Reklama

Pszczoły też chcą żyć

Zbigniew Kasperowicz widział ginące pszczoły, które zostały zatrute środkami chemicznymi

        fot. Remigiusz Konieczka

Pszczoły, opryski, środki chemiczne, rzepak
     Pszczoły też chcą żyć
    Już niedługo zacznie kwitnąć rzepak. Pszczelarze cały rok czekają na ten okres, bo początek kwitnienia rzepaku to dla pszczół najlepszy okres. Niestety, nie zawsze rolnicy pamiętają o podstawowych zasadach wykonywania oprysków i podtruwają pszczoły środkami chemicznymi.

     - Zbliża się okres wykonywania zabiegów środkami owadobójczymi, przede wszystkim odmian rzepaku ozimego przed słodyszkiem rzepakowym. Zabiegi te powinny być wykonywane zgodnie z etykietą zamieszczoną na opakowaniu i zgodnie z instrukcją stosowania - przypomina Zbigniew Ochudło, kierownik żnińskiego oddziału Wojewódzkiego Inspektoratu Ochrony Środowiska i Nasiennictwa.
     Kierownik powiedział, że zabiegi środkami na słodyszka powinny być wykonywane po oblocie pszczół (wieczorem), na niekwitnące rośliny i niepokryte spadzią.
    Praktyki stosowane przez niektórych rolników są jednak zupełnie inne od przyjętych norm i zasad dobrego gospodarowania. Zbigniew Kasperowicz, szef koła pszczelarzy w Szubinie powiedział, że widział ginące pszczoły, które zatruły się po opryskach. O zatruciu powiadomił go pszczelarz z Szubina.
     - To był piątek, około 19:30. Udało się znaleźć kobietę, która zadeklarowała, że jest gotowa zeznawać, bo widziała opryski. W sobotę rano pojechaliśmy do rolnika, który był z Bydgoszczy. Początkowo nie chciał się przyznać, ale po rozmowie i przedstawieniu argumentów, że nie ma sensu się stawiać, zgodził się na porozumienie z pszczelarzem. Takiego wytrucia jak wtedy, to wcześniej nie widziałem. Pszczoły wychodziły na nóżki uli, ginęły w konwulsjach i ginęły przez trzy dni, a uli było dwadzieścia - opowiadał nam Zbigniew Kasperowicz.
     Te opryski stosowane były na gorczycę. Jak nam powiedział szef szubińskiego koła pszczelarzy, prawdopodobnie zastosowane wówczas były środki sprowadzone zza zachodniej granicy, tam zakazane, a u nas zastosowane nielegalnie. Straty pszczelarza z tytułu zastosowania tych środków chemicznych mogły wynieść około 1.000 zł za jeden ul.
     Nasz rozmówca dodał, że nie tylko środki chemiczne, ale nawet gnojowica źle zastosowana zaszkodziła pszczołom, które latały nad kwiatami koniczyny, a ta wcześniej została spryskana gnojowicą. Dlatego ważne jest, aby osoby dokonujące oprysków miały legalnie zdobyte uprawnienia i ukończone kursy wraz z atestami opryskiwaczy. Zbigniew Kasperowicz opowiedział nam o tym, że kiedyś jeden z rolników pryskał pole przed 12:00 i wmawiał mu, że na kursie słyszał, że przed 12:00 można wykonywać opryski.
     - Powiedziałem mu, że robi się to wcześnie rano albo wieczorem, to kazał mi pozamykać pszczoły w ulach. Gdybym tak zrobił, to wszystkie by się podusiły w tym upale - dodaje.
     Pszczelarze przypominają o tym, by rolnicy i sadownicy przestrzegali zasad, dzięki którym pszczoły będą mogły spokojnie żyć i robić to co najlepiej potrafią - zapylać kwiatki i robić pyszny miodek.
     Środki chemiczne powinny zawierać informację o karencji, czyli czasie szkodliwości. Zazwyczaj jest to czas od sześciu do ośmiu godzin. Dlatego opryski powinny być wykonywane wieczorem, po to, by rano środek stracił właściwości trujące. Stanisław Prus, prezes żnińskich pszczelarzy zwraca też uwagę na to, by rolnicy nie opryskiwali tych pół, przez które przelatują pszczoły. Jeśli na przykład pszczoły przelatują nad polem ziemniaków, a było ono opryskane w ciągu dnia, to zapach środka chemicznego osiada na pszczołach, a wówczas przy ulu pszczoły robotnice nasączone obcym zapachem nie są wpuszczane do środka przez pszczoły strażniczki i giną z zimna przy ulu.
Kolejne grzechy opryskujących to zwiększanie dawek środków chemicznych, przez co wydłuża się czas karencji i środek rano jeszcze działa, zbyt długo opryskują w nocy i łączą środki z nawozami, by drugi raz nie musieć przejeżdżać przez pole ciągnikiem.
     Spadź jest wydzielana przez żerujące na liściach mszyce. Pszczoły pozyskują spadź, więc jeśli sadownik stosuje opryski na mszyce, to środek chemiczny osadza się na liściach, na które siadają pszczoły w celu pobrania spadzi.
     Już niedługo, zacznie kwitnąć rzepak. Najlepszy dla pszczół jest początkowy okres kwitnięcia rzepaku. Pszczelarze cały rok czekają na te dwa tygodnie, bo to od tego okresu zależy, jaki będzie miód. Jeśli w tym okresie dojdzie do zatrucia pszczół, to dla pszczelarza rok jest stracony. Niestety, kiedy dojdzie do podtrucia, to pszczelarz może dochodzić swych praw tylko na drodze cywilno-prawnej, a droga ta jest czasochłonna i wymaga sporych nakładów finansowych. Dlatego, gdy pszczelarz stwierdzi zatrucie, to powinien wezwać policję, która spisze protokół.
     - Najlepszą sprawą jest polubowne załatwienie sprawy - mówi Stanisław Prus. - Rolnicy muszą mieć świadomość, że działalność pszczół to dla rolnictwa zysk.
    Zbigniew Kasperowicz dodaje, że najlepszym rozwiązaniem powinny być kontrole odpowiednich organów, by sprawdzić, czy opryskujący rzeczywiście mają ukończone kursy, odpowiednie dokumenty, a uchybienia powinny być karane, by pokazać innym, że nie można nawet bezwiednie narażać owadów na cierpienie.

Remigiusz Konieczka
Pałuki nr 1211 (17/2015)

Reklama

 

Przejdź do forum.

Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo palukiznin.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości