Reklama

Plac dla radości - placem niezgody

Na ul. Artylerzystów w Barcinie powstaje plac zabaw. Dzieci już nie mogą się doczekać i przebierają nogami w chęci wejścia na huśtawki, których konstrukcje już są. Jednak samych huśtawek jeszcze nie ma. Co więcej, nie wszyscy dorośli z tego zakątka osiedla bloków są zadowoleni z faktu, że plac zabaw w tym miejscu powstanie.

     Plac zabaw - choć to może zbyt szumna nazwa dla kilku pojedynczych huśtawek i piaskownicy - istniał na ul. Artylerzystów między blokami nr 2, 17 i 19 od wielu lat. Dopiero mniej więcej 2 lata temu stare huśtawki zostały zdemontowane. Niektórym mieszkańcom tej części osiedla bloków w Barcinie natychmiast po likwidacji huśtawek zaczął doskwierać brak takiego miejsca w pobliżu, gdzie można przyjść z dzieckiem i usiąść na ławce, gdy latorośl bawi się w piaskownicy czy też na huśtawce.
     Stąd już w zeszłym roku radna Anna Królikowska w imieniu mieszkańców wnioskowała o stworzenie w tym miejscu nowego, bezpiecznego placu zabaw. Jednak latem zeszłego roku nie było na ten cel pieniędzy w budżecie Barcina. Znalazły się one dopiero w planie finansowym gminy na rok bieżący.

 

Reklama

Po prawej Paweł Marciniak, który uważa, że plac zabaw budowany przed jego blokiem nie będzie dla dzieci bezpieczny. Jego syn Maciej mieszka na innej ulicy, ale wraz ze swoim synem Igorem (na rękach taty) często odwiedza rodziców i dziadków. Igor więc też będzie na placu zabaw, który powstaje, spędzać czas. fot. Karol Gapiński


     PROROKUJĘ TRAGEDIĘ
     W wyniku przetargu zorganizowanego przez Urząd Miejski firma Apis z siedzibą w Jarosławcu w województwie podkarpackim podpisała umowę na wykonanie dwóch placów zabaw w Barcinie: właśnie na ul. Artylerzystów oraz na osiedlu domków jednorodzinnych, a konkretnie na ul. Reymonta. Za wykonanie tych placów w terminie do 31 sierpnia gmina Barcin miała zapłacić 46.619 zł.
     Wykonawca nie zmieścił się jednak w terminie. Co więcej, teraz okazuje się, że pomysł stworzenia placu zabaw na ul. Artylerzystów nie wśród wszystkich wzbudza entuzjazm. Niektórzy, a zwłaszcza mieszkający bliżej szczytu bloku przy Artylerzystów 17, są przeciwni temu pomysłowi. Tak się składa, że właśnie okna tych mieszkań znajdują się najbliżej tworzonego placu zabaw.
     Paweł Marciniak mieszka w mieszkaniu szczytowym w bloku nr 17. Gdy spotkaliśmy się z nim w poniedziałkowe popołudnie przy budowanym placu zabaw, była słoneczna i ciepła pogoda, zaczynał się powrót mieszkańców z pracy do domów. Stąd przed front długiego bloku nr 2, gdzie znajdują się miejsca parkingowe, raz po raz podjeżdżały kolejne samochody. Paweł Marciniak nie miał wątpliwości wskazując na te auta: - Proszę, jaki tutaj jest ruch. Zresztą nie tylko teraz po piętnastej, ale przez cały dzień. Przecież to niebezpieczne dla dzieci. Jak się tutaj mają one bawić na placu zabaw, w piaskownicy, gdy obok, kilka metrów dalej, jeżdżą samochody? Przecież takie dziecko w każdej chwili może nieoczekiwanie wybiec na jezdnię wprost pod koła. Rodzic, choćby stał obok, może nie zdążyć powstrzymać dziecka, kiedy wybiegnie ono za piłką, za rzuconą przed momentem łopatką czy foremką do babek. Nieszczęście gotowe. Dlatego według mnie to nie jest dobre miejsce na plac zabaw - argumentował.
     MAMA Z OKNA LUBI WIDZIEĆ DZIECKO
     Obok nas przeszła pani niosąca zakupy. Usłyszała opinię Pawła Marciniaka i postanowiła też zabrać głos w tej sprawie: - Ależ zdecydowanie jest to bardzo dobre miejsce. Plac zabaw przez lata tu był i jest potrzebny. Nie każda matka ma czas wychodzić koło południa z dzieckiem na oddalony od domu plac zabaw. A tutaj, jak np. w moim bloku nr 2, jest wiele takich mam, które są zadowolone, że mogą w kuchni zająć się przygotowaniem obiadu, a przez okno mieć baczenie na to, co robią na placu zabaw pociechy - mówiła mieszkanka bloku przy ul. Artylerzystów 2.
     Do rozmowy włączył się syn Pawła Marciniaka, Maciej. Mieszka w innym miejscu Barcina, ale akurat przyszedł odwiedzić z synem Igorem jego dziadków. - To ja gratuluję takiego poczucia komfortu - ironizował. - Co to za bezpieczna sytuacja, gdy matka wygląda z trzeciego albo czwartego piętra przez okno na bawiące się dziecko. To znaczy, że ma jakąkolwiek szansę zapobiegnięcia niebezpieczeństwu, gdy ujrzy z mieszkania, że to dziecko nagle wbiega pod samochód?
     Mieszkanka, z którą polemizował podkreśliła, że place zabaw między blokami to normalne rozwiązanie w dużych miastach, takich jak Poznań, gdzie teraz często przebywa. - Być może tak, ale jakie to są place zabaw? Porządne, nie na piasku i trawie, jak tutaj będzie, a posadowione na kauczukowym podłożu, bezpieczne w każdym calu. Tutaj gmina po prostu poszła na łatwiznę i zamówiła coś taniego, żeby tylko odfajkować po stronie sukcesów, że jest plac zabaw na osiedlu. Dla mnie jednak to nie sukces, a porażka, taki plac zabaw - mówił Maciej Marciniak.
     - A z jakiej racji pan w ogóle się wypowiada, skoro pan tutaj nie mieszka? Plac zabaw to bardzo dobre rozwiązanie. Dzieci już teraz nie mogą się doczekać, kiedy to zostanie zrobione i pytają się o to - stwierdził pan, który podjechał na miejsce rozmowy wózkiem inwalidzkim. Był to mieszkaniec tej części osiedla i uważał, że to tutejsi mają prawo zabierać głos w sprawie, a nie ci, którzy bywają tu tylko okazjonalnie, w odwiedzinach u rodziny, jak właśnie Maciej Marciniak.
     KAKOFONIA KRZYKÓW I BABKI Z PSIĄ NIESPODZIANKĄ
     W tym momencie z góry, z balkonu mieszkania na drugim piętrze bloku nr 17 dobiegł głos: - Ja tutaj jak najbardziej mieszkam. Od samego początku. Odkąd tylko blok oddali do użytku. Było to w 1979 r. Plac zabaw - kiedy tutaj był - to zawsze nam przeszkadzał. I to nie tylko dzieci małe przeszkadzały, ale też wyrostki, które przesiadywały do drugiej w nocy albo i do rana, często z butelkami piwa w ręku. Byli hałaśliwi i nie dawali spać. Za dnia natomiast, zwłaszcza latem, to taki hałas, że w mieszkaniu rozmawiać normalnie z rodziną nie można było, bo głos w hałasie z zewnątrz tonął. Proszę napisać, że to mówię ja, Helena Wiśniewska i stwierdzam, że obowiązkiem gminy było zrobienie ankiety wśród ludzi z tych bloków. Wówczas okazałoby się, czy większość jest za placem zabaw, czy też go nie chce - wyraziła swoje zdanie Helena Wiśniewska.
     - Pan wybaczy, ale nie zgadzam się z tą opinią. Ja na stare miasto z dzieckiem nie będę chodziła na plac zabaw, bo za daleko. Dla dzieci taki plac tutaj na osiedlu to sama radość. Powinien być tylko ogrodzony, by faktycznie dzieci nie wybiegły pod samochód. Poza tym zapobiegłoby to też wizytom psów, które załatwiają swoje potrzeby fizjologiczne gdzie popadnie na ulicy, a ich właściciele się tym nie interesują. Nikt nie chciałby przecież, żeby jego dziecko robiło babki z piasku z psimi kupami w środku - stwierdziła pani, która była zwolenniczką placu.
     NIE ZASYPYWAĆ STUDZIENKI, OGRODZIĆ PLAC
     Paweł Marciniak nie zamierzał już kontynuować dyskusji: - My możemy sobie tutaj gadać. Szkoda, że nie zapytali nas o zdanie wcześniej, tylko jacyś radni interpelowali o ten plac zabaw, a jakoś dziwnie sami tutaj nie mieszkają, więc co mogą wiedzieć, co jest dla nas korzystne, a co będzie uciążliwe? Za blokiem przy sklepie „Zetka” też zrobili boisko do minikoszykówki jakiś czas temu, bo niby to takie fajne. Tylko że jak się zaczęły hałasy pod balkonami na tym boisku, to mieszkańcy zaczęli krytykować i musieli zlikwidować te kosze. Po co więc robią takie wydatki z naszych podatków na rzeczy, które wzbudzają kontrowersje? Place zabaw powinny być tam, gdzie nikomu nie będą przeszkadzały, a nie w tych miejscach, gdzie jednym pasują, a innym przeszkadzają. Wiadomo, że teraz, gdy mają już umowę i realizują ten plac zabaw, to się tego nie cofnie. Jednak o ogrodzeniu oraz o bramce zamykanej o 2200, aby nocą nikt tutaj nie wysiadywał, powinni teraz w gminie pomyśleć. Ja zresztą mam też szereg innych uwag i dzisiaj w Urzędzie Miejskim byłem je zgłosić. Otóż jak widać, pracownicy firmy wykonującej plac przysypali ziemią, na której zamierzają pewnie zasiać trawę, studzienkę telekomunikacyjną oraz przyłącza wody i gazu. W momencie awarii będzie problem z dostaniem się do tej infrastruktury. Dostęp do niej musi być zagwarantowany, więc dzisiaj w magistracie rozmawiałem zdaje się z panem sekretarzem i on powiedział, że ta sprawa zostanie wyjaśniona, że się tym zajmą. Tylko na to liczę. W przyszłości chciałbym, żeby z nami dyskutowali, co chcą robić, a nie podejmowali decyzje bez konsultacji. I niech wybierają poważnego wykonawcę. Lepiej więcej zapłacić za dobrą rzecz, niż oszczędzać na wykonawcy. Później mamy takie kwiatki, że przyszli tutaj miesiąc temu i rozkopali grunt a następnie poszli sobie i przez 2 tygodnie nikt palcem tutaj nie ruszył. Z tego się też biorą opóźnienia w terminie oddania placu zabaw - zakończył.
     Firma Apis z powodu przekroczenia terminu realizacji zadania będzie płacić umowne kary za każdy dzień zwłoki po ustalonym z inwestorem terminie oddania placu zabaw. Na ostatniej sesji Rady Miejskiej wiceburmistrz Sławomir Różański powiedział, że prawo zamówień publicznych stanowi, że cena jest jedynym kryterium w wyborze oferty, więc pole manewru podczas wyłaniania wykonawcy jest zawężone.

Reklama

Karol Gapiński
Pałuki nr 1073 (36/2012)

Miejsce zdarzenia mapa Pałuki Żnin
Aplikacja na Androida

Źródło i opracowanie własne Aktualizacja: 12/03/2025 14:03
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Reklama

Wideo palukiznin.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości