Mieszkańcy narzekają na nieprzyjemny zapach wydobywający się z tych właśnie chlewni
fot. Remigiusz Konieczka Żurczyn, chlewnie, smród, mieszkańcy, petycja, ANR
Smród z chlewni
Dwadzieścia dziewięć rodzin podpisało się pod petycją dotyczącą nieprzyjemnego zapachu, jaki wydobywa się z miejscowych chlewni. Nie chcą więcej smrodu w swoich mieszkaniach. Właściciel terenu, Agencja Nieruchomości Rolnych, twierdzi, że nie znajduje podstaw do wypowiedzenia umowy dzierżawcy.
W Żurczynie poprzednia hodowla trzody zakończyła się w 1996 roku, a więc dwadzieścia lat temu. Od tego czasu chlewnie stały puste, a mieszkańcom nie dokuczał nieprzyjemny zapach. - To były tuczarnie podlegające pod Nakło. Mój ojciec 30 lat tam pracował. Ludzie pracowali. Nikt jednak na nieprzyjemne zapachy nie narzekał. Potem to wszystko upadło. Był spokój. Do wakacji tego roku - opowiada sołtys Żurczyna Małgorzata Jasiak.
Teren wraz z chlewniami należy do Agencji Nieruchomości Rolnych, która wydzierżawiła nieruchomość podmiotowi zajmującemu się produkcją trzody w ilości 1.600 sztuk w systemie bezściółkowym. Z naszych informacji wynika, że przywożone są małe warchlaki o wadze 20-30-40 kg, tuczone do wagi ok. 110 kg.
- Jak zaczęli zwozić te tuczniki, to zaczął się nieprzyjemny zapach. Czuć go w całej wsi. Zależy jak wiatr zawieje. Po drugiej stronie są ogródki rekreacyjne. Tam też czuć ten fetor. Śmierdziało tak mocno, że ludzie wymiotowali, bolała ich głowa. Ludzie sobie pokupowali działki, żeby wypoczywać, a tu śmierdzi - wyjaśnia sołtys.
Mieszkańcy 4 listopada zanieśli petycję do Urzędu Miejskiego w Szubinie. Napisali w niej, że mieszkania, które zajmują, są mieszkaniami własnościowymi, a nie zakładowymi. Jako podatnicy nie godzą się na pogorszenie warunków mieszkaniowych. Pogorszenie nastąpiło z chwilą otwarcia hodowli. Fetor, jaki dochodzi do mieszkań, jest nie do zniesienia i nie ma mowy o komfortowym przebywaniu w mieszkaniu, o otwarciu okien, o wyjściu z dzieckiem na spacer. Ubrania są przesiąknięte fetorem, a wietrzenie nic nie daje.
Mieszkańcy Żurczyna zwracają też uwagę, że obok hodowli znajduje się ujęcie wody pitnej. Boją się, że woda może zostać skażona. Mieszkańcy alarmują również, że w godzinach wieczornych gnojowica wywożona jest na pola. Uważają, że takie przedsiębiorstwa nie powinny być lokowane w pobliżu osiedli. Mają żal o to, że wcześniej nie zostali poinformowani o planach wydzierżawienia chlewni i uruchomienia produkcji trzody.
- Nie mówimy, żeby nie trzymali, ale niech stosują takie zabezpieczenia, żebyśmy mogli normalnie żyć - uważa Małgorzata Jasiak.
W Urzędzie Miejskim w Szubinie petycja została przyjęta. Iwona Kubiak, naczelnik Wydziału Ochrony Środowiska i Rolnictwa poinformowała nas, że pisma z ratusza zostały wysłane do instytucji, które są władne podjąć kontrole w tym miejscu.
Agencja Nieruchomości Rolnych w Bydgoszczy przeprowadziła kontrolę 4 grudnia. W piśmie do Urzędu Miejskiego wyjaśniła: W wyniku lustracji stwierdzono, że chlewnie są wykorzystywane zgodnie z przeznaczeniem. Gnojowica jest gromadzona w podziemnych zbiornikach zabezpieczonych metalowymi pokrywami. Nie zaobserwowano wycieków powierzchniowych, ani śladów wylewania nieczystości w pobliżu gospodarstwa. Jednocześnie potwierdzamy występowanie intensywnego zapachu charakterystycznego dla tego typu produkcji, jednak nie daje to nam podstaw do żądania od dzierżawcy zaprzestania produkcji lub rozwiązania zawartej umowy.
Agencja poinformowała też, że realizacja umowy będzie kontrolowana, a mieszkańców prosi o przesyłanie niepokojących sygnałów.
Pisma z prośbą o przeprowadzenie kontroli otrzymała też Powiatowa Stacja Sanitarno-Epidemiologiczna w Nakle, Powiatowy Inspektor Weterynarii w Nakle i Powiatowy Inspektor Nadzoru Budowlanego w Nakle.
Aneta Okoniewska z nakielskiego sanepidu poinformowała nas, że pismo z Szubina wpłynęło, ale instytucją władną do przeprowadzenia kontroli w związku z hodowlą jest Powiatowy Inspektorat Weterynarii i tam sprawa została przekazana. Sanepid przeprowadził monitoring podstawowy i rozszerzony ujęcia wody i stwierdził, że nie ma niepokojących sygnałów i nie ma podstaw do obaw. Woda nie jest zanieczyszczona. Niemniej sanepid jeszcze w styczniu przeprowadzi badanie wody w Żurczynie.
Powiatowy Lekarz Weterynarii Piotr Kwiatkowski powiedział, że kontrola w Żurczynie została przeprowadzona, uchybienia zostały stwierdzone i dzierżawca ma czas na ich usunięcie do 24 grudnia. Stwierdzono m.in. otwarte zbiorniki na gnojowicę, dzierżawca został zobowiązany do uzupełnienia środków dezynfekujących, do uzupełnienia ogrodzenia, naprawienia bramy wjazdowej, do zaopatrzenia się w maty dezynfekujące. Piotr Kwiatkowski zaznaczył, że dzierżawca na bieżąco realizuje zalecenia i nie ma podstaw do zamykania hodowli. Dobrostan zwierząt Powiatowy Lekarz Weterynarii ocenia na dobry minus. Zwierzęta mają dwukrotnie większe wybiegi niż regulują to przepisy. Dodał, że upadków zwierząt było niewiele i zagrożenia z tej strony nie ma. Dzierżawca zapewnił też, że gnojowica nie jest wywożona na pola. Inną sprawą jest zapach, jaki roznosi się po okolicy. Przyznał, że zapach - szczególnie w okresie jesienno-zimowym - jest, choć nie aż nadto intensywny. W tym przypadku ustawy odorowej nie ma i trudno - jak wyjaśnił nasz rozmówca - określić, od jakiego momentu zapach jest uciążliwy, a do jakiego nie jest.
Od prowadzącego chlewnię dowiedzieliśmy się, że dzierżawca zamierza spotkać się z mieszkańcami Żurczyna. Ponadto po uzyskaniu pozwoleń zostanie wymieniony eternit na płycie oborniczej, aby ją uszczelnić.
Bogusław Wołowicz, Powiatowy Inspektor Nadzoru Budowlanego, powiedział, że pismo z Urzędu Miejskiego w Szubinie dotarło do niego 15 grudnia. - Zapoznałem się z materiałem, ale ze względu na dużą ilość spraw, jakie mamy z końcem roku, zajmiemy się tą sprawą nie wcześniej niż po Nowym Roku - zapewnił.
Remigiusz Konieczka
Pałuki nr 1245 (51/2015)
Przejdź do forum.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze