Barcin, strażnicy, sprawa, mandaty, zarzuty, pracownicy
Strażnicy nie ustrzegli się błędów
Komendant Straży Miejskiej w Barcinie Waldemar Polanowski zbadał dokładnie sprawę rzekomych zaniedbań swoich pracowników w kwestii wystawiania mandatów. Uznał, że zarzuty Macieja Marciniaka nie potwierdziły się, jednak strażnicy nie uniknęli także błędów w dokumentowaniu czynności służbowych.
Przypomnijmy: w połowie marca Maciej Marciniak z Barcina zaparkował swoje auto w miejscu niedozwolonym (o sprawie pisaliśmy w Pałukach 14/2013). Został ukarany przez strażników miejskich mandatem. Nie spodobało mu się to, bo uznał, iż jako jedyny został ukarany, a nieprawidłowo parkujących w tym czasie kierowców było więcej. O całej sprawie poinformował burmistrza Barcina Michała Pęziaka. Sprawa trafiła do komendanta Straży Miejskiej w Barcinie w celu jej wyjaśnienia.
- Pan Marciniak kłamał mówiąc, że nie posiadał dokumentów, o czym było napisane w „Pałukach”, kiedy rozmawiał ze strażnikami, bo posiadał - poinformował komendant Waldemar Polanowski. - Pokazał je nawet strażnikom w trakcie kontroli. Co prawda najpierw nie chciał tego zrobić, ale potem je okazał.
Komendant powiedział, że rozmawiał o całej sytuacji ze strażnikami i z ich relacji wynika, że Maciej Marciniak nie chciał samochodu przestawić tłumacząc się brakiem czasu. Strażnicy za jakiś czas znów podeszli do nieprawidłowo zaparkowanego auta i tym razem czekali na kierowcę, a kiedy ten wrócił, został ukarany mandatem.
Maciej Marciniak dostarczył straży miejskiej zdjęcia nieprawidłowo zaparkowanych pojazdów. Przeprowadzone zostało postępowanie wyjaśniające w tej sprawie, podczas którego komendant zapoznał się z dostarczonym materiałem.
- Poddano szczegółowej analizie zapisy w notatnikach służbowych strażników, wykorzystano nagranie z monitoringu - powiedział komendant Waldemar Polanowski. - Na tym nagraniu widać, że pan Marciniak jest zdenerwowany całą sytuacją. Ponadto zdjęcia, które dostarczył, wykonane były w innym czasie niż czynności podjęte przez strażników wobec pana Marciniaka. Różnica wyniosła około dwie godziny. Osobiście dokonałem wizji lokalnej na ul. 4 Stycznia wykorzystując zdjęcia pana Marciniaka rzekomo nieprawidłowo zaparkowanych pojazdów. Wyodrębniłem na nich trzy wykroczenia nieprawidłowego parkowania, natomiast co do pozostałych pojazdów, to ze zdjęć nie wynika, czy zostały one zaparkowane prawidłowo czy nie.
Właściciele trzech aut uwiecznionych na zdjęciach zostali wezwani do siedziby straży miejskiej. Wówczas okazało się, że dwie osoby w dniu, w którym Maciej Marciniak zrobił zdjęcie, zostały pouczone i przestawiły swoje pojazdy. Trzecia osoba otrzymała mandat za złe parkowanie dopiero wówczas, gdy zjawiła się w straży.
- Na pewno nie byli to znajomi strażników, były to osoby starsze - zapewnia komendant Waldemar Polanowski i informuje, że jeśli ktoś jest sprawcą wykroczenia, a wykroczenie to nie zostanie ujawnione na miejscu przez strażnika, lecz zostanie ujawnione lub zarejestrowane przez świadka i informacja o tym dotrze do straży miejskiej, sprawca może się spodziewać konsekwencji nawet po dłuższym czasie. Komendant dodaje, że nie każda interwencja musi się skończyć mandatem, większość kończy się pouczeniem.
- Strażnicy nie ustrzegli się w tym dniu błędów - przyznał komendant Waldemar Polanowski. - Błędy te jednak nie były związane z brakiem reakcji z ich strony, co zarzucał im pan Marciniak. Były to błędy techniczne w dokumentowaniu czynności. Strażnicy ci ponieśli konsekwencje, nie mogę powiedzieć jakie. Poinformowaliśmy pana Marciniaka o wynikach postępowania. Ponadto przekazaliśmy, że nie można powoływać się na łamanie prawa przez inne osoby i w ten sposób usprawiedliwiać swoje zachowanie.
Pod koniec kwietnia Maciej Marciniak otrzymał od burmistrza Michała Pęziaka odpowiedź na skargę, w której ten informował między innymi o tym, że ponownie zostały poddane szczegółowej analizie zasady postępowania w trakcie interwencji, przeprowadzono szkolenie zawodowe dla wszystkich strażników w oparciu o posiadany materiał pisany i wizualny, podczas którego ponownie omówiono zasady podejmowania interwencji, zobrazowano właściwe i niewłaściwe zachowania strażników z dnia 16 marca [dzień, w którym strażnicy miejscy interweniowali w sprawie Macieja Marciniaka - przyp. mk] oraz zwrócono uwagę na wyjątkową dbałość w trakcie interwencji. Burmistrz informował ponadto, że pouczono strażników o obowiązku dokładnego i rzetelnego dokumentowania przebiegu służby.
- Odnosząc się do przedstawionych zarzutów dotyczących przebiegu i zasadności interwencji wobec skarżącego, stwierdzam, że nie znajdują one potwierdzenia w przeprowadzonym postępowaniu - poinformował burmistrz Michał Pęziak. - Stwierdzam również, że wobec strażników pełniących służbę 16 marca zostaną wyciągnięte konsekwencje w związku z nieprawidłowościami stwierdzonymi podczas pełnienia służby.
Maciej Marciniak przyznał, że cieszy się, że w ogóle otrzymał odpowiedź od burmistrza.
- Cieszę się, że burmistrz wziął sprawę w swoje ręce, bo na to, co wyprawia straż miejska, brak mi słów - stwierdził Maciej Marciniak. - Niektórzy czują się panami władzy. Nie wiem tylko, jak zostali ukarani. Mam nadzieję, że nie skończyło się na słowach: „żeby to było ostatni raz”. Oni naprawdę powinni dostać poważną reprymendę i wziąć się porządnie do pracy.
Magdalena Kruszka
Pałuki nr 1108 (19/2013)
Więcej informacji:
Nie ma dowodu, nie ma konsekwencji
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze