Losem psów z gospodarstwa w Laskach Małych zainteresowali się państwo Beata i Wojciech Szczęśni, którzy zaoferowali swoją pomoc w opłaceniu sterylizacji suczki Saby i zapewnieniu czworonogom odpowiednich warunków. Małżeństwo lekarzy pragnie również wesprzeć właściciela zwierzaków, który jednak z uporem odmawia przyjęcia pomocy.
Renata Sądej-Frankiewicz, prezes oddziału Kłecko Towarzystwa Opieki nad Zwierzętami i inspektor Iwona Grajek ponownie odwiedziły gospodarstwo Zygmunta Rosińskiego w Laskach Małych. Ku zdziwieniu inspektorek buda suczki Saby, którą wcześniej ustawiły w zacienionym prowizorycznym - częściowym kojcu, zmieniła lokalizację. Obecnie stoi w pełnym słońcu przy płocie niedaleko bramy. Roki natomiast uwiązany był blisko schodów do domu przy prowizorycznej budzie zrobionej z obudowy lodówki z wyrwanym kawałkiem jednej ze ścian. Zygmunt Rosiński zapewniał, że przewiązuje tam psa tylko w ciągu dnia, wieczorem wraca do swojej budy.
Psy miały wodę, Saba miała też suchą karmę, którą - jak się okazało - zakupiła jedna z sąsiadek. - Wygląda lepiej niż na początku, ale w dalszym stopniu nie jest to stan zadowalający. Z całą pewnością potrzebne są nowe budy oraz dar przekonania pana Zygmunta, by zechciał je przyjąć, bo jest to człowiek z trudnym charakterem - mówi Renata Sądej-Frankiewicz. Zaproponowała ona właścicielowi czworonogów zorganizowanie i dostarczenie dwóch bud dla psów, gdyż obecne ze ścianami z pojedynczych desek ze znacznymi prześwitami, zimą w minimalnym stopniu spełniać będą swoje zadanie. Spotkało się to z protestem starszego pana, który zapewniał, że jego budy są w dobrym stanie.
- Jeśli wymienione zostaną budy, suczka zostanie wysterylizowana, to problemy się zniweluje. Miski dziś zostały dowiezione, mam nadzieję, że nie zostaną wyrzucone jak wiele innych, które darowali mieszkańcy sąsiednich działek letniskowych - mówi prezes TOZ w Kłecku.
Sąsiadka, która martwi się nie tylko losem psów, ale i ich właściciela, poinformowała przedstawicielki towarzystwa, że starszego pana odwiedzili Beata i Wojciech Szczęśni, którzy po publikacji prasowej postanowili pomóc. - Przyjechali na miejsce, chcieli nawet przebadać Zygmunta, ale nie pozwolił. Obiecali pomoc, zostawili swój numer telefonu - mówi pani Ewa, sąsiadka.
Renata Sądej-Frankiewicz niezwłocznie skontaktowała się z Wojciechem Szczęsnym. - Okazało się, że państwo Szczęśni chcą pomóc temu panu i pieskom. Zadeklarował, że pomoże w sterylizacji, w robieniu bud, zorganizuje grupę, która pomoże tym psom i też temu panu. Człowiek o wielkim sercu, takich się już nie spotyka, chce pomagać ludziom i zwierzętom. Wiemy, że mamy sprzymierzeńca w tym panu i dzięki niemu sytuacja w tym miejscu się poprawi - uważa prezes TOZ.
Wojciech Szczęsny przyznaje, że sytuacja się skomplikowała, gdyż mimo starań właściciel nie chce przekazać suczki na sterylizację, wręcz się odgraża, że wyciągnie z tego konsekwencje. Nie chce też przyjąć nowych bud. - Nad wszystkim czuwa tam sąsiadka, pani Ewa. Jak tylko mężczyzna zmieni zdanie i zgodzi się na sterylizację, tak zaraz suczka zostanie przewieziona do weterynarza na zabieg, co sfinansuję i nie będę na nikogo się oglądał. Sytuacja jest patowa. Musimy też znaleźć sposób, by zechciał wymienić budy i przyjąć te, które chcemy mu przekazać - powiedział Wojciech Szczęsny. Zapewnił też, że w akcję włączył się sołtys i GOPS, jednak póki co właściciel nie wyraża zgody na pomoc, zaczął nawet barykadować się łańcuchami.
- Nie zgadzam się z określaniem tych pań pojęciem „nawiedzone“. Mogę te słowa odebrać też w stosunku do mnie czy mojej żony, bo od lat zajmujemy się bezdomnymi psami i nigdy nie przechodzimy koło tego obojętnie i zawsze staramy się pomóc. Nie rozumiem, jak można takie słowa kierować do tych osób, wręcz przeciwnie: należy się im podziękowanie, bo nie tylko zwracają uwagę na stan tych psów w obejściu, ale i samego właściciela - starszego pana. To sąsiadki apelowały i też dzięki nim przyjeżdżają panie z GOPS-u. Absolutnie nie zgadzam się z komentarzami wójta, nie wolno nazywać ich nawiedzonymi paniami, należy się im podziękowanie, że zwracają uwagę na problem. Takiego zdania jest większość mieszkańców. Ja też nie będę obojętny, choć sytuacja jest arcytrudna - podkreśla Wojciech Szczęsny, który w ten sposób odniósł się do słów wójta Błażeja Łabędzkiego wypowiedzianych podczas obrad komisji gąsawskiej Rady Gminy.
Prezes oddziału TOZ w Kłecku zapewniła, że działanie towarzystwa w Laskach Małych się nie kończy. - Przyjedziemy jesienią, przyjedziemy zimą. Musimy mieć pewność, że psom nie dzieje się krzywda. Nie możemy sprawy pozostawić w połowie i liczyć na to, że inni ludzie się tym zajmą. Musimy sprawę doprowadzić do końca i będziemy prowadzić systematyczne kontrole i - jeśli zajdzie potrzeba - to też pomagać - zapewniła Renata Sądej-Frankiewicz.
Sylwia Wysocka
Pałuki nr 1332 (34/2017)
Inne teksty na ten temat:
Interweniuje Towarzystwo Opieki nad Zwierzętami
Wójt chce współpracować
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze