Szmaragdowa woda i bajkowa sceneria kamieniołomu w Piechcinie kuszą nurków z całej Polski, i nie tylko. Jednak nurkowanie to sport ekstremalny i trzeba go uprawiać ze szczególną ostrożnością. Tej prawdopodobnie nie zachowała w niedzielę mieszkanka Warszawy. Wynurzając się zbyt szybko uległa dekompresji. Zmarła w drodze do szpitala w Gdyni.
fot. Karol Gapiński
Piechcin, kamieniołom, dekompresja, tragedia, nurkowanie
Śmiertelna dekompresja w szmaragdowym raju
Prokuratura i policja bada przyczyny niedzielnej tragedii, do której doszło na zalanym kamieniołomie w Piechcinie. Nurkowała tam grupa z Warszawy. Jedna z pań po wypłynięciu na powierzchnię straciła przytomność, a przewożona helikopterem pogotowia lotniczego do komory hiperbarycznej - zmarła.
W zalanym kamieniołomie za ul. Fabryczną od kilku miesięcy działa Centrum Nurkowe w Piechcinie pod przewodnictwem Krzysztofa Chodakowskiego. Kilka lat wcześniej kamieniołom wykorzystywała do nurkowań inna firma, Sea Explorers, która później zniknęła z Piechcina. W zeszłym roku Krzysztof Chodakowski i jego współpracownicy uzyskali od Lafarge zgodę na wykorzystywanie zalanego kamieniołomu do uprawiania nurkowań. Akwen jest znanym nie tylko w Polsce rajem dla nurków. W północnej części kraju jest jedynym zbiornikiem, w którym woda i linia brzegowa do złudzenia przypominają obrazki znane z lazurowych grot Morza Śródziemnego. W czasach eksploatacji kamienia wapiennego wyrobisko miało głębokość 80 m. Teraz woda sięga do głębokości 25 m. Niepowtarzalny kolor oraz florę i faunę podwodną zawdzięcza to miejsce właśnie temu, że ściany wyrobiska tworzy wapień wchodzący w reakcję z wodą i tworzący pod taflą niepowtarzalne klimaty. Dodatkowo Centrum Nurkowe przygotowało pod wodą liczne niespodzianki dla nurków: trzy zatopione łodzie, podwodne schodki, inne elementy mające uatrakcyjniać podwodne pływanie.
Te wszystkie atrakcje ściągnęły w długi weekend do Piechcina grupę nurków z Warszawy i okolic. Wydzierżawili oni na kilka dni od Centrum Nurkowego akwen i oddawali się swojej pasji. Ostatnie, niedzielne nurkowanie przebiegało zgodnie z zasadami bezpieczeństwa. Nie było samotnych nurkowań, pływała cała grupka. Wśród nich była 49-letnia Beata T. Nie przyjechała do Piechcina na kurs nurkowania, ale po to, aby udoskonalać nabyte już umiejętności. Z podstawami nurkowania Beata T. zapoznała się już bowiem kilka lat wcześniej na kursie zakończonym zdobyciem uprawnień.
Niedzielne nurkowanie miało miejsce około południa. O 12:30 Beata T. wypłynęła z głębi na powierzchnię akwenu i zaraz straciła przytomność. Koledzy wyciągnęli ją na brzeg i zaczęli reanimować. Jak przekazał nam później Krzysztof Chodakowski, który wprawdzie nie był świadkiem zdarzenia, ale rozmawiał z tymi, którzy brali udział w akcji ratowniczej, stan poszkodowanej wskazywał na uraz ciśnieniowy płuc. To obok choroby dekompresyjnej jeden ze skutków zbyt szybkiego wypłynięcia na powierzchnię z dużej głębokości. Aspirant Jarosław Pioterek z Komendy Powiatowej Policji w Żninie podkreśla jednak, że w tej chwili nie można przesądzać, co było przyczyną tragedii. Mógł to być błąd ludzki, a mogła to być również usterka sprzętu. W każdym razie ów sprzęt został później zabezpieczony na potrzeby dochodzenia nadzorowanego przez Prokuraturę Rejonową w Szubinie.
Tymczasem trwała reanimacja Beaty T. i oczekiwanie na wezwaną przez nurków karetkę. Ta zaraz zabrała ofiarę dekompresji do szpitala w Inowrocławiu. Jak podkreśla Krzysztof Chodakowski, przy tego typu zdarzeniach pomoc można uzyskać tylko dzięki jak najszybszemu umieszczeniu ofiary w komorze hiperbarycznej. Dlatego od razu wezwano pogotowie lotnicze. Helikopter zabrał Beatę T. do Gdyni, gdzie w jednym ze szpitali znajduje się komora hiperbaryczna. Lądowanie zaplanowano w Gdańsku. Ostatni odcinek pogotowie zamierzało z Beatą T. pokonać w karetce samochodowej. Jednak po wylądowaniu śmigłowca lekarz stwierdził zgon warszawianki.
- W celach dochodzeniowych pobrano od Beaty T. krew do badania na zawartość alkoholu oraz sprzęt do nurkowania. Materiały przekazano do prokuratury w Szubinie. Podjęto dochodzenie odnośnie artykułu 155 kodeksu karnego, czyli dotyczące ewentualności nieumyślnego spowodowania śmierci. To jednak tylko ewentualność brana pod uwagę, a wszystko wskazuje na to, że do śmierci doszło bez udziału osób trzecich - powiedział Jarosław Pioterek.
Niedzielny wypadek był drugim śmiertelnym podczas nurkowań w Piechcinie. W sierpniu 2008 r. śmierć poniosła w tym akwenie mieszkanka Bydgoszczy. Wówczas śledztwo wykazało, że nurkowała będąc w stanie nietrzeźwości.
- Chcę powiedzieć, że nurkowanie nie jest sportem szczególnie niebezpiecznym. Wypadki zdarzają się, ale stosując się do dobrych zasad podczas uprawiania tej dyscypliny, skalę zagrożeń można zminimalizować. Dlatego nie chciałbym, aby to tragiczne zdarzenie wpłynęło na atrakcyjność piechcińskiego kamieniołomu - stwierdził Krzysztof Chodakowski.
Karol Gapiński
Pałuki nr 1056 (19/2012)
Inne teksty na ten temat:
Zamknięta baza nurkowa w Piechcinie
Śmierć w głębinach kamieniołomu
Przejdź do forum.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze