Reklama

Park w Szubinie się sypie. Spór o naprawę usterek

Ponad cztery lata po zakończeniu inwestycji, wykonawca, który remontował park w Szubinie, cały czas wzywany jest do naprawy usterek. W pewnym momencie firma powiedziała "Dość". Teraz sprawę ma rozstrzygnąć biegły sądowy.

W 2018 roku firma budowlana In-Vest-Bud Kingi Mokosy-Paszkiet z Wolwarku na terenie Szubina wykonywała trzy inwestycje w dość krótkim czasie. Wiosną ekipa budowlana była na ul. Elizy Orzeszkowej i Sportowej. Latem budowała parking między PKO a kościołem pw. św. Andrzeja Boboli, a jesienią pojawiła się w parku przy ul. Nakielskiej. Szczególnie pracochłonna okazała się być ta ostatnia inwestycja. Skutki realizacji tego zadania w firmie odczuwają do dzisiaj. Właścicielka firmy Kinga Mokosa-Paszkiet tydzień temu zaczęła publikować w sieci dokumenty dotyczące inwestycji i treści zarzucające gminie Szubin brak nadzoru nad ukończonym parkiem. Postanowiliśmy spotkać się z właścicielką firmy In-Vest-Bud i porozmawiać o szczegółach.

Reklama

Odbiór parku nastąpił w 2019 r. fot. Remigiusz Konieczka

HOTEL DLA KACZEK

Na rewitalizację parku gmina Szubin ogłosiła kilka przetargów. Oferty były za drogie, nie spełniały wymagań lub nie było ich wcale. Jak twierdzi Kinga Mokosa-Paszkiet ówczesne władze gminy zwróciły się do jej firmy z prośbą o wzięcie udziału w przetargu. Bardzo im na tym zależało, ponieważ kończył się czas na wykorzystanie dotacji z Urzędu Marszałkowskiego do tej inwestycji. 

No i my się zgodziliśmy, choć wiedzieliśmy, że nie skończymy tego w terminie - przyznaje Kinga Mokosa-Paszkiet. - Utrzymanie terminu do 19 grudnia było nierealne. Okazało się potem, że ten termin niepotrzebnie był przez Urząd na siłę utrzymywany, bo w trakcie inwestycji gmina dostała ten milion dofinansowania z Urzędu Marszałkowskiego. Wystarczyła nasza pierwsza faktura. Dowiedziałam się o tym w Urzędzie Marszałkowskim.

Reklama

Nasza rozmówczyni powiedziała, że od początku harmonogram realizacji zadania zaczął się sypać. Na teren budowy weszli w sierpniu 2018 roku, ale w tym samym czasie wszedł elektryk wykonujący usługę na rzecz administratora sąsiadującego z parkiem cmentarza parafialnego. - No i się spieraliśmy, bo ten wykonawca wszedł na mój teren, rozkopał go, a my nie mogliśmy wjechać koparką. Potem go chciałam wyrzucić, ale go nie opuścił

Firma In-Vest-Bud chciała jak najszybciej rozpocząć prace przede wszystkim z dwóch powodów. Po pierwsze z uwagi na termin realizacji, a po drugie ze względu na specyfikę zadania. Jak nam powiedziała Kinga Mokosa-Paszkiet, konieczne było wylanie betonów architektonicznych, które podtrzymują dwa pomosty, do wymurowania z bloczków betonowych były wszystkie siedziska. Trzeba było uzyskać pozwolenia wodno-prawne, do wykonania była zieleń, EPDM-y (bezpieczne nawierzchnie dla dzieci) i słynny eko-way - ścieżka żywiczno-mineralną. A oprócz tego jeszcze kanalizacja, elektryka, kamery, dużo narzędzi, zabawek drewnianych, edukacyjnych siłownia zewnętrzna, plac zabaw i fontanna.

Reklama

 No i hotel dla dwóch par kaczek, który trzeba było zamówić w Londynie. I  to jest ciekawe, bo te kaczki, po zamontowaniu hotelu rozmnożyły w trybie pilnym. Mi się podoba ta historia. Po prostu taką dobrą aurę im stworzyliśmy, że miały dobre emocje do rozmnażania się - żartuje Kinga Mokosa-Paszkiet.

W czasie, gdy kaczki mogły sobie spokojnie śledzić budowę parku, wykonawca zaczął być niespokojny. Zbliżał się termin zakończenia inwestycji, a pracy było bardzo dużo. 

Więc na przykład, jak mieliśmy pomost do zrobienia na środku parku i on był wylewany z betonów architektonicznych, to my nie mogliśmy zrobić ścieżek sobie w międzyczasie, dlatego, że nie dojechała do nas grucha pompa, a my musieliśmy wylewać po kolei wszystkie ściany, żeby pan Inspektor mogła nam je odbierać. Trzeba było przesuwać ściany szalunkowe po kolei. Wszystko nie było takie proste, bo tam wszystko nam się zassało w tej wodzie, bo pomosty są przy samej samej wodzie. Więc to nie było takie łatwe jak każdy myśli, że było - relacjonuje właścicielka firmy budowlanej.

Reklama

WIGILIA NA BUDOWIE

Im bardziej upływał czas, tym spełnienie warunków zamówienia stawało się trudniejsze. Późne lato i wczesna jesień były pogodne. Aura ekipie sprzyjała, ale koniec października i na początku listopada powiało chłodem. W tym okresie firma musiała wybudować ścieżki z żywicy epoksydowej. Problem w tym, że do kładzenia żywicy epoksydowej potrzebne są określone warunki pogodowe. Jak nam powiedziała Kinga Mokosa-Paszkiet wilgotność powietrza powinna wynosić 80%, maksymalna temperatura od 17 do 22 stopni Celsjusza na zewnątrz. Do tego w Polsce wyznaczone są tylko trzy miesiące do budowania takich ścieżek, aby żywica spełniała wszystkie swoje parametry. To lipiec, sierpień i wrzesień. Pozostałe miesiące w Polsce dla żywicy epoksydowej są po prostu niekorzystne.

Reklama

Część tych ścieżek była położona w sierpniu, część we wrześniu i ta część, która była robiona w tych miesiącach, się trzyma i nic się z nim nie dzieje. Natomiast te, które były później, czyli listopad, grudzień, styczeń, no to po prostu pękają z racji tego, że nie powinno się wtedy kłaść tego w ogóle - mówi Kinkga Mokosa-Paszkiet i dodaje - One były położone pod naciskiem poprzednich władz. Wydaliśmy swoje pieniądze na zabezpieczenie tych ścieżek, kupując namioty i ogrzewanie. Mówiono nam "Szybko, szybko, szybko. Robimy". Dlatego tyle pracy mieliśmy przez 24 godziny na dobę. Cały czas ktoś musiał być na budowie, bo nagrzewnice trzeba było przesuwać, dolewać paliwo, sprawdzić, żeby się namioty nie zapaliły. No i żeby nikt też nie wszedł pod te namioty, bo już 3 razy nam weszły menele. Też nie było tak, że my położyliśmy na przykład 100 m i zabieraliśmy namiot. Nie, bo żywica, by się w ogóle skurczyła, więc to było dogrzewane jeszcze minimum przez 4 do 5 dni, bo wiedzieliśmy, że jak zwiniemy te namioty i się przesuniemy dalej, to ona się skurczy. Epoksydowa żywica nie dość, że jest droga, to naprawdę bardzo szybko się kurczy.

Prace nad budową ścieżek z żywicy epoksydowej wykonywane były pod namiotami, z włączonymi nagrzewnicami i oświetleniem. Wykonawca wydał  dodatkowo 40.000 zł, by zabezpieczyć te odpowiednie warunki. Nasza rozmówczyni twierdzi, że była presja czasu ze strony ówczesnych władz ze względu na wybory samorządowe. Kinga Mokosa-Paszkiet uwagi podczas realizacji inwestycji wpisywała do dziennika budowy. Informowała, że temperatura zewnętrzna zbyt niska i ponad 80% powierzchni po opadach deszczu nie nadaje się do położenia nawierzchni eko-way. Gmina terminu nie wydłużyła. - Także nasza wigilia wyglądała tak, że szybko przy stole wigilijnym, 20 minut siedzieliśmy, prezenty dzieciom, a potem na budowę - słyszymy.

Reklama

Dziura w nawierzchni eko-way fot. Remigiusz Konieczka

TERMIN

Mimo szybkiego tempa, w pewnym momencie firma In-Vest-Bud stanęła pod ścianą, bo nie otrzymała zgody na wydłużenie terminu na wykonanie zadania. Zapytaliśmy Kingę Mokosę-Paszkiet kiedy zrozumieli, że nie są w stanie dotrzymać terminu.

Od samego początku, bo jak przeczytałam całą specyfikację tak już zupełnie do samego końca, okazało się, że jak się cały Internet przejrzy, to do każdej rzeczy był tylko jeden producent w Polsce. Na przykład te zabawki edukacyjne dla dzieci  produkowała tylko jedna pani w Polsce. Tak samo było z siłownią zewnętrzną. Tak samo było z placem zabaw. Tak samo było z tymi EPDM-ami. Tak samo było właśnie z tą nawierzchnią epoksydową. Tak samo było z ubikacją. Ubikacja była największym problemem, bo jedyny producent w Polsce, który już w lipcu napisał, że dostarczy nam toaletę przed Bożym Narodzeniem, co już było po naszym terminie. Mimo zaliczki, mimo starań nie przyspieszyliśmy tego - wyjaśnia Kinga Mokosa-Paszkiet. 

Reklama

Właścicielka firmy mówi, że początkowo na wydłużenie terminu nie zgadzał się Wiesław Stepczyński, ówczesny zastępca burmistrza, który podpisywał wszystkie dokumenty związane z inwestycją. W trakcie wykonywania inwestycji odbyły się wybory samorządowe i zmienił się burmistrz Szubina. Artura Michalaka zastąpił Mariusz Piotrkowski. Zastępcą burmistrza przestał być Wiesław Stepczyński. Nasza rozmówczyni powiedziała, że nowy burmistrz nie zgodził się na zmianę terminu zakończenia prac argumentując, że wykonawca miał świadomość z jakim zadaniem się mierzy i na jaki termin się zgodził.

- Opisywali mi też, że nie ma takiej okoliczności, które ja bym nie przewidziała, podpisując umowę, która mogłaby sprawić, że mogą to aneksować. No bo jakby było logiczne, że nastąpi po jesieni zima, więc to nie jest żadne zaskoczenie - tłumaczy wykonawczyni inwestycji.

Reklama

Twierdzi też, że jak już zaczęły się prace budowlane, to okazało się, że projekt trzeba zmienić. - Znaczy tak. Projekt nie był dostosowany w ogóle do warunków istniejących. Ten pan, który to wszystko narysował był architektem, a nie projektantem, bo to architekt rysował w konkursie, żeby projekt był najładniejszy, a nie najbardziej praktyczny. No i on w ogóle nie jest praktyczny. Nie jest dostosowany w ogóle do naszych warunków. W trakcie robót warunki wodno-kanalizacyjne straciły ważność. I tam nie było najważniejszej rzeczy, czyli nie było ani projektu, ani pozwolenia, ani decyzji na podłączenie ubikacji do prądu. W ogóle nikt nie pomyślał o tym, że to musi być tam obok skrzynka elektryczna. I tutaj pomógł mi jeden elektryk, który w Nakle zrobił to w ciągu 14 dni. Pozwolenie, rysunek, skrzynki, wszystko. Bez tego toaleta nie działałaby po dziś dzień. Potem się okazało, że kostka klinkierowa jest narysowana w poziomie. Całe 400 m² jest poziomie, czyli stałaby sobie kałuża na samym środku, więc ja musiałam znowu zadać pytanie do architekta czy łamiemy to, czy robimy spad daszkowy, czy może do środka dajemy kratkę czy robimy to wszystko na boki, jak złamać tę powierzchnię. I odpisywali mi "no jest pani profesjonalistą to proszę tak pomyśleć żeby było okej".

Inny problem wynikał z zamontowanych kamer monitoringu. Wykonawca dowiedział się po Bożym Narodzeniu, że kamery mają nieodpowiednią rozdzielczość. Mimo że wniosek materiałowy był zaakceptowany wcześniej. Natomiast w specyfikacji miało nie być doprecyzowanej rozdzielczości kamer. Podwykonawca musiał to natychmiast zmienić swój koszt. W związku z oddaniem inwestycji ponad miesiąc po terminie gmina naliczyła firmie kary. Wyszło 141.000 zł. Firmie udało się potem wynegocjować umorzenie części kary.

Reklama

USTERKI, DEWASTACJE, POPRAWKI

Odbiór inwestycji odbył się 21 stycznia 2019 roku. Później wykonawca musiał naprawiać usterki. Firma In-Vest-Bud dała pięcioletnią gwarancję, która była określona w umowie i wynikała - jak twierdzi Kinga Mokosa-Paszkiet - ze specyfikacji. - Naprawy zaczęły się od zaparowanej lunety do obserwacji ptaków, a skończyły na wszystkim. Gwarancja upływa w styczniu 2024 roku. 

Chciałam jeszcze dodać, że 21 stycznia odbiór jest ostateczny i wszystkie urządzenia mają być zamontowane razem z fontanną. I oni tą fontannę zostawili potem na noc i popękały dysze, bo w nocy przyszedł mróz. Rozsadziło ją całą. Naprawiali chyba dwa razy, ale ostatni raz była widziana w lipcu 2020 roku i od tego czasu nikt tej fontanny nie widział - mówi KInga Mokosa-Paszkiet.

Reklama

Usłyszeliśmy też opowieść o decyzji w sprawie donic z grubej blachy, w których wykonawca, na pytanie czy wykonać w ich dnach dziury, żeby woda spływała, usłyszał odpowiedź negatywną. Potem woda zaczęła rozsadzać donice, bo woda nie miała gdzie spływać, a wykonawcę wezwano do wykonania naprawy. Sugestie, by wyjąć czarnoziem z donic i posadzić wszystko od nowa, nie spotkały się z pozytywnym odzewem.

Zamawiający zgłaszał wykonawcy usterki,  które trzeba była naprawić. - Niedzielami to naprawialiśmy z moim mężem. Najwięcej to było z nawierzchnią oczywiście. Braliśmy dzieci na spacer, braliśmy wymieszane te nawierzchnie, kuliśmy te stare, dzieci chodziły po parku, a my to naprawialiśmy.

Kinga Mokosa-Paszkiet podkreśla też to, że nawierzchnia z żywicy epoksydowej powinna być odpowiednio konserwowana, a tego gmina nie robiła. Wyjaśnia, że są w Polsce profesjonalne firmy, które malują nawierzchnię żywiczną specjalnym lakierem. Lakier ja chroni, bo podczas użytkowania ściera się najpierw lakier, a nawierzchnia nie kruszy się. I tego przez 4,5 roku od oddania inwestycji, gmina nie wykonała. 

DRZEWA

W tym miejscu trzeba przenieść się kilka miesięcy do przodu. Modernizacja parku trwała jesienią 2018 roku. Po jej zakończeniu okazało się, że drzewa w parku zagrażają bezpieczeństwu mieszkańców i mogą zniszczyć nowy sprzęt. Suche i chore gałęzie nie zostały wycięte przed rozpoczęciem prac, ani w trakcie. Firma, która latem 2019 r. tego dokonała, musiała w taki sposób usuwać gałęzie, by nie zniszczyć nowych urządzeń i infrastruktury. Kinga Mokosa-Paszkiet uważa, że zniszczyła co odbija się teraz bezpośrednio na jej firmie.

Już w trakcie budowy pisaliśmy pismo, że drzewa są chore. To po pierwsze, a po drugie zagrażają na placu zabaw 3 drzewa, które były nie dość, że przechylone, to bardzo kruche. I widzieliśmy, że to jest kwestia czasu, dobrego wiatru, żeby one spadły na jakiekolwiek dziecko. No, ale nam powiedziano, że nie ma na to pieniędzy w budżecie i że to zrobią później. No i zrobili to później. No i ścieżki zaczęły przez to siadać. Przez to, że wjechał tam sprzęt ciężki do drewna - twierdzi nasza rozmówczyni.

Kinga Mokosa-Paszkiet wyjaśniła, że przed przyjazdem alpinistów, którzy wycinali suche i chore gałęzie, Urząd Miejski ją o tym poinformował. - Ja się na to nie zgodziłam, bo zniszczą ścieżki. I mimo takiej informacji wjechali - dodaje.

Park od 4,5 roku jest dewastowany przez mieszkańców. Do tego dochodzą usterki wynikające ze zużycia poszczególnych materiałów i podzespołów ze względu na warunki atmosferyczne itp. rzeczy. Okres gwarancji trwa nadal, więc gmina wzywa wykonawcę do napraw. Głównie nawierzchni. Wykonawca odmawia argumentując to m.in. tym, że na ścieżki wjechał ciężki sprzęt, a sama nawierzchnia nie była przez lata konserwowana. Terenu, gdzie wjechał ciężki sprzęt wykonawca nie chce objąć naprawą gwarancyjną. - Gmina twierdzi, że dziury w ścieżce żywicznej stwarzają zagrożenie dla zdrowia i życia. Jeżeli to nie zostanie zabezpieczone, to oni wezwą zastępczego wykonawcę na mój koszt i to wszystko ma pokryć moja polisa. A jak polisa nie wystarczy no to ja

Do tego naprawa tylko tych miejsc mija się z celem. Żeby to wszystko się trzymało i byłoby ze sztuka budowlaną, to powinna być położona nowa cała nawierzchnia z żywicy epoksydowej.

PIĘĆ PRZETARGÓW

Trudno powiedzieć, że projekt był beznadziejny, jeśli ten projekt chciało się zrealizować. Nie ja ten projekt zleciłem i nie ja ten projekt przyjąłem, natomiast nigdy nie powiem, że ten projekt był do niczego, że był nie do realizowania i że tak naprawdę to był jakiś bubel. Nie. To był normalny projekt, który normalnie można było zrealizować - powiedział nam burmistrz Szubina Mariusz Piotrkowski.

Dodał, że realizacja tego projektu wymagała przede wszystkim odpowiedniego czasu. Na to zadanie odbyło się pięć przetargów. Pierwsze cztery nie zostały rozstrzygnięte. Wykonawcę udało się wyłonić dopiero w ostatnim. Żeby wyjaśnić sytuację należy cofnąć się kilkanaście miesięcy wstecz, do 2017 roku. Jak informuje burmistrz, pierwszy przetarg został rozpisany w grudniu 2017 roku. Firmy miały się zgłaszać do stycznia 2018 roku. Nie wpłynęła żadna oferta. Najprawdopodobniej dlatego, że przetarg był ogłoszony na przełomie roku.

Kolejne postępowanie zostało ogłoszone 5 lutego. Zgłosiło się pięć podmiotów. Przetarg został unieważniony. Jedna oferta została odrzucona, a pozostałe były za drogie. Trzeci przetarg rozpoczął się 20 marca 2018 roku. Wpłynęły 3 oferty. W kwietniu 2018 roku ten przetarg został unieważniony z uwagi na błędy formalne. W ocenie Mariusza Piotrkowskiego, to był ostatni moment na to, by wyłonić wykonawcę, aby miał czasowy komfort na realizację inwestycji. Każdy kolejny przetarg skracał okres wykonania zadania, który od początku został wyznaczony na listopad, a w ostatnim przetargu na grudzień.

Czwarty przetarg został ogłoszony 25 kwietnia 2018, z terminem ofertowym wyznaczonym na maj 2018 r. Zgłosiły się dwie firmy. - Moim zdaniem to już ten przetarg był na krawędzi wykonalności. Myślę, że tutaj już te terminy były tak bardzo napięte, że kontrakt stał się bardzo ryzykowny, bardzo trudny, moim zdaniem już był wątpliwy

Mimo tego, że zgłosiły się dwie firmy, to postępowanie unieważniono, bo jedną ofertę wykluczono, a drugi wykonawca nie złożył wyjaśnień w terminie. Ostatni przetarg został ogłoszony 15 czerwca 2018 r z terminem 2 lipca 2018. Wtedy wpłynęła jedna oferta. Wygrała firma In-Vest-Bud Kingi Mokosy-Paszkiet z kwotą 2.586.500 zł.

Teraz powiem tak, wszystkie 4  pierwsze przetargi miały termin realizacji 30 listopada 2018. Piąty przetarg, czyli ten ostatni, miał termin realizacji 14 grudzień 2018 r., czyli z pierwotnych co najmniej dziesięciu miesięcy wykonania tego zadania skrócono to do czterech miesięcy. Zatem pierwotny termin wykonania zadania skrócono o 60%, a tak naprawdę do wykonania niektórych zadań został tylko miesiąc, ponieważ umowę podpisaliśmy 13 sierpnia 2018 roku - powiedział włodarz Szubina.

W trampolinie dla dzieci jest teraz piasek fot. Remigiusz Konieczka

TRUDNY TERMIN

Zdaniem burmistrza gmina na początku chciała dać firmom dziesięć miesięcy na wykonanie modernizacji parku, by na końcu dać cztery miesiące zwycięskiemu podmiotowi. - Chyba można było przewidzieć, że to jest kontrakt, jeśli nie, awykonalny, to trudno wykonalny. Pani Kinga mówi, że została namówiona. To ja się pytam, w jaki sposób. Bo ja nie podpisywałem tej umowy i  nie wiem, w jaki sposób można namówić kogoś do wykonania praktycznie nierealnego zadania. Do tego dając okres gwarancji 60 miesięcy, podczas gdy w SIWS był minimalny 36 miesięcy - twierdzi burmistrz.

Mariusz Piotrkowski potwierdził, że Kinga Mokosa-Paszkiet wystąpiła z wnioskiem o przedłużenie terminu wykonania zadania, ale o 10 miesięcy. Burmistrz wyjaśnia, że nie mógł wydłużyć terminu o taki okres, bo wiązałoby się to z naruszeniem zasad równości wobec podmiotów startujących w przetargu. Gdyby firmy wiedziały od początku, że w ostatnim przetargu nie ma terminu grudniowego, ale jest późniejszy - wiosenny - to mogłyby wziąć w nim udział. Zdaniem burmistrza cztery miesiące na modernizację parku mogło odstraszyć potencjalnych uczestników przetargu. Ten termin mógł spowodować to, że podjęli decyzję, by tej oferty nie brać pod uwagę. Burmistrz jest zdania, że zmieniając termin firmie In-Vest-Bud postąpiłby nie fair wobec innych firm. Na zasadę równości zwracał też uwagę Urząd Marszałkowski, który rozliczał to zadanie. Przedłużenie do końca stycznia czy lutego też nie wchodziło w grę, bo w tych miesiącach nie kładzie się żywicy epoksydowej.

- Nie ma takiego pisma. Wystąpiłam o przesunięcie terminu tyle ile trwały niekorzystne warunki, jeśli burmistrz twierdzi inaczej proszę niech pokaże pismo - ripostuje Kinga Mokosa-Paszkiet.

ZACHOWAĆ RÓWNE SZANSE

Włodarz Szubina powiedział,  że wykonawca zgłosił gotowość oddania inwestycji w pierwotnym terminie, ale inwestycja nie została odebrana przez Urząd Miejski, bo nie wszystko zostało wykonane. Nie były ukończone ścieżki eko-way, pomosty, oświetlenie czy monitoring. 

Ja nie wiem na co liczyła osoba zgłaszająca wykonanie zadania, skoro nie było toalety, nawierzchni, nie było ścieżek,  pomostu, monitoringu, skoro nie było oświetlenia i jeszcze budowie był klinkier. To, co było? I teraz ja mam tego nie widzieć? Chyba że było tak, że miało być to zrobione, a później jakoś to będzie. Przyszedłem ja i jakoś to nie było - stwierdził burmistrz.

Na początku to zadanie było dofinansowane w kwocie 624.683 zł. Na poziomie 27%. Zdaniem Mariusza Piotrkowskiego było ono zbyt niskie i gminie udało się zwiększyć dofinansowanie z Urzędu Marszałkowskiego do  1.521.763 zł, czyli do 58,4%. Wynagrodzenie dla wykonawcy wyniosło 2.586.500 zł. Burmistrz zwrócił uwagę, że realizacja tego zadania była kontrolowana, sprawdzana i nie można było ot, tak wydłużyć terminu realizacji zadania.

Wydaje mi się, że naprawdę tutaj postąpiliśmy jako gmina i ja, jako burmistrz bardzo neutralnie. Myślę, że tutaj i tak moim zdaniem zrobiliśmy to w taki sposób, aby jak najmniejsze konsekwencje poniosła pani Kinga i ja nie mam sobie nic do zarzucenia. Ja przyjąłem to praktycznie miesiąc po wyborach. Nawet nie ja podpisałem protokół, nie ja podpisałem umowę, a wystarczyło pół zdania wpleść i nikt by nie miał problemu. Tylko to trzeba wiedzieć. Wystarczyło zrobić zapis "10 miesięcy od daty podpisania umowy". Dlaczego tego nie zrobiono? Pani Kinga by nie miała problemów. Urząd by nie miał problemów. Wykonawcy, by mogli spokojnie robić. Wystarczył jeden malutki zapis, który nie jest filozofią - powiedział Mariusz Piotrkowski.

Burmistrz podkreślił, że jest jedna gmina, jeden urząd i jeden burmistrz, tylko osoby się zmieniają i sprawy trzeba po prostu załatwiać bez względu na to kto tym burmistrzem jest. W tym wypadku burmistrz Szubina nie mógł inaczej tej sprawy załatwić.

 

BIEGŁY SĄDOWY

Mariusz Piotrkowski wyraził nadzieję, że zgodnie z umową i zawartą w niej gwarancją firma zrealizuje zadania, jeśli nie są wynikiem wandalizmu, Jego zdaniem usterki muszą zostać usunięte i to należy do wykonawcy, który się tego podjął. Gmina Szubin wystąpiła do Sądu Rejonowego w Szubinie z wnioskiem o zabezpieczenie dowodu.

Od dłuższego czasu niepokoi nas stan tego eko-waya. Zwracaliśmy się do pani Kingi, żeby to poprawiła, bo uważamy, że to jest w jej zakresie gwarancji i nadal tak uważamy pani Kinga oczywiście twierdzi, że to jest nie takNie wiem dlaczego przed przystąpieniem do robót nie wycięto drzew - wyjaśnia Mariusz Piotrkowski. - Nie wiem, dlaczego przyjęto projekt, w którym nie było wycinki drzew. Wynajęliśmy firmę quazi alpinistyczną, która bez ciężkiego sprzętu wycięła te drzewa. I wycięła wyłącznie w okolicy placu zabaw, a nie w innych miejscach. Naszym zdaniem po prostu w złych warunkach atmosferycznych była kładziona ta nawierzchnia. I teraz nie pozwalaliśmy pani Kingi do sądu. Otóż wystąpiliśmy do sądu o zabezpieczenie dowodu.

Zabezpieczenie ma polegać na przeprowadzeniu lustracji i inwentaryzacji tego w jakim stanie są teraz elementy wykonane przez firmę In-Vest-Bud. Gmina wystąpiła, aby tej inwentaryzacji dokonał biegły sądowy, który określi co trzeba naprawić, jak i w jakim terminie. Biegły z dziedziny budownictwa ma wskazać i określić przyczyny tych usterek, czyli kto lub co miało wpływ na to, że powstały. 

Na podstawie tego my zlecimy firmie, żeby to wyceniła i to zrobiła. Musimy ten problem rozwiązać, czyli to przede wszystkim naprawić, a później rzeczywiście będę bronił budżetu gminy. Będę chciał, żeby to nie odbyło się kosztem naszych podatników - przyznał włodarz. - To jest zabezpieczenie także w dobrze rozumianym interesie także dla firmy. I nikt, ani ja, ani ktoś obcy, ani ona nie powie, ale ta dziura była płytsza, była nie w tym miejscu. Mamy biegłego sądowego, który to wszystko, te dowody zabezpieczy. Nie posądzamy pani Kingi, że to źle zrobiła, czy tamto źle zrobiła, jeżeli wiemy, że przyczynili się do tego nasi mieszkańcy. 

OFIARA

Kinga Mokosa-Paszkiet czuje się ofiarą sytuacji politycznej w gminie, bo jeśli nie doszłoby do zmiany burmistrza w trakcie wykonywania inwestycji, to otrzymałaby zgodę na zmianę terminu zakończenia inwestycji. Bez względu na to kto byłby burmistrzem, a byłoby to w środku kadencji, to realizacja zadania nie byłaby realizowana pod presją czasu i nie skończyłaby się takimi konsekwencjami jakie teraz grożą jej firmie. Uważa, że gdyby teraz naprawiła całą nawierzchnię, to musiałaby wyłożyć 500.000 zł. Jeśli to zrobi inna firma na zlecenie gminy, to koszt może wynieść 700.000 zł i ona zostanie tym kosztem obciążona, bo obowiązuje jeszcze gwarancja. - Czuję się taką ofiarą. Takiego systemu, nie wiem jak to nazwać, takich rozgrywek politycznych. Po prostu znalazłam się wtedy nie w tym czasie, nie w tym miejscu co powinnam. Myślałam, że będziemy bardziej docenieni przez naszym ciężką pracę - mówi.

Namawialiśmy ją, ale nie zmuszaliśmy - przyznał poprzedni burmistrz Szubina Artur Michalak, zapytany o kulisy przetargu na remont parku. Dodał, że zależało wówczas gminie na tym, aby nie przepadły środki gwarantowane w ramach Zjednoczonych Inwestycji Terytorialnych (ZIT). Te pieniądze musiały być wydane na rewitalizację terenów zielonych i park przy ulicy Nakielskiej był formalnie jedynym jak się okazało, na który można te pieniądze wydać. Jego zdaniem warto było tę inwestycję podejmować, zyskało na tym miasto i mieszkańcy. - Za pięć lat, kiedy te drzewa urosną, a wykonaliśmy około dwieście nasadzeń, to będzie piękny park. Tylko trzeba o to dbać - powiedział Artur Michalak.

Firma In-Vest-Bud nie realizuje już inwestycji dla gminy Szubin. - Nie ma takiej opcji od momentu, kiedy pan Piotrkowski jest burmistrzem. Nie chcę z nimi współpracować, to nie jest współpraca. W ogóle powiedziano nam w gminie, że zrobią wszystko, żebym nigdy nie wykonywała niczegoAle żeby było śmieszniej, to ja nawet dostałam od nich taki list referencyjny, że wykonaliśmy wszystko należycie poprawnie i że jesteśmy godnymi polecenia.

Nie mam nic do pani Kingi Mokosy-Paszkiet jako osoby. Ja tutaj reprezentuję urząd, a ona reprezentuje firmę i to nie są osobiste nasze sprawy, tylko to są sprawy finansowe, urzędowe i wykonawcze. Tak to działa. Tak samo jak pani Kinga, tak samo są traktowane inne inne podmioty - powiedział burmistrz.

Remigiusz Konieczka

Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Reklama

Wideo palukiznin.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości