Od 22 do 30 lat zawodowego życia poświęciły Muzeum Kolejki Wąskotorowej. 30 grudnia otrzymały wypowiedzenia z pracy. Nie kwestionują tego, że pracodawca mógł je zwolnić, jeśli szuka oszczędności. Pytają tylko, dlaczego wszystkie trzy zwolnienia dotyczą wyłącznie jednego oddziału Muzeum Ziemi Pałuckiej.
fot. Karol Gapiński
Wenecja, Żnin, Muzeum Ziemi Pałuckiej, Żnińska Kolej Powiatowa, zwolnienia
Przyczyną zwolnienia fikcyjność zakresu obowiązków
Reorganizacja w Muzeum Ziemi Pałuckiej dotyczy trzech oddziałów tej instytucji: magistratu i Baszty na rynku, ŻKP i Muzeum Kolei Wąskotorowej w Wenecji. Jednak zwolnienia z pracy dotknęły (przynajmniej na razie) wyłącznie pracownice tego ostatniego oddziału. - Po co nas zwalniają, skoro zaraz przenoszą w nasze miejsce pracowników z oddziałów w Żninie? Czy to na pewno nasze etaty były fikcyjne? - dziwią się rozżalone pracownice muzeum.
Odwiedziły naszą redakcję przynosząc list - skargę na działania burmistrza Roberta Luchowskiego i Krystyny Patyk, p.o. dyrektor Muzeum Ziemi Pałuckiej. Nie ukrywają żalu do decydentów w gminie i w swoim zakładzie pracy. Muzeum Kolei Wąskotorowej w Wenecji poświęciły całe swoje życie zawodowe. Najstarsza z nich ma obecnie 52 lata.
Joanna Bartkowiak pracowała z nich w weneckim muzeum najkrócej, ale to i tak są aż 22 lata. Do pracy dojeżdżała z Łysinina. Violetta Ratajczak zatrudniona była w muzeum od 28 lat, zaś Małgorzata Ratajczak od 30 lat. Obie panie mieszkają w Wenecji. Kobiety zaczynały tam pracę wtedy, gdy w muzeum organizacyjnie nie podlegało jeszcze gminie. Posiadały jedne z najdłuższych staży pracy w całym Muzeum Ziemi Pałuckiej. To nie stanęło jednak na przeszkodzie, żeby tuż przed Nowym Rokiem wręczyć im wypowiedzenia z pracy.
- Oczywiście pracodawca ma prawo zwalniać pracowników, gdy szuka oszczędności. My tego nie kwestionujemy. Nasz żal wynika z tego, iż zwolnienia naszej trójki dotyczą wyłącznie jednego oddziału Muzeum Ziemi Pałuckiej w Żninie, jakim jest Muzeum Kolei Wąskotorowej w Wenecji.
W pozostałych oddziałach muzeum, w samym Żninie, czyli w Żnińskiej Kolejce Powiatowej oraz w magistracie na rynku i w Baszcie zwolnień nie było. A przecież muzeum w Wenecji ktoś obsługiwać musi, zwłaszcza że od kilkunastu miesięcy jest tam też hotel - opowiadają nam zwolnione 30 grudnia z pracy kobiety.
Swoją skargę wysłały też m.in. do wiadomości przewodniczącego Rady Miejskiej Grzegorza Koziełka, zastępczyni burmistrza Żnina Haliny Rosiak oraz do kierownika wydziału edukacji, kultury i sportu w Urzędzie Miejskim w Żninie Jacka Świtały.
W swoich rozwiązaniach umowy o pracę panie wyczytały, że przyczyną jest likwidacja stanowiska w związku z reorganizacją Muzeum Ziemi Pałuckiej. Zwolnione pracownice dziwią się, że wypowiedzenia trzymiesięczne zostały im wręczone, mimo że nie zakończył się jeszcze audyt prowadzony w Muzeum Ziemi Pałuckiej na polecenie burmistrza. - A przecież zwolnienia te mają być efektem wniosków z audytu. To jak można te wnioski wyciągać przed zakończeniem audytu i podejmować działania? Audyt jest prowadzony tylko na podstawie dokumentów udostępnionych przez kadrową Agnieszkę Michalak-Żółtowską, a nie przeprowadzono żadnych rozmów czy kontroli w samym oddziale muzeum w Wenecji. Pracodawca wyjaśnia nam, że reorganizacja wymuszona jest stwierdzonym podczas audytu przerostem zatrudnienia, fikcyjnością zakresu obowiązków i potrzebą szukania oszczędności. Nasze obowiązki nie są fikcyjne. To zresztą chyba dyrektor odpowiada za to, jakie obowiązki nakłada na pracowników, a nie, że oni sobie sami je określają. Fakty zaś, nie fikcja są takie, że praktycznie we trzy ogarniałyśmy całą pracę w tym muzeum. Czy to kasa, czy w sklepie z pamiątkami, czy na bramach, czy przy toalecie, czy wreszcie pomoc w hotelu - byłyśmy od wszystkiego. Obsługujemy rocznie około 50 tysięcy turystów, a w środku sezonu pracujemy w godzinach nadliczbowych. Od maja do października w minionym roku pracowałyśmy zresztą w każdą sobotę i niedzielę, i święta, co jest niezgodne z przepisami kodeksu pracy. Większość problemów składanych kadrowej było przez nią bagatelizowanych. Czy tu można mówić o fikcji zatrudnienia? Jest oczywiste, że muzeum w Wenecji nie może funkcjonować bez pracowników. Przecież świadczy o tym choćby fakt, że zaraz po naszym zwolnieniu przeniesionych zostało z oddziałów muzeum w Żninie troje ludzi. Poza tym muzeum jeszcze korzysta w sezonie ze stażystów - opowiadają zwolnione panie.
Joanna Bartkowiak straciła jedyne źródło dochodów i nie wie, z czego będzie żyła. Violetta Ratajczak będzie na utrzymaniu męża, podobnie jak Małgorzata Ratajczak. W przypadku tej drugiej jedynym dochodem będzie pensja męża zatrudnionego na pół etatu za najniższą pensję krajową.
Krystyna Patyk odpowiada, że po zwolnieniu pracownic z Wenecji do Muzeum Kolei Wąskotorowej przeniesiono dwie osoby. Trzecia osoba, która teraz kieruje administracją w Wenecji, to Andrzej Kujawa, który już wcześniej był formalnie zatrudniony w oddziale weneckim Muzeum Ziemi Pałuckiej.
- Jedna z tych pań, Małgorzata Ratajczak była kierowniczką oddziału w Wenecji i podobnie jak w przypadku pozostałych kierowników oddziałów, miała obowiązek przygotowywać miesięczne grafiki zadań i obowiązków. Nie czyniła tego, w przeciwieństwie do pozostałych kierowniczek oddziałów - argumentują Krystyna Patyk i Agnieszka Michalak-Żółtowska.
P.o. dyrektor muzeum Krystyna Patyk dodaje, że muzeum zrobiło się w ciągu ostatnich lat dużym zakładem, bo przejęło zarządzanie Żnińską Koleją Powiatową. Wymaga reorganizacji zatrudnienia. Nie są wykluczone zwolnienia też w innych oddziałach. Wnioski Krystyna Patyk, także w oparciu o wyniki audytu, opracuje i przedstawi nowemu dyrektorowi. Chyba że sama nim zostanie, bo choć nie złożyła jeszcze swej aplikacji w konkursie (termin upływa 15 stycznia), to nosi się z takim zamiarem.
Decyzję o zwolnieniu trzech pracownic w Wenecji podjęła, jak mówi, sama, choć po rozmowach z radcą prawnym Urzędu Miejskiego Maciejem Dalką, który prowadzi wspomniany audyt. - Naszym celem jest wykorzystywanie przy obsłudze turystów pracowników, którzy znają przynajmniej jeden język obcy. Te panie nie znają żadnego. Przeniesieni obecnie do obsługi muzeum w Wenecji pracownicy znają, przynajmniej w stopniu podstawowym, język obcy. Zgadzam się, że fikcyjność obowiązków podkreślona w wypowiedzeniu pracy jest zarzutem dla poprzednich dyrektorów. My próbujemy to zmienić, dlatego nasze działania. Dodam, że oprócz stałych pracowników w Wenecji pomagają też stażyści. Było ich w minionym roku pięcioro, w tym trzech z wyższym wykształceniem. W większości panie. Były to osoby znające język obcy, z ukończonymi szkołami w kierunku turystycznym. Panie, z którymi rozwiązaliśmy umowy o pracę, są z zawodu rolnikami - dwie z nich oraz jedna krawcową - przedstawia Krystyna Patyk.
Pytamy, jakie wykształcenie posiada Andrzej Kujawa, który teraz zajmuje się sprawami administracyjnymi w Wenecji. Czy jest to wykształcenie w kierunku turystycznym? - Jest magistrem pedagogiki i podyplomowo - menedżerem przedsiębiorstw. W muzeum pracuje od 2009 r. Zna podstawy języka angielskiego - odpowiada Krystyna Patyk.
Pytamy dalej, czy były inne uwagi, co do wykonywania obowiązków przez zwolnione pracownice. Odpowiedź Krystyny Patyk jest taka, że wprawdzie obowiązki dyrektora pełni od zaledwie kilku tygodni, ale wcześniej, w październiku zaobserwowała zdarzenie, które jej zdaniem nie powinno mieć miejsca. - Było to poza sezonem. Wycieczka wynajęła specjalny kurs pociągiem. Około 70 osób pojechało do Biskupina. Tam nie udało im się kupić pamiątek, bo sklepy były zamknięte. Wracając spytali kierownika pociągu, czy może w Wenecji kupią pamiątki z Wenecji? Ten zadzwonił do pań pracujących w muzeum z tym pytaniem i usłyszał, że jest poza sezonem i one tej wycieczki nie ogarniają - opowiada Krystyna Patyk.
- Jest zupełnie inaczej. Pani Patyk powinna pamiętać, że byłyśmy uczulane, by nie wpuszczać na teren muzeum ludzi bez biletów. To po pierwsze. Po drugie, kierownik składu mógł to uzgadniać z dyrekcją, a nie z nami. Po trzecie, ta wycieczka i tak wysiadała w Wenecji, bo tam czekały autokary. I oni kupili te bilety do muzeum i kupili pamiątki, tyle, ile było ich jeszcze w sklepie - ripostują zwolnione pracownice.
Małgorzata Ratajczak dodaje, że prowadząca kadry od kilku lat Agnieszka Michalak-Żółtowska poprzednio w ogóle nie czyniła jej uwag i nie sygnalizowała konieczności robienia grafików miesięcznych.
- Przecież byłam normalnym pracownikiem. Wszystkie byłyśmy. Gdyby nam szefostwo powiedziało, że mamy to czy tamto robić; gdyby powiedzieli, że mamy iść na kurs językowy czy uzupełnić wykształcenie, bo stracimy pracę, to byśmy to robiły. Tymczasem jak śp. pan Andrzej Rosiak nałożył zakres obowiązków, to przez kolejne dziesięciolecia żaden z dyrektorów tego nie zmieniał, a teraz jeszcze z tego argument przeciwko nam uczynili. Fikcyjne nie były nasze obowiązki, tylko fikcyjne są argumenty, które teraz wynajdują pani kadrowa i pani dyrektor, żeby uzasadnić nasze zwolnienia - mówi Małgorzata Ratajczak, a dopowiadają jej koleżanki.
Małgorzata Ratajczak zapewnia też, że grafiki zajęć przygotowywała na bieżąco w zeszycie, a nie na tablicy służbowej w muzeum. Z tego powodu, że tylko część dyspozycji można było określić z wyprzedzeniem. W sezonie turystycznym bowiem pracownice nie miały z kilkutygodniowym wyprzedzeniem określone, którego dnia, o której godzinie będą w pracy. Dodatkowo nie było wiadome, kiedy i na jaki czas oraz w jakiej liczbie pojawią się stażyści. W tej sytuacji grafik ulegał korektom i pani Małgorzata robiła go w zeszytach. - Pani kadrowa w ogóle o to nie pytała, mimo to robiłam i zeszyty te mam - mówi Małgorzata Ratajczak.
W Muzeum Ziemi Pałuckiej do końca 2015 roku pracowało 28 osób, choć nie wszystkie na cały etat, np. radny Żnina Adam Kowalewski na 1/2 etatu jest stolarzem, a swą pracę wykonuje we własnym warsztacie. Własny warsztat stolarski muzeum ma na terenie ŻKP i tam pracuje stolarz. Poza tym zadania stolarskie wykonuje też jeden z dwóch pracowników technicznych w Muzeum Kolei Wąskotorowej. Obaj pracownicy techniczni w Wenecji zachowali na razie pracę.
Docelowo, jak zapowiada Krystyna Patyk, w oddziałach mają zostać zlikwidowane funkcje kierownicze. Jednak nie wiadomo jeszcze, czy będzie to dotyczyło również kierownika technicznego ŻKP Piotra Tomaszewskiego, który jednocześnie jest radnym gminy Żnin. Krystyna Patyk dodaje, że obecnie kierownicy oddziałów nie mają dodatków funkcyjnych.
Agnieszkę Michalak-Żółtowską zapytaliśmy na koniec, jakie oszczędności w stosunku do minionego roku uzyska fundusz wynagrodzeń w muzeum wskutek zwolnienia trzech pracownic w weneckim muzeum. Okazuje się, że będzie to kwota około 56.000 zł pod warunkiem, że jednak nie trzeba będzie zatrudnić kogoś nowego do pracy przy obsłudze ruchu turystycznego w Wenecji. Oszczędność ma być wygenerowana przez 6 miesięcy, bo do końca marca zwolnione pracownice są w okresie wypowiedzenia, choć nie pracują, gdyż wykorzystują skumulowane w sezonie turystycznym nadgodziny. Po wygaśnięciu wypowiedzeń będą im jeszcze przysługiwać odprawy w wysokości trzech miesięcznych pensji.
Karol Gapiński
Pałuki nr 1247 (1/2016)
Inne teksty na ten temat:
Muzeum musiało zapłacić zwolnionym za nadgodziny
Muzeum zapłaci zwolnionym pracownicom
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze