Sipiory, Szkoła Podstawowa, utrzymanie, spotkanie
Za szkołą staniemy murem
- Mamy 12 jednostek szkolnych jak silny powiat, a jesteśmy małą biedną gminą bez żadnego przemysłu - tłumaczył przewodniczący Rady. Jednak mieszkańców nie przekonał argument o trudnej sytuacji gminy i zapowiadają walkę o utrzymanie szkoły.
W Szkole Podstawowej w Sipiorach w czwartek odbyło się spotkanie z nauczycielami i rodzicami uczniów dotyczące dalszych losów szkoły, do której obecnie uczęszcza 45 uczniów. Władze przedstawiły pomysł przejęcia szkoły przez stowarzyszenie, co spotkało się z ogromnym sprzeciwem lokalnej społeczności.
STOWARZYSZENIE SZKOŁY NIE PRZEJMIE
Na spotkaniu rodzice podkreślali, że liczba uczniów byłaby wyższa, gdyby nie porozumienie z gminą Nakło, na mocy którego Daniel Olszak, ówczesny wiceburmistrz, przekazał do szkoły w Paterku 20 uczniów z Pauliny, Józefkowa i Kowalewka Folwarku. Kierownik referatu edukacji Wojciech Jaskulski tłumaczył, że podobnie do Mycielewa chodzą dzieci z gminy Szubin.
Szefowa Stowarzyszenia na Rzecz Rozwoju Wsi Sipiory i Studzienki Sąsiedzi Anna Knasińska podkreślała, że sugerowane przejęcie szkoły przez stowarzyszenie jest niemożliwe z punktu widzenia ekonomicznego, gdyż stowarzyszenia nie stać na takie zadanie. Podkreślała wydźwięk historyczny, aspekt kulturalny szkoły, osiągnięcia uczniów i tradycje tej placówki.
Wojciech Jaskulski zapewniał, że nie likwidują szkoły, choć każdego roku w gminie dokładają po 2.000.000 zł do nauczycielskich pensji, co blokuje inne inwestycje, takie jak chociażby stworzenia warsztatów terapii zajęciowej dla osób niepełnosprawnych.
MAŁE KLASY BŁOGOSŁAWIEŃSTWEM DLA UCZNIÓW
Proboszcz tej parafii ks. Jarosław Rusnak podkreślał, że mało liczebne klasy są błogosławieństwem w Unii Europejskiej, bo dają prawdziwą możliwość pracy z dzieckiem. - Jest to jedyna szkoła na terenie parafii i murem stanę za tą szkołą, jej kadrą. Pytam, po co wprowadzać zmiany, skoro to funkcjonuje dobrze, po co inna forma, po co zmieniać skład drużyny, skoro zdobywa medale? - pytał proboszcz.
Ksiądz Jarosław Rusnak bronił też godzin pracy nauczycieli, bo nie jest to 18 godzin, jak podaje telewizja, bo drugie tyle potrzeba na przygotowanie zajęć, sprawdzanie prac itp., zaznaczał też, że podawane wynagrodzenie jest brutto, a nie netto, i to budzi reakcje społeczne.
Wojciech Jaskulski zapewnił, że on też był wraz z burmistrzem nauczycielem w szkole wiejskiej i przyznał, że w małych oddziałach pracuje się lepiej.
Rodzice komentowali, że w tej sytuacji nie chodzi nikomu o dobro dzieci, a o pieniądze, jakie uda się zaoszczędzić.
NIE PRZYJECHALI ZAMYKAĆ
- Nie przyjechaliśmy tu zamykać szkoły i nie mamy takich planów - tłumaczył Wojciech Jaskulski. Burmistrz Marek Szaruga tłumaczył, że nikt nie mówi o zamknięciu szkoły. - Skoro nie chcecie jej zamykać a przekazać, ale stowarzyszenie nie chce szkoły przejąć, a mimo to w założeniu szkoła ma funkcjonować, by nie oddawać dotacji, jakie na wyposażenie zostały pozyskane, to jaki jest sens tego spotkania? - pytała jedna z matek. Wojciech Jaskulski tłumaczył, że w pierwszej kolejności rozmawiano z nauczycielami przed tym zebraniem, czy podejmą się przejęcia szkoły pod szyldem stowarzyszenia, powiedzieli, że nie, więc nic więcej nie będzie tu robione. Marek Szaruga zapewniał, że nigdzie nie zostało powiedziane o zamknięciu szkoły. - Rozmawialiśmy z nauczycielami, spotkaliśmy się też z państwem i wiemy, jakie są stanowiska, znamy je, a radni będą podejmować decyzje i wysłuchują stanowisk. Nie chcieliśmy, byście myśleli, że coś robi się poza państwa wiedzą - mówił burmistrz.
Mieszkanka podkreślała, że szkoła to jedyna rzecz, jaka im została we wsi, a kiedyś był tu ośrodek zdrowia, poczta. Szkoła to jedyne miejsce, gdzie są imprezy, gdzie mieszkańcy się spotykają. Radna Danuta Rudzka wyjaśniała, że dają właśnie szansę, żeby sami decydowali o szkole, sami nią zarządzali, bo może być tak, że gmina nie będzie mogła do szkoły dołożyć, bo nie będzie jej na to stać. Rodzice pytali, skąd mają oni wziąć na szkołę, skoro gmina boi się do niej dokładać.
TRUDNO POZYSKAĆ ŚRODKI
Anna Knasińska tłumaczyła, że występując do radnych o dofinansowanie imprez traktowana jest jak żebrak, więc jak stowarzyszenie może przejąć szkołę. Radna Rudzka tłumaczyła, że mogą aplikować o środki do powiatu, UE. Anna Knasińska zapewniła, że to robią, jednak inną sprawą jest organizacja festynu a inną prowadzenie szkoły. Zapewniła, że stowarzyszenie, nawet jeśli szkołę przejmie, to i tak sobie z jej utrzymaniem nie poradzi, i do kogo wtedy będą pretensje - nie do gminy, bo ona przekazała szkołę stowarzyszeniu. Danuta Rudzka apelowała, by nie przesądzać, że stowarzyszenie nie podoła, skoro nawet nie zaczęło, że można zaprosić dyrektora szkoły, który prowadzi szkołę pod stowarzyszeniem i pozyskać pewną wiedzę.
Ks. Jarosław Rusnak natomiast zapewniał, że pozyskanie środków zewnętrznych nie jest taką prostą sprawą jak się wydaje. Sam stara się i dba o parafię, i wie, jak trudno ściągnąć środki. Proponował, by radna wskazała kierunek pozyskania środków, skoro uważa, że jest to takie łatwe.
Rodzice dalej wnioskowali, by oddać dzieci, które przeniesiono do gminy Nakła z terenu gminy Kcynia - okolicy tej szkoły, a wówczas obraz się zmieni. Będzie więcej dzieci, odejdą dojazdy, koszt utrzymania kierowcy itp. - Może polikwidujcie gimnazja lepiej, kiedyś było 8 klas i dziewczyny nie przychodziły w miniówkach z makijażem i w ciąży, nie było narkotyków, lepiej polikwidować te gimnazja. Gmina nie ma na nic, nie ma na drogi, zwłaszcza w Studzienkach; inne dzieci są dowożone, nasze chodzą pieszo, bądź po dziurach, nie po asfalcie, są dowożone. Oddajcie nasze dzieci, co nam po pięknym rynku w Kcyni, jak dla nas najważniejsza jest nasza szkoła - mówiła jedna z matek.
Wojciech Jaskulski tłumaczył, że likwidacja gimnazjum nie leży w kwestii gminy.
GMINA JEST POD MUREM
Zbigniew Witczak, przewodniczący Rady Miejskiej, zapewniał, że to spotkanie jest po to, by poznać opinię mieszkańców co do sposobu funkcjonowania szkoły. - Spotkanie jest dlatego, że co roku dokłada się 2 miliony do szkół, w ciągu 5 lat jest to 10 milionów, a my jako Rada musimy rządzić gminnym budżetem i wiem, że dobro dziecka jest nieporównywalne do pieniędzy, ale tych pieniędzy nie ma, jesteśmy pod murem. Kombinujemy, jak spłacać kredyty, które zostały w poprzednich latach zaciągnięte. Jak patrzymy na budżet, to nie mamy skąd zdjąć tych 2 milionów na szkoły, kredytów nie możne brać, bo nie chcą nam ich już dawać. Rozumiem, że te klasy kilkuosobowe są bardzo przyjazne dla ucznia, gdy nauczyciel ma czas dla każdego z nich. Kierownik Jaskulski i burmistrz Szaruga wymyślili, że może w tych małych szkołach, gdzie jest po czterdziestu kilku uczniów, przekazać szkołę stowarzyszeniom. To nie jest na złość państwu, tylko nie mamy lepszego pomysłu. W tym pomyśle najbardziej poszkodowane jest grono nauczycielskie. Nie ma zgody na stowarzyszenie, to temat zamykamy - mówił Zbigniew Witczak.
DZIECI W DESZCZU I MROZIE
Proboszcz apelował, by nie gromadzić środków kosztem dzieci, proponował, wspierany przez mieszkańców, by ośrodek pomocy zwrócił uwagę na to, komu pomaga, i w wielu innych dziedzinach można zaoszczędzić. - Wy wsiadacie do ciepłych samochodów, jedziecie do ciepłej pracy, a dzieci ze Studzienek 5 kilometrów w deszczu, mrozie idą na przystanek. Dobrze, że chcecie wysłuchać drugą stronę, ale apeluję do radnych, by oszczędności nie szukać kosztem dzieci i zmieniać wzorową ekipę, która dobrze prowadzi dzieci - zauważył proboszcz.
Mieszkańcy zauważyli, że dzieci nie są do szkoły nawet dowożone. Danuta Rudzka tłumaczyła, że nie ma dowozu, bo nie ma drogi i gdyby przez 5 lat 10 milionów nie poszło na szkoły, to drogi by były.
Marek Szaruga przyznał, konsultując się z dyrektorem placówki, że dowozu nie było ze Studzienek nigdy i widzi sens tego spotkania chociażby z uwagi na to, że wyszła potrzeba takiej organizacji. Przyznał rację rodzicom, że mają prawo do niezadowolenia.
DECYDUJĄCY GŁOS RADY
Rodzice proponowali, żeby ściągać środki od tych, którzy zalegają gminie blisko 2,5 miliona z tytułu opłat śmieciowych, a nie z dzieci w szkole w Sipiorach. Burmistrz tłumaczył, że należności za wywóz śmieci ściąga Urząd Skarbowy, który przejął to po gminie. To idzie powoli, ale nie wszyscy mogą to spłacić, ściągane jest na tyle, na ile jest to możliwe.
- Naszą stronę znacie, grono pedagogiczne, społeczność nie chce likwidacji, ale jak zawisną czarne chmury, to parafia stanie murem za szkołą, rodzice zapewniali, że również będą bronić placówki - stwierdził ks. proboszcz.
Marek Szaruga zapewniał, że nie przyjechali po to, by zamknąć szkołę, przedstawili zamiary, a to Rada Miejska będzie miała decydujący głos. Burmistrz podkreślił, że zależało mu na poznaniu stanowiska mieszkańców, bo równie dobrze mogli przyjechać i ogłosić, że szkołę zamykają, a jednak stało się inaczej.
Sylwia Wysocka
Pałuki nr 1248 (2/2016)
Przejdź do forum.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze