Wojciech Niedbalski z „Rol-Sadu” mówi, że skutki embarga na jabłka sadownicy odczuli jeszcze przed jego wprowadzeniem, bo spadły ceny innych owoców fot. Remigiusz Konieczka
Lubostroń, Rol-Sad, embargo, Rosja, jabłko
Skutki embarga w styczniu
Nie zamknięcie rynku rosyjskiego, ale informacja o tym, że może to nastąpić, spowodowała, że producenci owoców już liczą straty.
Od początku sierpnia Rosja wprowadziła embargo na polskie jabłka. Rynek zbytu zamknął się dla tych producentów, którzy eksportowali owoce do Rosji. Na eksport jabłka wysyłał też Rol-Sad z Lubostronia. Nie bezpośrednio, ale w oparciu o pośredników. Postanowiliśmy dowiedzieć się, czy firma ma problemy z tego tytułu.
Wojciech Niedbalski, szef produkcji sadowniczej w przedsiębiorstwie Rol-Sad w Lubostroniu powiedział, że gros firm ma różne rynki zbytu, nie tylko rosyjski i dlatego sadownicy będą starać się sprzedać większą ilość jabłek na inne rynki - europejski, azjatycki, polski. Są inne pola manewru, ale i tak całkowite zagospodarowanie surowca, który do Rosji nie zostanie wyeksportowany, będzie trudne.
Sadownicy co roku napotykali utrudnienia ze strony rosyjskiej. Kraj ten, aby chronić swoich producentów w sezonie na jabłka, a więc jesienią każdego roku, wprowadzał na polskie jabłka cła zaporowe tak wysokie, że eksport stawał się dla naszych firm nieopłacalny. Cła były znoszone po Nowym Roku, po bożonarodzeniowych świętach prawosławnych i w tym czasie ruszał eksport jabłek do Rosji. Do tego czasu owoce w Polsce były magazynowane. Dlatego dziś jest jeszcze zbyt wcześnie, by mówić, że embargo negatywnie wpłynęło na kondycję firmy. Wojciech Niedbalski dodał, że trzeba czekać do stycznia, bo wtedy będzie wiadomo, czy i ile jabłek zostanie wyeksportowanych. Być może do tego czasu embargo zostanie zniesione.
Rol-Sad w ubiegłym roku wyprodukował około 2.200 ton owoców, a w tym: 150 ton wiśni, 20 ton śliwy, a resztę stanowiły jabłka. Są to odmiany jesienne i zimowe, które nadają się do sprzedaży w okresie zimowo-wiosennym.
Nasz rozmówca powiedział, iż ten rok był bardzo trudny dla sadowników. Ciepła zima, która wcale nie jest dobra dla drzew, ponieważ się nie uodparniają, długa i zimna wiosna z przymrozkami, konieczność stosowania drogich środków ochrony roślin. Wszystko to spowodowało, że plon jest niższy, a koszty wyższe. Jeszcze zanim zostało wprowadzone embargo na jabłka, ceny na inne owoce już poszły w dół. Wojciech Niedbalski poinformował, że porzeczka kosztuje teraz 42 grosze za kilogram, wiśnia od 80 gorszy do 1,1 zł/kg, a jabłko przemysłowe 13-15 gr/kg.
- Produkujemy poniżej kosztów produkcji. Żeby wyjść na swoje, to wiśnia powinna kosztować około 2 zł/kg. To nie sadownicy winni są tego, że w sklepie jabłko kosztuje tyle ile kosztuje - twierdzi Wojciech Niedbalski. - Ogólnie sytuacja jest zła. Konflikt i sankcje przyczyniają się do pogorszenia sytuacji. Producenci to odczują. Firmy będą szukać nowych rynków zbytu, ale czy wszystkie wyprodukowane owoce zostaną sprzedane? W tym roku zapowiada się, że na rynku będzie trzy miliony ton jabłek. A na naszym rynku część firm już wykorzystuje sytuację i skupuje po niższych cenach nawet te owoce, które nie są objęte embargiem. Jakie będą skutki sankcji, okaże się w okresie zimowym.
Remigiusz Konieczka
Pałuki nr 1173 (32/2014)
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze