Wielu z nas przechowuje fotografie obrazów, fragmenty filmów czy zdjęcia artykułów prasowych, a także utwory muzyczne na smartfonach. Cyfrowe kopie utworów muzycznych, filmów i autorskich tekstów są masowo powielane, przesyłane i słuchane, czytane, oglądane. Czy ich twórcy z Polski mają udział w dochodach z tego tytułu? Jak dotąd - nie mają.
Polska jest jedynym krajem Unii Europejskiej, który nie zaktualizował listy urządzeń, od których jest pobierana opłata reprograficzna. Aktualne przepisy z 2008 roku w przypadku audio i wideo oraz z 2011 roku w odniesieniu do książek i prasy wyliczają wśród urządzeń służących do kopiowania: kserokopiarki, skanery, oraz „czyste nośniki”, czyli papier i płyty CD/DVD. Na ich producentach, czy importerach ciąży obowiązek płacenia symbolicznej kompensaty za prawa autorskie dla twórców rzędu 1%-1,5% ceny. Lista ta jest oczywiście anachroniczna; przez niemal dwie dekady zmieniły się technologie i obyczaje użytkowników. Trzeba ją uzupełnić o urządzenia, z których korzystamy współcześnie, czyli przede wszystkim smartfony, komputery i tablety.
Dla twórców: kompozytorów, autorów piosenek, filmowców, pisarzy i dziennikarzy, którzy na skutek rewolucji cyfrowej nie sprzedają już tylu płyt, jak dawniej, książek, czy egzemplarzy gazet opłaty reprograficzne mogłyby w części to zrekompensować. Rozumie to i chroni swoich twórców Europa i niemal cały świat, podczas gdy w Polsce lobbyści handlowców i producentów sprzętu wciąż kłamią, że to „nowy podatek” i straszą podwyżkami, rewolucją cenową.
Autorskie prawa osobiste i majątkowe mają charakter bezwzględny, co oznacza, iż tylko twórca lub posiadacz praw może tymi prawami rozporządzać i decydować, czy i na jakich warunkach udostępnić utwór. Biorąc pod rozwagę interesy użytkowników - obywateli i instytucji, wynikające z pozytywnych aspektów korzystania z szeroko rozumianej twórczości - ustawodawca przewidział jednak pewne wyjątki od tej bezwzględności.
Do ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych (tekst. jedn. Dz. U. z 2025 r. poz. 24 - dalej jako upapp) wprowadzono przepisy o dozwolonym użytku
(rozdział 3, oddziały 3-62). Chodzi o zasady na jakich można korzystać z utworów bez pytania autora czy też innego posiadacza praw o zgodę. Zasady te nie mogą naruszać normalnego korzystania z utworu ani godzić w słuszne interesy twórcy (art. 35 upapp) i muszą być wyraźnie wymienione w ustawie. Obok użytku publicznego (np. wyjątki dla szkół, bibliotek, archiwów) ustawodawca przewidział także dozwolony użytek osobisty. Zgodnie z art. 23 ust. 1 upapp, „[bez zezwolenia twórcy wolno nieodpłatnie korzystać z już rozpowszechnionego utworu w zakresie własnego użytku osobistego”, który - co sprecyzowano w ust. 2 - „obejmuje korzystanie z pojedynczych egzemplarzy utworów przez krąg osób pozostających w związku osobistym, w szczególności pokrewieństwa, powinowactwa lub stosunku towarzyskiego”. Trzeba też pamiętać, że w Polsce obywatele korzystają z niezwykle szerokiego - na tle innych krajów - prawa do owego dozwolonego użytku. Słowo „osobiście” - warto zaznaczyć - oznacza kontakt face to face.
Aby uniknąć sytuacji, w której twórca lub producent dzieła zostałby pozbawiony jakiegokolwiek dochodu, wprowadzono właśnie wspomniane rekompensaty. Obywatel, który korzysta z utworów dla własnego użytku osobistego, nie musi bezpośrednio płacić twórcy. Ten ostatni bowiem (zgodnie z art. 20 upapp) otrzymuje środki za pośrednictwem właściwych organizacji zbiorowego zarządzania od producentów i importerów urządzeń służących zarówno do kopiowania (np. ksero, skaner), jak i do utrwalania kopii, czyli tzw. czystych nośników (np. papier, płyta CD/DVD). Wspomniane urządzenia czy nośniki są wyraźnie ustalone przez ustawodawcę i wymienione we właściwym rozporządzeniu (Dz. U. z 2003 r., nr 105, poz. 991), które było po raz ostatni nowelizowane w 2011 roku (w przypadku kserokopiarek i związanych z nimi czystych nośników – Dz. U. z 2011 r., nr 105, poz. 616) oraz w 2008 roku (w przypadku, magnetowidów, magnetofonów, kaset itp. - Dz. U. z 2008 r., nr 235, poz. 1599).
Problem polega właśnie na tym, iż ten akt wykonawczy nie był zatem od wielu lat uaktualniany i nie uwzględnia postępu technologicznego. Kto z nas korzysta jeszcze z radiomagnetofonów, kaset wideo czy faksów? Znacząco częściej do kopiowania służą nam aparaty cyfrowe, w tym te w smartfonach, których wspomniane, nadal obowiązujące rozporządzenia nie zawierają.
Lista urządzeń i czystych nośników wymaga nowelizacji. Polska jest jedynym krajem UE, który nie dostosował do rzeczywistości spisu zawartego w ww. rozporządzeniach. Twórcy nie otrzymują zatem rekompensat w należytej wysokości. Trzeba tutaj od razu wyraźnie stwierdzić, iż nie chodzi wcale o jakikolwiek - jak to starają się lansować przeciwnicy tych słusznych przecież rekompensat - podatek. Głoszone przez nich hasła typu „podatek od smartfonów” to po prostu czysta manipulacja. I to tym bardziej, że w krajach, w których środki na rekompensaty dla twórców są pobierane od nowoczesnych urządzeń i nośników, w tym od smartfonów, urządzenia te są tańsze niż w Polsce. Zatem opłaty te nie wpływają na cenę towarów, nie wspominając już nawet, iż wynoszą one zaledwie kilka (1-3) procent. Dla przykładu - za kartkę papieru opłata ta wynosi 1,25% (projekt rozporządzenia proponuje 0,75%), za płytę CD - 1,72%, a za DVD - 2,53%. Dla smartfonów i tabletów MKiDN proponuje tę opłatę na poziomie zaledwie 1% ceny urządzenia.
Wprowadzanie rekompensaty za aparaty cyfrowe czy smartfony jest konieczne. Nowoczesny telefon komórkowy służy do wielu celów, nie tylko do prowadzenia rozmów i wysyłania wiadomości. Przy opłacie na poziomie 1% oznaczałoby to, iż w cenie smartfonu wynoszącej
1800 zł, byłoby to 18 zł, a dla popularnej marki jak np. iPhone za ok. 3 tys. zł - 30 zł. Dla producenta i importera to kwota nieistotna, dla twórców jednak - fundamentalna. Obecnie autorzy, pisarze, malarze, dziennikarze, graficy, muzycy, filmowcy i szeregi innych artystów - słowem wszyscy twórcy, a także producenci kultury, w tym wydawcy prasy - są pozbawieni rekompensaty za coraz szersze wykorzystywanie efektów ich twórczej działalności. Nadszedł czas, by polscy decydenci - wzorem innych krajów - dokonali nowelizacji rozporządzeń. Jest to warunek sine qua non dla utrzymania poziomu kreatywności i zapewnienia szerokiej oferty dla społeczeństwa.
I właśnie 23 lipca br. na stronach RCL (https://legislacja.rcl.gov.pl/projekt/12400254) ukazał się projekt nowelizacji wspomnianych rozporządzeń. Projekt jest obecnie poddany konsultacjom społecznym.
Decyzja ta jest i tak o wiele lat spóźniona w stosunku do rozwiązań przyjętych w innych krajach, a przede wszystkim w stosunku do rynkowych realiów korzystania z urządzeń służących do kopiowania utworów. Wydawcy prasy, dziennikarze oraz wszyscy twórcy i producenci kultury dopominają się o to od kilkunastu lat. W odniesieniu do prasy badania wskazują, że materiały prasowe kopiuje blisko 80% badanych.
Czy rząd ulegnie lobby producentów smartfonów, produkowanych przez gospodarcze potęgi poza granicami naszego kraju, czy też będzie się kierował interesem polskich twórców? Zobaczymy.
na podstawie materiałów
Izby Wydawców Prasy
zredagował
Dominik Księski
Pałuki 33/2025 [1748]
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze