- To była dość grubymi nićmi szyta, by nie powiedzieć ordynarna, próba oszustwa, która od początku była skazana na niepowodzenie. Gwit nie był Kwaskiem, a Kwasek nie był Gwitem - mówi przewodniczący wydziału dyscypliny K-PZPN. - Niestety stało się to, co się stało, a nie powinno. Biję się w pierś i nie mam dla siebie żadnego usprawiedliwienia (...) - przyznaje Leszek Piekarski, trener Pałuczanki.
Drużyna seniorów Pałuczanki Żnin w roku poprzedzającym dziewięćdziesięciolecie klubu znajduje się na krawędzi istnienia. Dodatkowo okoliczności, w jakich chyli się ku upadkowi, bardzo niepokoją wiernych kibiców, cierpi bowiem honor ich ukochanego klubu.
BRAMKOSTRZELNY KWASEK
8 września w meczu VI kolejki V ligi piłki nożnej w Markowicach z tamtejszymi Kujawami na boisku w barwach Pałuczanki Żnin wystąpił Leszek Gwit.
Jednak zagrał nie pod swoim nazwiskiem, gdyż w protokole widniało nazwisko Kornela Kwaska. To młody zawodnik, który - jak opowiedziała nam osoba związana ze żnińskim klubem - nie grał w sparingach przedsezonowych z pierwszą drużyną ani nie wystąpił w żadnej z sześciu wcześniejszych kolejek. I oto nagle w VII kolejce pojawił się w protokole Kornel Kwasek i strzelił nawet dwa gole. Pałuczanka wygrała na wyjeździe 5:1. Gdy te wieści napłynęły do Żnina, sympatycy byli w szoku: jak to? Kornel Kwasek nagle się pojawia w składzie, choć w sezonie jeszcze ani razu nie grał i od razu dwa gole strzela? Czyżby trener Leszek Piekarski dokonał cudu w pracy z tym zawodnikiem? Okazało się jednak, że na boisku Kwaska w rzeczywistości nie było. Był natomiast Leszek Gwit, jeden z liderów pierwszej drużyny, który jednakowoż w meczu w Markowicach nie miał prawa zagrać, gdyż podczas meczu ligowego trzy dni wcześniej otrzymał czerwona kartkę i został zawieszony.
OSZUSTWO GRUBYMI NIĆMI SZYTE
Po kilku dniach do wydziału dyscypliny w Kujawsko-Pomorskim Związku Piłki Nożnej wpłynęło pismo, że pod nazwiskiem Kornela Kwaska w Pałuczance zagrał nieuprawniony Leszek Gwit.
- Tak naprawdę, to była dość grubymi nićmi szyta, by nie powiedzieć ordynarna, próba oszustwa, która od początku była skazana na niepowodzenie. Trzy dni wcześniej na szczeblu V ligi, gdzie proszę pamiętać, wszystkie drużyny znają się jak łyse konie, zawodnik dostaje czerwoną kartkę, a teraz nagle trener wpuszcza go pod nazwiskiem Kornela Kwaska, który w ogóle nie był w drużynie. Przecież ten chłopiec pewnie w ogóle nie wiedział, że jakoby gra w meczu, w którym został wpisany do protokołu. Dlatego ściągnęliśmy zdjęcia ze strony internetowej, porównaliśmy fizjonomie zawodników. Gwit nie był Kwaskiem, a Kwasek nie był Gwitem - wniosek był jasny, doszło do próby oszustwa. Tym bardziej, że w wydziale pracuje kolega, który regularnie bywa na meczach „Pałuczanki” i doskonale zna zawodników i rozpoznaje ich z wyglądu. Ponadto takie sprawy zawsze wyjdą na światło dzienne. Co innego, gdyby pojechali do Żywca i dokonali podmienienia piłkarzy, gdzie nikt ich nie zna, ale nie tutaj. Zarząd klubu ze Żnina został wezwany do złożenia wyjaśnień. Prezes nie przybył, tłumaczył, że był chory, ale się zorientował, o co chodzi, a następnego dnia zadzwonił i przyznał ze smutkiem, że faktycznie do takiej sytuacji doszło. Klub ukaraliśmy karą 500 zł, z kolei klub może wyciągnąć konsekwencje wobec trenera, który do tego dopuścił. Z tego co wiem, to pojechali do Markowic w 12 zawodników chyba. Z tego też co słyszałem, to klub ma zamiar zawiesić czy odsunąć trenera od drużyny. Jak mi wiadomo, trener „Pałuczanki” na co dzień jest nauczycielem w szkole, więc to tym bardziej przykre, ale nie mnie już to oceniać. W każdym razie, że gra zawodnik nieuprawniony w rzeczywistości było tajemnicą poliszynela już w trakcie tamtej gry - mówi Tadeusz Pietrzyk, przewodniczący wydziału dyscypliny w K-PZPN.
WALKOWERY
Wydział dyscypliny ukarał Leszka Gwita dwumiesięczną dyskwalifikacją. Wydział ewidencji i gier K-PZPN, jak informuje jego przewodniczący Krzysztof Ruciński, zweryfikował wynik meczu w Markowicach na walkower dla gospodarzy. W świetle kolejnych zdarzeń, a mianowicie niepojawienia się drużyny Pałuczanki na boisku w ostatniej kolejce na meczu z drużyną z Baruchowa, sędzia także odgwizdał walkower, który dzisiaj prawdopodobnie zostanie zweryfikowany przez wydział ewidencji i gier.
Czy to oznacza, że Pałuczanka będzie miała już dwa walkowery w lidze i za trzecim razem zostanie relegowana z rozgrywek? Otóż jeszcze nie. Jak tłumaczy Krzysztof Ruciński, wprawdzie trzy walkowery w sezonie skutkują wycofaniem drużyny z rozgrywek, ale tylko walkowery wynikające z niestawienia się całej drużyny na boisku. Te orzeczone ze względów dyscyplinarnych, jak to było w przypadku spotkania w Markowicach, do tej statystyki się nie liczą.
Podobnie nie liczy się do niej faktyczny trzeci w sezonie, choć chronologicznie pierwszy na niekorzyść Pałuczanki, walkower z meczu pucharowego z Dębem Barcin. Jak się dowiedzieliśmy, wówczas to jeden z członków zarządu Pałuczanki miał w K-PZPN przedstawić listę zawodników zgłaszanych do Pucharu Polski. W biurze była jednak kolejka, a działacz ze Żnina (konkretnie chodzi tutaj o działacza zamieszkałego w Wenecji pod Żninem) miał tego dnia umówioną wizytę u bydgoskiego lekarza. Postanowił zatem jechać do lekarza, by później wrócić do biura związku i złożyć listę zawodników. Gdy tak zrobił, zastał już biuro zamknięte i nie dopełnił formalności. Niezarejestrowani zawodnicy wystąpili później w meczu i dlatego został on zweryfikowany jako walkower dla barcinian.
BIJE SIĘ W PIERSI
Leszek Piekarski, trener Pałuczanki, jest rzeczywiście nauczycielem w Zespole Publicznych Szkół nr 1 w Żninie. Nie uważa jednak, że to, co się stało w Markowicach, można przekładać bezpośrednio na jego pracę w oświacie. Ma nadzieję, że w tym aspekcie sprawa nie zachwiała jego autorytetem. - Niestety stało się to, co się stało, a nie powinno. Biję się w pierś i nie mam dla siebie żadnego usprawiedliwienia, poza może tym, iż nie była to tylko moja decyzja o tym posunięciu, którego dokonaliśmy. Niemniej jednak to ja wszystko firmowałem jako trener i odpowiedzialność spada na mnie. Jeśli zarząd klubu zdecyduje się mnie odsunąć od drużyny, to tak uczynię, po prostu oddaję się do dyspozycji działaczy - powiedział nam Leszek Piekarski. Dodał, że w Markowicach było 12 zawodników, a jeden z zawodników doznał kontuzji i trzeba było dokonać zmiany. Zapytaliśmy trenera, czemu od początku sezonu nie uzupełnia trzonu składu, gdy nie można skompletować graczy, młodym narybkiem z drużyn juniorskich. Coach Pałuczanki jednak nie odniósł się do tej kwestii.
NAUCZYCIELEM JEST SIĘ CAŁY CZAS
Dyrektor Zespołu Publicznych Szkół nr 1 w Żninie Jacek Pietraszko, który jest szefem trenera Pałuczanki, powiedział nam, że sprawę zna z doniesień medialnych.
- Wiem, że jest trenerem, ale w szczegóły jego pracy nie wchodzę. Ma zgodę na pracę w klubie i pracuje tam z dorosłymi osobami. Jeśli taka sytuacja miałaby miejsce na zawodach szkolnych z udziałem uczniów, to wtedy nauczyciel mógłby ponieść konsekwencje. Jednak w opisanym wypadku nie mam podstaw do wyciągania jakichkolwiek konsekwencji. Ponadto doniesienia prasowe nie są w pełni podstawą wyciągania konsekwencji. Jako nauczyciel zobowiązany przepisami karty Nauczyciela zachował się niewłaściwie. Na radzie pedagogicznej przypomnę wszystkim, aby pamiętali, iż - zgodnie z Kartą Nauczyciela - nauczycielem jest się cały czas, nie tylko w szkole.
KONSEKWENCJE BĘDĄ, JAKIE - NIE WIADOMO
Prezes Pałuczanki Włodzimierz Konopacki powiedział nam jedynie, że konsekwencje będą, ale jakie i wobec kogo, to okaże się po piśmie, które w tej sprawie wpłynie ze związku. Prezes chce obejrzeć zapis kamery z meczu w Markowicach. Dodajmy, że Pałuczanka rejestrowała swe mecze i zamieszczała filmy na swej stronie internetowej, jednak filmu z meczu w Markowicach na stronie internetowej Pałuczanki kibice nie zobaczą, bo nie został zamieszczony.
Ponadto prezes odesłał nas do członka zarządu klubu Grzegorza Ciupińskiego. Ten oznajmił: - Szkoda mówić, rozwalą naszą „Pałuczankę” Zapytaliśmy: kto? - Zarząd - odpowiedział członek zarządu. - Ale przecież to pan jest w zarządzie - stwierdziliśmy. - Ja tam jestem tylko od wypicia kawy na posiedzeniu a decyzje podejmuje szef - oznajmił Grzegorz Ciupiński i zakończył rozmowę.
Karol Gapiński
Pałuki nr 1076 (39/2012)
Komentarz
Wygrać, przegrać - nie tylko wynik
Na boisku można przegrać, wygrać, albo zremisować - tak mawiał legendarny trener Kazimierz Górski. Przy okazji takich spraw, które kładą cień na ludziach futbolu - jak np. opisywana w dzisiejszych Pałukach - zawsze uświadamiam sobie po raz kolejny, że trenerowi tysiąclecia nie chodziło w tym genialnym stwierdzeniu tylko o suchy rezultat. Chodziło o coś więcej. Mianowicie o postawę fair play. Mecz bowiem można wygrać, ale później spoglądając w lustro nie mieć poczucia zwycięstwa. Można też przegrać zawody, ale zejść z boiska z podniesionym czołem.
Zawodnicy Pałuczanki są sportowcami - amatorami a kibice z lokalnego środowiska chcą ich oglądać bardziej dlatego, że mogą się z nimi utożsamiać, niż dla ich piłkarskiej maestrii i wielkich wyników. Jednak nawet najbardziej głodny sukcesu prawdziwy kibic nie utożsami się z drużyną, która do tego sukcesu próbuje dojść nieuczciwą drogą. W momencie, gdy nieuprawniony zawodnik decyzją kierownictwa drużyny wszedł na boisko, to jego koledzy dla dobra swego klubu powinni byli według mnie z tego boiska zejść. Walkower by zapadł i tak, ale oni przeszliby w 90-tym sezonie istnienia Pałuczanki do klubowej legendy. Niestety, tak się nie stało. Obawiam się, że obecna drużyna i działacze po latach też będą w Żninie legendarni, ale niestety nie w tym sensie, w jakim chcielibyśmy. To nie będą bowiem legendy, które jako dziadkowie dzisiejsi kibice będą z przyjemnością opowiadać wnukom. Najgorsze jest w tym wszystkim to, że legła w gruzach idea wychowania przez sport, a pod całą degrengoladą pieczęć przyłożył trener i w jednej osobie nauczyciel - a więc wychowawca młodych ludzi. Jest mi po prostu przykro, tak, jak przykro jest też na pewno na górze autorowi sentencji, którą przytoczyłem na początku.
Karol Gapiński
Pałuki nr 1076 (39/2012)
Więcej informacji:
- Działacz z wizją fuzji
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze