Reklama

Pracownicy składają pozwy

Do niedawna w godzinach południowych parking przed halą „Ferconu” w Jaroszewie w dni robocze był zapełniony autami. Od kilku dni stoi tam najwyżej jeden lub dwa samochody: ochroniarza lub konserwatora. Załogi w firmie już nie ma. Część zwolniła się z winy pracodawcy, a część nie przychodzi, bo nie ma w firmie pracy, ani kadry zarządzającej. Ta ostatnia też się zwolniła.

     fot. Karol Gapiński

Żnin, Fercon, pracownicy, zwolnienia, zakład, pozwy, wypowiedzenia
     Pracownicy składają pozwy
    Z końcem kwietnia część pracowników firmy Fercon wypowiedziała pracodawcy umowy o pracę. Pozostali pracownicy postanowili czekać. Teraz mają problem. W biurze w Jaroszewie nie ma już bowiem ani dyrektora zarządzającego ani księgowej.

     BOOM NA PALETY
     Trzy lata temu było inaczej, a przyszłość firmy i tych, którzy znaleźli tam zatrudnienie, jawiła się w jasnych kolorach. Ci, którym się udało uzyskać etat, nazywali siebie szczęśliwcami. Wiadomo, że na Pałukach od wielu lat ciężko jest o dobrą pracę. W Żninie, Szubinie i w okolicznych wsiach wielu ludzi żyło nadzieją, że znajdą wreszcie satysfakcjonujące ich miejsce pracy. Z niezwykłym rozmachem na rynek wkraczała bowiem spółka Fercon, która w 2009 r. za swą siedzibę obrała podżnińskie Jaroszewo. Spółkę zawiązało wcześniej trzech biznesmenów z Niemiec. Gregor Schefczyk posiadał wkład 2.500 udziałów o wartości 1.250.000 zł, Torsten Krökel posiadał 1.300 udziałów o wartości 650.000 zł, zaś 1.200 udziałów Jacquesa Albecka warte było 600.000 zł. Kapitał zakładowy spółki wynosił 2.500.000 zł.

Marcin Hopcia, jeden z kilkudziesięciu byłych pracowników „Ferconu”, którzy w tych dniach piszą pozwy przeciwko pracodawcy o wypłatę należności

Reklama

      fot. Karol Gapiński

     Spółka nabyła działkę w Jaroszewie, w sąsiedztwie drogi krajowej nr 5, czyli w dogodnym z punktu widzenia prowadzenia działalności gospodarczej położeniu, zwłaszcza że biznesplan zakładał produkcję na eksport do Niemiec, a zatem lokalizacja firmy przy tej drodze była atutem. Wkrótce zaczęto nabór pracowników. Wśród okolicznych mieszkańców poszukujących zatrudnienia w branży motoryzacyjnej, wśród mechaników, tokarzy, spawaczy i przedstawicieli podobnych zawodów nazwa Fercon jawiła się jako nadzieja na znalezienie pracy. Do sekretariatu spółki wpłynęły setki podań od potencjalnych pracowników. Zatrudnionych zostało ponad 100 osób.
     ROZRUCH Z UNIJNYM WSPARCIEM
     Marcin Hopcia ze Żnina jest tokarzem-mechanikiem. Poprzednio pracował przy budowie stadionu na Euro 2012 we Wrocławiu. W 2010 r. znalazł zatrudnienie w Ferconie.
     W najlepszym okresie, jak wspomina pan Marcin, w zakładzie w Jaroszewie pracowało nawet 120 osób.
     Produkowali palety specjalistyczne do części samochodowych. W Jaroszewie szybko powstała bowiem hala produkcyjna. Spółka została zakwalifikowana do programu dofinansowania z Europejskiego Funduszu Rozwoju Regionalnego. Projekt Rozbudowa przedsiębiorstwa w oparciu o innowacyjną technologię produkcji palet transportowych dla przemysłu motoryzacyjnego uzyskał dofinansowanie ze środków Unii Europejskiej w kwocie 12.009.172,60 zł. Wartość całego projektu wynosiła 22.056.401,56 zł. Projekt był realizowany od 1 stycznia 2010 r. do 31 marca 2012 r.
     W hali produkcyjnej działali liczni spawacze, monterzy, tokarze, pilarze, frezerzy. W biurach zarządzaniem całością zajmowała się obsługa administracyjna na czele z dyrektorem zarządzającym i księgową.
     Marcin Hopcia wspomina, że na początku pracowników zatrudniano na tzw. umowy śmieciowe, czyli na umowy o dzieło, później na czas określony. Na koniec niektórzy otrzymywali umowy na czas nieokreślony.
     PIERWSZE PROBLEMY
     - Praktycznie od początku zakład miał problemy z wypłatami. Umowy były niskie. Pracownicy produkcji zarabiali około 1.500 zł na rękę, przy czym często zdarzały się jednak nadgodziny. Jak była okazja, to człowiek robił. Zresztą nawet jakby nie chciał, to by robił w obawie o utratę etatu. Jednak przy dużej ilości nadgodzin można było zarobić nawet do 3.000 zł. Tylko że wtedy człowiek musiał już pracować praktycznie bez przerwy i nie miał czasu na życie rodzinne - opowiada Marcin Hopcia. Ma on rodzinę na utrzymaniu, w tym dwoje dzieci w wieku szkolnym, dlatego terminowość wypłat w pracy była dla niego niezwykle istotna. Z tym jednak bywało różnie.
     - Mieliśmy otrzymywać w jednej transzy całe wynagrodzenie miesięczne, ale firma od początku miała kłopoty i płacili nam w 2 ratach mniej więcej po połowie. Pierwszą transzę między 10 a 15 dniem miesiąca i drugą na koniec. Coraz częściej zdarzały się opóźnienia i to dotyczyło całej kadry: produkcji i administracji. Byliśmy cierpliwi. Każdemu zależało na pracy - opowiada Marcin Hopcia. Dodaje, że pracownikom zdarzało się też wyjeżdżać w delegacje do Niemiec do innej firmy prezesa.
     JEDEN ODBIORCA
     Od osoby poprzednio zatrudnionej w administracji Ferconu dowiedzieliśmy się, że w zasadzie jedynym zleceniodawcą była właśnie druga firma właścicieli w Niemczech. Biznesplan zakładu w Jaroszewie był ułożony wyłącznie pod tę firmę za zachodnią granicą. Zakład w Jaroszewie nie mógł nawet przyjmować zamówień od firm zewnętrznych. Taka strategia szybko okazała się błędem. Firma w Jaroszewie zaczęła mieć problemy. Wkrótce ze świadczenia usług dla Ferconu zrezygnowała firma ochroniarska, ponieważ właściciele spółki w Jaroszewie nie wypłacali jej należności za usługi. Wynajęta została inna firma ochroniarska - Juventus, która na posterunku w Jaroszewie pozostała jako ostatnia do dzisiaj.
     Cały czas zmieniali się dyrektorzy zarządzający Ferconem. Prezes Gregor Schefczyk początkowo dość regularnie pojawiał się pod Żninem, aby sprawdzać, jak sobie radzi zakład. Później te wizyty stawały się coraz rzadsze. W ostatnich miesiącach właściciela w Ferconie już w ogóle nie widywano.
     BRAK WYPŁAT, KOLEJKA WIERZYCIELI
     Zatrudnieni w firmie mówią, że od dwóch miesięcy pieniądze za prace w ogóle przestały wpływać na ich konta. Od dawna zaś pracodawca ma zaległości wobec zatrudnionych, jeśli chodzi o świadczenia wynikające z funduszu socjalnego. Pracownicy nie otrzymywali nawet środków czystości i ubrań roboczych, które należały się im raz w roku. Pracodawca nie przekazywał też obowiązkowych środków BHP. Jak przypomina Marcin Hopcia, w umowach pracownicy mieli też gwarantowane premie. Z tego jednak, co mu wiadomo, nikt nigdy premii w firmie nie odebrał. W poprzednich miesiącach załoga w firmie wykruszała się. Ostatnio w Jaroszewie pracowało 68 osób.
     Z początkiem tego roku pracy w Ferconie było już coraz mniej. Zdarzały się wielodniowe przestoje. Pracownicy przychodzili, ale nie otrzymywali zadań. Produkcji nie było. Zakład miał coraz więcej problemów i coraz więcej wyroków sądowych, bo o pieniądze dopominali się wierzyciele. Tych zaś było niemało. Udało nam się dowiedzieć, że na czele listy wierzycieli spółki Fercon jest jeden z dostawców materiałów. Jest nim firma HMB z siedzibą w Rabce, Fercon zalega jej 400.000 zł. Zobowiązania wobec Mega Transport ze Szczecina za usługi transportowe wynoszą 120.000 zł. Z niektórymi wierzycielami udawało się jeszcze Ferconowi regulować choć część długów. Na liście mniejszych wierzycieli Ferconu jest wiele firm. Na konta Ferconu już wszedł komornik, bo wcześniej zapadały sądowe nakazy zapłaty. Firma zalega za media. Jakiś czas temu za długi odłączony został gaz. Przedtem to właśnie gazem ogrzewano budynki i był on wykorzystywany w procesie produkcji, konkretnie w warsztacie lakierniczym. Wierzycielami firmy są m.in. Urząd Skarbowy i Zakład Ubezpieczeń Społecznych. Pracownicy Ferconu najprawdopodobniej też nie mieli odprowadzanych w odpowiednim wymiarze składek emerytalnych. Pewna część długów została skupiona przez firmę windykacyjną, która teraz jest również wierzycielem Ferconu.
     PÓŁ FIRMY SIĘ ZWALNIA
     30 kwietnia mniej więcej połowa z 68 zatrudnionych złożyła wypowiedzenia umów o pracę w trybie artykułu 55 kodeksu pracy, czyli z winy pracodawcy, który nie wywiązywał się z warunków umów. Wśród tych, którzy stracili cierpliwość, był Marcin Hopcia. Jak wielu innych pracowników był zmuszony to zrobić, aby uzyskać dochód choćby z tytułu zasiłku dla bezrobotnych po zarejestrowaniu się w Powiatowym Urzędzie Pracy. - Miałem do wyboru, albo czekać nadal bez pracy i bez pieniędzy, albo złożyć wypowiedzenie, wziąć świadectwo pracy i pójść do PUP. Zrobiłem tak, by mieć jakiekolwiek środki do życia z zasiłku, no i w spokoju móc zabrać się za szukanie normalnej pracy. To był trudny krok, ale ja i koledzy nie mieliśmy wyjścia - mówi Marcin Hopcia.
     Zrezygnowali z pracy nie tylko zatrudnieni w produkcji, ale też pracownicy biurowi na czele z ostatnim dyrektorem zarządzającym Waldemarem Kopczyńskim. Pod koniec kwietnia pisaliśmy o jego próbach szukania koła ratunkowego dla Ferconu u burmistrza Żnina Leszka Jakubowskiego za pośrednictwem radnej Haliny Rosiak. Wcześniej firmie nie udało się uzyskać od włodarza decyzji o umorzeniu jej podatku na rzecz gminy. Włodarz godził się jedynie na odroczenie tej płatności, ale nie na jej umorzenie. Problemy z płatnościami podatku na rzecz gminy Fercon miał od kilku miesięcy. Urząd Miejski jest zatem jednym z wierzycieli firmy.
     PÓŁ FIRMY  NIE MA JAK SIĘ ZWOLNIĆ
     Część pracowników postanowiła zaczekać z decyzją o wypowiedzeniu warunków umów. Teraz mają problem. W biurze w Jaroszewie nie ma już bowiem ani dyrektora zarządzającego, ani księgowej. Nie ma też żadnego kontaktu z właścicielami spółki, którzy mieszkają w Niemczech. Pracownicy są w patowej sytuacji, bo nie mają komu wypowiedzieć umów, by uzyskać świadectwo pracy. To zaś jest im niezbędne nie tylko w celu poszukiwania kolejnego zatrudnienia u innego pracodawcy, ale też do zarejestrowania się w PUP i uzyskania prawa do zasiłku oraz ubezpieczenia zdrowotnego. Ponieważ w zakładzie nie ma nikogo z nadzoru, ani nie ma pracy, to ludzie ci w ostatnich dniach też zrezygnowali z przyjeżdżania do firmy. Jeśli chodzi o dostępne jeszcze w zakładzie media, to póki co nadal dochodzi energia elektryczna.
     - Mam tu radio i siedzę w tej chwili sam, a w zakładzie nie ma już nikogo poza konserwatorem. Naszej firmie właściciel „Ferconu” płaci za usługę i my pilnujemy na cztery zmiany, by nikt nie rozkradł majątku. W hali są wszystkie maszyny - opowiada ochroniarz z firmy Juventus.
     Pracownicy, którzy zdążyli się zwolnić, gdy jeszcze miał kto im wydać świadectwa pracy, liczą na to, że majątek firmy pokryje roszczenia wszystkich wierzycieli, w tym rzecz jasna i te, które pracodawca ma wobec nich. Nie zamierzają bowiem odpuścić właścicielom firmy tych pieniędzy, które wcześniej wypracowali. Są to niewypłacone pensje, świadczenia urlopowe, delegacje itp. Pracownicy ci swoje roszczenia określają na kilka lub kilkanaście tysięcy złotych. Marcin Hopcia np. szacuje wstępnie, że jest to 8.000 zł. Pracownicy dodają, że w przeszłości kilka razy mówiło się w firmie o możliwości sprzedania zakładu, bo jest na jego zakup ktoś chętny. Póki co jednak Fercon tą drogą nie poszedł. Pracownicy są zdania, że wkrótce będzie musiał pójść, gdy o licytacji majątku na poczet długów zdecyduje sąd.
     DO SĄDU
     Początkowo pracownicy upadającej firmy myśleli o złożeniu pozwu zbiorowego przeciwko pracodawcy. Jednak po konsultacjach z Krzysztofem Krzemieniem, inspektorem Państwowej Inspekcji Pracy w Bydgoszczy, doszli do wniosku, że pozew zbiorowy niekoniecznie może przynieść lepszy z ich punktu widzenia skutek, niż pozwy indywidualne. Dlatego zdecydowali się kierować do wydziału pracy w sądzie w Bydgoszczy pozwy indywidualne. Byli pracownicy podkreślają, że złożenie pozwu zbiorowego teraz byłoby trudne, bo nie wiadomo, gdzie znaleźć całą byłą załogę. Pracownicy Ferconu mieszkali bowiem w wielu miejscowościach: w Żninie, Szubinie, Brzyskorzystwi, Chomętowie, Wapnie, Bydgoszczy, pod Mogilnem i w innych miejscowościach. Najwięcej było ich ze Żnina. Po rozstaniu z Ferconem niektórzy od razu rozjechali się po kraju w poszukiwaniu innego zatrudnienia.
     Krzysztof Krzemień powiedział, że ważna jest teraz szybkość składania pozwów. W gorszej sytuacji są ci pracownicy, którzy nie zdążyli wypowiedzieć warunków umowy w trybie artykułu 55 kodeksu pracy. W ich przypadku to sąd będzie musiał wydać wyrok w sprawie stwierdzenia, że byli oni w stosunku pracy w konkretnym dla każdego z nich czasie. Taki wyrok będzie miał dla każdego z tych pracowników wartość świadectwa pracy, którym będą się mogli posłużyć w swojej dalszej pracy zawodowej. Może być tak, że sąd od razu oprócz stwierdzenia istnienia i wygaśnięcia stosunku pracy określi w ich przypadku wysokość wierzytelności, które ma wobec nich pracodawca. Jednak w porównaniu z tymi, którzy zwolnili się przed końcem kwietnia, są oni na nieco gorszej pozycji, bo ci pierwsi będą mogli szybciej uzyskać nakaz zapłaty i stanąć w kolejce do komornika.
     Jednocześnie Krzysztof Krzemień zapewnia, że koszty założenia sprawy w sądzie przy takich kwotach roszczeń są minimalne. Koszty zastępstwa procesowego też mogą być pominięte, jeśli uda się znaleźć adwokata, który zdecyduje się ich reprezentować za darmo. Pełnomocnik prawny mając pewność zwycięstwa może po prostu zrezygnować ze swojej opłaty czekając na zwrot kosztów zastępstwa procesowego przez przyszłego przegranego w sprawie.
     TRWANIE I SZUKANIE RATUNKU
     Mimo nadziei graniczącej z pewnością na sądowe orzeczenie nakazu zapłaty, pracownicy boją się o skuteczność przyszłej egzekucji wierzytelności, które im się należą. Jednak najbardziej obawiają się o to, czy zdołają szybko znaleźć inne zatrudnienie. W ostatnich dniach tylko jedna, może dwie osoby spośród nadal formalnie zatrudnionych - według informacji Krzysztofa Krzemienia - nosiła się z zamiarem trwania w firmie w oczekiwaniu na lepszy czas. Zdaniem pozostałych dla firmy już nie ma ratunku i teraz muszą oni szukać zatrudnienia indywidualnie dla siebie.
     Z niemieckimi właścicielami spółki Fercon i my nie zdołaliśmy się skontaktować. Ostatni dyrektor zarządzający Waldemar Kopczyński też już wyjechał z Pałuk w poszukiwaniu innego zatrudnienia. Gdzie obecnie przebywa były dyrektor Ferconu - też bowiem zwolnił się z pracy - nie wiemy.

Reklama

Karol Gapiński
Pałuki nr 1109 (20/2013)

 

 

Więcej na ten temat:

Wierzyciele czekają, licytacji jeszcze nie było

Fercon będzie musiał zwrócić miliony

Koło ratunkowe dla Ferconu

Zakład wynajęty, ale nadal do zlicytowania

 

Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Reklama

Wideo palukiznin.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości