Choć co roku odbywa się Festyn Archeologiczny, to jednak zawsze jest to wielkie wydarzenie, które zachwyca i przyciąga turystów. Z tej okazji przygotowywane są atrakcje, a rekonstruktorzy stają na wysokości zadania, aby jak najlepiej pokazać życie przodków. W tym roku dominowały tematy związane z Matką Naturą.
Od 14 do 18 września w Muzeum Archeologicznym w Biskupinie trwał XXVII Festyn Archeologiczny. Każdego dnia na turystów czekało wiele atrakcji oraz ponad 300 rekonstruktorów, wystawców, popularyzatorów nauki oraz edukatorów. Dzięki czemu zadbano nie tylko o zabawę, ale również o edukację. W tym roku tematem przewodnim festynu była Matka Natura.
W niedzielę, 18 września pogoda nie rozpieszczała, ponieważ było chłodno, a słońce ledwo przebijało się przez chmury. To jednak nie powstrzymało turystów, aby przybyć na ostatni dzień festynu i korzystać z uroków tego miejsca. Tym bardziej że na kolejny festyn będzie trzeba czekać cały rok.
ŁUCZNICTWO KONNE
Ogromnym zainteresowaniem cieszył się pokaz łuczniczy z udziałem koni. Podczas festynu wystąpili zawodnicy klubu sportowego “Kawalkada Horseback Archery”. Jedna z uczestniczek Matylda Szymańska dosiadała polskiego konika o imieniu Maryś, a drugi Maciej Tobikowski dosiadał konia pełnej krwi angielskiej Sylwina. Maciej Tomikowski miał na sobie strój szlachty z XVII w. Podobne stroje można zobaczyć w filmach “Potop” czy “Ogniem i mieczem”. Jedną z najtrudniejszych rzeczy było nauczenie konia, aby nie reagował na dźwięk wypuszczanej strzały czy jeżdżenie bez użycia wodzy. W trakcie strzelania jeźdźcy muszą kontrolować konia z dosiadu oraz poprzez łydki. Jeźdźcy strzelali z łuków refleksyjnych. W trakcie łucznictwa konnego nie ma czasu na celowanie, dlatego widowisko było pełne emocji. Gdy koń szybko się poruszał, strzelcy mieli kilka sekund na oddanie strzału w cel.
![]() |
| Dzikie ptaki były ogromną atrakcją, ponieważ są to wyśmienici łowcy fot. Angelika Uścińska |
WOJOWIE
Nieodłącznym elementem każdego festynu w Biskupinie są wojowie, którzy swoim uzbrojeniem zachwycają nie tylko małych chłopców. Okazuje się, że przez popularne seriale jak “Gra o tron” czy aktualnie emitowany “Ród smoka” dorośli również są zainteresowani uzbrojeniem, metodami walk wojów. Choć telewizyjne show robi ogromne wrażenie, to jednak realia walki były troszkę inne, o czym chętnie opowiadali rekonstruktorzy “Chmurnicy - Wojowie Grodu Łekno” oraz “Naglfar - drużyna wojów”. Przy ich stoisku znajdowały się kolczugi, hełmy, broń biała czy tarcze. Z ciekawostek podanych przez wojów, warto podkreślić, że w XVIII w. dominowały kolczugi. Wojownik był nią pokryty niemal od stóp do czubka głowy. Warto dodać, że niektóre z nich ważyły 7 kg, a nawet 12 kg. Turyści, którzy chętnie podnosili hełmy, kolczugi czy miecze, byli zdziwieni ich wagą. Jednak jeszcze większym zaskoczeniem był fakt, że niektóre z tych elementów uzbrojenia były dla rycerzy po prostu lekkie. Warto również dodać, że rzadko kiedy dramatycznie zmieniała się waga pełnego uzbrojenia wojownika. Średniowieczny wojownik w pełnym uzbrojeniu nosił na sobie ok. 20 kg. W tej chwili tyle samo nosi zawodowy żołnierz. Dla rekonstruktorów, którzy noszą swoją zbroję od czasu do czasu, zaczynają odczuwać ciężar podczas pokazów walk. Gdy kiedyś było 9 dni festynu, to rekonstruktorzy śmiali się, że pod koniec w pełnym uzbrojeniu hasali jak sarenki bez żadnego wysiłku.
Do Biskupina przybyli również rzymscy legioniści, których niemal każdy kojarzy z przygód dzielnych galów Asterixa i Obelixa. Jednak tym razem odbyło się bez walk z galami, ponieważ członkowie Legio XIIII GMV Pro Antica z Lublina zaprezentowali musztrę, a także wróżby związane z naturą. Mieli na sobie stroje z okresu wojen galijskich. Ważną postacią był augur, ponieważ to on odczytywał wolę bogów. - Augur dbał o to, aby wróżby były pomyślne. Żartem mówiąc augur w zasadzie siedział na stołku i mówił, czy będzie dobrze i czy legioniści wygrają wojnę. Generalnie dzielił niebo na cztery części i obserwował ptaki, a dokładnie to z której strony przylatują, a ten rytuału nazywał się auspicjum - mówi rekonstruktor Krzysztof Wilkolazki.
SÓL
Gdy obecnie chodzimy do sklepu po sól, nasi przodkowie musieli ją zdobywać w inny sposób. Przy jednym ze stoisk pokazywano dawną metodę zdobywania soli. - Warzenie soli polega na odparowywaniu solanki, czyli słonego źródła. Sól była odparowywana w wielkim naczyniu, które nazywa się panew. W pierwszej kolejności powstaje czarna sól, potem powoli zmienia kolor na żółty, a ostatecznie staje się różowa. Taką sól można wykorzystać do potraw. Tak właśnie kiedyś Słowianie w Kołobrzegu pozyskiwali sól - mówi Jonasz Kowalewski, warzelnik z Kołobrzegu.
![]() |
| Przy stanowisku wojów zawsze było pełno turystów zainteresowanych uzbrojeniem oraz walkami fot. Angelika Uścińska |
KUCHNIA DAWNIEJ
Klub Archeologii Eksperymentalnej “Pajauta” z Litwy przy swoim stanowisku zaprezentował przysmaki, którymi kiedyś zajadali się nasi przodkowie od epoki kamienia do XIV w. Kiedy jeszcze nie było ziemniaków, to zbierano zioła, ziarna, które ich otaczały. Warto dodać, że nadal rosną na naszych terenach. Należą do nich gorczyca, kminek czy jagody jałowca. Wykorzystywano żołędzie, aby robić z nich różne napoje. W lasach szukano grzybów, aczkolwiek zdarzało się, że wielokrotnie przodkowie trafiali na te trujące. Nieodłącznym elementem potraw były ryby oraz mięso. Przy tym stanowisku pieczono również kawał mięsa przy ognisku. Wielu turystów ślinka pociekła na zapach oraz widok tego mięsa.
DRAPIEŻNE PTAKI
Nie zawsze jest okazja stanąć oko w oko z latającym drapieżnikiem jakim jest jastrząb. Tym bardziej że ptak nie jest łatwy w oswajaniu. Jastrząb jest bardzo impulsywnym ptakiem, więc trzeba go zaraz po wykluciu oswajać z obecnością człowieka w domu. Jastrzębie przy stanowisku “Ptasznik-usługi sokolnicze i edukacyjne” zachowywały się spokojnie w towarzystwie podziwiających ich turystów. Jak przekazał Mateusz Moszczyński, na pokaz przywieźli jastrzębia z rodzimego gatunku, który występuje tutaj w Polsce, jastrzębia o białych skrzydłach, który pochodzi z Kamczatki. Oprócz nich były również pustułka oraz puchacz europejski. Nie da się ukryć, że całą uwagę zabierała właśnie sowa Misza, która miała imponujące rozmiary oraz piękne ubarwienie.
MUZYKA
Niemal na całym obszarze muzeum można było słuchać nastrojowej muzyki, która budowała klimat dawnych lat. Natomiast na scenie swoje muzyczne zdolności zaprezentowali Malwina Paszek „Dziewuchy", "Córy Mary" oraz "Huskarl".
W niedzielę zaśpiewała oraz zagrała na lirze korbowej Malwina Paszek. Pomimo chłodu nie przerwała swojego koncertu, choć jej dłonie marzły. Zagrała m.in. utwory z Lubelszczyzny, w których można czuć moc natury. Jedna z pieśni była historią miłosną Jasia i Kasi. Malwina Paszek zachwyciła publiczność swoim niezwykłym głosem, który idealnie wpasował się w klimat festynu, a także grą na instrumencie.
Angelika Uścińska, 19 IX 2022
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze