Reklama

Posesje zalewa deszcz a właścicieli krew

Część ulicy Poznańskiej, 3 Maja i Powstańców Wielkopolskich w Łabiszynie ma niewydolną kanalizację deszczową. Mieszkańcy posesji zalewanych podczas takich oberwań chmury, jakie miały miejsce nad Łabiszynem choćby w ostatni piątek i sobotę, krytykują włodarza miasta. Twierdzą, że gdyby pan burmistrz mieszkał w którejś z ich posesji, a nie w Lubostroniu, to problem już dawno zostałby naprawiony. - Burmistrz pieniądze ładuje w Lubostroń, a nas zalewa od dziesiątek lat przy każdym większym deszczu - mówią. Włodarz odpowiada, że nawałnice zdarzają się pod każdą szerokością geograficzną, a nie tylko na tym skrzyżowaniu tych ulic w Łabiszynie.

      Niektórzy mieszkają w tej części miasta już ponad 30 lat. Jak tylko sięgają pamięcią, krytyczna sytuacja na ich posesjach powtarza się zawsze po większym deszczu. Tak było też w miniony weekend, gdy nad Łabiszynem kilka razy przechodziły nawałnice z deszczem. Urszula Niemczewska z ul. Poznańskiej mieszka tutaj już 35 lat i po raz kolejny przekonała się w sobotę, że gdy nad miastem oberwie się chmura, to część ulicy, przy której mieszka, zbiera deszczówkę z całej zachodniej części Łabiszyna, czyli Nowego Rynku i ulic przyległych. Nadmiar wody nie jest po drodze odbierany przez studzienki kanalizacji deszczowej i gromadzi się przy skrzyżowaniu ul. Poznańskiej z ul. 3 Maja, przy posesji Urszuli Niemczewskiej. Tutaj przez kratki ściekowe do kanalizacji też mało co wpływa. Woda przelewa się przez jezdnię i chodnik, a następnie wdziera się na posesje. Zalewane są ogródek, podwórko, piwnice. Jeszcze kilka lat temu było gorzej, bo ogródka nie chronił murek.

Reklama

Po każdej ulewie skrzyżowanie ul. 3 Maja i Powstańców Wielkopolskich w Łabiszynie oraz podwórza posesji wokół tego skrzyżowania zamieniają się w bajora. Wodę muszą wypompowywać strażacy. W ostatni weekend takie zalania miały miejsce dwukrotnie. fot. Karol Gapiński

      BOJĄ SIĘ PRĄDU W WODZIE
      Jakiś czas temu państwo Niemczewscy wykonali ów murek, bo mieli już dość nierównej walki z nadmiarem wody. - Sytuacja nieco się poprawiła, ale właśnie tylko nieco. Jedynie ogródek teraz nam oszczędza, ale przez bramę, która nie ma progu, woda wpływa na podwórko. Niejednokrotnie interweniowałyśmy w ratuszu. Wcześniej bowiem kilka razy woda wdzierała się do piwnicy. Zniszczyła nam ta woda w przeszłości i pralkę „Franię”, która stała w piwnicy, i odkurzacz i kilka szafek. Pan burmistrz tłumaczy, że pada tylko raz czy dwa razy na rok. Nie zgadzamy się. Ulewy są na pewno częściej. Przede wszystkim jednak, nawet gdyby padało obficie choćby tylko raz na 5 lat, to należyte odwodnienie musi być.       Płacimy podatki i mamy XXI wiek, przy czym mieszkamy w zabudowie miasta, a nie gdzieś na słabo zagęszczonych ludnością peryferiach. Takie zadania, jak udrożnienie kanalizacji deszczowej, gmina już dawno powinna zrobić. Gdyby pan burmistrz mieszkał tutaj, albo choćby jakiś człowiek z Urzędu Miejskiego, to by dawno to zrobili. Tymczasem nic nie robią przez dziesiątki lat. Po każdej ulewie wzywamy straż pożarną do wypompowania wody z ulicy, z podwórza, ewentualnie z piwnicy domu. Boimy się wyjeżdżać choćby na wspólne wakacje. Zawsze ktoś bowiem musi czuwać w domu, by w razie oberwania chmury i zalania wzywać straż. Zawsze z tą deszczówką spływającą do nas z całego obszaru Nowego Rynku wpływają nam na podwórko wszystkie uliczne śmieci łącznie z psimi odchodami. Jest po każdej tego typu sytuacji pełno sprzątania na podwórku i w obejściu domu - mówią panie Urszula i Zofia Niemczewskie.       Dodają, że OSP obecnie jest zmuszona wypompowywać nadmiar wody na teren placu zabaw po drugiej stronie ulicy, co będzie w przyszłości ze szkodą dla tego placu. Innym miejscem, do którego strażacy odprowadzają wodę, jest sąsiadująca z posesją państwa Niemczewskich działka budowlana. W tej chwili nie jest ona jeszcze zabudowana. Jednak niedługo ma to się zmienić. Oznacza to, że strażacy nie będą tutaj już mieli dalszej możliwości wypompowywać nadmiaru deszczówki z ulic.
      Urszula Niemczewska zwraca też uwagę na to, że kilka lat temu przed ogrodzeniem jej posesji, na ul. Poznańskiej Enea umiejscowiła skrzynkę rozdzielczą podziemnej linii energetycznej. - Gdyby tam nastąpiło jakieś przebicie, nawet w kablach pod ziemią, a przecież wszystko to pływa w takie dni w wodzie, bo kanalizacja jest niedrożna, to nie wiem, czy nie ma zagrożenia porażeniem. Tutaj przecież może iść człowiek. U nas też jest wnuczek w domu - obawia się Urszula Niemczewska.
      Czy rzeczywiście jest takie zagrożenie? Zapytaliśmy o to Lecha Drzewieckiego, rzecznika regionalnego spółki Enea Operator w Bydgoszczy. - Nie, takiego zagrożenia porażeniem nie ma. Jest to tak rozwiązane, że jeśli do urządzenia dostaje się woda, która - jak wiemy - przewodzi prąd - to urządzenie automatycznie się wyłączy. Po prostu nie będzie prądu i groźby porażenia kogokolwiek w pobliżu także nie będzie. Niemniej jednak dla dobrego samopoczucia można ten teren jeszcze odwodnić, urządzenia dodatkowo zabezpieczyć. Możemy to zrobić. Najlepiej, gdyby ta pani z Łabiszyna opisała tę sytuację w piśmie do naszego rejonu dystrybucji w Inowrocławiu. Nasi ludzie przyjadą i rozeznają się w sytuacji. Dodatkowe rozwiązania możemy ewentualnie wdrożyć także we współpracy z Urzędem Miejskim w Łabiszynie, gdyby była taka potrzeba - przedstawił Lech Drzewiecki.
      POMPOWANIE WODY W ŁABISZYN I  PIENIĘDZY W LUBOSTROŃ
      Na rogu ul. Powstańców Wielkopolskich i ul. 3 Maja, niemal vis a vis Urszuli Niemczewskiej, od 35 lat mieszka także Andrzej Tonder z rodziną. Ich posesja także ulega krótkotrwałym zalewaniom wskutek silnych opadów deszczu. - W ostatnią sobotę ponownie zalało mi garaż. Tym razem woda dotarła też do elektronarzędzi i zniszczyła mi m.in. silnik elektryczny do piły. Oczywiście to zalewanie zdarza się regularnie. Woda wchodzi na posesję przede wszystkim od strony ul. Powstańców Wielkopolskich. W magistracie też nieraz interweniowałem. Straż wzywam przy każdej okazji do pompowania. Pan burmistrz tłumaczy mi zaś, że ulewy to nie jest codzienność, a zdarzają się raz czy też dwa razy w roku i musimy sobie z tym radzić - opowiada Andrzej Tonder.
      Nieco dalej, na ul. Powstańców Wielkopolskich mieszkają państwo Tabaczukowie. Ich posesja w czasie nawałnic i obfitych deszczów również od wielu lat jest zalewana. - Zalewany mamy przy takich okazjach ogródek, piaskownicę dla dziecka, garaż. Co więcej, i u nas, i na innych posesjach są zastosowane takie rozwiązania, że kratki ściekowe znajdują się nie na terenie ulicy, a właśnie na terenie posesji. Dlatego tym bardziej ta woda spływa do mieszkańców, zamiast ulicą do kanalizacji. Teraz, jak i w poprzednie ulewy, musieliśmy robić tamę przy wjeździe do posesji. Usypywaliśmy piasek, ustawialiśmy deski okrywając je folią, żeby to jakoś zabezpieczyć. Najgorzej jest nocą, gdy śpimy, albo nie ma nikogo w domu. Boimy się wtedy, że w razie czego, to nie będzie komu w jak najszybszym momencie od rozpoczęcia ulewy wezwać strażaków do pompowania, a samemu zająć się zabezpieczaniem posesji. Niestety, tak to trwa już od lat.

Reklama

      Wszystko dlatego, że pan burmistrz pompuje gminne pieniądze do Lubostronia, bo tam mieszka prywatnie. Dlatego tam mają ładne chodniki, „orlika”, salę itd., a zwykłego minimum, jak porządna kanalizacja deszczowa na naszych ulicach w Łabiszynie od lat nam nie zapewniono. Przecież płacimy podatki i mamy prawo się domagać niezbędnej infrastruktury - wyraził swój pogląd Łukasz Tabaczuk. Ponadto wszyscy zalewani mieszkańcy wspomnianych ulic mają zastrzeżenia, co do rzetelnego czyszczenia wlotów do kratek ściekowych przez służby miejskie. Uważają, że te służby czyszczą może co drugą kratkę, gdy zapycha się ona śmieciami.
      NIE NAPOMPUJE MILIONÓW, KTÓRYCH NIE MA
      - Tak, przecież mamy w gminie ogromne miliony złotych, które ja pompuję do Lubostronia - ironizuje burmistrz Łabiszyna Jacek Idzi Kaczmarek. - Ten młody pan chyba dawno w Lubostroniu nie był, że takie wnioski wyciąga. Niby w jaki sposób ja mam kierować pieniądze na Lubostroń, skoro my, jako gmina, w Lubostroniu praktycznie nie mamy oprócz szkoły i „orlika” innych obiektów na utrzymaniu? Pałac i park nie są w naszym administrowaniu, droga jest powiatowa, a nie gminna, mieszkań komunalnych też nie ma, bo bloki, które stanowią większość substancji mieszkaniowej, to jest spółdzielnia. Także firma „Rol-Sad” nie jest żadną spółką komunalną, więc niby gdzie i w co w tym Lubostroniu ja mam pompować gminne pieniądze? - pyta retorycznie Jacek Idzi Kaczmarek.
      Włodarz Łabiszyna zwraca też uwagę na to, że nie jest to wina ani jego, ani dzisiejszych urzędników, że studzienki ściekowe w tamtej części miasta zostały w wielu punktach umiejscowione nie w pasie ulic, a na prywatnych posesjach. - To było rozwiązanie wprowadzone przez budowniczych tamtej ulicy kilkadziesiąt lat temu. Nie wiem, dlaczego akurat w ten sposób to wówczas zostało rozwiązane i sam się mogę temu tylko dziwić. Rozwiązaniem sprawy byłoby rozkopanie ul. Powstańców Wielkopolskich i wymiana rury na całej długość i na taką o większej średnicy. To są niebagatelne pieniądze, których póki co nie mamy w budżecie.

      Sądzę, że przebudowa kanalizacji na takim odcinku to byłby koszt zapewne kilkuset tysięcy złotych i na to nas w tej chwili nie stać. Natomiast być może w przyszłym roku będzie modernizowana ul. 3 Maja. Miałaby zostać wykonana w podobnym zakresie, jak wcześniej ul. Poznańska. Gdyby ta inwestycja w przyszłym roku doszła do skutku, to ul. 3 Maja w ten sposób zostałaby podniesiona. Dzięki temu wody opadowe z zachodniej części miasta, czyli obrębu Nowego Rynku i ul. Żnińskiej, kierowałyby się na obwodnicę miasta. Z tamtej strony, za ul. Romantyczną nie ma już zabudowy mieszkaniowej, więc posesje nie byłyby zalewane przez nadmiar tej wody. Chcę jednak podkreślić, że nawałnice i ulewy to zjawiska powtarzające się nieregularnie, ale też nienotorycznie, nie tylko w Łabiszynie, ale w każdej innej miejscowości. I nie tylko na tamtym skrzyżowaniu. W takie ulewy woda nawet u nas w Urzędzie Miejskim dostaje się do piwnicy, więc po prostu trzeba się z takimi utrudnieniami liczyć - zakończył Jacek Idzi Kaczmarek.
      Zarzut, że pracownicy nierzetelnie udrażniają kratki ściekowe, pan burmistrz skwitował pełnym politowania milczeniem.

Reklama

Karol Gapiński
Pałuki nr 1062 (25/2012)

Aplikacja na Androida

Źródło i opracowanie własne Aktualizacja: 01/07/2025 13:42
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Reklama

Wideo palukiznin.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości