6 października 2026 roku w dworze w Marcinkowie Górnym wójt Rogowa, Tomasz Michalczak w imieniu prezydenta RP wręczył Medale za Długoletnie Pożycie Małżeńskie kilkunastu parom, które brały ślub w 1974 roku.
Otrzymali je: Bernardyna i Jan Szkatulscy, Irena i Kazimierz Rybarczyk, Zofia i Ryszard Krokos, Teresa i Tadeusz Galij, Teresa i Józef Tańscy, Teresa i Antoni Lange, Krystyna i Andrzej Krygier (pani Krystyna nie mogła być obecna na uroczystości z powodu choroby; jubilatowi towarzyszył zięć), Maria i Ryszard Zamiar, Genowefa i Henryk Łukomscy, Grażyna i Józef Szymczak, Urszula i Jan Cegielscy, Irena i Zbigniew Nowak oraz Maria i Bernard Słota.
Uroczystość otworzyła pani kierownik Urzędu Stanu Cywilnego Joanna Tylzer, która - choć nie udzielała tego dnia ślubu, tak czy tak odniosła się w pięknych słowach do istoty małżeńskich związków: - Nie sztuką jest pokochać, sztuką jest wytrwać. Wasze małżeństwa są pięknym przykładem tego, że trwała miłość nie polega wyłącznie na wielkich, uroczystych gestach. Buduje się ją przede wszystkim każdego dnia poprzez cierpliwość, rozmowę, wyrozumiałość, umiejętność przebaczania, wspólne podejmowanie decyzji i zwykłą obecność drugiego człowieka.
Wójt w imieniu prezydenta RP udekorował jubilatów, otrzymali kwiaty i podkreślił: - Na żaden medal nie pracuje się tak długo. Myślę, że nawet olimpijczycy nie pracują tyle na medal olimpijski, więc to naprawdę piękny wyczyn, ale też efekt tego, że jesteście ze sobą, kochacie się, jesteście ze sobą przez te 50 lat - i w chwilach trudnych, bo takie jest życie, ale też w tych chwilach radosnych, gdzie można się z chwil ciekawych, życiowych i radosnych cieszyć.
Po lampce szampana i obiedzie kilkoro z jubilatów zgodziło się na zdradzenie nam tajemnicy, jak się poznali.
Bernardyna i Jan Szkatulscy poznali się w pracy. Pan Jan pracował w Zakładzie Rolnym, a pani Bernardyna przyszła tam na staż. I staż okazał się owocny nie tylko zawodowo.
Józef Szymczak wybierał się w Matki Boskiej Gromnicznej do kościoła. I spóźnił się na autobus. Do kościoła nie pojechał, więc zaszedł do kolegi. To była sobota, a kolega wybierał się na zabawę do Lubcza. Jego dziewczynie towarzyszyła koleżanka i pan Józef stwierdził – A, to pojadę z wami. Na zabawie zaiskrzyło. Zaczęli się spotykać. - I jesteśmy razem do dziś – mówi pan Józef. Data spotkania jest dla nich ważna. – 2 lutego pamiętamy, są kwiaty, wspomnienia – zaznacza pani Grażyna Szymczak.
Autobus odegrał także ważną rolę w życiu Marii i Ryszarda Zamiar. – Zatrzymałam autobus – mówi pani Maria. Szła ulicą Bydgoską w stronę głównego przystanku, ale nie skrótem, tylko wprost na budynek dawnego dworca. Wiadomo – czasem autobusowi jadącemu do Żnina zdarzało się jechać prędzej. Gdy się machnęło – zatrzymywał się. A więc Pani Maria wsiadła do autobusu. Pan Ryszard spojrzał na nią – i już wiedział, że tę dziewczynę musi odszukać. – Szukałem kontaktu, sposobu – jak ją poznać? – mówi. – W końcu się udało. Przez kuzynkę. Kuzynka była koleżanką siostry pani Marii. Pani Maria dopowiada: - Z kolegą i drugim kolegą i kuzynką przychodzili do nas na kawę. Jak przychodzili, to ja wychodziłam, byłam młodsza, a to byli starsi, niech sobie rozmawiają. Aż w końcu dotarło do mnie, że powinnam zostać. Całą grupą się potem umawialiśmy do kawiarni, była taka w Rogowie, mówiło się „U Kanclerza”.
Józefa Tańskiego siostra wysłała do sklepu po mleko. – Byłam akurat w sklepie, patrzę – wchodzi fajny chłopak. Spodobał mi się. Zagadnęłam go, chwilę porozmawialiśmy – mówi pani Teresa. - Chłopaków nam we wsi brakowało na zabawach. Mówię do koleżanki, że dwóch się przeprowadziło do bloków, zaprośmy ich na zabawę. Może by sami na to nie wpadli? Ta zabawa była jednocześnie pierwszą randką. - Już wtedy zapowiedział, ze będę jego! - mówi pani Teresa. I tak się stało.
Państwo Łukomscy poznali się na zabawie w Gołąbkach, na grzybku w lesie, gdzie zawsze grała dęta orkiestra wojskowa z Bydgoszczy. – Przyszliśmy osobno, wyszliśmy razem – mówią.
Co chcą powiedzieć młodym ludziom, którzy dziś są w tym wieku, w którym oni się poznawali?
Jan Szkatulski: - Żyć w zgodzie, pomagać sobie, szanować się i kochać się.
Grażyna Szymczak: - Ja miałam wtedy 22 lata. Dziś młodzi w tym wieku to jeszcze dzieci. A myśmy już szykowaliśmy się do rozpoczęcia życia na własny rachunek. Jak poczują coś do siebie, trzeba to uczucie pielęgnować. Powiem tak: nie skreśla się drugiej osoby nawet w trudnych chwilach.
Józef Szymczak: - Musi być w rodzinie wspólny cel. Na pytanie, co jest tym wspólnym celem, pada odpowiedź: - Ta druga osoba, wspólne życie, rodzina.
Józef Tański: - Wyrozumiałość, wierność. Nie kłamać. Prawdę mówić.
Teresa Tańska: - Jedno drugiemu musi ustąpić.
Genowefa Łukomska: - Panie, miłość to za mało. Musi być przyjaźń. Trzeba wybaczać, szanować się nawzajem, liczyć się ze zdaniem drugiego.
Ryszard Zamiar: - To się nie opiera tylko na tych pierwszych iskrach miłości. Trzeba się skupić na przyjaźni, wyrozumiałości i uzupełniać się.
W marcinkowskim dworku wręczono medale parom, które brały ślub w 1974 roku, a mamy przecież 2026, czyli odznaczenia są dwa lata spóźnione. W Rogowie z niecierpliwością czekają na moment, kiedy można będzie nadgonić zaległości.
Kancelaria Prezydenta dementuje, że że wydłużony czas oczekiwania nie jest skutkiem „złej woli czy opieszałości” i wskazuje na zaległości powstałe podczas pandemii COVID-19 oraz na wyjątkowo dużą liczbę par obchodzących obecnie 50-lecie małżeństwa. W samym 1975 r. zawarto 330,8 tys. małżeństw - najwięcej w całym XX wieku, kolejne cztery roczniki były pod tym względem podobne.
Kancelaria zwraca również uwagę, że każdego wniosku nie można po prostu automatycznie zatwierdzić. Wszystkie przechodzą weryfikację formalną oraz archiwalno-ewidencyjną, obejmującą sprawdzenie przesłanek do nadania medalu i poprawności danych. Jak zaznaczono: „Od tych procedur nie ma wyjątków”. 24 czerwca bieżącego roku do rozpatrzenia pozostawało około 100 tys. wniosków.
Dominik Księski
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze