Od dziecka chciała zostać archeologiem. Teraz wyjeżdża na wykopaliska, gdzie w brudzie oraz w błocie szuka informacji o przeszłości. Jej ulubionym tematem jest epoka kamienia. - Pamiętam jak leżałam przy pochówku i byłam bardzo zajęta badaniem kości. Nagle głowa szkieletu przekręciła się w moją stronę! Wtedy na serio się przestraszyłam - mówi Beata Piotrowska, 23-letnia mieszkanka Łabiszyna, która oprócz eksplorowania stanowisk, uwielbia rysować, malować i grać na gitarze.
Angelika Uścińska: - Dlaczego chciałaś zostać archeologiem?
Beata Piotrowska: - W sumie od dziecka chciałam zostać archeologiem. Jak miałam 7-8 lat tak mnie jakoś naszło. Dostałam od rodziców pierwszą książkę na temat prehistorii. Dodatkowo wcześniej interesowałam się dinozaurami. Od razu informuję, że nie można mylić archeologii z paleontologią, ponieważ to dwa różne zagadnienia. W tamtym czasie bardzo dużo o tym marzyłam. W pewnym momencie pomyślałam o tym, że to jest za trudny temat, że ja nie dam rady, ponieważ muszę mieć wiedzę z historii, geografii i biologii, czyli z wielu dziedzin ścisłych i humanistycznych. W rezultacie doszłam do wniosku, że jedyne, co w życiu mi wychodzi, to jakieś sztuki plastyczne, więc moja droga potoczyła się tak, że wylądowałam w liceum plastycznym, a dokładnie w Zespole Szkół Plastycznych im. Leona Wyczółkowskiego w Bydgoszczy. Później wylądowałam na studiach w Poznaniu na edukacji artystycznej. Skończyłam z tego licencjat. W międzyczasie dowiedziałam się, że będziemy mieli współpracę z archeologami w ramach jednego z przedmiotów na uczelni. Poznałam archeologów, dowiedziałam się jak wygląda rekrutacja. Okazało się, że w sumie nie mają takich wymagań, o jakich ja myślałam. Znacznie trudniej było mi się dostać na studia artystyczne, ponieważ tam były egzaminy pisemne, rozmowa kwalifikacyjna, egzaminy z rysunku i malarstwa. Natomiast na archeologię wystarczyło zarejestrować się w systemie internetowym i wnieść opłatę. Tylko tyle. Tak właśnie znalazłam się na archeologii i cały czas ją kontynuuję.
- Jaka jest twoja ulubiona dziedzina w archeologii?
- Najbardziej w archeologii lubię najstarsze epoki, czyli na przykład paleolit. Im starsze, tym ciekawsze dla mnie. Trzymam się w tej epoce kamienia. Zajmuję się tematem neandertalczyków. W mojej pracy licencjackiej wplotłam motyw stereotypu, jaki krąży wokół neandertalczyka, ponieważ uważany jest za małpoluda, a w rzeczywistości był to normalny człowiek taki jak my. Wiele o nich wiemy, ale niestety nadal patrzymy na nich przez pryzmat stereotypu. Ta cała pomyłka wynika właśnie z błędu, jaki popełnił uczony Pierre-Marcellin Boule na początku XX w., który na podstawie jednego szkieletu neandertalczyka ze stanowiska La Chapelle-aux-Saint, określił go jako niewyprostowanego i nierozumnego małpoluda. Później okazało się, że badał szkielet, który należał do mężczyzny w podeszłym wieku. Trzeba pamiętać, że ten starszy wiek to ok. 40 rok życia, ponieważ wtedy ludzie umierali wcześniej. Tym właśnie zajmuję się w archeologii. Dementuję te informacje!
![]() |
| fot. z archiwum Beaty Piotrowskiej |
- W jakich pracach archeologicznych uczestniczyłaś?
- Uczestniczyłam pracach archeologicznych na Placu Kolegiackim w Poznaniu przez krótki czas, następnie byłam na wykopaliskach w Çatalhöyük w południowej Turcji. Mieliśmy tam stanowisko osadnicze, czyli były tam domy, śmietniska, miejsca pochówków. Byłam też w Chojnicach w Dolinie Śmierci i na „Polach Igielskich” w Igłach koło Chojnic. Tam badaliśmy tematy związane z II wojną światową. Trzeba podkreślić, że znalezione tam rzeczy nie są jeszcze zabytkami, co zawsze budzi kontrowersje. Pracowałam także w Orońsku niedaleko Radomia i tam z kolei była jedna z najstarszych kopalni krzemienia w Polsce, ponieważ jest datowana na schyłkowy paleolit, czyli tę starszą epokę kamienia. Przez jeden dzień pracowałam w Żninie, gdy była przebudowa ulicy przy kościele św. Floriana. Tutaj się załapałam, ponieważ spotkałam kolegów z Biskupina i zagadałam do nich, że mam dzień wolny, więc jeżeli kogoś potrzebują do pomocy, to chętnie przyjadę. Przy kościele był cmentarz, więc eksplorowaliśmy groby. To była forma nadzoru archeologicznego. Trwała budowa, więc było wielkie prawdopodobieństwo naruszenia tej warstwy kulturowej w postaci ludzkich szczątków. Jak już wiadomo prace budowlane nie sprzyjają pracom archeologicznym, ponieważ my chcemy zachować to dziedzictwo i dowiedzieć się jak najwięcej, natomiast kierownicy budowy czy inżynierowie chcą jak najszybciej zrealizować swoją inwestycję. Dodatkowo inwestor musi zapłacić za te badania archeologiczne. To dość dziwne i skomplikowane. Co do dalszych planów wykopaliskowych, na pewno w tym roku jeszcze wrócę do Turcji i do Chojnic. A zimą szykują się badania powierzchniowe w Sudanie.
- Na czym polegają badania powierzchniowe?
- Te badania polegają na tym, że chodzimy i sprawdzamy, gdzie są stanowiska archeologiczne. Zdarza się, że te artefakty leżą na powierzchni ziemi. W Polsce mniej więcej odbywa się to tak, że przeważnie na polach, gdy traktor przejdzie, spadnie deszcz, archeolodzy wchodzą za pozwoleniem i szukają. Znajdą potłuczone kawałki ceramiki, kawałki kamieni czy krzemieni i metalu. Te rzeczy nie mają żadnej wartości materialnej, ale posiadają wartość naukową. Często ludzie zapominają o tym, że to nie prawdziwe skarby wydobywamy, ale w rzeczywistości to jakiś mało atrakcyjny paproch. Dla nas jest to źródło informacji o przeszłości.
- Ile trwają takie wykopaliska?
- Przeważnie zależy to od pogody. Wykopaliska szerokopłaszczyznowe najlepiej przeprowadzić latem. Niezależnie od pogody przeprowadzane są wykopaliska ratunkowe na badaniach tak zwanych autostradowych, gdzie po prostu trzeba cały czas pracować. Tutaj, więc nie ma żadnego argumentu (poza ulewą), który byłby wymówką. Nie bywałam na takich badaniach i raczej się nie wybiorę, ponieważ uważam, że bardzo dużo takich badań odbywa się zbyt szybko i często pomija się zbyt wiele elementów, które są jednak ważne.
- Co jest najtrudniejsze w pracy archeologa?
- Chyba rozmowa ze zwykłymi ludźmi o archeologii, ponieważ język archeologiczny jest trudny. Nie jest łatwo wytłumaczyć pewne kwestie bez głębszego kontekstu. Jeżeli ja mam po prostu komuś opowiadać o konkretnych dziedzinach archeologii, to ja w sumie nie wiem, co mam powiedzieć. To jest na tej samej zasadzie, gdy prosisz artystę o namalowanie czegoś, ale tutaj pojawia się pytanie: ale konkretnie co? Gdy ktoś pyta mi się, żebym opowiedziała coś o archeologii, wtedy nie wiem jak mam to zacząć, jakimi słowami mam się posłużyć, żeby ktoś mnie zrozumiał. Moim zdaniem to tutaj leży kwestia edukacji w naszym kraju. Nie porusza się w szkołach szerszych zagadnień dotyczących archeologii, ponieważ historia w szkole w niewielkim zakresie zahacza o epokę brązu oraz wspomina osadę w Biskupinie. I tylko tyle uczniowie dowiadują się o czasach przedhistorycznych. Popularyzacja archeologii jest trudnym tematem, ponieważ my archeolodzy jesteśmy w swoim małym świecie, gdzie posługujemy się swoim językiem. Ten język nie sprzyja kontaktom z innymi ludźmi, niezwiązanym z archeologią. Było kiedyś kilku profesorów, którzy mieli lekki sposób mówienia o archeologii. Wydaje mi się, że nawet praca z łopatą nie jest taka obciążająca, jak przygotowanie się do rozmowy o archeologii. Należy również pamiętać, że każdy archeolog ma swoją wybraną dziedzinę i może inaczej opowiadać o danych tematach. Szkolimy się z ogólnych rzeczy, ponieważ nigdy nie wiadomo, gdzie nas życie poniesie, ale najczęściej zagłębiamy się w to co nas najbardziej interesuje. To znaczy, że ja nie będę znała wszystkich pojęć, które dotyczą na przykład średniowiecza, bo to nie moja dziedzina zainteresowań.
![]() |
| fot. z archiwum Beaty Piotrowskiej |
- Co dokładnie robisz na takich pracach archeologicznych?
- Tutaj jest bardzo szerokie pole do popisu, ponieważ pracujemy z łopatą, ale i mamy dużo pracy papierkowej. Poza tym praca z pędzelkiem dość często ogranicza się do oczyszczania miejsca do zdjęcia. Do tego musimy robić rysunki artefaktów, czy profili wykopów. Później musimy namierzyć miejsce znalezienia danego przedmiotu, umyć to co znaleźliśmy i to oznaczyć. Tak szczerze mówiąc, to archeolog musi być wszystkim. Jesteśmy geodetami, pracownikami fizycznymi i jeszcze pracownikami biurowymi. To w zakresie naszych obowiązków należy opracowywanie dokumentów, które opisują znalezisko. W rzeczywistości nie mamy wolnego czasu, ponieważ co z tego, że kończymy pracę w błocie, skoro potem te rzeczy czyścimy, opisujemy, fotografujemy. Siedzimy przy tym do późnych godzin wieczornych. Wtedy też wykorzystujemy dni deszczowe.
- Jakich cech wymaga praca archeologa?
- Nie można mieć słomianego zapału do tego typu pracy, ale trzeba mieć dużo samozaparcia do pracy. Wiele osób rezygnuje z pracy archeologa, kiedy dowiadują się, że muszą na dwa miesiące wyjechać na praktyki i z tego powodu nie mają wakacji. Trzeba być zaangażowanym oraz zainteresowanym w każdym stopniu, ponieważ musimy spędzać dużo czasu przy książkach. Myślę, że na serio trzeba chcieć być archeologiem. Często słyszę od dzieci, że chcą być archeologami, a rodzice wtedy wypominają, że pewnie to im się jeszcze odmieni. Od razu myślę o sobie, że „niekoniecznie”, ponieważ moje marzenie się nie zmieniło. Jednak mam nadzieję, że te dzieci nie zrezygnują z tego marzenia i będą robić to, co kochają.
- Jakie sytuacje w trakcie pracy nad wykopaliskami zapadły ci w pamięć?
- Najbardziej zapamiętałam sytuację, gdy byłam na wykopaliskach w Turcji. Leżałam na ziemi i eksplorowałam pochówek. Miałam takie wielkie płyty gliniane (coś w rodzaju nagrobka), które pokrywały grób. Niestety trzeba położyć się w tym brudzie i pyle. Nagle wyskoczyła na mnie wielka skolopendra. Ostrzegano nas, że nie można jej dotykać, ponieważ jest niebezpieczna i wydziela jad. Wtedy z pozycji leżącej podskoczyłam na równe nogi! Jak? Nie mam pojęcia. Najciekawsze sytuacje zawsze zdarzały się, gdy eksplorowałam pochówki. Pamiętam jak kiedyś schodziliśmy do krypt w pewnym kościele. Proboszcz pozwolił nam wejść do krypt, żebyśmy zobaczyli te trumny, które są tam od XIX w. Jedna z nich była połamana, więc postanowiliśmy podnieść wieko. Chcieliśmy zobaczyć jak to wszystko się zachowało, jak ten człowiek po tylu latach wygląda. W trumnie znajdował się piękny purpurowy płaszcz należący prawdopodobnie do duchownego. Nagle materiał zrobił się zielony, szary i w końcu się rozsypał. To była kwestia kilku sekund. Powietrze oraz światło, które wpuściliśmy, zniszczyły ten materiał. Byliśmy zaskoczeni, gdyż krypta była regularnie wentylowana Niestety wiele sytuacji jest nie do przewidzenia. Wiele razy zdarza się tak, że odkrywamy grób i wydaje się nam, że kości zachowały się w idealnym stanie, a w rzeczywistości rozpadają się nam w dłoniach. To wszystko jest kwestią warunków, w jakich znajdują się zarówno artefakty, jak i szczątki. Kiedyś nasza kierowniczka wykopów zabrała ze sobą 2-letniego synka. Bardzo grzeczny chłopiec jak na tak małe dziecko. Bawił się sam, ale czasem przypominało mu się, że nie widzi swojej mamy. W mokrej glinie ślizgałam się, aby złapać chłopca, by nie wpadł do 4-metrowego dołu. Byłam cała w ociekającym błocie i przez to bałam się nawet wsiąść do samochodu, aby nie pozostawić brudnych śladów. Jednak bardzo ekstremalnych sytuacji na wykopaliskach nie doświadczyłam. Ale wszystko może się zmienić.
- W czym wygodnie ci się pracuje na wykopaliskach?
- Uwielbiam bojówki z kieszeniami po bokach, ponieważ są praktyczne. Mogę w kieszeniach przechować rękawiczki, pędzle czy woreczki strunowe. Ewentualnie jakieś dresy. Do tego ubieram t-shirt, gdyż on chroni bardziej przed słońcem niż bluzeczka na ramiączkach. Warto też mieć kapelusz oraz okulary. Ważnym elementem są rękawiczki. Bez nich nasze dłonie byłyby bardzo zniszczone oraz po pewnym czasie nie do wyczyszczenia. To jest taki najczęstszy ubiór archeologa.
![]() |
| fot. z archiuwm Beaty Piotrowskiej |
- Czy uważasz, że twój zawód ma przyszłość?
- Jak najbardziej! Uważam, że nie ma takich miejsc, w których coś by się nie znalazło. Archeolodzy będę potrzebni, jednak trzeba dodać, że wszystko zależy od tego jak będą postrzegani i jaka będzie polityka kraju. Nie oszukujmy się, ale wszystko jest uzależnione od polityki, finansów oraz sytuacji gospodarczo-ekonomicznej kraju. Teraz trwa pandemia, która utrudnia prace oraz rozwijanie jakichkolwiek dziedzin. Jeżeli chodzi o badania w Polsce, to pojawiło się wiele niekorzystnych sytuacji. Ktoś przyjął łapówkę albo nie podzielił się ważnymi informacjami na temat znaleziska. Niestety to w jakimś stopniu negatywnie wpływa na wyobrażony obraz archeologa. Jesteśmy potrzebni, ponieważ staramy się zachować dziedzictwo, dzielić się nim i w jakiś sposób interpretować i rekonstruować przeszłość. Jako archeologowi nie zależy mi na cennych przedmiotach, które kosztują miliony, ale na takich rzeczach, które dadzą nam dużo informacji na temat przeszłości. Eksplorując pochówek, jesteśmy w stanie powiedzieć jaką płeć miała ta osoba, w jakim wieku była, kiedy została pochowana czy borykała się z jakimiś problemami zdrowotnymi. Uważam, że to ważne informacje.
- Czy spotkałaś się z wizją archeologa, które są irytujące?
- Często myli się nas z historykami. Wtedy zarzucają nam, że nie znamy jakichś faktów historycznych. Nie oszukujmy się, ale nawet historycy nie znają wszystkich informacji. Troszkę denerwuje mnie to, że archeolodzy są postrzegani przez pryzmat popkultury i bohaterów filmowych, czyli Indiany Jonesa albo Lary Croft. To prawda, że nosimy kapelusz, ale nie zawsze poszukujemy typowych skarbów z nie wiadomo jakimi tajemnicami. Czasem coś cennego się znajdzie, jednak nadal ma to wartość naukową. Niestety obecnie archeolodzy sami niewystarczająco dobrze popularyzują wiedzę. Wówczas znajdują się inni ludzie niezwiązani z nauką, którzy tworzą różne teorie w stylu starożytnych kosmitów lub łowców skarbów. Wtedy wiele osób krytykuje nas, że na niczym się nie znamy, ponieważ w programie mówili inaczej. Nawet w moim najbliższym otoczeniu słyszę, że to kosmici wybudowali na przykład piramidy lub Stonehenge.
- Czy są wykopaliska, które chciałabyś eksplorować?
- Jest całkiem sporo takich miejsc. Zwłaszcza związanych z neandertalczykami i są one nawet w Polsce. Tylko, że u nas te stanowiska niejednokrotnie zachowały się w bardzo złym stanie. Marzy mi się praca we Francji albo w południowych Niemczech, gdzie tego typu stanowiska są w dobrym stanie. Praca przy tych wykopaliskach jest interdyscyplinarna, ponieważ pracują tam zespoły naukowców, którzy zajmują się różnymi dziedzinami nauki i razem są w stanie powiedzieć o całości tego, co udało im się znaleźć i zbadać na danym stanowisku. Niestety w Polsce trudno znaleźć wystarczające środki finansowe na badania z prawdziwego zdarzenia. W większości przypadków, archeolodzy uzależnieni są od środków finansowych inwestora.
![]() |
| fot. z archiuwm Beaty Piotrowskiej |
- Czy są archeolodzy, którzy cię inspirują?
- Czytam prace pisane przez różnych archeologów, a także genetyków. Podziwiam archeologów takich jak Andrea Picin z Włoch czy Marie-Hélène Moncel z Francji. Profesor Moncel pracuje na stanowiskach ze środkowego paleolitu. Jeżeli chodzi o polskich archeologów, to dla mnie takim przykładem jest profesor Kazimierz Michałowski. Uwielbiam jego prace, które na serio cudownie się czyta. To był taki archeolog, który zajmował się wszystkim i wszystko wiedział. Warto również wspomnieć o Józefie Kostrzewskim, który prowadził badania wykopaliskowe w Biskupinie. To on wprowadził badania interdyscyplinarne w Polsce, a do tego dzięki jego inicjatywie robiono zdjęcia lotnicze z balona. Jak na tamte czasy, to było coś niezwykłego. Myślę, że jest wielu wspaniałych archeologów, na których można się wzorować, ale każdy wypracowuje swoje metody pracy przy stanowisku.
- Jaka jest reakcja ludzi, gdy mówisz im czym się zajmujesz?
- Niektórzy z nich są zachwyceni, ponieważ praca archeologa to było ich marzenie w dzieciństwa. Do tego chwalą się, że mają bezpośredni kontakt z archeologiem. Dość często zadają pytania. Jednak są i tacy, którzy mówią, że powinnam lepiej zająć się czymś pożytecznym i lepszym, żeby na siebie zarobić. Niestety czasem robimy za darmo i musimy płacić ze swojej kieszeni za jedzenie albo zakwaterowanie. Nie brzmi to zachęcająco. To nie jest zbyt dochodowy zawód, więc archeologia jest dla prawdziwych miłośników.
- Czy masz jeszcze jakieś pasje, oprócz archeologii?
- Kiedyś trenowałam karate, ale teraz nie zajmuję się żadnym sportem. Lubię malować i rysować, ponieważ to mnie relaksuje. Gram na gitarze. Jestem też członkiem orkiestry przy ochotniczej straży pożarnej w Łabiszynie i gram na flecie poprzecznym. Teraz troszkę trudniej się zgrać, gdyż każdy z nas poszedł w inną życiową stronę, na przykład ja poszłam na studia. Staram się uczestniczyć w jakichś koncertach w miarę możliwości. Ponadto przed pandemią byłam instruktorem kółka plastycznego w Łabiszyńskim Domu Kultury. Chętnie robię warsztaty archeologiczne lub artystyczne dla dzieci właśnie w Łabiszyńskim Domu Kultury.
Z Beatą Piotrowską rozmawiała Angelika Uścińska, 6 VI 2021
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze