Reklama

Pożar w czasie śniadania

Pożar powstał w kotłowni podczas prac remontowych na skutek zaprószenia przez pracowników „Wodbaru” ognia i zajęcia się suchego drewna

       fot. Bartosz Woźniak

Piechcin, Zespół Publicznych Szkół nr 1, pożar, kotłownia, szkoła, Wodbar
     Pożar w czasie śniadania
     W ubiegły piątek w ZPS nr 1 w Piechcinie doszło do pożaru, który pojawił się w kotłowni znajdującej się w dyspozycji przedsiębiorstwa Wodbar. Jego przyczyną była nieostrożność pracowników, którzy podczas wykonywanych prac zaprószyli ogień, a kiedy się on pojawił byli na śniadaniu.

     Ogień pojawił się w kotłowni, określanej też w szkole mianem wymiennikowni, gdzie znajduje się specjalistyczny sprzęt, za pomocą którego szkoła zaopatrywana jest w ogrzewanie i ciepłą wodę. - Początkowo nie było wiadomo, skąd ten dym leci. Zauważyliśmy dopiero po jakimś czasie w dolnej części szkoły przy bibliotece, że dym ulatnia się z otworu przy ciepłowni, z której wychodzą rury - mówi jeden z nauczycieli.
     Tego dnia od godzin rannych w kotłowni prace remontowe przy użyciu piły elektrycznej wykonywali pracownicy Przedsiębiorstwa Produkcyjno-Usługowego Wodbar z siedzibą w Barcinie, którzy nie unikają odpowiedzialności, nie kryjąc, że wina za powstałe zdarzenie leży po ich stronie. - Ucinaliśmy elementy, których nie można było wynieść w całości ze względu na ich wielkość. Było tutaj suche drewno, które na czas pracy odłożyliśmy na bok, ale jak się okazało, nie zapobiegło to zaprószeniu ognia. Po skończeniu pracy poszliśmy na śniadanie, które i tak było już spóźnione i wtedy musiało dojść do powstania ognia - opowiada jeden z pracowników Wodbaru, który z kolegami wrócił do kotłowni w chwili powiadamiania przez szkołę straży pożarnej. - Nie było wielkiego ognia, zacząłem gasić ogień gaśnicą, kolega wodą, za chwilę przyjechała straż i po odłączeniu prądu i gazu wykonała swoje zdanie. Mamy nauczkę, teraz musimy być bardziej ostrożni. Dobrze, że to się nie stało na przykład na strychu, bo pożar byłby większy. Na szczęście nikomu się nic nie stało. Szkoła miała okazję przećwiczyć ewakuację w bojowych warunkach. Jeśli chodzi o konsekwencje dla nas, to decyzja należy do dyrektora, ale na pewno nie będzie premii - podsumowuje pracownik Wodbaru.
     Straż pożarna otrzymała informację o pożarze z sekretariatu szkoły. - Zgłoszenie otrzymaliśmy o 10:44. Na miejsce rozdysponowaliśmy jednostki OSP Piechcin, OSP Barcin i JRG PSP Żnin. W pierwszej fazie akcji szkoła była w trakcie ewakuacji. Nastąpiło dokończenie ewakuacji, przeszukanie pomieszczeń w celu sprawdzenia, czy ktoś nie pozostał, ugaszenie i oddymienie. Przyczyną pożaru były prace remontowe, podczas których doszło do zapalenia materiałów łatwopalnych, w wyniku czego nastąpiło zadymienie całej szkoły - informuje rzecznik prasowy Komendy Powiatowej PSP w Żninie, Marek Krygier.
     Jako pierwsza przy szkole pojawiła się jednostka Ochotniczej Straży Pożarnej w Piechcinie, która otrzymała zgłoszenie o godz. 10:45. Piechcińscy strażacy byli na miejscu już o 10:48. Wkrótce potem pod szkołą pojawiły się także jednostki z OSP Barcin oraz Jednostka Ratowniczo-Gaśnicza Państwowej Straży Pożarnej w Żninie, z której st. asp. Mariusz Plaskaty przejął dowodzenie nad całością działań strażaków i zabezpieczeniem miejsca zdarzenia po zakończeniu akcji. - Akcja przebiegała bez problemów i zgodnie z planem. Szkoła zachowała się prawidłowo. W momencie prowadzenia akcji wszyscy byli już poza terenem budynku - podsumowuje Mariusz Plaskaty. Na miejsce zdarzenia przyjechał także burmistrz Barcina Michał Pęziak.
     Kiedy doszło do pożaru, w szkole była akurat przerwa. - W czasie lekcji ewakuacja jest dużo prostsza, bo dzieci są w klasach i można je spokojnie wyprowadzać. W czasie przerwy jest z tym trochę trudniej, ale i tak wszystko udało się sprawnie przeprowadzić. Dzieci wiedziały, z której strony i jakimi schodami opuszczać szkołę - podkreśla nauczyciel. - Najpierw był smród, później dym. Zanim dym się rozprzestrzenił, nikogo z dzieci już w szkole nie było. Akcja ewakuacyjna przebiegła gładko i sprawnie. Robiliśmy już próby ewakuacyjne i wszyscy wiedzą, co robić. Ktoś z pracowników szkoły pytał nawet, czy to ćwiczenia. Pożar pojawił się w tak zwanej wymiennikowni, do której szkoła nie ma dostępu. Pracownicy „Wodbaru” wykonywali tam jakieś prace, rano słyszeliśmy hałas - informuje dyrektor ZPS nr 1 w Piechcinie, Katarzyna Marciniak.
     Dzieci, których w momencie pojawienia się dymu było w szkole 238, zostały zwolnione do domu, a lekcje odwołano. Nie oznacza to jednak, że lekcje całkowicie przepadną, gdyż materiał objęty programem musi być w każdej klasie z poszczególnych przedmiotów zrealizowany. Dyrektor szkoły nie wyklucza odrabiania lekcji w sobotę, choć zastrzega: - Sposób odpracowania lekcji pozostaje do przemyślenia.

Bartosz Woźniak
Pałuki nr 1128 (39/2013)

Reklama

 

 

 

     Sprostowanie

     Pożar w szkole w Piechcinie, o którym pisaliśmy w ubiegłym tygodniu, miał miejsce w poniedziałek, a nie - jak omyłkowo napisałem - w piątek. Za pomyłkę przepraszam.

Bartosz Woźniak
Pałuki nr 1129 (40/2013)

Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo palukiznin.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości