Reklama

Pasja, która pomaga

Jego przykład pokazuje, że można osiągnąć wszystko. Nie powstrzymała go nawet choroba, ponieważ znalazł na nią lekarstwo. Przy wsparciu rodziców rower oraz długie przejażdżki każdego dnia dodawały mu sił do walki. - Rower to moje antidotum. Dla tej miłości walczę. I dzięki zaangażowaniu moich rodziców jestem teraz tu! - mówi Kacper Gieryk, 18-letni mieszkaniec Kcyni.

Angelika Uścińska: - Jak zaczęło się twoje zamiłowanie do jazdy na rowerze?

Kacper Gieryk: - Z tym się człowiek rodzi, jak mówią trenerzy. Talent się ma albo nie. Szczerze mówiąc, nie wiem, czy jest to prawda. Chociaż biorąc pod uwagę moją osobę, to może cząstka prawdy w tym jakaś jest. W moim życiu zawsze był rower, więc może, dlatego ta miłość tak rozkwitła. Do tego jeszcze tata opowiadał swoje historie z iskrą w oku. Najpierw to była zabawa, ponieważ z tatą gubiliśmy troszkę kilogramów. Z czasem te trasy robiły się coraz dłuższe. Pierwszy puchar wręczony przez olimpijczyka Leśniewskiego, więc cały czas ten apetyt rósł. Chciałem się ścigać, być lepszy niż mój tata. Najpierw to było takie dziecięce marzenie: wygrać rower, pokazać, że jest się najlepszym, postawić puchar na półce. Powoli rozkwitało we mnie uczucie rywalizacji i miłość do tego sportu.

Reklama

- Jak wyglądały początki?

- Nie było lekko! Każdy mówi: co to za problem jechać na rowerze? Żaden! Owszem to nic trudnego. Wsiadasz i jedziesz. W wieku 4 lat wykryto u mnie guza mózgu, wtedy nie zdawałem sobie z tego sprawy co się dzieje. Szpitale, badania, przejazd karetką. Teraz dopiero dojrzałem do tego, żeby się z tym podzielić. Z relacji rodziców wiem, że diagnoza brzmiała jednoznacznie: lewy płat skroniowy, czyli nigdy nie utrzymam równowagi na rowerze. Mój tata nie pogodził się z diagnozą i pojechał do Bydgoszczy. Kupił mi za duży, żółty rower. Poszedł ze mną na boisko, wsadził mnie na niego i pojechałem. I wtedy wszystko się zaczęło. Strach moich rodziców przed każdym startem i radość ze zwycięstwa, bo cały dojechałem na metę. Wygrywałem nie tylko na rowerze, ale i z guzem. Nie zamknął mnie w samotności, strachu. Na początku tata jeździł ze mną na MTB Las, co mnie denerwowało. Mama zawsze na starcie i na mecie dbała o jedzenie, nawodnienie i motywowała mnie słowami. I po każdej kraksie ze spokojem opatrywała moje rany. Następnie szosa, w której się zakochałem. Trener Marian Szirocki z EKS EMDEK zauważył we mnie potencjał. Uwierzyłem, że mogę zdobywać medale. Ale przeszkodą był guz. Jeździłem dalej, a on nie zdawał sobie sprawy z czym walczę. Rower i szosa to było to, czego szukałem przy wzlotach i upadkach. Na rowerze zabijałem stres i uwalniałem radość.

Reklama

 

fot. Dorota Kozicka

 

- Ile razy w tygodniu jeździsz na rowerze i ile to kilometrów?

- Trenuję codziennie. Szkoła, nauka i treningi. Ale nie tylko rower, ponieważ jest też basen, siłownia i każdego dnia rozciąganie, więc troszkę tych aktywności jest. Dzięki wyrozumiałości nauczycieli i dyrekcji ZST Kcynia nadrabiam straty w nauce i spokojnie trenuję. Średnio w tygodniu przejeżdżam 600 km. Są dłuższe i krótsze dystanse. Wszystko zależy od mojego trenera personalnego Wojciecha Ziółkowskiego. No i czy jest to okres przed startowy czy tylko treningowy.

Reklama

- Jak przygotowujesz się do każdej jazdy?

- Przede wszystkim sprawdzam sprzęt. Musi być sprawny. Gdyby coś się stało, to nie zawsze może ktoś po mnie przyjechać, a na stopa to może nie zabrałby mojego roweru. Po drugie trzeba mieć na sobie odpowiednie ubranie w zależności od pogody. Zawsze jem posiłek przed treningiem. W trasę zabieram zapas batonów czy żeli i oczywiście woda! Przy takiej podróży trzeba być dobrze nawodnionym. Duży wysiłek powoduje spalanie. Tak jak w aucie. Jeśli silnik nie dostanie odpowiedniego paliwa, to się zatrzyma. Nazywamy to odcięciem. Nogi stają i nie ruszysz, chociaż byś bardzo chciał.

Reklama

- O czym myślisz w trakcie jazdy?

- To zależy od tego czy jest to wyścig, czy trening. Na treningu skupiam się przede wszystkim na drodze. Zdarza się, że kierowcy samochodów nie zwracają uwagi na kolarzy. Są więksi i silniejsi, więc myślą, że droga należy tylko do nich. Nie zachowują odpowiedniej odległości. Nie raz byłem zmuszony uciekać do rowu, co kończyło się pozdzieraniem i podartymi ciuchami. Niestety coraz częściej słyszy się o potraceniach lub nawet staranowanej całej grupie kolarzy! To straszne, ale prawdziwe. Na wyścigu w czasie jazdy nie myślę. Jadę. Po prostu tam jest całkiem inaczej. Uważa się, żeby nie zrobić nic sobie lub koledze z peletonu. Pojawiają się myśli o tym, żeby być w czołówce. Startuje się po to, aby wygrać.

Reklama

- Czy masz jakieś swoje przyzwyczajenia, zanim ruszysz w trasę?

- Nie mam jakiś konkretnych przyzwyczajeń. Jest to raczej wypracowana rutyna. Sprawdzenie stanu pogody, roweru. Zapakowanie jedzenia, wody i jadę.

 

fot. Dorota Kozicka

 

- Jakie to uczucie, gdy przejedziesz większy kawałek trasy niż zwykle?

- Nie pamiętam już tego uczucia. W moich dystansach treningowych jest określona liczba km. Nie raz jest to 50 km i jestem bardziej zmęczony niż po 160 km. Ogólnie cieszy mnie to, iż wykonałem prawidłowo trening. Nie zwracam aż tak bardzo uwagi na km.

Reklama

- Jaki masz sprzęt do jazdy?

- Obecnie to Giant. Przedtem jeździłem na Ridley’u. Poprzedni rower ważył około 10 kg! Nowy sprzęt waży około 8 kg. To jest bardzo duża różnica.

- Czy bierzesz udział w zawodach?

- W obecnym czasie niestety nie. Wszystko jest wstrzymane lub przesunięte. Normalnie trenuję i czekam na koniec pandemii. W tym roku jeszcze ani razu nie startowałem. Myślę, że jest coraz bliżej do pierwszego startu. Oby!

 

fot. Dorota Kozicka

 

- Co udało ci się osiągnąć?

- Największym moim osiągnięciem to wygrane zawody na Mistrzostwach Polski. Dostałem się do kadry Narodowej, ale to nie wszystko! 3 lata temu prof. Harat otworzył mi drzwi do normalnego ścigania się. Zoperował guza, który do tej pory nie był operowany. Wraz z dr. Paczkowskim pozbyli się dodatkowego ekwipunku, który stał na drodze mojej pasji do jazdy na rowerze. Po 3 tygodniach od operacji siedziałem już na rowerze. Moim pierwszym życzeniem na oddziale intensywnej terapii był rower. Bo chciałem trenować. Znam to z opowieści, bo szczerze mówiąc z tego okresu mało co pamiętam. W życiu każdego sportowca wsparcie od rodziny jest najważniejsze. Jest wielu utalentowanych młodych ludzi, którzy nie mają szans wybicia się, a ja dzięki mojej rodzinie tę szansę dostałem i mogę rozwijać swoje pasje. Po 6 miesiącach od operacji stałem, już na podium. Jestem wdzięczny prof. Haratowi za to, że dał mi szanse na lepsze życie. Dziękuję moim rodzicom za to, że są zawsze obok mnie. Rower to moje antidotum na wszystko. Do tego ciężka praca oraz systematyczność. To mój nałóg! Wsiąść i jechać. Nadal mogę się ścigać i wygrywać.

Reklama

- Jaka była twoja najbardziej ekstremalna jazda?

- Było ich wiele. Jednak ta jedna utknęła mi w pamięci. Było to jeszcze w młodzikach MTB Marki. Wyścig w lesie w bardzo wysokiej temperaturze, bo 40 stopni w cieniu. Właśnie wtedy przekonałem się co, znaczy prawidłowo jeść przed startem i nawadniać swój organizm w czasie wyścigu. Kilometr przed metą mój wewnętrzny silnik się zatrzymał. Ja nadal jechałem, wołałem: ludzie pomóżcie! A oni przepychali mnie po piasku, bo myśleli, że nie mam siły. W końcu byłem tam liderem. Ja po prostu nie widziałem drogi. Dopiero jak straciłem przytomność, wezwano karetkę i okazało się, że wpadałem w hipoglikemie. Brak cukru! Spędziłem 2 godziny w karetce, potem szpital. Szok! Nie wiedziałem, że bezmyślność młodego wtedy człowieka może doprowadzić do takiego stanu. Nauczka na całe życie.

Reklama

- Czy kiedyś chciałeś zrezygnować z tego?

- Są różne chwile w życiu każdego sportowca. Nie raz masz dość! Twoi rówieśnicy wyjeżdżają na wakacje, spotykają się ze sobą, a Ty ciągle nie masz czasu, bo cały czas: trening, szkoła, trening, szkoła, wyjazdy, odpoczynek, odpowiednia dieta. Czasem na serio miałem tego dosyć. Miałem ochotę z tym skończyć. Robiłem sobie wolne na jeden, dwa dni i wracałem, bo to jest to co kocham w życiu, coś, co lubię, robić, gdzie się spełniam i buduje.

 

fot. Dorota Kozicka

 

- Czy masz wymarzoną trasę albo zawody, w których chcesz uczestniczyć?

Reklama

- Kiedyś marzyłem o tym, żeby wziąć udział w Mini tour de Pologne, wygrać go i marzenie się spełniło! Muszę przyznać, że po drodze było sporo marzeń, które też się spełniały. Kadra Narodowa! Każdy sportowiec marzy o tym, aby na jego piersi widniał Orzełek. Do tego chciałbym uczestniczyć w Tour de France czy Paryż-Roubaix! To legendy! Giro de"Italia to wyścig, od którego większa jest tylko Wielka Pętla! Ale wziąć udział w Tour de Pologne i wygrać to? Marzenie! Jechać w jednym peletonie z takimi jak Peter Sagan, Michał Kwiatkowski, Fabio Aru... Oj! Można byłoby wymieniać bez końca!

- Jakie plany masz na przyszłość?

Reklama

- Przede wszystkim skończyć szkołę. Być zdrowym. No i jak każdy z nas czekam na koniec pandemii! Mam marzenia, ale to teraz czas pokaże, czy się spełnią. W tym czasie niezwykle trudno mówić o planach. Chciałbym uczestniczyć w Mistrzostwach Świata czy Europy. Dostać się do najlepszej grupy zawodowej na świecie. Na razie wszystko się zatrzymało.

- Czy chciałbyś coś jeszcze dodać?

- Serdecznie pozdrawiam moich rodziców, Klub KTK Kalisz, który obecnie reprezentuję, wszystkich moich fanów, ponieważ zawsze mnie wspierają, rodzeństwo, które zawsze jest obok mnie, grono pedagogiczne ZST w Kcyni i dziękuję im za wyrozumiałość i wsparcie, p. W. Ziołowskiego, p. D. Kurdelskiego. Lista jest długa. Dlatego każdego serdecznie pozdrawiam i dziękuję za wszystko!

 

 

Angelika Uścińska, 30 IV 2021

Aplikacja na Androida

Źródło i opracowanie własne Aktualizacja: 13/08/2024 17:44
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Reklama

Wideo palukiznin.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości