Około 50 osób rodem z Ukrainy, które w w związku z koniecznością ewakuowania się z ojczyzny napadniętej przez wojska Putina, znalazły schronienie w weneckim hostelu, wzięło udział w wielkanocnym spotkaniu, które przygotowali polscy mieszkańcy Wenecji
W tym roku w niedzielę 24 kwietnia obchodzona była w obrządkach wschodnich, czyli w kościołach: prawosławnym i grekokatolickim, Wielkanoc. Dla uchodźców, którzy w wyniku agresji rosyjskiej na Ukrainę musieli opuścić ojczyznę, nie są to święta tak radosne, jak być powinny. Uchodźcy wojenni nie mogą ich bowiem spędzić z całymi swoimi rodzinami.
Tak się składa, że na Pałukach jednym z głównych punktów pobytowych dla uchodźców wojennych jest Wenecja. W tej zaś, obok ośrodka Przystań wenecka, drugim pod względem liczebności miejsc jest hostel na terenie Muzeum Kolei Wąskotorowej. Polscy mieszkańcy Wenecji bardzo solidaryzują się z Ukraińcami. Pierwsze dowody ich bezinteresowności i dobroci serc można było zobaczyć już pod koniec lutego, gdy zaraz po napaści rosyjskiej na naszych południowo-wschodnich sąsiadów, zaangażowali się w zbiórkę darów dla uchodźców. W kolejnych tygodniach wenecjanie niezmiennie pomagali swoim nowym gościom, nie tylko w kwestiach dotyczących aprowizacji. Robili także wiele, by uchodźcy, przeważnie kobiety z dziećmi, choć na pewnej płaszczyźnie mogli integrować się z Polakami.
Uchodźcy są najedzeni i ubrani. Dzieci uczęszczają do żnińskich szkół. Niektóre z ich matek znalazły już pracę, zresztą niejednokrotnie w samej Wenecji. Jednak najbardziej dojmująca w ich codzienności jest tęsknota za rodziną, przyjaciółmi, ojczyzną. W święta jest ona w dwójnasób odczuwalna. Zwłaszcza, że mimo Wielkanocy strona rosyjska nie zawiesiła działań zbrojnych, więc nawet w to święto uchodźcy w Polsce drżą o los swoich mężów i ojców.
![]() |
| Świąteczny tort, który przygotowała Krystyna Staniszewska fot. Karol Gapiński |
Z inicjatywy Macieja Wysockiego sołectwo Wenecja postanowiło więc zorganizować integracyjną Wielkanoc w stołówce hostelu. W organizację zaangażował się sołtys Henryk Ciupiński. Przygotowane zostały świąteczne specjały. Tort z napisem Alleluja po ukraińsku zrobiła Krystyna Staniszewska, a ciasta różnego rodzaju upiekły Elżbieta Gic, Aniela Gic, Ewa Mielcarzewicz, Lidia Maciejewska. Zgodnie z polskim zwyczajem zajączek przyniósł podarunki ukraińskim dzieciom.
Wielkanoc integracyjna polegała także na wymienieniu się tradycjami paschalnymi, które obowiązują w Polsce i w Ukrainie. Taka wymiana nie byłaby możliwa, gdyby nie zadbano o prawidłową komunikację. Dlatego sołtys zorganizował tłumaczkę z języka rosyjskiego, którą była Alina Putz-Dolacińska. Zresztą ona odwiedza obecnych mieszkańców hostelu regularnie, więc dobrze się znają. Wśród mieszkańców jest pani Marina z Zaporoża. Z powodu wojny musiała uciekać z rodzinnego miasta z trójką swoich dzieci oraz jednym dzieckiem koleżanki. Owa koleżanka sama nie mogła ewakuować się z kraju, gdyż pracuje zawodowo w jednym ze strategicznych dla obronności państwa obiektów. Jej dziecko więc wzięła pod opiekę pani Marina. W Ukrainie pracowała w przedszkolu. Po przyjeździe do Wenecji znalazła pracę w tym samym charakterze w Przedszkolu im. bł. Edmunda Bojanowskiego, które prowadzą w Żninie siostry służebniczki. W tymże przedszkolu uczy się teraz także kilkoro ukraińskich dzieci i to z nimi zajęcia prowadzi pani Marina. Natomiast teraz z okazji świąt przygotowała ona tradycyjną paschę ukraińską, czyli pyszny deser wielkanocny, którym delektowali się uczestnicy integracyjnego spotkania.
Na stole jednak królowały w pierwszym rzędzie jajka. Są one tak samo istotne w ukraińskiej, jak i polskiej tradycji wielkanocnej. Goście znad Dniepru życzyli sobie szybkiego końca wojny i aby mogli spotkać się z całymi i zdrowymi, wszystkimi swoimi bliskimi, którzy musieli zostać w Ukrainie. A sama wielkanocna uczta zaczęła się od tradycyjnego w Ukrainie stukania się jajkiem o jajko.
Karol Gapiński, 25 IV 2022
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze