18 listopada 2024 r. w niezwykłą podróż „Z Peru przez Ekwador do Kolumbii” zabrał członków Klubu Podróżnika Maciej Turzyński, który wyzwań się nie boi, bo jak mówi, do odważnych świat należy.
Maciej Turzyński jest rodowitym żninianinem, a z Klubem Podróżnika związany jest od początku jego istnienia. Przypomnijmy, że 15 lutego 1999 r. podróżnik wraz z przyjaciółmi – Damianem Grajewskim, Karolem Kowalczewskim i Piotrem Hareńskim opowiedzieli o swojej wyprawie do Turcji, Syrii i Iranu.
Tym razem żnińskiemu podróżnikowi również towarzyszyło grono przyjaciół i znajomych, którzy przyszli posłuchać jego opowieści o Ameryce Południowej. – Podziękowania dla pani dyrektor i wszystkich, którzy tu dziś przyszli. Bardzo się cieszę, że to miejsce, a więc Klub Podróżnika wciąż istnieje, bo od 1998 roku. My tutaj z Piotrkiem i innymi chłopakami siedzieliśmy piętro wyżej przy stoliku i opowiadaliśmy wtedy o naszych pierwszych podróżach i 26 lat później wciąż ten klub istnieje – powiedział prelegent.
Pan Maciej na spotkaniu opowiedział o podróży, która rozpoczęła się z Limy (Peru) przez Ekwador do Kolumbii. – Zawsze chciałem pojechać do Kolumbii, ale kiedy zacząłem kombinować z najróżniejszymi trasami to stwierdziłem dlaczego by nie zrobić tego trochę dłużej i nie polecieć najpierw do Peru i powoli przemieścić się na północ. Zaproponowałem to też mojemu tacie, bo byliśmy z tatą w Peru i Boliwii dziesięć lat temu, ale on nie czuł się już na takich siłach jak kiedyś więc to była też tak jakby podróż trochę sentymentalna. Tata gdzieś tam ze mną podróżował, bo byłem z tatą i mamą cały czas na bieżąco informując ich gdzie jestem – usłyszano.
Kilka słów o Peru opowiedział Andrzej Turzyński, który na tę okazję ubrał się w tradycyjny peruwiański strój. Z synem dziesięć lat wcześniej zwiedził część południową tego kraju, a wspomnienia z tamtej wspaniałej wyprawy powróciły. Następnie na ręce dyrektorki żnińskiej biblioteki Beaty Czaczyk pan Andrzej przekazał dla Klubu Podróżnika pamiątkę z Peru w postaci hiszpańskiej flagi.
Maciej Turzyński wrócił właśnie z wyprawy, w której między innymi zwiedził północną część Peru, a pierwszym miejscem były Andy Peruwiańskie. – Mają 700 km i skierowane są na południowy wschód. Rozdzielają się jakby na takie dwa pasma – Cordillera Balnca i Cordillera Negra. Jedno z tych właśnie miejsc odwiedziłem. Przepiękne wysokie góry, gdzie zresztą jest największy wulkan w Peru – Huascaran, który ma prawie 6800 m n.p.m. Niesamowite są tam pejzaże, widoki – usłyszano.
Żeby się zaaklimatyzować na tak dużych wysokościach podróżnik dowiedział się od miejscowych przewodników, że trzeba pić dużo wody na szlakach i herbatę zrobioną z liści koki. Spędził tam tydzień, a widoki zapierały dech w piersiach i spokojnie można by tam spędzić kilka kolejnych tygodni.
Z gór podróżnik pojechał nad Pacyfik do małej turystycznej miejscowości Mancora. – Morze jest tam przez cały rok cieplutkie. Te prądy od równika tak działają, że woda jest ciepła – usłyszano. Stamtąd pan Maciej udał się do Ekwadoru. – Granica Ekwadoru przebiega przez targowisko. Przechodzi się po prostu przez targ. Gdyby nie ten napis na górze to człowiek by w ogóle nie wiedział, że przechodzi z jednego państwa do drugiego. Żeby znaleźć posterunek trzeba wziąć taksówkę i pojechać ładnych kilka kilometrów za miasto. Ja też tak zrobiłem w dobrej wierze no i kosztowało mnie to tym, że nie chcieli mnie wpuścić do Ekwadoru, ponieważ kilka tygodni wcześniej rząd Ekwadoru ogłosił stan wyjątkowy i stwierdzili, że każdy kto wjeżdża do państwa musi być sprawdzony od strony policyjnej. No więc w moim przypadku oznaczało to albo nielegalne poruszanie się po Ekwadorze, w czym nie było by problemu, bo już byłem po tamtej stronie i nikt by nie zwrócił na to uwagi. Ale biorąc pod uwagę to, że jechałem do Kolumbii, nie chciałem dojechać do kolejnej granicy i tam usłyszeć coś podobnego i wracać wtedy przez Ekwador i z powrotem do Peru – powiedział podróżnik, który trochę na granicy peruwiańsko-kolumbijskiej musiał koczować rozmawiając z każdym możliwym urzędnikiem. – W końcu któryś się nade mną zlitował i powiedziałem, że mam bilet powrotny z Kolumbii z powrotem do Europy, kazał mi go pokazać i wbił mi stempel do paszportu - usłyszano.
W ten sposób podróżnik wjechał do Ekwadoru, do którego tak naprawdę nie planował pojechać, ale właśnie ten kraj niesamowicie go urzekł. – Ekwador jest przepiękny, w zasadzie ma wszystko - wulkany, morze, puszczę amazońską i oczywiście słynne Wyspy Galapagos. Wiele z tych wulkanów to są aktywne wulkany, jest ich tam bodajże sześćdziesiąt pięć. Widać różnicę niesamowitą wjeżdżając z Peru do Ekwadoru, bo połowa Peru to pustynia, a Ekwador jest zielony – usłyszano.
Szczyty gór są ośnieżone, a między tymi szczytami występują przepiękne jeziora i bajeczne krajobrazy, które sprawiają, że chce się wędrować tymi górskimi szlakami. – Ja tymi szlakami wędrowałem zatrzymując się w małych miejscowościach. Nie chciałem wjeżdżać do Ekwadoru, a marzy mi się tam wrócić i spędzić tam więcej czasu, bo kraj jest tego warty, mały, a z taką ilością rzeczy, że miesiące można by tam spędzać – powiedział Maciej Turzyński i dodał, że urokliwe są w Ekwadorze małe miasteczka z niesamowitą architekturą.
Ekwador słynie m.in. z produkcji kakao, które podróżnik przywiózł z sobą i na spotkaniu można było spróbować niepalonego kakao. – W większości kakao, które my kupujemy, to ono już jest jakby palone. A ja państwu przywiozłem niepalone kakao i ono jest zrobione w stu procentach z tego prawdziwego kakao i ono naprawdę ma wielką różnicę jeśli chodzi o smak i o właściwości. Kakao ma bardzo dużo magnezu, jest też niesamowitym produktem jeżeli chodzi o regulacje spraw sercowych, jest antydepresantem, ma wiele właściwości, które pomagają w pracy organizmu. I też między innymi jest afrodyzjakiem – usłyszano.
Kolejnym etapem wyprawy żninianina była Kolumbia, która przez wiele osób kojarzona jest przede wszystkim z narkotykami. Przed wyjazdem wielokrotnie pytano pana Macieja, czy nie boi się tam jechać. – Powiem państwu, że sloganem kolumbijskim jest to, że jadąc do Kolumbii jedynym ryzykiem jest to, że nie będziesz chciał z niej wyjechać. I faktycznie tak jest, bo ta Kolumbia jest przepiękna, ludzie niesamowici, piękna natura, w zasadzie wszystko tam zachwyca. Można tam miesiące całe spędzić, od pięciotysięczników po karaibskie tropiki, puszcze, to jest rzeczywiście magia i ci Indianie, i sztuka, i wszechobecne grafiki na przykład na ścianach miast. Artyści przyjeżdżają z całego świata, żeby sobie malować na ścianach, bardzo kolorystycznie tam jest - powiedział prelegent dodając, że Kolumbia słynie też z tego, że ma bardzo ciepłych i sympatycznych mieszkańców. – Pierwszy, którego spotkałem próbował sprzedać mi kokainę, ale w bardzo sympatyczny sposób – usłyszano.
Atrakcją spotkania w Klubie Podróżnika było parzenie kolumbijskiej kawy, której można było spróbować, tak jak wielu innych przysmaków kolumbijskich. – Ci, którzy mnie znają to wiedzą, że ja nigdy jakimś tam kawoszem nie byłem, ale stwierdziłem, że jak jadę do Kolumbii, to tak jakbym pojechał do Włoch i nie próbował pizzy czy lodów. No to mówię, dobrze, w ramach eksperymentu będę próbował kawę i faktycznie też tak zrobiłem. Dowiedziałem się tam ciekawych rzeczy. Kawa, którą możemy kupić gdzieś tam od ulicznych sprzedawców, to już jest taka kawa najtańsza. Najlepszą kawę sprzedaje się na Zachód, więc miejscowi ludzie dostają w zasadzie drugą kategorię tej kawy. I ta druga kategoria tej kawy to jest najczęściej coś takiego, że jak kawa rośnie i jakaś zaraza w nią wchodzi, to oni tej kawy się nie pozbywają, ale tą kawę parzą bardzo mocno, dodają do tego jeszcze wiele innych ulepszaczy, żeby zabić tę chorobę A żeby ta kawa się nie zmarnowała, to oni ją sprzedają na rynku miejscowym ponieważ nikt na Zachodzie by tego nie kupił. A najlepsza kawa wysyłana jest do Stanów Zjednoczonych i do Europy – usłyszano. Dobrą kawę można jednak znaleźć w Kolumbii w gospodarstwach, gdzie ta kawa jest uprawiana. Tam też dotarł podróżnik i dobrą kawę kolumbijską do Polski przywiózł, a na spotkaniu w bibliotece poczęstował nią uczestników.
Maciej Turzyński przybliżył też postać kolumbijskiego pisarza Gabriela García Márqueza, który w 1982 r. nagrodzony został literacką Nagrodą Nobla.
Było to niezwykłe spotkanie zakończone spotkaniem przy kolumbijskiej kawie.
Barbara Filipiak
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze