Prezes Jolanta Sikorska nie wie, jak zlikwidować spółdzielnię mieszkaniową
fot. Remigiusz Konieczka
Słupy, spółdzielnia mieszkaniowa, Jolanta Sikorska, prezes
Spółdzielczy impas
Spółdzielnia mieszkaniowa w Słupach istnieje, ale de facto nie funkcjonuje. Prezes Jolanta Sikorska chciałaby ją zlikwidować, ale nie ma pojęcia jak.
Z Jolantą Sikorską spotkaliśmy się na początku czerwca, po kilku miesiącach ustalania dogodnego terminu. Jej sprawy zawodowe nie pozwoliły na to, byśmy spotkali się wcześniej. Zaczęło się od interpelacji radnego Romana Danielewskiego na kwietniowej sesji Rady Miejskiej w Szubinie. Powiedział wtedy, że spółdzielnia mieszkaniowa w Słupach ma problemy, ponieważ lokatorzy nie płacą, spółdzielnia ma długi, a jej przyszłość rysuje się w ciemnych barwach.
Pani prezes przybliżyła nam w skrócie, jak powstała spółdzielnia mieszkaniowa w Słupach. W 1993 roku ówczesna Agencja Własności Rolnej Skarbu Państwa przekształciła PGR w Słupach w spółkę Skarbu Państwa. Wtedy zaproponowano mieszkańcom popegeerowskich bloków wykup mieszkań. Kto miał przepracowane w PGR więcej niż 30 lat, mógł kupić mieszkanie za 10% wartości, a kto mniej - dostawał 3% zniżki za każdy przepracowany rok. Jak nam powiedziała prezes, do wykupienia przygotowano 124 mieszkania, z czego ok. 50% rodzin je wykupiło. Większość z wykupionych mieszkań poszła za 10% wartości. W 1995 roku ówczesny dyrektor spółki z tych niewykupionych mieszkań kazał zorganizować spółdzielnię mieszkaniową, aby oddzielić od spółki administrowanie mieszkaniami. Od chwili utworzenia spółdzielni, przez lata mieszkania były wykupowane i na dzień dzisiejszy w zasobie spółdzielni jest sześć mieszkań, trzy w Słupach i trzy we Wrzosach.
W tej chwili, jak przyznaje Jolanta Sikorska, spółdzielnia ubezpiecza mieszkania, którymi zarządza, a także budynki. Prowadzi też okrojoną księgowość. Jak wyjaśnia prezes, naliczana jest mieszkaniówka. Wpływów spółdzielnia nie ma. Od 2006 roku spółdzielnia spłaca zadłużenie do Komunalnego Przedsiębiorstwa Wodociągów i Kanalizacji. Teraz są to odsetki od odsetek. Spółka w ciągu dwóch lat nie miała z czego spłacać zadłużenia, które tak narosło, że do dziś spółdzielnia nie może się od niego uwolnić. Główna kwota zadłużenia wynosiła 17.000 zł.
Spółdzielnia zarejestrowana jest w KRS, wysłała do Urzędu Skarbowego deklaracje podatkowe, ale z bilansem jest inaczej. - Wysłałam pismo do Sądu, że nie będę wysyłała im bilansu. Robię bilans, ale nie wysyłam do KRS, tylko do Urzędu Skarbowego - informuje Jolanta Sikorska.
Lokatorzy mają naliczony czynsz w wysokości 115 zł, jedno mieszkanie ma naliczany czynsz w wysokości 70 zł, a jedno 170 zł na miesiąc. Prezes dodaje, że skoro nikt nie płaci czynszu, to księgowany jest jako dług. Spółdzielnia nie ma wpływu z czynszu, a spłaca dług do KPWiK. Pieniądze z dodatków mieszkaniowych, jakie dla części mieszkań przyznał Miejsko-Gminny Ośrodek Pomocy Społecznej, od razu przekazywane są na poczet spłaty zadłużenie spółdzielni wobec wodociągów.
Jolanta Sikorska chce zlikwidować spółdzielnię mieszkaniową. - Pisałam do Agencji, żeby pomogli. Przysłali dwóch radców prawnych. Powiedzieli, że spółdzielnia mieszkaniowa musi mieć 50.000 zł na koncie, żeby rozpocząć proces likwidacji. Lokatorzy też nic nie działają. Gmina zasiedlała mieszkania na Wrzosach, to może przy pomocy gminy rozwiązać?
O tym, jak rozwiązać spółdzielnię mieszkaniową mówi Prawo spółdzielcze. Mecenas Henryk Klich informuje, że artykuł 113 tej ustawy dokładnie mówi, w jaki sposób spółdzielnia ulega likwidacji. Jedną z tych dróg jest zwołanie walnego zgromadzenia członków spółdzielni i podjęcie uchwał zapadłych większością 3/4 głosów na dwóch kolejno po sobie następujących walnych zgromadzeniach, w odstępie co najmniej dwóch tygodni. Sporządzany jest bilans otwarcia likwidacji, a na zakończenie likwidacji powołany likwidator składa kolejne sprawozdanie finansowe. Henryk Klich odkreśla, że to członkowie muszą podjąć decyzję o ewentualnej likwidacji, ale to zarząd musi sporządzić bilans, rachunek zysków i strat oraz przedstawić informacje dodatkowe na walnym zebraniu, które - zgodnie z ustawą - winno być zwołane do końca czerwca.
Prezes powiedziała, że zebrania nie są zwoływane. Mecenas Henryk Klich wyjaśnia, że ten obowiązek wynika z przepisów, a brak zebrania może grozić konsekwencjami prawnymi. Przede wszystkim, dodaje mecenas, Jolanta Sikorska powinna ustalić stan faktyczny, wziąć bilans, zobaczyć, czy pasywa przekraczają aktywa i odpowiedzieć sobie na pytanie, czy jest sens, by spółdzielnia dalej funkcjonowała, a potem powinna podjąć decyzję, czy spółdzielnię likwidować, czy ogłosić jej upadłość, czy też znaleźć inną drogę rozwiązania trudnej sytuacji (wyodrębnienie wspólnoty mieszkaniowej, nieodpłatne przekazanie zasobu na rzecz gminy).
Zastępca burmistrza Szubina Mariusz Piotrkowski powiedział, że zna sprawę spółdzielni mieszkaniowej w Słupach i przyznaje, że to bardzo trudny temat. Gmina może jedynie wspomóc prezes spółdzielni radą i wskazać kierunek działania. Wiceburmistrz dodał, że Urząd Miejski nie może zlecić prawnikom znalezienie rozwiązania sytuacji. To na swoje barki musi wziąć Jolanta Sikorska, ale przede wszystkim członkowie spółdzielni, którzy powinni mieć świadomość, że oni sami muszą zrobić ten pierwszy krok, by spółdzielnia wyszła z tej trudnej sytuacji.
Remigiusz Konieczka
Pałuki nr 1167 (26/2014)
Przejdź do forum.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze