W jednym z artykułów, jakie publikowaliśmy w ostatnim numerze "Pałuk" na temat "Tekst, jaki pamiętam najlepiej", mowa była o zdjęciu pani burmistrz Barcina Ewy Gołąb, która nie rozpoznała swej twarzy, na której podczas strzelania malował się wyraz napięcia i żądała sprostowania, że to nie ona została sfotografowana. Prezentujemy dziś to zdjęcie oraz tekst, do którego było ono ilustracją.

Burmistrz Ewa Gołąb dzień po nerwowej sesji rozładowywała napięcie na strzelnicy Bractwa Kurkowego w Piechcinie podczas strzelania z pistoletu do tarczy honorowej: "Najlepsze wyniki w strzelaniu osiągam, kiedy wyobrażam sobie żywy cel zamiast tarczy" żartowała pociągając za spust pistoletu, fot. Karol Gapiński
Sala, kłamstwa i brak autorytetu
Podczas ostatniej sesji Rady Miejskiej w Barcinie doszło do ostrej wymiany zdań pomiędzy burmistrz Ewą Gołąb i obecnym na sali wicestarostą Michałem Pęziakiem. Rzecz dotyczyła sali w Piechcinie.
O nieprawidłowościach związanych z przetargiem, umową i samym wykonawstwem sali gimnastycznej w Piechcinie pisaliśmy w dwóch ostatnich numerach naszej gazety.
Podczas środowej sesji Rady Miejskiej burmistrz Ewa Gołąb zapoznała się z argumentacją przedstawioną w artykule Michał Pęziak broni się, jaką przedstawił tytułowy bohater tego tekstu, wicestarosta powiatu żnińskiego i były wiceburmistrz Barcina Michał Pęziak. Od razu też Ewa Gołąb zareagowała w ostrych słowach na prasowe wypowiedzi swego adwersarza.
Burmistrz Ewa Gołąb nie ukrywając swego zdenerwowania zabrała głos pod koniec sesji: - W związku z tym, że pan wicestarosta atakuje mnie w dzisiejszych "Pałukach" środkami pozaprawnymi, muszę się do tego odnieść. Zrobię wszystko, żeby upublicznić wszystkie pana uchybienia, panie wicestarosto. Pan dzisiejszą swą wypowiedzią w gazecie przekonał mnie, że takie osoby, jak pan trzeba rozliczać z przedsięwzięć. I gwarantuję, że zabraknie panu pleców, żeby się utrzymać na dotychczasowej pozycji społecznej i zawodowej.
BRAK AUTORYTETU
Po tej wypowiedzi głos zabrał Michał Pęziak: - Ja pani nie atakuję, a jedynie odpowiadam na postawione mi zarzuty. Nie zamierzam bowiem dyskutować z panią na temat ustawy o zamówieniach publicznych, bo pani nie jest dla mnie autorytetem w tej dziedzinie. Podobnie również nie jest pani dla mnie takowym autorytetem jako urzędnik, jako kobieta i jako człowiek.
Michał Pęziak został pouczony przez przewodniczącą Rady Miejskiej Stanisławę Ciesielską, żeby zajął się meritum sprawy.
W tej sytuacji wicestarosta przedstawił te same argumenty, które publikowaliśmy przed tygodniem i dodał: - Nie potrafię wytłumaczyć, dlaczego pan Szymon Kozłowski, zajmujący się w ratuszu zamówieniami publicznymi przygotowując przetarg nie wystąpił do prezesa Urzędu Zamówień Publicznych z kwestią, żeby zastosować inny tryb przetargu, aniżeli nieograniczony.
Kilka dni po sesji zapytaliśmy panią burmistrz o pozbawianie jakich pleców wicestarosty chodziło jej w słowach, które wygłosiła.
- Pan Pęziak ma ogromne plecy. Fizycznie to wielki człowiek, ale w rzeczywistości jest małą osobą - powiedziała włodarz grodu bartników.
Burmistrz zapytaliśmy również o to, czy w związku ze słowami wicestarosty zamierza doszukiwać się zadośćuczynienia z jego strony z powództwa cywilnego.
- Nie chcę narażać się na niepotrzebne z nim kontakty. Należymy do dwóch światów. Mam nadzieję, że pan Pęziak się zweryfikuje - oznajmiła Ewa Gołąb.
Wicestarosta również nie chce oddawać sprawy do sądu. Podkreśla przy tym, że nie żałuje słów, które wypowiedział na sesji.

Wicestarosta Michał Pęziak ma być pozbawionym pleców przez panią burmistrz. fot. Karol Gapiński
Pytanie o oddaniu sprawy do sądu zadaliśmy Michałowi Peziakowi w kontekscie dalszych słów pani burmistrz, które padły podczas obrad sesyjnych: - Jest pan dla mnie zwykłym kłamcą. Bardzo odważnym, ale niedoinformowanym kłamcą. Burmistrz wyraziła te słowa w związku ze stwierdzeniem wicestarosty zamieszczonym w naszej gazecie, a dotyczącym przypadku podczas jednej z wcześniejszych, gminnych inwestycji. Chodziło o to, że ojciec właściciela firmy, która tamto zadanie realizowała był inspektorem nadzoru i reprezentował z tego tytułu gminę.
- Nie jestem kłamcą ponieważ nie stwierdziłem w tym artykule, że było to akurat za pani kadencji, a jedynie, że w jakiejś przeszłości gminy - bronił się były wiceburmistrz.
Głos zabrała Stanisława Ciesielska: - Rozumiem, że w trakcie realizowania zadań inwestycyjnych mogły zdarzyć się usterki. Pan Szymon Kozłowski do dzisiaj nie potrafi wyjaśnić rozmawiałam z nim jak to się stało. Ale była 6 osobowa komisja to Boże ja rozumuję, że działali na zasadzie wzajemnego zaufania. Po to jest inspektor nadzoru, żeby nas reprezentował. Jeśli zaś pani burmistrz pojechała na odbiór budowy, to również powinna wnieść uwagi na miejscu. Uważam natomiast, że burmistrz jest strategiem i nie powinien bawić się w szczegóły. Od tego są odpowiedzialni ludzie. My nie będziemy uchylali się od odpowiedzialności, ale pracownicy powinni we wszystkich przypadkach dokładać maksymalnej staranności.
Ewa Gołąb podkreśliła, że wykonawca, firma Realbud z Bydgoszczy nie zostawiła żadnego dokumentu zmian do umowy. W związku z tym zapytała ona wicestarostę: - Niech pan powie, czy zatwierdził jakieś dokumenty, które teraz są poza urzędem miasta? Proszę to potwierdzić.
Michał Pęziak tak odpowiedział: - Ja zatwierdzałem zmianę kolorystyki krzesełek. Być może zatwierdziłem też projekt kolorystyki cokołu budynku, ale nie mam na to dokumentu. Nie pamiętam, jeśli tak było to dokument powinien być w gminie.
W ostatni poniedziałek burmistrz poinformowała nas: - W kwestii rozliczania inwestycji "Realbud" nie zajął stanowiska. Póki co, firma ta nie zamierza wystąpić o stwierdzenie nieważności umowy przez Sąd Powszechny. Natomiast, czy w naszym przypadku warto występować o stwierdzenie tej nieważności, to na chwilę obecną uważam, że nie. Lepiej nie występować o te unieważnienie, tylko starać się realizować rozliczenia finansowe.
Podczas sesji radni przysłuchujący się dyskusji burmistrz z wicestarostą stwierdzili, że potrzebne jest powołanie grupy rajców do zbadania sytuacji wokół piechcińskiej sali. Najpierw chcieli zlecić to zadanie komisji rewizyjnej. Jednak burmistrz zaoponowała twierdząc, że przewodniczący tej komisji Alfred Lewandowski znajduje się w zależności służbowej od wicestarosty, więc mógłby być nieobiektywny.
Chodzi o to, że Alfred Lewandowski jest dyrektorem piechcińskiego Zespołu Szkół Ponadgimnazjalnych. Podlega on organizacyjnie pod starostwo w Żninie, a konkretnie w sposób bezpośredni pod wicestarostę.
Radni nie podjęli decyzji w sprawie powołania grupy spośród siebie do oceny piechcińskiej afery. W tym momencie nie było na sali obrad Alfreda Lewandowskiego, który wcześniej się zwolnił. Bez przewodniczącego komisji rewizyjnej radni nie chcieli decydować. - Rzeczywiście podlegam pod wicestarostę. Dlatego uważam, że do oceny sytuacji najlepiej będzie powołać specjalny zespół radnych, w skład którego ja nie wejdę. Być może taki zespół uda się sformułować już w tym tygodniu - oznajmił Alfred Lewandowski.
KAROL GAPIŃSKI
Michałowi Pęziakowi nie zabrakło - jak pokazały dalsze dzieje - pleców. Utrzymał się zarówno na pozycji społecznej, jak i na zawodowej. Pani burmistrz Ewa Gołąb biła pianę. Poprzednia władza - to burmistrz Stanisława Ciesielska i wiceburmistrz Michał Pęziak. To pozostałe po nich papiery przejrzała pani burmistrz Gołąb i dopatrzyła się w nich nieprawidłowości. W jednym z poprzednich numerów rzucała oskarżenia. Odpowiedział na nie na naszych łamach Michał Pęziak - wówczas wicestarosta. Na to pani burmistrz przesłała nam obfite sprostowanie, które wydrukowaliśmy. Oczywiście nie było to sprostowania, lecz polemika. Pani burmistrz miała swoje zdanie na temat tego, jak wyglądała budowa hali, a wicestarosta - swoje,
W mojej - zarówno ówczesnej, jak i dzisiejszej ocenie - sprawy wyciągane przez burmistrz Gołąb nie miały wartości merytorycznej, lecz były wykorzystaniem przebiegu inwestycji do walki politycznej i zohydzenia zarówno Michała Pęziaka (wówczas wicestarosty, a w następnej kadencji - burmistrza), jak i Stanisławy Ciesielskiej (wówczas - przewodniczącej Rady Miejskiej. Potwierdziły to dalsze wypadki. Sprawa skończyła się na niczym. Jeśli rzeczywiście byłyby jakieś nieprawidłowości - nie wątpię, że Ewa Gołąb, która nie lubiła się patyczkować, zadusiłaby przeciwników procesami. Procesów jednak nie było, hala stoi do dziś, a czy kolor kafelków komuś przeszkadza? Nasi dziennikarze śledczy - wybaczcie - nie będą tego tematu podejmować.
Tekst został zapamiętany jednak nie ze względu na krzesełka, zaciętość pani burmistrz, czy nonszalanckie odpowiedzi wicestarosty, a ze względu na zdjęcie ze strzelnicy, które zostało zrobione w kilka godzin po sesji, ze względu na podpis i ze względu na telefon, jaki następnego dnia odebrał od p. burmistrz najpierw Karol Gapiński, a potem ja.
Z trudem zachowując powagę przekonywałem wtedy Ewę Gołąb, która domagała się "sprostowania fotografii", że to nie jest fotomontaż, że na zdjęciu jest rzeczywiście ona, a jeśli siebie na tej fotografii nie poznaje, jest to efektem wielkiego napięcia, związanego z oddaniem strzału, napięcia, które na jej twarzy się odmalowało, co uchwycił nasz reporter.
Może trzeba było wtedy tę fotografię zgłosić do nagrody w konkursie World Press Photo?
Dominik Księski, 29 XI 2025
HL-DK
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze