Tydzień temu pisaliśmy o aresztowaniu Karola Szalowa z Iwna, które zakończyło się jego śmiercią w areszcie szubińskiego Urzędu Bezpieczeństwa. Opisane wydarzenia były jednym z powodów zawiązania tajnej organizacji o nazwie Wolny Świat.
Wstrząs wywołany zabójstwem Karola Szalowa, a także praktykowane na co dzień maltretowanie aresztantów spowodowały wewnętrzny bunt niektórych szeregowych funkcjonariuszy szubińskiego Urzędu Bezpieczeństwa. Urodzony w roku 1928 Marian Nowak pełnił w latach 1947-1949 zasadniczą służbę wojskową w szeregach Korpusu Bezpieczeństwa Wewnętrznego. Po zakończeniu służby wojskowej został wartownikiem PUBP w Szubinie. Gdy pracowałem jako wartownik w PUBP w Szubinie byłem zbulwersowany traktowaniem aresztantów osadzonych w piwnicach urzędu. Funkcjonariusze UB poniewierali tych aresztantów i uważałem, że nie traktują ich tak, jak powinno się traktować ludzi. W 1950 roku, po ośmiu miesiącach pracy w UB w Szubinie, postanowiłem zorganizować podziemną organizację mającą na celu walkę z komunizmem. Ja byłem pomysłodawcą nazwy "Wolny Świat", którą nazwano naszą organizację. Do organizacji wciągnąłem kolegów z PUBP w Szubinie: wartownika Cichockiego i rusznikarza Kozłowskiego.
W roku 1950 zimna wojna osiągnęła swoje apogeum. Pod koniec czerwca wybuchła wojna w Korei i powszechnie obawiano się, że nastąpi frontalne starcie państw NATO z ZSRR i jego satelitami. Wśród przeciwników reżymu komunistycznego lęki mieszały się z nadziejami. Młodzi konspiratorzy z szubińskiego PUBP liczyli na wybuch trzeciej wojny światowej. Pragnęli przystąpić do działań o charakterze partyzanckim. W tym celu zwerbowali do swojej tajnej organizacji kilku cywilów, wśród nich 21-letniego Zdzisława Grześkę z Szubina i 26-letniego Edmunda Strauchmanna zamieszkałego w tym samym mieście. Postanowiono zdobyć broń. 4 lipca 1950 roku rusznikarz PUBP Władysław Kozłowski zabrał ze sobą z magazynu pięć pistoletów, kilka granatów, pistolet maszynowy oraz amunicję. Począwszy od tego dnia zaczął ukrywać się przed władzami. Członkowie Wolnego Świata planowali tymczasem pierwsze akcje zbrojne. W czasie narad odbywanych za miastem nad rzeką Gąsawką ustalili, iż w najbliższym czasie należy dokonać napadu na gmach PUBP w Szubinie, zdobyć większą ilość broni i przy okazji uwolnić z aresztu więźniów politycznych. Wcześniej należało jednak zadbać o pozyskanie większej gotówki, tak aby nowo formowana grupa partyzancka mogła przez pewien czas samodzielnie egzystować.
6 września 1950 roku, a więc w dwa miesiące po dezercji z UB Władysława Kozłowskiego, przywódca Wolnego Świata Marian Nowak zaproponował wstąpienie do organizacji skarbnikowi PUBP w Szubinie Józefowi Cieślewiczowi. Liczono oczywiście na to, że Cieślewicz zagarnie z kasy UB znaczną sumę pieniędzy. Cieślewicz pozornie zgodził się na współpracę i w związku z tym Nowak zaprowadził go do domu rolnika Ludwika Majki zamieszkałego w Szubinie-Wsi, gdzie od pewnego czasu ukrywał się Władysław Kozłowski. Nazajutrz Cieślewicz poinformował o wszystkim swoich przełożonych. Aresztowania nastąpiły już 8 września 1950 roku. Krótko po północy pod dom Ludwika Majki nadjechały trzy ciężarówki z żołnierzami KBW. - Cały mój dom został obstawiony żołnierzami, a nad stawem koło domu żołnierze zaczęli okopywać się, zupełnie jak na froncie wojennym. Gdy żołnierze zbliżyli się do mojego domu, moje dwa psy zaczęły głośno ujadać. Wówczas obudziłem się ze snu i wyszedłem na podwórze. Przed furtką stał jakiś porucznik KBW. Gdy podszedłem do furtki porucznik zapytał mnie jak się nazywam. Gdy podałem nazwisko, porucznik zarzucił mi na ręce kajdanki i przykuł do słupka od studni. Następnie porucznik wszedł do domu i nakazał żonie leżącej w łóżku, aby wzięła dzieci i poszła z nimi do sąsiadów Nowaków. Wówczas żołnierze KBW zbliżyli się do domu i zaczęli strzelać z karabinów maszynowych do wszystkich okien. Rozbili wszystkie szyby i strącili prawie wszystkie dachówki. Kozłowski tymczasem siedział na strychu w sianie i przez to nie był bezpośrednio narażony na zabójstwo. Żołnierze wrzucili więc do pokoju sypialnego oraz do kuchni granaty. Rozwalili wszystkie meble oraz piec kaflowy w pokoju sypialnym. W pewnej chwili usłyszałem, że porucznik dowodzący akcją dał rozkaz podpalenia mojego domu. Było to już nad ranem i robiło się widno. Wówczas, nie wiem dlaczego, wyszedł z siana Kozłowski i stanął koło komina. Gdy stał koło komina żołnierze nadal strzelali i Kozłowski został ciężko raniony w pachwinę. Spadł wtedy na dół na korytarz. Żołnierze dopadli go i pokłuli nasadzonymi na karabiny bagnetami. Następnie podnieśli go i rzucili nieprzytomnego do ciężarowego samochodu. Ja nadal byłem przykuty do studni, a żona z dziećmi była u sąsiadów. Rozpoczęto przeszukiwanie domu. Po tej rewizji zaginął pamiątkowy złoty zegarek szwajcarski marki ,,Cyma"", mój sweter oraz przedwojenny mundur wojskowy podoficera, który trzymałem na pamiątkę. Zginęła również złota obrączka żony oraz złoty pierścionek. Gdy żołnierze KBW zakończyli przeszukiwanie domu, zostałem odkuty od studni i rzucony na platformę ciężarówki, gdzie leżał nieprzytomny Kozłowski. Następnie przewieziono nas do gmachu WUBP w Bydgoszczy przy ulicy Chodkiewicza - wspomina Ludwik Majka.
W tamtych dniach aresztowano łącznie kilkanaście osób związanych bezpośrednio bądź pośrednio z organizacją Wolny Świat. Niektórym zatrzymanym zarzucano udzielanie pomocy dezerterowi Kozłowskiemu, innym zaś to, że wiedzieli o istnieniu nielegalnej organizacji i nie poinformowali o tym organów bezpieczeństwa. Śledztwo w sprawie prowadził Wydział do spraw Funkcjonariuszy WUBP w Bydgoszczy. Prowadzący przesłuchania ubowcy stosowali wobec aresztowanych wyrafinowane w swym okrucieństwie metody. Jeden z najbardziej aktywnych członków Wolnego Świata Zdzisław Grześko do dziś doskonale pamięta owe sądne dni: - Funkcjonariusz, który najczęściej mnie przesłuchiwał, był blondynem, okrągłym na twarzy, średniego wzrostu, w wieku około 30 lat. Prawie przy każdym przesłuchaniu, a więc wiele razy byłem bity przez tego funkcjonariusza. Jednego razu postawił mnie koło szafy, tak że moja głowa była na wysokości ostrego kantu tej szafy. Funkcjonariusz przesłuchujący mnie w pewnym momencie zaczął mnie bić po twarzy z prawej i lewej strony i ja mimo woli odchylałem się do tyłu. Wówczas uderzałem głową o kant szafy, aż rozciąłem skórę na głowie. Innym razem ten sam funkcjonariusz bił mnie pięściami po twarzy, a gdy się przewróciłem, kopał mnie po całym ciele. Chyba trzykrotnie wkładał mi okrągły kij pomiędzy palec serdeczny a czwarty palec prawej ręki i następnie ściskał te palce. Wywoływało to potworny ból. Podczas zadawania tej tortury zwichnął mi palec serdeczny i do tej pory jest on lekko zakrzywiony. Przesłuchania w gmachu WUBP w Bydgoszczy zapamiętał także Ludwik Majka: - Już od pierwszego przesłuchania w gabinecie śledczego na piętrze byłem bity przez kilku funkcjonariuszy naraz. Ubowcy ustawili się w kółko i popychali mnie niczym piłkę, rzucając od ściany do ściany. Uderzałem głową w ścianę zarówno twarzą jak i tyłem głowy. Raz od uderzenia ubowca, który trzymał jakiś twardy przedmiot w ręku, miałem rozciętą skórę nad prawym uchem i do tej pory mam w tym miejscu bliznę. Inny rodzaj tortur polegał na tym, że ubowcy podnosili szafę i kazali wkładać pod tę szafę bose stopy. Po włożeniu przeze mnie stóp pod szafę, ubowcy szafę tę opuszczali na palce. Gdy zaczynałem tracić przytomność, ubowcy uwalniali moje stopy spod szafy. Innym razem odwracali krzesła do góry nogami, kazali ściągać spodnie i z rękoma podniesionymi do góry siadać na nodze krzesła. Powodowało to ogromny ból, gdyż noga krzesła rozdzierała odbytnicę. Ponieważ w czasie okupacji siedziałem w areszcie gestapo w Norymberdze, mogę porównać tortury zadawane przez gestapowców i ubowców. Mogę stwierdzić z całą stanowczością, że ubowcy torturowali aresztantów w sposób o wiele bardziej wyrafinowany aniżeli gestapowcy.
W styczniu 1951 roku śledztwo w sprawie działalności członków Wolnego Świata zostało zakończone. 17 stycznia tegoż roku, w sali kinowej Wojewódzkiego Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego w Bydgoszczy przy ulicy Chodkiewicza, odbył się proces pokazowy sześciu najaktywniejszych członków szubińskiej organizacji. Zamknięta dla publiczności sala wypełniona była po brzegi przez umundurowanych funkcjonariuszy UB i MO. Po powierzchownym raczej rozpoznaniu sprawy Wojskowy Sąd Rejonowy w Bydgoszczy pod przewodnictwem ówczesnego szefa majora Edwarda Jęczmyka ogłosił prawdziwie drakoński wyrok. Oskarżeni: Marian Nowak, Zdzisław Grześko i Władysław Kozłowski zostali skazani na karę śmierci. Hieronima Bileckiego i Mariana Cichockiego skazano na dożywocie, natomiast Ludwikowi Majce wymierzono karę 15 lat więzienia. Skazany Zdzisław Grześko nie był nigdy funkcjonariuszem UB, ani tym bardziej dezerterem. Ojciec jego był jednakże przed wojną, a następnie w okresie okupacji na terenie GG, granatowym policjantem i okoliczność ta zaważyła na surowości wyroku. Już w pierwszym zdaniu uzasadnienia orzeczenia major Jęczmyk pisał: Oskarżony Grześko Zdzisław, syn granatowego policjanta, wychowywany w swym rodzinnym domu w atmosferze wrogiej dla obecnego ustroju państwa polskiego, wraz ze swym kolegą o podobnych poglądach Bileckim Hieronimem byli na początku 1950 roku częstymi gośćmi w kiosku obsługiwanym przez Genowefę Łuczak w Szubinie.
Niezależnie od procesu głównej szóstki, wytoczono również sprawy karne innym członkom i sympatykom Wolnego Świata. W wyniku tych procesów skazano na kary kilku lat więzienia Edmunda Strauchmanna, Bogdana Wendlanda, Władysława Gałata, Praksedę Napierałową, Józefa Sikorskiego, Bolesława Biernata i wspomnianą wyżej Genowefę Łuczak, która była narzeczoną przywódcy organizacji Mariana Nowaka.
Wyrok Wojskowego Sądu Rejonowego w Bydgoszczy z 17 stycznia 1951 roku został na szczęście złagodzony przez prezydenta Bieruta, który decyzją z 2 kwietnia 1951 r. zamienił orzeczone wobec Mariana Nowaka i Władysława Kozłowskiego kary śmierci na kary dożywotniego więzienia, natomiast karę orzeczoną wobec Zdzisława Grześki złagodził do 15 lat więzienia.
Wszyscy oskarżeni w sprawie Wolnego Świata opuścili mury więzień najpóźniej w roku 1956. Później, przez długie lata żyli w PRL z piętnem wrogów państwa ludowego, bywali inwigilowani, spychani na margines życia społecznego. Prawdziwą odmianę, tym którzy dożyli, przyniósł dopiero rok 1989. Wówczas jednakże byli już niemłodymi, steranymi ciężkimi doświadczeniami życiowymi ludźmi. Zwycięstwo Wolnego Świata nadeszło zbyt późno.
Krzysztof Sidorkiewicz
Pałuki nr 297 (44/1997)
Inne artykuły:
Śmierć Karola Szalowa z Iwna w areszcie Urzędu Bezpieczeństwa i 3 lata więzienia dla ubeka, który go aresztował
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze