Na początku podpatrywał ojca w pracowni podczas tworzenia rzeźb. Potem sam spróbował sił w tym artystycznym fachu. Z czasem wykształcił własny styl. - Tak zaczęła się moja przygoda - mówi Marcin Niewolski, żninianin, który w ostatnim czasie zasłynął z wyrzeźbionych karykatur lokalnych polityków z Pałuk.
Angelika Uścińska: Skąd zamiłowanie do rzeźbiarstwa w drewnie?
Marcin Niewolski: Rzeźbiarstwem w drewnie zainteresowałem się jakieś 16 lat temu. Pasją zaraził mnie mój ojciec, Mariusz Niewolski. Jako młody chłopak podpatrywałem go w jego warsztacie, patrzyłem, jak rzeźbi, jak to mu wychodzi i po jakimś czasie tata zaczął mi zlecać małe prace, czyli jak skończył rzeźbę, to musiałem wyszlifować pewne niedoskonałości czy je malować. I tak krok po kroku zacząłem się w to angażować, aby z czasem robić bardziej zaawansowane rzeczy. Na przykład, gdy już ojciec narysował szkic na drewnie, to nadawałem kawałku drewna wstępny kształt. Potem sam zacząłem podejmować jakieś zlecenia. Takie rzeźby w tamtym czasie bardzo dobrze się sprzedawały, więc mogłem spełnić moje młodzieńcze marzenia. Za pierwsze pieniądze, które odkładałem, kupiłem kamerę wideo. Następnie kupiłem rower wyczynowy.
Co wpłynęło na zarzucenie rzeźbiarstwa, a później powrót do niego?
Gdy poszedłem na studia, to na rzecz nauki, porzuciłem rzeźbiarstwo. Do tego przyszedł moment, że te rzeźby przestały się dobrze sprzedawać. Punktem zwrotnym była śmierć mojego ojca w 2013 roku, ponieważ gdy zobaczyłem jego porzucony warsztat, to powiedziałem sobie, że muszę po nim to kontynuować. Postanowiłem, że ponownie wrócę do tej pasji. Pomocny okazał się internet, gdyż mogłem z niego czerpać wiele informacji. Do tego podpatrywałem innych artystów, a także kupowałem sprzęt, drewno. Sam skompletowałem swój mały warsztat, który prowadzę do dzisiaj.
![]() |
| Marcin Niewolski tworzy piękne i wyjątkowe rzeźby fot. Angelika Uścińska |
W jaki sposób pan uczył się rzeźbić?
Myślę, że można mnie nazwać samoukiem. Pomimo tego, że mogłem pracować z ojcem, nie był on moim nauczycielem. Nie brał mnie za rękę i nie tłumaczył krok po kroku co mam zrobić. Zobaczyłem, że coś zrobił, więc metodą prób i błędów starałem się zrobić coś podobnego. W sumie to dobrze, ponieważ to pozwoliło mi stworzyć własny kierunek w rzeźbiarstwie. Jego sztuka, metody różnią się od moich. I obawiam się, że dzisiaj byśmy nie znaleźli wspólnego języka, ponieważ każdy z nas miałby inną wizję artystyczną.
Co ma pan na myśli mówiąc o różnych wizjach artystycznych?
Mój ojciec był rzeźbiarzem sztuki ludowej. Znaczna większość jego prac przedstawiała świętych. To już nie jest moja wizja, ponieważ ja postawiłem sobie jeden cel. Chcę pokazać młodzieży, że sztuka nie musi kojarzyć się z rzeźbami sakralnymi, rzeźbie można nadać inny, niecodzienny wymiar. W ostatnim czasie zacząłem tworzyć karykatury. Ojciec tworzył sakralne rzeźby i w tym był najlepszy. Różnic między naszymi pracami jest kilka, np. mój ojciec szlifował figurki, płaskorzeźby, a ja akurat tego nie robię. Inaczej też malował, ponieważ wykorzystywał bejcę. Do tego pastował swoje rzeźby, gdy ja preferuję woskowanie. To nas różni.
Jakie kontrowersyjne rzeźby pan stworzył?
Ostatnio odezwał się do mnie młody chłopak, który jest artystą i tworzy upiorne maskotki. Znany jest pod pseudonimem Socjozaur. Jego maskotką jest zakrwawiona świnka, która w jednej ręce trzyma misia z wydłubanym okiem, a w drugiej tasak. Poprosił mnie, abym wykonał rzeźbę jego świnki. Gdy już ją stworzyłem, wywołało to małą kontrowersję wśród moich znajomych i rodziny. Dodatkowo, chłopak zrobił sobie zdjęcie w stworzonym przez siebie upiornym kostiumie z tą świnką i moi najbliżsi myśleli, że to jestem ja. Praca nad tą świnką była niezwykle pasjonująca, a satysfakcją było zadowolenie tego chłopaka. Kiedyś pracowałem nad rzeźbą serca z cierniami. W tym przypadku również pojawiło się wiele pytań, dlaczego serce, co symbolizują ciernie. W tej pracy chodziło o przedstawienie zdrowego serca, a ciernie symbolizowały choroby, które je atakują.
![]() |
| Jedna z trzech prac przedstawiających serce z cierniami fot. Angelika Uścińska |
Skąd pan czerpie inspiracje?
W dużej mierze z internetu, czasem sam na coś wpadnę i to realizuje. Pomysły pojawiają się nagle, nawet podczas zwykłego spaceru. Aktualnie jestem w trakcie tworzenia pewnej rzeźby, która łączy ze sobą rzeźbiarstwo w drewnie oraz w kości. Będzie to bardziej praca plastyczna i myślę, że wywoła to sporo pytań. Wkrótce pojawi się na mojej stronie na Facebooku czy Instagramie. Na razie nie chcę mówić co dokładnie to będzie, ponieważ nie jestem pewien czy mi to wyjdzie. Mam tylko nadzieję, że się uda. Tak samo było w przypadku karykatur. Wielu artystów rysuje je na kartkach, więc ja stwierdziłem, że stworzę je w drewnie. Muszę jeszcze nad nimi popracować, ale podoba mi się ta wizja, ponieważ każda karykatura jest inna, więc stanowi nowe wyzwanie.
Ile czasu poświęca pan na stworzenie rzeźby?
Nie mogę tego jednoznacznie określić. To moja pasja, więc rzeźbię przed albo po pracy. Zdarza się, że popracuję sobie 15 minut i to mi wystarczy. Aczkolwiek są dni, że oderwać się nie mogę. Bywa i tak, że przez kilka dni nie robię nic, ponieważ nie mam weny. Przypomniało mi się hasło, że rękodzieło jest pracą niezapłaconą, ponieważ pasji, poświęconego czasu, zaangażowania nie da się przeliczyć na pieniądze. Dlatego rękodzieło kosztuje, bo pochodzi z pasji, a nie z Chin. Poza tym, czasem mała figurka może zabrać więcej czasu niż taka duża. Zawsze, gdy już zrobię rzeźbę, to stawiam ją na komodzie w pokoju i stoi tam tak długo aż nie uznam, że jest gotowa do malowania. W tym czasie ewentualnie coś w niej zmieniam do momentu, aż efekt końcowy mnie zadowoli.
Jakie rzeczy lubi pan rzeźbić?
Może zacznę od tego, że nie lubię prac powtarzalnych. Gdy piąty raz robię tą samą pracę, to czuję się znudzony. Najlepiej, gdy tworzę coś raz - bo wtedy jest ta fascynacja, pojawiają się trudności i rzeźbienie sprawia mi dużo przyjemności. Do tego lubię trudne wyzwania, niecodzienne zamówienia, ponieważ to pozwala mi się rozwijać. W ostatnim czasie fascynują mnie chociażby te karykatury. Każda z nich jest inna, przez co pojedynczy egzemplarz wymaga odpowiedniego podejścia. Bardzo chętnie robię figurki.
![]() |
| Dla Marcina Niewolskiego rzeźbiarstwo jest ogromną pasją, którą pragnie cały czas rozwijać fot. Angelika Uścińska |
Czy są rzeczy, których chciałby się pan nauczyć?
Na pewno malowania rzeźb, figurek. Potrafię to zrobić, ale nie jest to poziom, który mnie zadowala. Obserwuję artystów, zwłaszcza ze Stanów Zjednoczonych, którzy mają do perfekcji opanowane malowanie. Potrafią farbę w taki sposób rozcieńczyć z wodą, dobrać odpowiednie barwy, że wygląda to rewelacyjnie. Nad tym muszę popracować.
Jak wygląda u pana proces tworzenia?
Wszystko zaczyna się od pomysłu albo wizji. Następnie trzeba zdobyć deskę. Za czasów mojego ojca wyglądało to inaczej. Wsiadał w samochód, jeździł po okolicy i szukał drzewa, a konkretnie lipy, ponieważ jest ona bardzo wdzięczna, posiada odpowiednią barwę i jest miękka. Gdy już ustalał, kto jest właścicielem, kupował całe drzewo. Następnie drzewo było transportowane do tartaku i tam cięte na odpowiednie kawałki, deski. Potem deski musiały leżeć przez 2-3 lata, aby pozbyły się nadmiaru wilgoci. Tak było w dawnych czasach - ja teraz kupuję drewno przez internet. Następnie odrysowuję jakiś szkic, zaznaczam, jakich elementów na początku trzeba się pozbyć, czyli obróbka wstępna, potem nadaję kształt poprzez dobór odpowiedniego dłuta.
Jakie plany artystyczne ma pan na przyszłość?
Bardzo chciałbym nadal wystawiać się na kolejnych edycjach Jesieni na Pałukach, zaskakiwać nowymi pracami. Może w przyszłości wyruszę gdzieś dalej w Polskę. Pomimo tego, że istnieje żnińska Pracownia Rzeźby, którą kiedyś prowadził Eugeniusz Izdebski, to chciałbym założyć swoją. Moim marzeniem jest zarażanie młodych ludzi pasją do rzeźbienia - takiego, które pokaże im jak ciekawe i innowacyjne może być tworzenie w drewnie. Dodam jeszcze, że z panem Eugeniuszem Izdebskim znałem się osobiście. W sumie również mieliśmy różną wizję i zdarzało się wiele zabawnych sytuacji, podczas których pan Eugeniusz chciał poprawiać moje rzeźby, gdy ja się na to nie zgadzałem. Bardzo miło wspominam tamte czasy.
Angelika Uścińska, 5 X 2021
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze