- Krew z niej tryskała. Pies miał dwie dziury w ciele - mówi pan Stanisław. Drugi pies nie wrócił. Właściciel pomyślał, że trafiły na stado dzików i - jak wówczas przypuszczał - Murzyn został zagryziony i nie wrócił, a Nuce udało się uciec. Było inaczej.
10-letnia Nuka zdołała uciec i urodziła przedwcześnie dwa szczenięta, którym udało się przeżyć. W jej ciele tkwią do dziś dwie kule. fot. Arkadiusz Majszak Pan Stanisław z Godaw (nazwisko do wiadomości redakcji) miał dwa psy: dziesięcioletnią suczkę, mieszańca z owczarkiem niemieckim i dwuletniego samca. Oba psy często biegały po polach w okolicach posesji. 24 stycznia około południa będąca w zaawansowanej ciąży suczka Nuka przybiegła wystraszona i zakrwawiona.
- Krew z niej tryskała. Pies miał dwie dziury w ciele - mówi pan Stanisław. Drugi pies nie wrócił. Właściciel pomyślał, że psy trafiły na stado dzików i - jak wówczas przypuszczał - samiec został zagryziony i nie wrócił, a suczce udało się uciec. - To dobre psy na dziki. Szybko je wyczuwały i zawsze goniły z pola i szczekały - zaznacza właściciel. Zaraz po zdarzeniu suczka urodziła 2 szczenięta. Były bardzo malutkie. W opinii właściciela stres, jakiego doznało zwierzę, spowodował przyspieszenie porodu. Pan Stanisław cały czas obserwował Nukę i jej rany. Dwa tygodnie po zdarzeniu doszedł do wniosku, że nie były to rany po pogryzieniu dzika. Kiedyś miał psa, któremu dzik przebił kłami brzuch. Pomyślał, że w tej sytuacji pies również nie miałby szans w starciu z samcem dzika. Szukał również w okolicy młodszego psa. Bezskutecznie.
- Ta sytuacja cały czas nie dawała mi spokoju - mówi pan Stanisław, który tydzień temu zawiózł Nukę do gabinetu weterynaryjnego Stanisława Plewy w Żninie.
- W gabinecie pana Plewy zostało zrobione prześwietlenie. Okazało się, że w ciele psa znajdują się dwie kule. Są to małe, ołowiane, pięciomilimetrowe kulki. Utkwiły głęboko. Na razie nic nie należy z tym robić, bo nic się z tym nie dzieje. Jednakże ołów to jest trucizna. Zobaczymy co będzie się działo. Jedna kula weszła pod łopatkę, a druga pod kręgosłup. Wszystko wskazuje na to, że drugi pies został zastrzelony, skoro nie wrócił. To bardzo wierne i oddane psy. Bardzo łagodne. Bez żadnych oporów podchodzą do ludzi. Wystarczyło, że oprawca je tylko zawołał i łatwo było mu do nich z niewielkiej odległości strzelić. Jeśli wycelował w głowę młodszego psa, to nie miał szans, a suczka starsza i mądrzejsza zdołała jeszcze uciec i przybiec do domu - relacjonuje pan Stanisław.
Kto mógł strzelać do psów? Właściciel zwierząt wyklucza, by do czworonogów strzelali myśliwi. Opowiada, że z broni myśliwskiej kula przeszłaby na wylot i rozerwała ciało psa. Według pana Stanisława, po strzałach z broni myśliwskiej pies by nie przeżył.
- Po wystrzale z broni myśliwskiej rany byłyby znacznie większe. To jest zupełnie inna siła, jak z kałasznikowa, który 30-centymetrową sosnę przestrzeli na wylot. Te kule, które utkwiły w ciele Nuki, prawdopodobnie pochodzą z broni sportowej, może z kbks-u. Ją też chciał zastrzelić, tylko że pies zdążył uciec przed śmiercią - wyjaśnia mieszkaniec Godaw. I dodaje: - Te psy do wsi bały się zbliżać. Biegały tylko w obrębie posesji. Do skraju lasu biegły co najwyżej za dzikiem. Same się tam nie oddalały. A dziki tu przychodzą, bo za stodołą mam ziemniaki, koło mnie rosną też dęby, a żołędzie to jeden z przysmaków dzików.
Pan Stanisław po stwierdzeniu u weterynarza, że pies został postrzelony, sprawę zgłosił na policji. Policja prowadzi w tej sprawie postępowanie przygotowawcze w celu ustalenia sprawcy.
Lekarz weterynarii Stanisław Plewa mówi Pałukom, że w ciele psa znajdują się odłamki pocisków, co świadczy o tym, że został postrzelony. - Strzały były na tyle niegroźne, że pies przeżył, ale kule tkwią w ciele nadal. Lepiej ich nie ruszać, tym bardziej, że zwierzakowi to nie przeszkadza i może funkcjonować. Zabieg mógłby stworzyć ryzyko infekcji. Gdyby rana nie była zabliźniona, gdyby to był świeży przypadek, podejście byłoby inne - wyjaśnia lekarz weterynarii. I dodaje, że spotkał się już z podobnymi przypadkami w powiecie żnińskim, w Świątkowie. Wyjaśnia, że operował psa, który został postrzelony w Świątkowie. Według Stanisława Plewy, trafiają się osoby, które jako cel obrały sobie psy. - I czują się w tym wszystkim bezkarni - podsumowuje Stanisław Plewa.
Arkadiusz Majszak
Pałuki nr 1305 (7/2017)
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze