Reklama

Za każdym rogiem czai się kot

Mieszkanka Żnina od lat troszczy się o bezdomne i porzucone psy i koty. Ma wiele zastrzeżeń do sprawowania opieki nad zwierzętami przez gminę. Okazuje się jednak, że z jednej strony koszty, a z drugiej uwarunkowania prawne uniemożliwiają wdrażanie w życie wielu pomysłów na rozwiązanie tego problemu.

     Paulina Nowak od lat nie pozostaje obojętna na los bezdomnych psów i przede wszystkim porzuconych przez właścicieli kotów domowych oraz kotów - dachowców. Kiedy dostrzega takie zwierzęta na ulicy, stara się informować lekarza weterynarii, a najczęściej sama chwyta kotka i zanosi go do doktora Stanisława Plewy, by podjął się on jego odpchlenia, odrobaczenia czy też wyleczenia np. z kociego kataru, zaaplikował antybiotyki. Żninianka drukuje i rozprowadza w mieście informacje o tym, że szuka stałego opiekuna dla czworonoga. Sama nie ma warunków mieszkaniowych, by kolejne koty przez dłuższy czas trzymać w domu, zwłaszcza że ma swojego kotka.
     UŁOŻONY FRANEK
     Ostatnio Paulina Nowak znów przygarnęła kotka i teraz szuka dla niego stałego opiekuna. - Franek - bo tak tego kotka na razie nazwałam - ma przeszło rok, został prawdopodobnie wyrzucony z samochodu przy placu Działowym jakiś miesiąc temu. Bardzo kocha ludzi. Jest niezwykle grzeczny i dobrze ułożony. Potrzebuje kochającego domu, bo zima blisko. Potrafi się tulić na kolanach godzinami. Jest już czysty i elegancki, nie tak jak tydzień temu. Niestety u mnie nie może zostać, bo zwyczajnie nie mam miejsca na drugiego kota w wynajmowanym pokoju. Mimo że to tylko zwykły „dachowiec”, myślę, że trzeba dać mu szansę na jego własny, ciepły kąt i kogoś kochającego - mówi Paulina Nowak.

Reklama

W ostatnim czasie Paulina Nowak przygarnęła kolejnego porzuconego kota, którego nazwała Franek. Szuka dla niego stałego opiekuna. fot. Paulina Nowak

     Uważa ona, że gmina Żnin nie ma odpowiedniego i co najważniejsze skutecznego programu opieki nad bezdomnymi psami i porzuconymi kotami. Paulina Nowak jest zdania, że w mieście powinien znajdować się punkt przysposobiony do przetrzymania w nim zwierzaków przez kilka chociaż dni. Tam również mogłyby takie zwierzęta poczekać, aż znajdzie się dla nich opiekun, a obecnie od razu są zabierane do schroniska, gdzie trudniej znaleźć nowego pana. Według Pauliny Nowak, takie przedsięwzięcie nie kosztowałoby wiele, może tyle co 2 latarnie, których - w jej mniemaniu - zbyt dużo zainstalowano na ulicach rewitalizowanej starówki.
     - My nie mamy służb, które by te psy bezdomne zgarniały przy pomocy specjalnego lassa. Nie widzę tego u strażników miejskich ani policjantów. Ponadto oglądałam stronę internetową schroniska dla psów w Czarnkowie, z którym gmina Żnin ma podpisaną umowę na odbiór zwierząt z ulicy i nie byłam zachwycona warunkami w tym schronisku, jakie prezentowane są na zdjęciach. Uważam, że bliżej Żnina są tańsze i lepsze schroniska, z którymi gmina mogłaby podpisać umowę. Co do kotów, to moim zdaniem na wiosnę powinny być wyłapywane te, które biegają po dachach, podwórzach i ulicach, a jeśli nie zgłoszą się po nie właściciele, to poddawane sterylizacji. Teraz bowiem mamy coraz więcej na ulicach tych kociaków, one się rozmnażają, a później wychudzone, zapchlone czy z kocim katarem biegają po Żninie. Zwłaszcza zimą te podwórkowe koty sobie nie radzą najlepiej - opowiada Paulina Nowak.
     W ostatnich tygodniach zwróciła uwagę na psa, prawdopodobnie skrzyżowanie wyżła z amstafem, którego widywała przez okno swego mieszkania, jak biega w okolicach placu Działowego. Przypomniało jej się, że kiedyś prawdopodobnie ten pies tu mieszkał. Teraz jego właściciel wyprowadził się gdzieś w inny rejon miasta i - z tego, co słyszała - często przebywa poza Polską. Pies lubi wracać do starych kątów, ale w pewnym momencie może zostać schwytany przez służby i odstawiony do schroniska. Zdaniem Pauliny Nowak, właściciel powinien oddać tego psa w celu poszukania mu opiekuna.
     Komendant Straży Miejskiej Przemysław Pankowski poinformował, że sytuacja tego psa była strażnikom znana i znalazła się osoba, która nim się zaopiekuje. Pies został złapany i przekazany tej osobie. Przy okazji komendant zapewnił, że żnińscy strażnicy dysponują tzw. lassem do chwytania bezpańskich psów. Dwóch funkcjonariuszy jest przeszkolonych do interweniowania przy użyciu tego przyrządu. Psy są łapane i odstawiane na czas pojawienia się transportu ze schroniska u doktora Stanisława Plewy.
     UMOWA JEST, A NA DOM ADOPCYJNY BRAK ŚRODKÓW
     Małgorzata Drzewiecka z Urzędu Miejskiego w Żninie, która zajmuje się sprawami ochrony środowiska mówi, że co roku w grudniu jest ogłaszany przetarg na wyłapywanie i odbiór oraz przetrzymywanie w schronisku bezdomnych psów, i tak się składa, że w ostatnich latach zgłaszało się wyłącznie schronisko w Czarnkowie. Trudno więc mówić o wyborze tańszej oferty, gdy innej nie ma. - Jeśli ta pani ma wiedzę o tańszych, bliżej nas umiejscowionych schroniskach, które byłyby skłonne wziąć udział w przetargu, to niech je poinformuje, by się zgłosiły - mówi urzędniczka. Przypomina ona, że punkt adopcyjny dla zwierząt chciał zorganizować u siebie Łabiszyn, ale zdaje się nic z tych planów nie wyszło. Gmina Żnin na taki cel nie ma pieniędzy, bo wyłapane psy trzeba często później latami przetrzymywać w schronisku, a każdy dzień pobytu kosztuje.
     Według ostatniej umowy na rok 2012 ze schroniskiem w Czarnkowie, gmina Żnin za przyjęcie psa do schroniska płaci 145,80 zł (opłata obejmuje szczepienie profilaktyczne i zabiegi weterynaryjne). Akcja interwencyjna łapaczy psów w gminie Żnin, którzy przyjadą z Czarnkowa, kosztuje kolejne 116,85 zł. W tym jednak przypadku bardzo często Żnin oszczędza, bo bezdomne psy łapią strażnicy miejscy, i do czasu przybycia transportu ze schroniska kierują takie psy do miejscowego lekarza weterynarii na przechowanie. Jednak obecna kilometrówka ekipy z Czarnkowa to 1,23 zł za 1 km, a odległość od Żnina wynosi około 90 km w jedną stronę. Koszt transportu jest więc niemały. W tym roku było do tej pory 17 przyjazdów ekipy ze schroniska w Czarnkowie.
     Naprawdę dużo pieniędzy gmina zaczyna jednak dopiero płacić z momentem umieszczenia schwytanego psa w schronisku. Każdy dzień pobytu jednego czworonoga w Czarnkowie kosztuje budżet Żnina 8,86 zł. Najdłużej żyjący obecnie (dokładnie według stanu na koniec września, kiedy przyszła ostatnia faktura) i przebywający do dzisiaj w schronisku pies schwytany na ulicach Żnina przebywa tam od sierpnia 2007 r. To przy obecnej stawce oznaczałoby, że przez te lata gmina Żnin wydała na jego pobyt ponad 16.000 zł. W rzeczywistości jest to tylko niewiele mniej, biorąc pod uwagę, że stawki dzienne za pobyt kilka lat temu nie były aż tak dużo niższe niż obecne.
     GRUBE TYSIĄCE ZA POBYT W CZARNKOWIE
     Pies ze Żnina od sierpnia 2007 r. przebywający w schronisku w Czarnkowie to rekordzista, ale oprócz niego w sąsiednich klatkach w Czarnkowie znajdują się następne czworonogi z gminy Żnin, które do dzisiaj nie znalazły opiekuna. I tak w Czarnkowie przebywają jeszcze odłowione na terenie gminy Żnin cztery bezpańskie psy z 2008 r., cztery z 2009 r., sześć z 2010 r., siedem z 2011 r. i dziesięć psów z tego roku (według stanu na wrzesień). Małgorzata Drzewiecka przyznaje, że obowiązek opieki nad bezpańskimi psami to duże obciążenie dla budżetu, i z reguły w trakcie roku trzeba na ten cel przesuwać dodatkowe pieniądze w budżecie. Obecnie gmina Żnin bierze pod uwagę partycypowanie w kosztach wybudowania w Obornikach nowego schroniska Azorek. Dotychczasowe o tej nazwie nie spełnia wymogów, bo znajduje się zbyt blisko budynków mieszkalnych. Do budowy nowego Oborniki chciałyby przystąpić mając umowy z kilkoma innymi gminami, które partycypowałyby w kosztach, a później schwytane u siebie psy oddawały właśnie do Obornik. Nie jest to jednak jakieś rewelacyjne z punktu widzenia gminy rozwiązanie, bo odległość za Żnina do Czarnkowa i do Obornik jest zbliżona.
     UCHWAŁA UCHYLONA
Lekiem na problem bezdomności psów miał być program chipowania, uchwalony w Żninie przez rajców w marcu br. Jednak tamta uchwała - przypomnijmy - została uchylona przez wojewodę kujawsko-pomorskiego Ewę Mes. Powód jest taki, że zadanie zwalczania bezdomności psów ma dotyczyć wyłącznie gminy i w 100% powinna ona finansować taki projekt chipowania. Gdy radni uchwalili, że po połowie kosztów założenia chipów płacą gmina i właściciele psów, tym samym projekt tracił rację jako element walki z bezdomnością psów, bo dotyczył właśnie tych, które nie są bezdomne.
     W tamtym projekcie zresztą, jak przypomniała Małgorzata Drzewiecka, też była koncepcja poddawania sterylizacji kotek oraz kastracji kotów przy dofinansowaniu gminy, ale cała uchwała została uchylona. Nie ma natomiast prawnych uwarunkowań dla chwytania do sterylizacji lub kastracji kotów podwórkowych, w prawie bowiem nie ma czegoś takiego, jak kot bezdomny, a są tylko koty wolno żyjące. Gmina zaś nie może zlecać schwytania i poddania sterylizacji lub kastracji takich kotów.
     Sterylizacja lub kastracja psa kosztuje od 130 do 180 zł, a kota od 110 do 150 zł. W obu przypadkach nieco droższe są zabiegi przeprowadzane u samiczek.

Reklama

Karol Gapiński
Pałuki nr 1081 (44/2012)

Aplikacja na Androida

Źródło i opracowanie własne Aktualizacja: 09/01/2025 13:44
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo palukiznin.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości