Reklama

Z grubej rury grubym śrutem

Koncert Piosenki Biesiadnej w Żninie
    Z grubej rury grubym śrutem
    Kiedy przyszedłem kwadrans przed czasem, miejsc już prawie nie było, nie mówiąc już o biletach. Zebrało się około 300 osób, a wielu jeszcze odbiło się o drzwi. Koncert, a właściwie Biesiada rozpoczęła się punktualnie. Druh harcmistrz Henryk Mazurkiewicz w pełnym umundurowaniu  przeszedł przez salę grają na trąbce, a chór śpiewał: "la, la, la w sercu radość się rozpala..." Prowadzący Grażyna Lewandowska i Sławek Woźniak przedstawili wokalistów, zespół i chór, oraz zaprosili do wspólnego śpiewu. Namawiali też do kupna śpiewników specjalnie na tę okazję wydrukowanych i sprzedawanych w cenie 1 zł (rozeszły się wszystkie).  

    Po tych formalnościach dali dymu na scenę i wszyscy zaśpiewali w kanonie "Dalej wesoło niech popłynie gromki śpiew..." Następnie kilkuletnia Dorotka zaśpiewała "Stokrotkę polną", "Tyrolskie Tango" w wykonaniu Małgorzaty Czarneckiej i Henryka Mazurkiewicza rozgrzało publiczność do zabawy, z czego i tak tył od strony drzwi najlepiej się bawił. "Mały biały domek" zaśpiewała Aneta Urbańska, potem wszyscy zawyli "O Maryjanno, gdybyś była zakochana...", a Beata Różańska w towarzystwie chóru zaśpiewała "Głęboka studzienka". Aneta Urbańska i Małgorzata Czarnecka zaśpiewały piosenkę o głowisiach.
    Po tej piosence zbuntowało się nagłośnienie. Mikrofony nie działały. Jak to zwykle bywa tłumaczono się złośliwością rzeczy martwych. Jaka tam złośliwość?! Mikrofony nie lubią piosenki biesiadnej! (Żniniacy lubią). W czasie naprawy chór Moniuszko zaśpiewał "Pod żaglami Zawiszy", po czym ogłoszono 10 minut przerwy, podczas której większość wyszła na papierosa a niektórzy panowie "na lody" (butelkowane).  
    Gdy mikrofony zadziałały, prowadzący Sławek Woźniak opowiedział dowcip o pożarze, czyli "jak baca dupcył Mańkę" (nie będę przytaczał). Zaśpiewano historię o tym, jak dwaj górale pobili się ciupagami o góralkę, a tak w ogóle to ich było trzydziestu, a ona jedna, bo to był chór i Beata Różańska. Później cała sala zaśpiewała "Płonie ognisko i szumią knieje". "Przybyli ułani pod okienko" z drobnymi przeróbkami, a jakimi to wie ten kto był, a inni lepiej niech nie wiedzą, zaśpiewała Aneta Urbańska, która później z harcmistrzem zaśpiewała "Serce w plecaku". Następnie "Wio koniku", "Zasiali górale", "Obozowe tango", "Sokoły", "Szła dzieweczka", "Hej bystra woda", "Zielony mosteczek" i - naprawa sprzętu, bo znowu się zepsuł (i znowu ta gadka o złośliwości...). Po przerwie, podczas której jedni palili papierosy, a drudzy pili "lody", nastąpił blok cygański, czyli: "Cyganeria", "My cyganie", "Dancing". Można było podziwiać nie tylko głosy, ale również taniec Beaty Różańskiej, nagrodzony burzą oklasków.  
    W przerwie między piosenkami prowadząca pyta: "A kto tam z tyłu tak głośno śpiewa? Kto się tam tak bawi?" - "Grażynko to przecież ja!" - odpowiedział głos żeński - Właścicielka głosu była rozrusznikiem publiczności, a bawiła się chyba najlepiej.
    Przyszła pora na "Sto lat!" Chór męski przedstawił wersję pokazową, po czym publiczność poprawiła po swojemu.
Zapowiedziano piosenki konsumpcyjne: "Ilona", "Przy kominku", "W piwnicznej izbie", "Płonie ognisko w lesie", "Wieczorem, gdy szliśmy wybrzeżem", "Graj piękny cyganie", "Umówiłem się z nią na dziewiątą".  

    Potem doznałem szoku! To było "O solle mio", zaśpiewane przez Małgorzatę Czarnecką. To nie to co Pavarotti, ale zawsze "O solle mio!" Potem znane przeboje: "Kiedy prezesi piją", "Wszystkie rybki śpią w jeziorze", "Cała sala śpiewa z nami", "Na wyspach kochanie", "Rośniemy dla śpiewu". Teraz nastąpił moment o którym myślałem, że go nie będzie. Już widziałem, jak będę pisać zdanie o tym, że go nie było. A jednak był! (i nawet mi się podobał): "Góralu czy ci nie żal?" Wspaniale się śpiewało pod batutą Beaty Różańskiej, dyrygującej i chórem i publicznością równocześnie.       Piosenki pożegnalne zakończyły biesiadę w Żninie: "Tak niedawno żeśmy się spotkali", "Bando, bando", "Tak szybko mijają chwile". Podziękowano Jackowi Kończalowi, wręczając mu kwiaty, on przekazał podziękowanie wszystkim wykonawcom i publiczności. Tak się skończyło. Wszyscy się bawili (a szczególnie publika z tyłu po stronie drzwi). Zabawa była wspaniała, trzy godziny i pół trwała, a ty stary nie kręć gitary nie zawracaj kontramary! Do widzenia! Jędrzej Dobaczewski

    Koncert Piosenki Biesianej, 16 czerwca, piątek, godz. 20:00, sala Żnińskiego Domu Kultury. Wystąpiły wspólne siły ze Żnina i Mogilna: Beata Różańska, Małgorzata i Dorota Czarneckie, Wiesław Mrzygłód, Henryk Mazurkiewicz i Aneta Urbańska. Akompaniował zespół "Tequila": Staszek Holak, Andrzej Zieliński, Stanisław Zając, Zygmunt Ornatek, Waldek Krystkowiak i Jacek Kończal. Towarzyszył im męski chór "Moniuszko" ze Żnina pod dyrekcją Beaty Różańskiej.

Pałuki nr 174 (25/1995)
Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Reklama

Wideo palukiznin.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości