Reklama

Szkody cały czas rosną

Zarówno rolnicy, jak i myśliwi uznali, że prawo łowieckie w kraju jest złe, jednak rolnicy oczekują znacznej redukcji populacji dzikiej zwierzyny a nie tylko deklaracji 

             fot. Sylwia Wysocka

Rogowo, szkoda, wniosek, rolnik, koło łowieckie
     Szkody cały czas rosną
    Wnioski, jakie podczas spotkania wypracowano, to przede wszystkim: zwiększyć liczbę członków w kołach łowieckich, zwiększyć aktywność obecnych myśliwych i liczbę odstrzałów.

     W poniedziałek 8 czerwca w sali Gminnego Domu Kultury w Rogowie, na wniosek rolników, wójt Józef Sosnowski zwołał spotkanie rolników z przedstawicielami kół łowieckich gospodarujących na gruntach gminy Rogowo, leśników i Izby Rolniczej. Spotkanie prowadził Paweł Jankowski zajmujący się sprawami leśnictwa w rogowskim ratuszu. Dyskusji przysłuchiwał się Roman Kubera, przewodniczący komisji rolnictwa, ochrony środowiska, ładu i porządku publicznego Rady Gminy w Rogowie. To do tej komisji należeć będzie wystosowanie wniosku do władz centralnych w kwestii zmiany przepisów prawa łowieckiego i udziału państwa w wypłatach odszkodowań, jakie czynią obecnie koła, na rzecz rolników za straty w uprawach powodowane przez dziką zwierzynę, która jest własnością skarbu państwa.
     PRZYJMOWAĆ DO KÓŁ NOWYCH CZŁONKÓW
     Józefa Błajet przypomniała deklaracje leśników i starosty, iż koło otrzyma pozwolenie na taką ilość odstrzałów, o jaką zabiega. Takie zapewnienia wymusiła obecna sytuacja w rolnictwie, gdzie straty w uprawach wynoszą nawet do 80%, a populacja saren, dzików, jeleni wzrasta gwałtownie.
     Przewodnicząca Rady Powiatu zwróciła też uwagę na inny problem: - Rozmawiałam z myśliwymi, którzy sygnalizują, że zapewnienia o przyjmowaniu nowych członków do koła są tylko słownymi deklaracjami. Znam sytuację, gdzie od 4 lat młody człowiek z rodziny z tradycjami myśliwskimi nie może się dostać do koła. Stąd mój apel - odmładzajcie koła, przyjmujcie młodych, chętnych do działania - zwróciła się Józefa Błajet do przedstawicieli kół łowieckich obecnych na spotkaniu.
Mirosław Ogrodowski, prezes koła Czapla zapewnił, że w ich kole nie ma ograniczeń i zapraszają rolników do koła. Na stażu jest trzech kandydatów i więcej chętnych nie ma.      - W „Czapli“ nie ma sytuacji, że ktoś chce być przyjęty do koła i jeśli przejdzie przez procedury PZŁ nie jest przyjmowany, bądź jeśli posiada stosowne uprawnienia, a nie jest członkiem naszego koła, też otrzymuje zgodę na odstrzał i nie tylko do pilnowania własnego pola i sąsiadów - zapewnił prezes Czapli. - Jeśli ktoś z rolników, czy jego synów ma ochotę polować, zapraszamy - mówił prezes. Na natychmiastowe uwagi rolników o wysokich kosztach związanych ze wstąpieniem do koła stwierdził, że największe powoduje kwestia ubioru i wyposażenia, kursy, badania, co nie jest żadnym zarobkiem dla koła, jak się błędnie sugeruje.
     Przewodnicząca Rady Powiatu skrytykowała koło Diana w Rogowie za limitowanie członków i ograniczenie ich liczby, co miało miejsce kilka lat temu. Podnosiła, że obecne prawo jest złe, ale teraz pałeczka jest po stronie kół, by zrobiły wszystko w celu ograniczenia populacji zwierzyny i tym samym ochrony upraw.
     Paweł Jankowski przyznał, że też ma informacje na temat problemów ze wstąpieniem młodych do kół i wyraził opinię, że rolników wręcz powinno się zwalniać z kosztów przystąpienia do koła.
     PLAN ODSTRZAŁÓW NIEWYKONANY
     Zastępca nadleśniczego Nadleśnictwa Gołąbki Walenty Szymczak przedstawił plan i wykonanie odstrzałów w sezonie 2014/2015 - plan na odstrzał dzików zakładał 1.553 sztuki, a wykonany został na 1.228 sztuk, plan na sarny zakładał 807, a wykonanie 724 sztuk, plan na jelenie 297, a wykonanie 283 sztuki.
     Mirosław Ogrodowski zaznaczył, że dużym ułatwieniem byłyby niedozwolone obecnie lunety z noktowizorem, gdyż bardzo skrócił się okres możliwości polowania. W ziemniakach, burakach można było w okresie pełni spokojnie strzelać do dzików, ale w półmetrowej kukurydzy dzika nie widać. Do tego nie ma śnieżnych zim.
     Na prośbę prowadzącego zebranie Marian Dębowski, łowczy Diany, przedstawił plan i wykonanie odstrzałów w rogowskim kole. Plan na jelenie wynosił 7 sztuk, wykonanie 9, na dziki 80 sztuk, wykonano 85, na sarny 45, wykonano 49. W tym roku plan zakłada odstrzał 9 jeleni, 100 saren i 50 dzików, a do tego czasu odstrzelono ich już 26.
    W obecnym roku koło ma już 240 wyjść na polowanie, w kole jest 37 członków i 9 kandydatów do PZŁ. Marian Dębowski zapewnił też, że wydawane są pozwolenia osobom z uprawnieniami do polowania na terenie koła Diana. Przyznał, że był limit członków, ale został zniesiony. W ubiegłym roku przyjęto dwóch członków, teraz na rozmowę oczekuje jeden kandydat.
     Myśliwy Zbigniew Cichoń, wielokrotnie doceniany za dobrą komunikację z rolnikami, przyjazdy na zagrożone pola i odstrzały, stwierdził, że coraz trudniej szacuje się straty, bo jest ich coraz więcej. - Staramy się porozumieć z rolnikami, bo nie chodzi o to, byśmy kopali rowy między sobą, a znajdowali kompromisy, bo jest to wspólny interes, zarówno nasz, jak i rolnika - powiedział Zbigniew Cichoń.
     Antoni Szyszka z K-PIR zapewnił, że na zadowalające zmiany w prawie nie ma co liczyć. Jedyny wniosek, jaki spośród 69 został przez rząd przyjęty w projekcie to ten, że przedstawiciele izb rolniczych i urzędów gmin będą mogli uczestniczyć w tworzeniu planów łowieckich. Podkreślił, że wnioskował o to, by w rażących przypadkach niewywiązywania się koła łowieckiego wobec rolników na wniosek izby rolniczej czy urzędów gmin cofnąć kołu rekomendację dzierżawy terenu. - Wystarczyłby jeden taki precedens w skali kraju i koła by się zdyscyplinowały, jednak jest to nie do przepchnięcia w obecnej strukturze. Same rozmowy dyscyplinowałyby koła - zauważył Antoni Szyszka. Sam jako myśliwy zapewnił, że jeśli nie jest w stanie wywiązywać się z nocnych dyżurów, bo rano musi do pracy wstać, to za dyżury płaci.
     Rolnik Przemysław Kaczmarek zapewniał, że z własnego doświadczenia wie, że nie ma dyżurów myśliwych i nie ma odstrzałów, bo po 20:00 na polu nic nie widać. Mówił o sytuacji, kiedy na pole ściągnął myśliwego do watahy dzików, a ten strzelał i nie trafiał.
     Jan Kubicki stwierdził, że od 8 lat przysłuchuje się tym rozmowom, uczestniczy w zebraniach i nie ma z tego żadnych korzyści, a populacja dzików się rozrasta. - Rolnik chce dobrze pracować, a nie może, musimy się bronić. Odstrzałów jest więcej niż w innych latach, a mimo to populacja zwierzyny rośnie i problem narasta od kilkunastu lat. Zwierzyna niszczy moje zasiewy, a wy jako koła dzierżawicie teren, by gospodarować zwierzyną. Musicie robić wszystko, by ograniczać liczbę zwierzyny, a słyszymy, że plany odstrzałów są niewykonane - zwrócił uwagę Jan Kubicki.
     NIE CHCĄ PIENIĘDZY, CHCĄ BY NIE BYŁO SZKÓD
     Mieczysław Kabaciński zauważył, że dyżuruje na swych polach i nie widzi tam łowczych, dziki zniszczyły mu zasiewy, zasiał na nowo, przyszła susza i kto mu teraz zrekompensuje straty. Na porytym polu wolniej pracuje sprzęt i to też namnaża koszty.
     Myśliwi zapewniali, że dla nich nie jest to komfortowa sytuacja, że muszą płacić za szkody. Rolnicy natomiast stwierdzili, że nie chcą pieniędzy, chcą, by skończyły się szkody. Chcą na polach widzieć myśliwych i efekty ich pracy, bo doskonale wiedzą, ilu spośród członków koła pracuje w terenie, a ilu pełni honorowe funkcje. Na polach widzą tylko Zbigniewa Cichonia, który - jak poinformowali - ma na swym koncie najwięcej odstrzelonych dzików.
     Aleksander Łabęcki zwrócił uwagę, że jak dzik wejdzie na pole rolnika, powinien być jego własnością. Pytał, dlaczego myśliwi wzorem rolników nie pojadą do Warszawy i nie protestują, skoro widzą, że słowem nie idzie nic załatwić i mówią, że nie mają wpływu na władze Polskiego Związku Łowieckiego.
     Włodzimierz Jakubek podzielił się doświadczeniem, że można ograniczyć szkody poprzez zaprawienie nasion mesurolem, jednak kupić go nie można, co najwyżej zaprawione już ziarno. Rolnik zwrócił uwagę na kolejne zagrożenia, jakie niosą żurawie i gęsi. - Rolnikowi płoszyć ptactwa nie wolno, bo obszar „Natura 2000“. To niech RDOŚ nam zrekompensuje straty przez nie poniesione, bo tymczasem odszkodowanie za szkody spowodowane przez ptactwo się nam nie należy. Rośnie kolejne zagrożenie - bobry. Jest ich plaga i czyszczą karpniki, słyszę, że pojawiają się wilki. Rodzą się problemy do poziomu, który zagraża równowadze w przyrodzie, a już na pewno rolnictwu - podkreślił Włodzimierz Jakubek.
     Antoni Szyszka poradził rolnikom, by wnioski o szacowanie szkód składali na piśmie w dwóch egzemplarzach i prosili o potwierdzenie daty wpływu. Informował, że mają prawo na szacowanie szkód poprosić delegata Izby Rolniczej, a o szacowaniu muszą przez koło zostać powiadomieni co najmniej dwa dni przed wyjściem w pole. Protokół strat muszą podpisać, ale mają prawo nanieść swoje uwagi i wystąpić o jego odpis, a szacujący musi wówczas na miejscu sporządzić drugą kopię dla rolnika.
     Wójt Józef Sosnowski stwierdził, że problem jest poważny i trudny do rozwiązania. Potrzebna jest zmiana prawa łowieckiego. Konieczne jest również bezwzględne wykonywanie planu odstrzałów, a nawet ich zwiększenie.

Sylwia Wysocka
Pałuki nr 1218 (24/2015)

Reklama

 

Przejdź do forum.

Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo palukiznin.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości