Żnin, rozprawa, byki, ARiMR
Rozprawa w sprawie wagi byków odroczona
Nieobecność osoby zajmującej się przesyłem danych z rzeźni w Golinie do ARiMR w Żninie spowodowała odroczenie sprawy do 22 maja.
Zaplanowana na 17 kwietnia w X Zamiejscowym Wydziale Karnym z siedzibą w Żninie Sądu Rejonowego w Szubinie rozprawa w sprawie nieprawidłowości przy skupie bydła nie odbyła się. Na rozprawę nie stawiła się będąca świadkiem Joanna Sawarzyńska, pracownica Zakładu Mięsnego Biernacki w Golinie. Obrońca oskarżonego i pracownicy sądu nie znali przyczyny nieobecności świadka.
Przypomnijmy, że świadek - pracownik zakładu - wyjaśnić miał procedury ważenia i przesyłania danych dotyczących konkretnych sztuk bydła do Agencji Restrukturyzacji i Modernizacji w Żninie.
Waga bydła podczas skupu w obejściu rolnika różniła się średnio o 100 kg od wagi podczas przyjęciu bydła do rzeźni, którą zakład przekazywał ARiMR. Rolnicy zgłosili ten fakt policji i ostatecznie właściciel firmy skupującej bydło Mateusz K. oraz dwóch jego pracowników skupujących bezpośrednio u rolnika usłyszało akt oskarżenia.
Na poprzedniej rozprawie zeznawał pracownik ZM Biernacki, który zajmuje się organizacją przyjęć bydła do rzeźni, ustalaniem terminów i cen z dostawcami. Nie potrafił jednak wyjaśnić, skąd wagi podawane do ARiMR, skoro - jak zapewniał - sztuki odstawiane przez Mateusza K. nie są ważone przed ubojem. W związku z tym sąd powołał na świadka osobę zajmującą się bezpośrednio tym tematem w rzeźni. Jednak nie stawiła się ona na rozprawę.
Kolejny termin sędzia wyznaczył na 22 maja.
Na ostatnią rozprawę przyszedł rolnik, który jako pierwszy zgłosił nieprawidłowości dotyczące ważenia byków i zaniżania wagi, niemal rok wcześniej niż pozostali. Wówczas sprawa została przez policję umorzona.
Sylwia Wysocka
Pałuk inr 1106 (17/2013)
Więcej informacji:
Z bykami w areszcie
Nie o zaniżaniu, a o zawyżaniu
Cztery lata za byki
Komentarz
Hodowcy bydła a wlewanie wody
Prawdziwą lawinę telefonów od rolników wywołał mój artykuł, zawierający wypowiedzi przedstawiciela zakładu mięsnego, do którego trafia również i bydło z Pałuk, skupowane bezpośrednio u rolników przez firmę Mateusza K.
Rolnicy są oburzeni, obrażeni, zezłoszczeni, rozczarowani i skrzywdzeni oskarżeniami, jakie padły na sali sądowej (na której oskarżonym formalnie jest kto inny). Uważają, że współpracownik skupującego, zatrudniony w ubojni, który przecież sam zapewnia, że to on z Mateuszem K. ustala wielkości dostaw, terminy i co najważniejsze cenę, stara się ośmieszyć polskiego rolnika, ale przy okazji również samego sędziego. Mówią, że wpompowanie w odbyt zwierzęcia wody - co jest niczym innym, jak zrobieniem lewatywy - powoduje szybkie wypróżnienie i oczyszczenie jelit. Pośrednik lubi się spóźnić, proces sprzedaży zawsze trwa, małe są szanse, by bydło dotrzymało tę wodę. W efekcie - zabieg nie zwiększy wagi, wręcz odwrotnie - obniży ją, bo wyczyści wnętrzności.
Cały czas też podnoszona jest kwestia etyki hodowcy: - Pani, my ponad dwa lata koło tego chodzimy, pomagamy jak się cieli i to nieraz i po sąsiada trzeba lecieć, bo krowa ma problemy z wycieleniem i trzeba jej pomóc, a czasami to i konieczny jest weterynarz. Karmimy, wywalamy obornik, czyścimy sierść, wydajemy na farmaceutyki. Człowiek zżyje się z takim bydlakiem, nada mu imię i kiedy ma za niego w końcu jakiś grosz zgarnąć, miałby go narażać na rozerwanie jelit?
Podczas rozmów o wywołującym burzę i poruszającym środowisko rolnicze temacie, usłyszałam i takie uwagi. Otóż rolnicy, gdy widzą prezentowane w telewizji obrazy padłego bydła na samochodach, poukładanego na kupie bądź pochowanego w chłodniach i ubojniach, zastanawiają się, skąd w ogóle padłe zwierzęta? Dziś przypuszczają, że to być może efekt właśnie uszkodzonych jelit czy innych narządów podczas pompowania bydłu wężem w odbyt wody. Pompowania nie na kilka godzin i kilkadziesiąt kilometrów przed bramą rzeźni, lecz na samochodzie, tuż przed zgonieniem z niego bydła!
Ale przecież - od razu sami sobie odpowiadają rolnicy - takie wyjaśnienie w omawianym przypadku nie jest możliwe. Skoro sztuki odstawiane przez firmę Mateusza K. nie są (jak zapewniał pracownik rzeźni) ważone na bramie zakładów i ich waga w tym momencie nie ma przełożenia na pieniądze, to temu pośrednikowi taka praktyka nie opłacałaby się.
Trzeba podkreślić, że pracownik rzeźni nie mówił, że wodą wypełniane jest bydło dostarczane przez tego skupującego od pałuckich rolników. Tłumaczył, że nie jest w stanie teraz tego udowodnić, ale zaznaczał, że takie praktyki mają miejsce. Nie oskarżył więc rolników z Pałuk, a jedynie rzucił podejrzenie, że mogą tak robić, skoro są tak duże różnice w wadze pomiędzy podwórzem hodowcy a ... no właśnie, czym?
Skoro podobno na bramie w Golinie tego bydła się nie waży, skąd wzięła się waga wykazana przez rzeźnię, z jaką zapoznali się (a nawet i uzyskali ją na wydruku) rolnicy w ARiMR? Czy jest to waga orientacyjna, czy naliczana według wybicia zwierzęcia, pozyskanego mięsa, czy - może jednak - waga bydła wprowadzanego do uboju? To powinno wyjaśnić się na najbliższej rozprawie, gdzie w roli świadka wystąpi pracownica zakładu mięsnego, zajmująca się korespondencją z ARiMR.
Sylwia Wysocka
Pałuk inr 1106 (17/2013)
Podobne teksty:
Rolnicy otrzymywali faktury bez numerów
Policja czeka na hodowców
Policja drąży temat
Hodowcy zeznawali w sądzie
Z bykami w areszcie
Miał być byczy interes, ale przelewu nie ma
Nie o zaniżaniu, a o zawyżaniu
Cztery lata za byki
Zgłoszenie - tak, dochodzenie - nie
Rolnik czuje się oszukany na wadze
Oskarżeni uniewinnieni
Przejdź do forum.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze