Kołaczkowo, rolnik, pracownicy, Judym
Pomagałem, nie dyskryminowałem
Wystarczyło pół godziny, by po telefonie w redakcji zjawił się rolnik z Królikowa, żeby przedstawić swój punt widzenia na temat dyskryminacji pracowników z ośrodka Judym.
W ubiegłym tygodniu pisaliśmy o mieszkańcach ośrodka Judym w Kołaczkowie, którzy napisali skargę do Okręgowej Inspekcji Pracy w Bydgoszczy. Mieszkańcy byli skierowani do jednego z rolników w Królikowie. Tam, jak pisali, musieli pracować na budowie, bez przeszkolenia, w niebezpiecznych warunkach (jeden z ludzi został porażony prądem), za małe pieniądze. Jak twierdzili, podczas pracy byli obrzucani obelgami ze strony pracodawcy. Z mieszkańcem Królikowa nie udało nam się skontaktować ze względu na jego nieobecność w domu. Pod pozostawiony przez nas numer telefonu zadzwonił w czwartek, w dniu ukazania się tekstu. Zaprzeczył zawartym w nim informacjom. Dodał, że było odwrotnie. To on pomagał osobom u niego pracującym.
Przyjeżdżali rano do pracy. Było to około 7:00. Po godzinie dostawali śniadanie. Jeszcze przed południem, o 10:30-11:00, pili kawę, o 13:00 jedli obiad, a około 17:00 wyjeżdżali. Rolnik mówi, że nikogo do pracy nie zmuszał. Przyjeżdżali, bo sami chcieli. Otrzymywali też co chcieli, również pieniądze. Nie była to praca w ekstremalnych warunkach i bez odpowiedniego wyposażenia. Mieszkaniec Królikowa powiedział, że nie tylko dawał ludziom pracę, ale też sam pomagał ośrodkowi Judym, m.in. w transporcie ofiarowanych rzeczy, mebli itp. Był nawet w zarządzie Kujawsko-Pomorskiego Stowarzyszenia Pomocy Bliźniemu Judym, ale po zmianie prezesa [Ryszarda Torbę, który - według oficjalnej wersji - zrezygnował, zastąpiła Katarzyna Jaskólska - przyp. rk] przestał być członkiem stowarzyszenia. Twierdzi, że to właśnie z poprzednim kierownictwem można było się dogadać, a z obecnym jakoś mu nie po drodze. W szczególności z kierownikiem Pawłem Sikorskim [w ubiegłym tygodniu kierownik zgodził się na publikację nazwiska i wizerunku - przyp. rk]. - To z jego strony były telefony i obelgi, a nie z mojej - mówi mieszkaniec Królikowa. - Nie wiem, o co w tym wszystkim chodzi. Z tymi skargami, nasyłaniem na mnie inspekcji pracy. O udowodnienie, że można coś osiągnąć? Takim postępowaniem nic się nie osiągnie.
Skontaktował się z nami Andrzej Wojciechowski, były mieszkaniec ośródka Judym. Trafił do Kołaczkowa, bo skierowała go tam pomoc społeczna z Koronowa. Był tam od grudnia 2013 roku do lipca bieżącego roku. W ośrodku nie znał nikogo, musiał się zaaklimatyzować. Twierdzi, że warunki były dobre. Były prezes kierował ludzi do pracy, bo nie chciał, żeby siedzieli tylko w ośrodku, ale mieli zajęcie, zdobywali doświadczenie w pracy. Tak trafił do Królikowa. U rolnika dobrze mu się pracowało, bo było jedzenie, picie, kawa. - Z chęcią tam jechałem i to nie tylko ja - podkreśla. - Co chcieliśmy, to mieliśmy, środki chemiczne, pasty, mydła, a jak ja coś potrzebowałem, to dostawałem.
Zapytaliśmy, czy w drodze powrotnej lub w samym ośrodku pracownicy narzekali na warunki pracy, rodzaj pracy, wynagrodzenie. Odpowiedział, że on żadnych narzekań nie słyszał. - Kiedy byłem w potrzebie, to właśnie z jego strony otrzymałem pomoc - dodał. Wraz ze współlokatorem z ośrodka Judym remontował byłą szkołę w Budzisławiu (powiat radziejowski). Tam stowarzyszenie Judym zamierza otworzyć nowy ośrodek. Część prac wykonywali mieszkańcy ośrodka w Kołaczkowie. Między innymi Andrzej Wojciechowski.
- Pracował ze mną elektryk - opowiada. - Podczas ostrej wymiany zdań z kierownikiem Pawłem Sikorskim ująłem się za tym elektrykiem. Kazał mi w wulgarnych słowach opuścić Budzisław. Spakował mnie, wzięli rzeczy i kazał wsiąść do samochodu, by wspólnie wrócić do Kołaczkowa. Zostałem wyrzucony w mieście, którego nie znałem. Dobrze, że miałem jakieś grosze przy sobie. Dotarłem jakoś do córki w Bydgoszczy, u której spędziłem noc. Przyjechałem do Kołaczkowa po resztę rzeczy i po zostawioną tam resztę pieniędzy. Oddali mi tylko 50 zł, bo 200 zł odciągnęli sobie za paliwo. Skontaktowałem się z rolnikiem w Królikowie i on mi pomógł. Teraz u niego pracuję. Płaci mi i odprowadza ZUS. Mam stabilną sytuację.
Nasz rozmówca dodał, że kierownik był człowiekiem, z którym współpraca była utrudniona. Z relacji wynika, że pożyczał pieniądze i trudno było je potem odzyskać. Mieszkańcy Judyma nieraz słyszeli obelgi z ust kierownika. Zapytaliśmy, jak to możliwe, że Paweł Sikorski mówił, że to były prezes obrażał mieszkańców. Teraz słyszymy, że to nowy kierownik obrażał. - Ja nie miałem z Torbą problemów. W stosunku do mnie był w porządku - zauważył Andrzej Wojciechowski.
Pawła Sikorskiego już nie ma w ośrodku Judym w Kołaczkowie. - Nie ma go i nie będzie. Okazało się, że mamy przez niego wiele problemów - skomentowała prezes stowarzyszenia Katarzyna Jaskólska. Ją także zapytaliśmy o to, gdzie leży prawda w całej tej historii z kierownikiem, pracownikami, rolnikiem z Królikowa, telefonami i obelgami. - Ja o wszystkim nie wiedziałam. Mieszkańcy byli zastraszani przez pana Pawła po południu, kiedy mnie nie było. Okazał się być nałogowym hazardzistą. Ale myślę, że prawda leży pośrodku, bo jednak ci ludzie nie chcieli jeździć do Królikowa.
Remigiusz Konieczka
Pałuki nr 1183 (42/2014)
Więcej na ten temat:
Nie chcieli, by im ubliżano
Przejdź do forum.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze