Reklama

Wystąpić można, płacić trzeba

Henryk Zachulski skarży się, że rowy przy jego polu nie są czyszczone

    fot. Magdalena Kruszka

Gminna Spółka Wodna, rolnik, Henryk Zachulski, ziemia, rów, stan, woda
     Wystąpić można, płacić trzeba
    Henryk Zachulski z Łabiszyna Wsi posiada ziemię przy drodze wojewódzkiej nr 254. W ostatnim czasie chciał wystąpić z Gminnej Spółki Wodnej tłumacząc, że spółka nie spełnia swojej roli, a jego plony regularnie są zalewane. Renata Kwiatkowska z Gminnej Spółki Wodnej tłumaczy, że najpierw rolnik musi uregulować zaległości, a potem można podjąć z nim dyskusję na temat jego ewentualnej rezygnacji z członkostwa.

     Henryk Zachulski uprawia pole przy drodze wojewódzkiej nr 254 w Łabiszynie Wsi od przeszło 45 lat. Jest to około 5 ha gruntów. W ostatnim czasie zauważył, że rowy, które biegną przez jego pole, nie są przez Gminną Spółkę Wodną utrzymywane w zadowalającym stanie. Zauważa, że wiosenna uprawa pola nie sprawia problemu, natomiast kiedy przychodzi kwiecień i opady, to zdarza się, że woda na polu sięga aż po kostki.
     - Cztery lata temu morgę ziemniaków mi zalało i nic nie było, pływały w wodzie - skarży się Henryk Zachulski i podkreśla, że od lat przepust na drodze wojewódzkiej jest zapchany i woda nie ma swobodnego ujścia. Henryk Zachulski tłumaczy, że przy drodze wojewódzkiej przy przepuście jest wzniesienie, które osypuje się przy większych opadach deszczu. Degradację skarpy zauważa zwłaszcza w kwietniu. Wówczas to, co zostaje nawiezione, spływa z powrotem do rowu, który - jak twierdzi - od lat nie był czyszczony.
     - Woda całą skarpę wyrywa i to wszystko spada do rowu - mówi Henryk Zachulski. - Za komuny rowy były czyszczone, a w ostatnich latach, to w ogóle. Tylko chcą, żeby im składkę odprowadzać, a ja nie płacę, bo rowu mi nie czyszczą. Nie mogę się doprosić, żeby coś zrobili. Cały czas mówią, że nie mają pieniędzy. Raz pracownik kosił trzcinę, która na rowie porosła, to mi tę trzcinę wyrzucił na zasiewy, a chyba powinien wywieźć. Ja już przez to wszystko zdrowie i nerwy tracę.
     Renata Kwiatkowska z Gminnej Spółki Wodnej podkreśla, że oczyszczanie rowów na polach odbywa się we współpracy z rolnikami. Spółka udostępnia ludzi i sprzęt do czyszczenia rowu, a rolnicy biorą na swoje barki ciężar związany z uporządkowaniem tego, co z rowu zostanie wydobyte. Dodaje, że możliwe, iż trzcina wycięta z rowu pozostała na polu, podkreśla jednak, że na pewno nie zrobiono tego w czasie, kiedy mogłoby to zniszczyć plony.
     - Czy ta trzcina na polu w takiej sytuacji jest problemem? - pyta Renata Kwiatkowska, która odniosła się także do zarzutu związanego z tym, że rowy nie są oczyszczane. - Przyszła do nas osoba anonimowa i poinformowała, że pan Zachulski sam sobie ten rów zakopał. On orząc swoje pole worał się w rów. Nie chcę wchodzić z nim na drogę sądową, ale chciałabym, żeby on ten rów przywrócił do pierwotnego wyglądu.
     Henryk Zachulski postanowił swego czasu zaprzestać opłacania składek, a w ostatnim czasie wręcz wystąpić z Gminnej Spółki Wodnej. Był w tej sprawie w Starostwie Powiatowym, tam poradzono mu złożyć pisemną rezygnację z członkostwa i właśnie to uczynił. W połowie stycznia otrzymał odpowiedź, że członkostwo w Gminnej Spółce Wodnej określa statut, według którego członkiem jest właściciel gruntów położonych w obszarze działania spółki. W piśmie tym prezes zarządu Zenon Zieliński informuje, że członek spółki zobowiązany jest do wnoszenia składek i ponoszenia na rzecz spółki określonych świadczeń niezbędnych do wykonywania statutowych działań.
     - Nieprzestrzeganie przez członka postanowień statutu, w szczególności zaleganie w opłacaniu składek melioracyjnych, będzie skutkowało wszczęciem postępowania egzekucyjnego poprzez windykację należności - informuje Zenon Zieliński. - Poza tym członek spółki zobowiązany jest do udostępniania swoich gruntów, aby spółka mogła wykonywać zadania niezbędne do jej funkcjonowania. Pana oświadczenie dotyczące wystąpienia ze spółki wodnej nie ma odniesienia do obowiązującego prawa.
     Henryk Zachulski jest zbulwersowany takim postawieniem sprawy. Powołuje się na opinię prawnika opublikowaną w magazynie branżowym Tygodnik Rolniczy, w którym podaje się, w oparciu o odpowiednie przepisy i wyroki sądowe, że można wypowiedzieć członkostwo w spółce wodnej, gdyż nie jest ono przymusowe.
     Renata Kwiatkowska tłumaczy, że najpierw rolnik musi uregulować zaległości, a potem można podjąć z nim dyskusję na temat rezygnacji z członkostwa. Zaznacza jednocześnie, że wystąpić ze spółki można, ale wtedy trzeba na własny koszt utrzymać rów melioracyjny na własnym polu. Osoba taka jest też zobowiązana do ponoszenia opłat w Gminnej Spółce Wodnej.
     - Chcielibyśmy się z tym panem dogadać, a nie załatwiać sprawę przez gazetę - zauważa Renata Kwiatkowska. - On musi zrozumieć, że jeśli ileś lat korzystał z urządzeń melioracyjnych i one mu służyły, to w porozumieniu kluczowe jest uregulowanie należności i ludzkie podejście, a potem możemy podjąć temat rezygnacji z członkostwa w spółce. Jeśli ma oczekiwania wobec nas, to niech też wykaże chęć współpracy.
     Renata Kwiatkowska podkreśla także, że rowu Henryka Zachulskiego w tej chwili nie da się czyścić, bo jest zasypany, zarośnięty i zdegradowany z powodu działań, jakie rolnik prowadzi na swoim polu. Taki stan trwa od około dwóch lat. Zapewnia, że wcześniej rów był czyszczony.
     Innego zdania jest Henryk Zachulski. - Oni nie spełniają swojego zadania, więc chciałem wystąpić ze spółki - mówi rolnik. - Rów zarośnięty, a oni mi przysyłają pismo, że mam płacić. To ja się pytam, za co mam płacić, skoro rowów nie czyszczą? Niech powiedzą, kiedy mój rów był czyszczony. To było tak dawno, że tego rowu praktycznie w ogóle już nie ma. Jak spojrzeć na pole, to nie wiadomo, którędy rów idzie. Powinni go odtworzyć wzdłuż granicy mojego pola. Zaczyna się już od przepustu przy drodze gminnej, który jest nie w tym miejscu, co powinien. Zamiast odprowadzać wodę granicą mojego pola, to on się wbija w to moje pole. Dalej rów ginie, a na końcu ten przeklęty rów zamiast iść wzdłuż mojego pola, to idzie w poprzek. Ja wiem, że tak to wygląda na mapach, ale czy nie można by z tym zrobić porządku?
     Henryk Zachulski twierdzi, że gmina podjęła się dwa lata temu remontu fragmentu drogi gminnej nie wiedząc, którędy ona biegnie. Wspomina, że urzędnik forsował wtedy, żeby droga miała szerokość sześciu metrów, żeby mógł swobodnie przejechać kombajn. Stwierdził, że ostatecznie zrobiono drogę o szerokości 4,5 metra. Rolnik informuje, że wówczas był w wydziale geodezji i tam dowiedział się, że droga nie powinna być szersza niż trzy metry. Zauważa, że użytkownicy tej drogi często wręcz wjeżdżają ciężkim sprzętem na jego pole, niszcząc plony. Nie podoba mu się także to, że podczas odtwarzania przepustu pod drogą gminną, odtworzono go w tym miejscu, w jakim był stary przepust, czyli około 1 metr od końca jego pola, podczas kiedy jemu logiczniejsze wydało się przesunięcie tego przepustu na granicę.
     - Pani Kwiatkowska stwierdziła, że w tym miejscu był zakopany stary przepust i nie można go przesunąć ze względu na pień, a przecież pień można koparką w jednym momencie usunąć. Z kolei pracownik Urzędu powiedział, że kamień graniczny nie jest końcem mojego pola, a końcem drogi gminnej - mówi Henryk Zachulski.
Kwestie związane z drogą i z przepustem wyjaśnia Michał Marecki z łabiszyńskiego ratusza, który tłumaczy, że zarówno droga, jak i przepust zostały wykonane na podstawie map, jakimi dysponuje wydział geodezji w starostwie i nie ma tu mowy o jakichś nieprawidłowościach.
     - Geodeci odtwarzali granice według map - podkreśla Michał Marecki. - Droga według mapy ma około 4 metry szerokości. Fizycznie ona i tak jest węższa. Natomiast jeśli chodzi o przepust, to w zeszłym roku był on zarwany, niedrożny i woda stała, ale nie na polu pana Zachulskiego, ale po drugiej stronie. Dlatego też przepust był odtwarzany. Nie rozumiem jego roszczeń. Ciek wodny według map ewidentnie biegnie przez jego pole, a nie na granicy i tego musimy się trzymać. Na mapach widać, że jest on szerszy niż to w rzeczywistości na polu wygląda, ale całą tę szerokość należy uznać za nieużytek.
     Przy polu Henryka Zachulskiego jest jeszcze drugi przepust biegnący pod drogą wojewódzką. Renata Kwiatkowska z Gminnej Spółki Wodnej wspomina, że posłane zostało pismo do Zarządu Dróg Wojewódzkich z informacją o tym, że przepust się zarywa i otrzymano odpowiedź, że nic się z tym nie da zrobić, dopóki ZDW nie przystąpi do zadania związanego z przebudową tej drogi.

Magdalena Kruszka
Pałuki nr 1198 (4/2015)

Reklama

 

Przejdź do forum.

Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo palukiznin.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości