Likwidacja SKR Januszkowo
Po maszynach kolej na ziemię i budynki
4 kwietnia odbędzie się Walne Zebranie SKR Januszkowo. Delegaci, wysłuchają informacji likwidatora z przeprowadzenia procesu likwidacji oraz podejmą uchwałę w sprawie zbycia składników majątkowych.
Nie podarują "Oleńki"
W czasie likwidacji SKR Januszkowo sprzedano (lub oddano) bez większych problemów już całe mienie ruchome. Ostry konflikt zrodził się z chwilą, kiedy likwidator Bolesław Cieniawa chciał sprzedać ziemię kółka rolniczego w Bożejewicach oraz budynki na niej pobudowane. Rolnicy nie wyrazili zgody na sprzedaż ich mienia (chodzi m.in. o bar "Oleńka"). Pieniądze uzyskane z ewentualnej sprzedaży nie powinny - według nich - pokrywać długów SKR, ale mogłyby zostać przez Kółko Rolnicze przeznaczone na inwestycje w ich wsi. Likwidator (jak pisaliśmy w 10 numerze "Pałuk") straszy rolników z Bożejewic sądem za utrudnianie likwidacji.
Ziemia na podstawie umowy sprzedaży z dnia 7 sierpnia 1969 roku dz. KW 428/69 należy do Kółka Rolniczego w Bożejewicach. Tak zapisane jest w księdze wieczystej, w której nie ma żadnego odrębnego zapisu co do własności budynków, a w takim wypadku właścicielem budynków jest ten do kogo należy ziemia.
20 marca w Bożejewicach po 10 latach przerwy reaktywowało swą działalność Kółko Rolnicze. Odbyło się walne zebranie członków. Podjęto uchwałę o wystąpieniu ze Spółdzielni Kółek Rolniczych w Januszkowie. Rolnicy nie przyjęli propozycji likwidatora SKR, chcącego obciążyć majątek kółka długami i zwrócić jedynie grunt wartości ok. 10.000 (sto milionów) zł.
Po zasięgnięciu porady prawnej rolnicy rozpoczęli odzyskiwanie majątku, który - wraz z budynkami - oceniany jest na około 100.000 (miliard) złotych. Po uporządkowaniu spraw prawnych członkowie Kółka Rolniczego z Bożejewic zamierzają zlikwidować kółko i sprzedać jego majątek. Nie zapadły jeszcze decyzje co do przeznaczenia uzyskanej gotówki, nieoficjalnie mówi się o gazociągu dla wsi.
Na 4 kwietnia zwołane jest Walne Zebranie członków SKR (uczestniczą w nim przewodniczący i wiceprzewodniczący Kółek Rolniczych i przewodniczące Kół Gospodyń Wiejskich). Zebranie ma podjąć decyzję o zbyciu nieruchomości. Jak dowiedzieliśmy się od przewodniczącego Rady Nadzorczej, Mirosława Wietrzykowskiego - chodzi o grunty i budynki w Słębowie, Wenecji, Sulinowie, Brzyskorzystwi, Januszkowie (baza). Otwarta jest sprawa gruntów i budynków w Kierzkowie i Bożejewicach.
Upadłość?
W programie zebrania nie ma punktu, który przewidywałby upadłość spółdzielni, lecz - jak się dowiedzieliśmy - możliwe będzie jego wprowadzenie.
Według opinii innego członka Rady Nadzorczej, Teofila Dudziaka, zakład ten nadaje się do upadłości, bo dług przewyższa wartość zakładu.
"Pałuki" a picie herbaty
Pierwszy raz do likwidowanej Spółdzielni Kółek Rolniczych w Januszkowie pojechałam 8 marca. Likwidator SKR Bolesław Cieniawa dziwił się, że przyjeżdżam dopiero teraz, zaznaczając, że prasa nigdy nie gościła w Januszkowie. Pytał, skąd to nagłe zainteresowanie.
Kiedy wyłuszczyłam, iż chodzi mi o informacje na temat likwidacji SKR, Bolesław Cieniawa bardzo się zdenerwował i powiedział, że nie będzie udzielał żadnych informacji. Bardzo spieszył się tego dnia, dlatego wyjechał o godzinie 10.00 i już do 15.00 go w pracy nie było.
Przyjechałam na drugi dzień, bowiem właśnie Rada Nadzorcza zwołała zebranie. Poinformowali mnie o tym rolnicy, którzy uważali, że wyjaśnienie na łamach "Pałuk" niektórych problemów pomogłoby być może uzdrowić nieciekawą opinię na temat likwidacji. Prosili o zajęcie się sprawą.
Do Januszkowa przyjechałam wcześniej od członków Rady. Przedstawiłam się likwidatorowi informując, że moim zamiarem jest udział w zebraniu. Jego reakcja mnie zaskoczyła. Pan Bolesław Cieniawa dostał furii. Jego zdaniem, chęć informowania społeczeństwa o stanie zakładu to zwykła bezczelność.
Nie przyjechałam tu jednak z własnego widzimisię, czy też - jak to sugerował likwidator - aby "robić mu koło gwizdka". Zapytałam wobec tego: "Dlaczego pan boi się informować? Czyżby były tu jakieś nieuczciwości?" Tu oczywiście odpowiedzi być nie mogło.
Kiedy zjawili się panowie z Rady Nadzorczej dziwili się, że tak się sprawy mają. Bolesławowi Cieniawie powiedzieli, że ich wolą jest, abym uczestniczyła w obradach. Ten upierał się ostro. W końcu zebranie się nie odbyło, ponieważ nie stawili się wszyscy członkowie rady. Brak quorum.
Następnie zebranie wyznaczono na 17 marca. Tym razem do Januszkowa pojechałam z fotoreporterem.
Obrady już trwały, kiedy wkroczyliśmy do zakładu. Gdy wyłuszczyliśmy sekretarce, iż mamy zamiar przysłuchiwać się obradom, odpowiedziała, że poinformuje szefa jak tylko skończy swoją pracę (chodziło o parzenie herbaty). Sekretarka raz zerknęła w okno, to znów zajrzała w dzbanek, coś tam poszperała w papierach, w końcu wyszła. Intuicja podpowiedziała mi, że z innego biura informuje telefonicznie swego szefa o naszym przybyciu. Tak było w istocie. W sali obrad zadzwonił telefon i rolnicy usłyszeli jak likwidator mówi: "My to załatwimy". Po odłożeniu słuchawki przeszedł przez gabinet i zamknął bezgłośnie drugą parę (wewnętrznych) drzwi. Obecni na sali zauważyli zdenerwowanie - likwidator nerwowo palił papierosa.
Tymczasem pani sekretarka wróciła z krzesłem, zapraszając gościnnie do zajęcia go. W końcu woda zagotowała się. Sekretarka zaparzyła osiem herbat i wniosła je do gabinetu, przy okazji informując zebranych, że są reporterzy. Kiedy wyszła, powiedziała, że panowie zadecydują i powróciła do swych herbat, wnosząc po raz drugi trzy szklanki.
Obserwowaliśmy pracę sekretarki prawie 15 minut. Jakże przykre było, że jej trud poszedł na marne! Herbaty nikt nie zdążył wypić. Od chwili oficjalnego przekazania informacji z gabinetu dobiegła nagła wrzawa. To członkowie Rady Nadzorczej dyskutowali z Bolesławem Cieniawą, który nie zgadzał się na naszą obecność. Był przeciwny tym, którzy są w końcu jego chlebodawcami (Rada Nadzorcza jest przedstawicielem właścicieli spółdzielni, ma za zadanie czuwać nad prawidłowym przebiegiem likwidacji, kontrolować i oceniać pracę likwidatora). Przeprowadzono głosowanie nad kwestią, czy reporterzy tygodnika "Pałuki" mogą przysłuchiwać się obradom. Większość członków Rady Nadzorczej była za. Po głosowaniu likwidator zapowiedział, że jeśli my będziemy uczestniczyli w obradach - on wychodzi.
Na te słowa drzwi się otworzyły i wyszli oburzeni rolnicy. W pierwszym odruchu gotowi byli złożyć rezygnację z pełnionych funkcji, jednak po chwili przyszła refleksja, że to nic nie da.
Wsiedli do samochodów i odjechali do Żnina. Gdy emocje opadły, przewodniczący Rady Nadzorczej z kilkoma jej członkami zastanowił się, co robić.
Rozważano ustąpienie z Rady Nadzorczej, odwołanie likwidatora (może to jednak zrobić jedynie walne zebranie, bo walne zebranie go powoływało), a także postawienie spółdzielni w stan likwidacji.
Zdecydowali się na zwołanie Walnego Zebrania w dniu 4 kwietnia. Wrócili na teren bazy, aby swój zamiar wcielić w życie. Likwidator wydał im statut Spółdzielni Kółek Rolniczych. Żałował, że nie zgodził się aby reporterzy "Pałuk" przysłuchiwali się obradom. My też żałujemy. Szkoda tej herbaty...
PS. Poprosiliśmy pisemnie likwidatora SKR o udzielenie nam informacji jakie składniki majątku ruchomego SKR Januszkowo zostały przekazane Kółkom Rolniczym, jakie zostały sprzedane na przetargach prowadzonych przez komornika, a jakie na ogłoszonych przez SKR Januszkowo, jakie zostały sprzedane bez przetargów (jakie wówczas były kryteria wyboru kupującego) oraz, czy zostały sprzedane (lub oddane w jakiejś formie) składniki majątku nieruchomego (grunta, budynki).
Komentarz
Likwidowanych zakładów jest co niemiara, w wielu likwidatorami zostają byli prezesi, najczęściej wybierani przez członków Walnego Zgromadzenia w innych likwidatora powołuje wojewoda.
W przypadku, kiedy zakład likwiduje obcy człowiek, może on wykryć nieprawidłowości, czy nawet kradzieże dokonane przez szefa, który doprowadził do bankructwa. Nie uczyni tego likwidator który - bardzo często - przyczynił się do upadku firmy.
Osobnym problemem jest czas likwidacji. Każda likwidacja musi trwać - ustawowe terminy są długie. Ale przeciąganie jej ponad miarę leży tylko i wyłącznie w interesie likwidatora. Zakład nie przynosi wtedy zysków, dług powiększa się o odsetki, a utrzymanie likwidatora (i czasem kilku jeszcze innych ludzi - sekretarka, magazynier, księgowa...) - kosztuje.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze