty może przynieść gospodarce. Po pierwsze dlatego, żeby się go pozbyć, trzeba całkowicie zlikwidować stado. Po drugie, mimo że ASF nie jest groźna dla człowieka, to mało kto będzie świadomie jadł zarażone mięso. Stąd groźba całkowitego zablokowania eksportu świń. Zagrożenie jest zatem podwójne.
O zagrożeniach, objawach i metodach ochrony przed ASF na zebraniu Powiatowej Rady Kujawsko-Pomorskiej Izby Rolniczej mówiła Agnieszka Kossakowska z Powiatowego Inspektoratu Weterynarii w Żninie.
Drobnoustrój odpowiedzialny za afrykański pomór świń jest odporny na działanie czynników środowiskowych. Nie zabija go mrożenie, peklowanie czy wędzenie. Mało tego: w mrożonym mięsie drobnoustrój ten przeżywa około tysiąca dni. Jeżeli świnia chora na ASF zostałaby zakopana, to w ziemi wirus przeżyje do 7 miesięcy. W solonej słoninie przetrwa 3-4 miesiące, a w mielonym mięsie przeżywa 30 dni. Nawet jeśli opróżni się chlewnię z zakażonych świń, a nie wydezynfekuje się jej, to wirus przetrwa w niej 4 miesiące, a więc może zarazić wprowadzone drugie, zdrowe stado. Ponadto nie ma na ASF skutecznej szczepionki. Dlatego jedyną metodą zwalczania choroby jest wybijanie zwierząt.
Źródłem choroby są padłe dziki, a nawet kleszcze. Wirus w ciele padłego dzika może przetrwać całą zimę, a latem 2-3 miesiące. I jeśli rolnik takiego padłego, chorego dzika właduje na przyczepę i przywiezie do swojego gospodarstwa, albo nawet jeśli pomoże przy ładowaniu patrochów na przyczepkę i będzie miał kontakt z zakażonym dzikiem, a potem w tych ubraniach wejdzie do chlewni, to katastrofa gwarantowana.
Choroba może przebiegać w kilku postaciach - nadostrej i ostrej. W pierwszej ASF przebiega z gorączką, brakiem apetytu, utratą aktywności, przekrwieniami skóry, przyspieszonym oddechem, a choroba najbardziej widoczna jest poprzez upadki. Postać ostra występuje najczęściej i charakteryzuje się także wysoką gorączką, która się utrzymuje przez kilka dni, by spaść później poniżej normy. Kolejnym objawem jest utrata apetytu, obrzęk płuc, sinica skóry uszu, wybroczyny, pienisty wypływ z nosa, może się pojawić biegunka z krwią. Dodatkowo w Polsce u loch luźnych i prośnych stwierdzano poronienia, pogorszenie apetytu, wzrost temperatury i padnięcia, które się nasilały.
Następną grupą wiekową, u których występował ASF, były warchlaki i prosięta odsadzone. Agnieszka Kossakowska dodała, że u tuczników i loch karmiących, w ogniskach, które były zlikwidowane, w ciągu dwóch tygodni nie obserwowano objawów. - Oznacza to, że w tuczarniach przebieg może być utajony - powiedziała Agnieszka Kossakowska. Zatem u tuczników, jeśli ktoś ma cykl zamknięty, objawów może nie zauważyć. Może być nawet tak, że tucznik trafi do ubojni i trafi do produktów zawierających składniki pochodzenia zwierzęcego. Dlatego bardzo ważne jest obserwowanie najbardziej wrażliwych grup, czyli loch prośnych i luźnych oraz warchlaków i prosiąt odsadzonych. U prosiąt zaobserwowano zasinienia uszu, biegunkę krwistą, zwiększone padnięcia. Jeśli się zaobserwuje takie objawy, to trzeba natychmiast powiadomić lekarza weterynarii.
Najlepiej jest w ogóle nie dopuścić do zarażenie trzody wirusem ASF. Dlatego trzeba się sztywno trzymać zasad bezpieczeństwa. Ważne jest zabezpieczenie budynków, pomieszczeń, środków transportu, a z drugiej strony odpowiednie zarządzanie ludźmi; zamykanie budynków i odpowiednie ogrodzenie gospodarstwa. Chodzi o to, by dziki nie zbliżały się do chlewni. W jednym z przypadków na Podlasiu okazało się, że drzwi do chlewni były otwarte w celach wentylacyjnych i pierwsze zaczęły chorować świnie, które znajdowały się przy drzwiach. Być może w pobliże budynków gospodarskich podeszły dziki i zaraziły chorobą świnie.
Ważne jest rozstawienie mat i basenów dezynfekcyjnych, a także w miarę możliwości posiadanie myjni samochodowej. Ważne jest, by środki dezynfekujące były aktywne i by ochrona gospodarstwa trwała cały czas, a nie tylko w dniu wizyty kontroli weterynaryjnej. Wejścia do chlewni należy ograniczyć do minimum. Człowiek wchodzący do chlewni powinien się przebrać, zmienić obuwie i zdezynfekować je, by do minimum ograniczyć ryzyko wprowadzenia do chlewni wirusa ASF.
Poza tym nie należy skarmiać świń odpadami spożywczymi, bo w wyrobach mięsnych, w dziczyźnie, może znajdować się wirus. Ponadto trzeba ograniczyć źródła skupowania prosiąt, a jak kupować, to ze sprawdzonych źródeł. Polecana jest 21-dniowa kwarantanna.
- Nawet jeśli te świnie coś przyniosą, to ograniczymy straty do tych zakupionych - dodała Agnieszka Kossakowska. - One powinny być w oddzielnym pomieszczeniu. Pomiędzy pomieszczeniami powinna być śluza i używany inny sprzęt.
Co ciekawe, należy też uważać nawet przy wprowadzaniu do chlewni słomy z balotów, które stały na polu. Taka słoma może być również skażona wirusem. Mogą się w nim znajdować tkanki martwych zwierząt.
Kiedy wystąpi ognisko ASF, wyznaczane są trzy strefy: III obszar zapowietrzony, gdzie występuje choroba u świń i dzików, II obszar objęty ograniczeniami, w którym choroba występuje tylko u dzików i I obszar (strefa buforowa) - wolna od ASF, w którym występuje wysoka aktywność związana z nadzorem. W przypadku wykrycia ASF, stado jest likwidowane. Co prawda rolnik nie ponosi kosztów likwidacji i państwo wypłaca mu odszkodowanie, ale traci na tym cała branża. Żeby zminimalizować ryzyko zarażenia trzody afrykańskim pomorem świń planowany jest odstrzał dzików i ograniczenia ich populacji do pół dzika na kilometr kwadratowy. Największe zagrożenie jest przy dużej ilości dzików i dużym rozproszeniu hodowli.
Przestrzegać zasad higieny na polowaniach muszą też myśliwi. Nie powinni zostawiać patrochów po zastrzelonym dziku w lesie. Myśliwy powinien dezynfekować sprzęt łowiecki i nie wchodzić do chlewni w ubraniu, w którym polował.
Nie dziki stanowią największe zagrożenia dla hodowli trzody na Pałukach, ponieważ dziki tak daleko z Podlasia nie zawędrują, a nieodpowiedzialne zachowanie ludzi. Za ochronę stada odpowiada przede wszystkim właściciel, bo nikt inny nie jest w stanie zapewnić ciągłej ochrony.
Prezes Kujawsko-Pomorskiej Izby Rolniczej Ryszard Kierzek dodał, że przestrzeganie powyższych zasad i ochrona stad trzody przed ASF jest ważna, szczególnie na Pałukach. Powiat żniński jest bowiem liderem w produkcji wieprzowiny w województwie i pojawienie się afrykańskiego pomoru świń oznaczałoby katastrofę ekonomiczną dla wielu gospodarstw.
Remigiusz Konieczka
Pałuki nr 1289 (43/2016)
Przejdź do forum.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze