Ludwik Kurek z Jadownik Rycerskich stoi w miejscu, w którym za chwilę zostanie postawiony słup linii wysokiego napięcia. Wynajęty przez niego geodeta potwierdził, że współrzędne, jakimi dysponowali wykonawcy, nie pokryły się ze stanem faktycznym. Skutkiem tego było postawienie słupa kilka metrów od miejsca, w którym winien stać. fot. Sylwia Wysocka
Żnin, Pakość, słupy wysokiego napięcia, protest, rolnicy, mapy, plany
Wędrówka słupów wysokiego napięcia
Trwa budowa linii energetycznej z Pakości do Żnina. Prace idą pełną parą. Równocześnie z nimi pełną parą protestują właściciele gruntów, na których inwestor postawił słupy. Rolnicy, bo to oni stanowią tę grupę, twierdzą, że co innego było na mapach, a co innego jest w terenie.
W świetlicy wiejskiej w Krotoszynie (gm. Barcin) rolnicy, inspektorzy Powiatowego Inspektoratu Nadzoru Budowlanego w Żninie oraz przedstawiciele wykonawcy ustalali, kto ponosi odpowiedzialność za to, że słupy stanęły nie w tych miejscach, w których powinny. Rolnicy mówią o błędzie i o tym, że w terenie nic się nie zgadza, a wykonawcy, że na papierze wszystko jest w porządku.
Sołtys Krotoszyna Piotr Niestatek powiedział, że gdyby opierać się na mapach, jakimi dysponują wykonawcy, to cała wieś Krotoszyn jest nie w tym miejscu, co powinna. Współrzędne się nie zgadzają, co w praktyce oznaczałoby, że domy musiałyby być przesunięte o kilka metrów. Sołtys zachodzi w głowę, skąd wykonawcy mają mapy, które nie pokrywają się z granicami rzeczywistymi.
Na zebraniu w Krotoszynie inspektorzy nadzoru budowlanego sprawdzali m.in. dokumentację techniczną fot. Remigiusz Konieczka
U Piotra Niestatka na działce o numerze 28 miały stać dwa słupy o numerach 50 i 51. Jeden jest w granicach tej działki, ale to nie znaczy, że stoi w tym miejscu, w którym powinien. Jest przesunięty o 6,70 m. Z kolei drugi słup (nr 50) wyemigrował poza granicę działki numer 28, mimo że miał być właśnie na niej. Tu też przesunięcie wynosi 6,70 m. Sołtys powiedział, że kiedy zaczęły się rozmowy z Eneą, to na jego działce miał być jeden słup, potem okazało się, że będą dwa, ale w innym miejscu. Później, kiedy zawierali umowy i akt notarialny, myśleli, że słupy będą w miejscu, w którym pokazywały mapki będące załącznikami do aktów, a w praktyce okazało się, że są w jeszcze innym.
Na polu Jerzego Stawickiego z Wolic tę niezgodność widać chyba jeszcze bardziej. Rolnik pokazuje mapkę dołączoną do aktu notarialnego i do umowy. Są takie same. Widać na nich wyraźnie, że słup nr 57 powinien stać na granicy dwóch działek - jego działki numer 112 i działki sąsiada numer 111. W terenie słup nr 57 w całości znajduje się na działce Jerzego Stawickiego.
Ludwik Kurek z Jadownik Rycerskich o tym, że słup nr 78 będzie stał w innym miejscu, dowiedział się, jak już ekipa budowlana zaczęła wylewać podmurówkę do słupa. Było to 2 grudnia. Wedle wcześniejszych uzgodnień, słup miał stać na granicy działek, a w efekcie stoi na działce 80/1. Różnica między planem a rzeczywistością wynosi, jak ocenia nasz rozmówca, ok. 7 metrów.
Rolnicy, jak tylko zauważyli, że słupy nie są stawiane w tych miejscach, w jakich powinny, udali się do pracowników wykonawcy. Ci kierowali ich do swoich przełożonych. Tamci zobowiązali się reagować, sprawdzać, ale nic to nie dało. Budowa linii energetycznej się toczyła.
- Mieli zgłosić do firmy, że jest to źle wymierzone, ale zamiast poprawić, to koparka zaczęła kopać w tym miejscu, które mieli zaznaczone - mówi Piotr Niestatek. Działo się to trzy tygodnie temu. Na początku grudnia sołtys postanowił złożyć skargę do Powiatowego Inspektoratu Nadzoru Budowlanego, ponieważ wykonawca zamiast błąd naprawić, kontynuował roboty budowlane.
Jerzy Stawicki pokazuje, jak zostało rozjeżdżone jego pole przez pracowników firmy budującej linię energetyczną. Wykonawca może poruszać się w 18-metrowym pasie. Zdaniem rolnika każde uszkodzenie poza pasem powinno być dodatkowo pokryte. fot. Remigiusz Konieczka
Również Jerzy Stawicki złożył skargę w nadzorze budowlanym, ponieważ mimo zapewnień, że prace nie ruszą póki nie wyjaśni się sprawa, budowa jest kontynuowana. Rolnik z Wolic twierdzi, że wykonawca musi wykonać swoje zadanie do końca miesiąca i dlatego się spieszy, bo chce uniknąć kar z tytułu przekroczenia terminu.
Sołtys Krotoszyna Piotr Niestatek pokazał na mapach lotniczych, jak przebiegają granice jego działek, a potem jak powinna przebiegać nowa linia energetyczna. Na załączniku do aktu notarialnego przebieg się zgadza, ale już w terenie - nie. fot. Remigiusz Konieczka
Jerzy Stawicki wskazuje na jeszcze inne uchybienia, ot chociażby to, że pojazdy ekipy budowlanej poruszają się poza wyznaczonym 18-metrowym korytarzem i rozjeżdżają mu pole. - Na moje inwestor nie panuje nad tym, co robi wykonawca - słyszymy.
Ludwik Kurek postanowił sam wynająć geodetę, aby ten sprawdził, kto się myli: on, który od lat mieszka w Jadownikach i zna granice swojego gospodarstwa jak własną kieszeń czy ekipa budowlana. Wystąpił do geodety o wznowienie granic. Pomiary wykonane przez geodetę potwierdziły racje Ludwika Kurka. - Te granice od stu lat są takie i geodeta to potwierdził - powiedział rolnik z Jadownik. Ale wykonawca i tak postawił słup według tego, co miał na papierze.
Powiatowy Inspektorat Nadzoru Budowlanego 9 grudnia w świetlicy w Krotoszynie zorganizował spotkanie. Przyjechali tam rolnicy z gmin Barcin i Żnin oraz przedstawiciele wykonawcy.
Inspektorzy powiedzieli, że ich zadanie będzie polegało na sprawdzeniu, czy inwestycja wykonywana jest zgodnie z wydanym pozwoleniem na budowę.
Pozwolenie to zostało wydane w tym roku w trzech częściach (na trzy odcinki linii Pakość - Żnin) od czerwca do września. Janusz Biegański, kierownik wydziału urbanistyki i architektury w żnińskim Starostwie Powiatowym powiedział, że dokumentacja była prawidłowa, a wnioskodawcy nie musieli niczego uzupełniać czy poprawiać. Pozwolenie zostało wydane.
Podczas zebrania rolnicy przedstawili swój punkt widzenia. Natomiast inspektorzy stwierdzili, że najprawdopodobniej nastąpił błąd w momencie przenoszenia map papierowych na nośnik cyfrowy. Przy mapie w skali 1:1000 jeden mm przesunięcia na mapie daje 1 m różnicy w terenie.
Zdaniem inspektorów, odstąpieniem w tym wypadku byłaby zmiana długości linii, bo to jest podstawowym kryterium tzw. budowy liniowej. Inspektorzy wyjaśnili, że mapy, jakie ma wykonawca, służą do celów projektowych. Do PINB dodatkowo biuro projektowe ma dostarczyć podkłady geodezyjne, na których pracowali autorzy projektu. Za wykonanie inwestycji zgodnie z projektem odpowiada m.in. kierownik budowy i geodeta.
Po zakończeniu budowy zostanie wykonana inwentaryzacja, a słupy i cała linia zostaną naniesione na mapę zasadniczą. Zdaniem inspektorów, jeśli okaże się, że współrzędne się zgadzają, to trudno będzie podważyć samo pozwolenie na budowę. Jeżeli właściciele działek chcą dochodzić swych praw, winni to zrobić na drodze cywilnoprawnej.
Dariusz Czeremuszkin, zastępca dyrektora do spraw technicznych Islandzko-Polskiego Biura Projektów Energetycznych sp. z o.o., które jest autorem projektu technicznego, powiedział, że wykonanie mapy do celów projektowych jego biuro zleciło firmie zewnętrznej. Pomiary wykonał geodeta, podpisał się pod nimi, Centralny Ośrodek Dokumentacji Geodezyjnej i Kartograficzne przyłożył stempel i mapy w takiej wersji trafiły do biura projektów. Kierownik podkreślił, że nie sposób podważać wiarygodności danych uwiarygodnionych podpisami i pieczątkami.
Obecny na zebraniu geodeta (odpowiedzialny za wytyczenie budowy oraz inwentaryzację, a nie przygotowanie pomiarów do mapy służącej do celów projektowych. przyznał, że wytyczał współrzędne na podstawie danych satelitarnych (GPS). Otrzymał zadanie wyznaczenie współrzędnych i je wykonał. Dodał, że wszystkie pomiary mu się zgadzały. Wyjaśnił też, że urządzenie wyznacza z dokładnością do 2 cm, więc mało prawdopodobne są aż tak duże różnice.
O wyrażenie stanowiska w tej sprawie poprosiliśmy inwestora, a mianowicie firmę Enea Operator. Zapytaliśmy o termin zakończenia inwestycji i o to, czy w związku z jego przekroczeniem wykonawcy grożą kary. Zadaliśmy również pytanie, czy Enea w ogóle wie o roszczeniach rolników i co z tym zamierza zrobić. Otrzymaliśmy odpowiedź od Waldemara Oltera, Regionalnego Rzecznika Prasowego Oddziału Dystrybucji Bydgoszcz firmy Enea Operator. Oto co napisał: Termin zakończenia prac budowlanych w ramach inwestycji pod nazwą „Przebudowa linii 110 kV Pakość - Żnin“ został określony w umowie na 31 grudnia 2015 r. Postępowanie w przypadku niedotrzymania terminów umownych określone jest w umowie, jaką zawarliśmy z wykonawcą. Zapisy umowy objęte są tajemnicą handlową. Wiemy o problemach występujących podczas realizacji inwestycji. Zadanie realizowane jest w systemie „zaprojektuj i wybuduj“. Wymagamy wykonania dla nas gotowego produktu w postaci linii elektroenergetycznej 110 kV, wolnego od wad prawnych i technicznych.
Rolnicy po ubiegłotygodniowym spotkaniu w Krotoszynie nie są zadowoleni, ponieważ nikt z obecnych przedstawicieli wykonawcy nie chciał przyznać się do błędu. - Ktoś powinien wziąć za to odpowiedzialność, a tu? Kogo szukać? Z kim walczyć? Z satelitą? - pytał Piotr Niestatek.
Ludwik Kurek postanowił wziąć sprawy we własne ręce. Zlecił temat radcy prawnemu. Najprawdopodobniej będzie szukał wyjaśnień na drodze sądowej.
Remigiusz Konieczka
Pałuki nr 1244 (50/2015)
Inne teksty na ten temat:
Zgodnie z pozwoleniem
Przejdź do forum.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze