Reklama

Perspektywa z lotu drona. Rozmowa z Robertem Małeckim z Gąsawy

Zdjęcia od zawsze były jego pasją, aczkolwiek szukał nowych możliwości, dzięki którym mógłby fotografować piękne widoki, obiekty z różnych perspektyw. Gdy zobaczył jakie ujęcia można wykonać dronem, postanowił go kupić. Wtedy zaczęła się jego wielka przygoda z lotu ptaka. - Wiele razy stałem na mrozie, gdzie nie tylko dron, ale również moje palce przymarzające do aparatury błagały o litość. Tak właśnie to wygląda - mówi Robert Małecki z Gąsawy, którego hobby krąży wokół dronów.

 {loadmoduleid 456}

Angelika Uścińska: - Ze względu na różne możliwości fotografowania, nagrywania czy po prostu obserwowania otaczających nas widoków istnieje wiele urządzeń, które umożliwiają rozwijanie się w konkretnych dziedzinach. Ty wybrałeś drona. Skąd takie zamiłowanie?

Robert Małecki: - Od zawsze interesowałem się fotografią. Wszystko zaczęło się od telefonu (pierwszego) z wbudowanym aparatem. Zdjęcia robiłem wszystkiemu. Z czasem pojawiła się pierwsza lustrzanka. Zabierałem ją wszędzie: na każdą wycieczkę, wakacje, spacer. Jednak to ciągle nie było to. Aż w ręce wpadły mi zdjęcia zrobione dronem. Perspektywa, którą widziałem wtedy, była zupełnie inna niż wszystko z czym dotychczas miałem styczność. Bardzo chciałem zobaczyć znane mi miejsca z perspektywy lotu ptaka. Pomyślałem wtedy, że może to jest to czego szukam. Zamówiłem malutkiego drona, który na serio był minimalnych rozmiarów, ponieważ mieścił mi się na dłoni. Nie miał kamery, a czas lotu był zbliżony do 5 minut. Każdy, nawet najmniejszy podmuch wiatru, powodował, że lądował na drzewie. Byłem całkowicie rozczarowany tym co się stało, więc postanowiłem nie wracać do tematu dronów. Jednak po kilku miesiącach postanowiłem spróbować jeszcze raz, ale tym razem zacząłem oglądać setki recenzji na serwisie YouTube, a także przeglądać różny sprzęt i producentów. Od pomysłu, który zrodził się w 2017 roku, do zakupu pierwszego drona minęły 3 lata. Wówczas moja żona, która wiedziała już jakie modele mi się podobały, kupiła mi jeden z nich na rocznicę ślubu. I tak przyczyniła się do rozwoju mojej pasji.

Reklama

 

Dla Roberta Małeckiego latanie dronem, to wyjątkowy sposób spojrzenia na Gąsawę z wysokości, dzięki czemu może uwiecznić jej piękno fot. Angelika Uścińska

 

- Niektóre dzieci dostają samochody sterowane joystickiem. Nie jest łatwo je kontrolować, a gdzie tutaj sprzęt, który lata i to jeszcze tak wysoko. Dodatkowo trzeba go ustabilizować, aby wykonać odpowiednie ujęcie. Jak wyglądała nauka latania dronem?

- Pomińmy mojego pierwszego drona, który przy każdym podmuchu wiatru leciał w swoją stronę. Jeśli chodzi o naukę latania dronem, to przede wszystkim należało zacząć od przeczytania instrukcji. Ja zrobiłem to jak z każdą inną instrukcją - przeczytałem ją bardzo pobieżnie. Po prostu zanim dostałem drona, oglądając recenzje i przewodniki jak się później okazało wiedziałem troszkę więcej niż znajdowało się w instrukcji. Pamiętam, że czekałem kilka dni na odpowiednie warunki pogodowe, żebym mógł wykonać pierwszy lot. Drona podniosłem na kilka metrów i zacząłem od poznania aparatury do sterowania i ruchów drona. Proste ruchy jak lot w lewo, w prawo, do przodu oraz obroty wokół osi drona. Długo nie trwało, żeby ogromna chęć zobaczenia Gąsawy, w której mieszkam, z wyższej perspektywy wygrała. Dron uniósł się jeszcze wyżej. Było to około coś pomiędzy 15 - 20 metrami. I wtedy stało się coś czego się nie spodziewałem. Zadziałał mój lęk wysokości. Nie polegało to na tym, że nagle zamknąłem oczy, ale dłonie zaczęły mi drżeć. Musiałem wylądować. Gdy wróciłem do domu, to nadal trzęsły mi się ręce. Później sam nie wiedziałem, czy to z ekscytacji czy lęku wysokości. Jedno jest pewne. Nigdy nie zapomnę swojego pierwszego lotu. Teraz mam ma koncie ponad 100 bezpiecznych lotów i tyle samo lądowań bez żadnych zniszczeń. Praktyka spowodowała, że latam dużo pewniej, ale też wkradła się rutyna. To właśnie przez tę rutynę popełniłem błąd, który mógł skończyć się utratą drona. Spieszyłem się, pakowałem szybko sprzęt do torby, żeby zmienić miejsce startu na inne. Po dotarciu na miejsce i otwarciu plecaka dmuchnęło na mnie gorące powietrze. Byłem przerażony. Torba z dronem była również gorąca. Jak się później okazało w pośpiechu nie wyłączyłem i nie wyciągnąłem baterii z drona. Dron nie mając wentylacji zaczął nabierać temperatury. Na szczęście po ostygnięciu wszystko działało. Nie wiem co byłoby, gdyby został w torbie na dłużej. Od tamtego zdarzenia staram się sprawdzać każdy szczegół i nie popadać w rutynę. Jak ludzie widzą drona, to uśmiechają się na jego widok. Miałem miłą sytuację, gdy przed świętami Bożego Narodzenia fotografowałem Kościół w Gąsawie. Było już ciemno. Przechodzący chłopiec z rodzicami krzyczał, że to święty Mikołaj. Prosił o prezenty i wołał, że jak go słyszy to ma dać sygnał. Zamrugałem lampką. Radość dziecka była nie do opisania.

Reklama

- Wspominając twojego pierwszego drona i ten słynny lot, to kontrolowanie tego urządzenia może sprawić troszkę problemów. Tym bardziej że tyle czynników wpływa na to niewielkie urządzenie. Kiedy jest najlepszy czas na latanie dronem?

- Na to składa się wiele czynników. Warunki atmosferyczne takie jak silny wiatr, niska temperatura, deszcz, śnieg czy wysoka wilgotność powietrza. Te czynniki teoretycznie uniemożliwiają latanie dronem. W praktyce bywa różnie. Jeśli mam w planach zrobienie zdjęcia z mgłą, muszę liczyć się z tym, że wilgotność może być całkiem spora. Czasem niektóre ujęcia wymagają pewnego ryzyka i poświęcenia. W grę wchodzą również ograniczenia sprzętu. Mniejszy i lżejszy dron będzie o wiele mniej stabilny podczas wiatru, który tak naprawdę nie wpłynie na cięższego drona. Pamiętajmy też, że siła wiatru, którą odczuwamy na dole, zazwyczaj jest całkiem inna niż np. na 50 metrach. Latając w tym samym kierunku, w którym wieje wiatr akumulator rozładowuje się wolniej, niż gdy lecimy pod wiatr i dron musi walczyć z oporem. Trzeba również zwrócić uwagę na ilość satelit, które aktualnie są połączone z naszym dronem. Muszę też wspomnieć o ograniczeniach, które wprowadzają strefy lotnicze aktywowane o różnych porach. Czasem są to ograniczenia wysokości, a czasem całkowity zakaz latania bezzałogowych statków lotniczych. Gdybym miał jednak powiedzieć, kiedy jest dla mnie najlepszy czas, to powiedziałbym, że krótką chwilę po wschodzie słońca w bezwietrzny i bezchmurny dzień.

Reklama

 

Jezioro Gąsawskie fot. Robert Małecki

- Pogłębienie wiedzy z różnych źródeł pozwoliło ci zrozumieć, dlaczego dane urządzenie jest skuteczne i sprawdzi się w nieco trudniejszych warunkach, jak wiatr czy niska temperatura. W końcu każdy model ma co innego do zaoferowania. Ile masz dronów i co je różni?

- Od początku zaufałem firmie DJI. Oglądając recenzje i poradniki jakiego drona wybrać właśnie ten producent okazał się dla mnie najbardziej odpowiedni. Obecnie posiadam dwa modele dronów. Różnią się między sobą m.in. wagą, pojemnością akumulatora co wpływa na długość lotu. Różnica jest również jeśli chodzi o jakość wykonywanych zdjęć czy filmów. W planach jest także zakup kolejnego modelu. Jednak najpierw muszę to to przygotować moją żonę.

Reklama

- Dron daje ci bardzo dużo możliwości w oglądaniu świata z innej perspektywy. W Gąsawie jest pełno miejsc, gdzie można latać i robić wiele zdjęć. Co najbardziej lubisz fotografować dronem?

- Przeszukuję okolice w poszukiwaniu ciekawych miejsc czy ujęć. To też nie jest tak, że w wybranym miejscu, podczas każdego lotu zrobię zdjęcie, które nadaje się do publikacji. Często jest całkiem odwrotnie i wracam zupełnie z niczym. Ciekawą historią jest dzień, w którym wymyśliłem zrobić zdjęcie wiatraka na tle kwitnącego rzepaku. Na miejsce pojechałem z przyjacielem. Było to niecałe 10 kilometrów od Gąsawy. Jak się okazało po dotarciu do celu panowała tam całkiem inna pogoda jak w Gąsawie. Dron wystartował, ale tylko na chwilę. Silny wiatr i zachowanie drona w powietrzu spowodowało, że dotarło do mnie, że nie warto ryzykować utraty sprzętu dla tego ujęcia. Tym bardziej że światło również nie dopisywało. Zaczęło padać. Z przygnębioną miną wracaliśmy do domu. W drodze powrotnej zauważyliśmy przebijające promienie pomału zachodzącego słońca. Pomyślałem, że może jest jeszcze szansa. Zatrzymaliśmy się na obrzeżach Gąsawy. Wtedy w lusterku zauważyłem tęczę. Jeszcze tak troszkę padało, a tęcza z każdą sekundą robiła się coraz mniej wyraźna. Dron wystrzelił w powietrze łapiąc ujęcie znikającej tęczy. I tak jak w irlandzkich legendach o garnku pełnym złota na końcu tęczy, tak ja lecąc w jej kierunku przywiozłem nową fotografię.

Reklama

 

Osada w Biskupinie fot. Robert Małecki

 

- Mając taki sprzęt oraz piękne widoki wokół siebie, to chętnie robi się zdjęcia. Ujęcia z takiej perspektywy są wyjątkowe. Jakie jest twoje ulubione zdjęcie, które udało ci się wykonać?

- Nigdy nie zastanawiałem się, żeby wybrać zdjęcie, które jest moim ulubionym. Z każdą fotografią wiąże się inna historia. Czy to w trakcie lotu dronem np. ucieczka przed bardzo zawziętym stadem gołębi bojowych. Czy w trakcie podróży do miejsca, które chcę fotografować. Zdarzyło się nawet w najbliższej okolicy poznać innego operatora drona podczas latania. I to dosłownie podczas latania z czym wiąże się bardzo zabawna historia, którą jednak wolę zachować dla siebie. Od tego momentu mamy stały kontakt. Pozdrowienia dla Marcina, który na pewno to przeczyta. Wracając do ulubionego zdjęcia. Chyba takiego nie mam. Jestem bardzo krytyczny w stosunku do swoich zdjęć. Każde zrobione zdjęcie, które publikuję staram się przemyśleć i zastanowić się co mogłem zrobić lepiej. Dlatego często wracam do znanych już kadrów i poprawiam to co wcześniej zrobiłem źle. Na to pytanie o ulubioną fotografię znakomicie odpowiadają słowa znanej wszystkim w świecie fotografii Imogen Cunningham "Które z moich zdjęć jest moim ulubionym? To, które zrobię jutro".

Reklama

- Rozwijasz się w tej dziedzinie. Twoje zdjęcia pojawiają się nie tylko w internecie, ale nawet w gabinecie u wójta gminy Gąsawa. Jakimi osiągnięciami chciałbyś się jeszcze pochwalić?

- Nie jestem zawodowym fotografem ani profesjonalistą w tej dziedzinie. Robię to całkowicie hobbistycznie. Wolne chwile poświęcam na doskonalenie swoich umiejętności w lataniu dronem czy fotografii. Widząc to, jaki postęp zrobiłem od mojego pierwszego zdjęcia, mogę powiedzieć, że to jest moje największe osiągnięcie. Za osiągnięcie uważam to, że profil, który wspólnie z żoną prowadzę na Facebooku pod nazwą FlyDrone Studio zrzesza sporą grupę osób, które również są ciekawi jak nasza okolica wygląda z perspektywy drona. Nie mówię, że nie biorę udziału w różnego rodzaju konkursach fotograficznych. Biorę, ale traktuję to całkowicie jako zabawę. Ogromnym zdziwieniem było dla mnie, gdy zająłem pierwsze miejsce w konkursie fotograficznym organizowanym przez powiat żniński "Powiat żniński w obiektywie". Tym bardziej, że nie byłem przekonany do udziału, a do wysłania zdjęć zresztą jednych z pierwszych, które wykonałem dronem, namówiła mnie w ostatniej chwili żona.

Reklama

 

Ruiny Zamku w Wenecji fot. Robert Małecki

 

- Domyślam się, że latanie dronami i robienie zdjęć to twoja pasja, którą widać. Jednak człowiek cały czas chce się rozwijać i próbuje nowych rzeczy. Co jeszcze lubisz robić?

- Moje drugie hobby jest również ściśle związane z dronem. Jednak cały czas rozmawiamy o fotografii, więc mogę śmiało powiedzieć, że drugim hobby jest montaż filmów. Ostatnio więcej czasu poświęcam na nakręcenie kilku ujęć i zmontowanie krótkiego filmu. Cały czas się tego uczę. A im więcej ujęć nakręciłem tym bardziej widzę, ile jeszcze muszę się nauczyć. W tym przypadku nie opieram się tylko na ujęciach z powietrza, ale staram się wykorzystując dostępny sprzęt dograć choć kilka momentów z niższej perspektywy.

Reklama

- Niestety na Ukrainie doszło do konfliktu zbrojnego, podczas którego wykorzystywane są najróżniejsze sprzęty. W tym także drony. Jako osoba, która posługuje się nim na co dzień, czy możesz powiedzieć o tym w jaki sposób można je wykorzystać w takiej sytuacji?

- Technologia niejednokrotnie już pokazała, jak może służyć i pomóc ludzkości. Jeśli rozmawialibyśmy o tym kilka miesięcy temu, na pewno moja wypowiedź byłaby inna. Niestety przyszło nam o tym rozmawiać w okolicznościach konfliktu zbrojnego na Ukrainie. Tam technologia w postaci dronów również pomaga. Nie mówię tutaj o uzbrojonych dronach militarnych. O ich wykorzystaniu znajdziemy mnóstwo artykułów czy filmów. Mogę powiedzieć w jaki sposób możliwe, że są wykorzystywane drony takie jak moje lub podobne. Przede wszystkim mogą dostać się wszędzie tam, gdzie nie da się wysłać ani człowieka, ani samochodu. A więc mogą prowadzić inspekcje terenów niebezpiecznych dla ludzi, monitorować zbliżające się zagrożenie i na czas przed nim ostrzegać. O wiele łatwiej wysłać drona niż grupę ludzi, którzy mogą niespodziewanie spotkać wroga. Bardziej zaawansowane modele posiadają kamery z zoomem (przybliżeniem) czy kamery termowizyjne, które na pewno doskonale sprawdzą się podczas poszukiwań osób zaginionych czy uwięzionych w ruinach. Kolejnym zastosowaniem jest to, co ja wykonuję na co dzień. Fotografia i film. Jest to doskonałe narzędzie dokumentacji zniszczeń i skutków wojny. Niestety na pewno nie są to krajobrazy które chcielibyśmy oglądać. W Polsce prowadzonych było kilka oficjalnych zbiórek nowego, używanego lub nawet uszkodzonego sprzętu (ze sprawnymi podzespołami gotowymi do zastąpienia zniszczonych), który został wysłany na Ukrainę. Chociaż nie jestem ekspertem w wykorzystaniu dronów podczas konfliktów, to wydaje mi się, że mogę podać naprawdę kilka sensownych zastosowań. Mam też nadzieję, że nigdy nie będę musiał pomagać swoimi dronami właśnie w ten sposób.

Reklama

 

Dron bardzo często wzbudza zainteresowanie drapieżnych ptaków. Gdy taki upatrzy sobie drona, ucieczka przed nim jest bardzo stresująca. fot. Angelika Uścińska

 

- Bardzo dużo osiągnąłeś w dziedzinie robienia zdjęć i latania dronem, ale jesteś bardzo dla siebie wymagający. Domyślam się, że tak łatwo nie zrezygnujesz z tej pasji, więc jakie masz plany na przyszłość?

- Nauka i ciągły rozwój w tym co robię. To jest główny plan na przyszłość. Wiem, co chcę jeszcze zrobić w tym roku. Mam zaplanowane ciekawe projekty, kilka urokliwych miejsc do odwiedzenia, udział w kilku eventach. Jak już wspomniałem, jestem w stałym kontakcie z innymi operatorami dronów czy filmowcami i fotografami jak np. MK Studio, FotoWaszka. Tu też pojawiły się plany współpracy i połączenia sił. Mam pomysł, który wymaga dużo czasu i zaangażowania nie tylko z mojej strony. Myślę, że przyniesie coś, co pozwoli poznać Pałuki z perspektywy drona nie tylko osobom mającym dostęp do Facebooka czy Internetu. O szczegółach niestety nie mogę jeszcze nic powiedzieć. Mam również rodzinę. To tak naprawdę ona zawsze będzie na pierwszym miejscu. Cieszę się, że mam ogromne wsparcie z ich strony. Podsumowując - pewne jest jedno, przede mną kolejny pracowity sezon letni.

Reklama

Angelika Uścińska, 24 VI 2022

Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Reklama

Wideo palukiznin.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości